poniedziałek, 23 grudnia 2013

#103 - "Delirium" - Lauren Oliver

11 komentarzy:




Okładka: miękka
Ilość stron: 359
Cena z okładki: 32,90 zł
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Wydanie oryginalne: 2011 rok
Wydanie polskie: 2012 rok 










Leczymy się z wielu chorób, które niszczą nasz organizm lub psychikę. Poddajemy się różnym zabiegom, tylko po to, aby usunąć nieprzyjemne objawy zarażenia z naszego ciała. Ale co jest tymi chorobami? Czy istnieje jedna z nich, która potrafi nas uskrzydlić, ale również powoli zabijać od środka? Czym więc jest? W przyszłości zostanie uznana za nieszczęście, a teraz? Czy wyleczyłbyś się z miłości....?

Lena od małego uważała, że amor deliria nervosa to najgorsza rzecz jaka może spotkać nas w życiu. Powoli odliczała dni do zabiegu, który na zawsze uchroni ją przed tą chorobą i pokaże innym, że choć pochodzi z rodziny "zarażonych" nie będzie tak słaba i nie podda się miłości. Jednak nie wszystko poszło po myśli bohaterki i chociaż zabroniono jej kochać, dalej może zmieniać swoje zdanie. Jedno spotkanie na zawsze zmieniło jej życie oraz pokazało drzwi do wolności, które Lena musi tylko pchnąć. Czy wystarczy jej siły i odwagi?

"Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija."

Jestem zachwycona. Tylko tyle? Nie, zauroczona, zdziwiona i spragniona również. Nie wiem jak to możliwe, ale podczas gdy na rynku figuruje tak wiele młodzieżowych książek o miłości, Lauren Olivier udało się stworzyć coś o tej samej tematyce, ale w ogóle odbiegające od innych lektur dla nastolatek. Uważam to za bardzo pomysłowe, oryginalne i świetnie wykonane, więc od pierwszych stron pokochałam już tę książkę. Było to już moje drugie spotkanie z autorką i jestem jeszcze bardziej zachwycona. Delirium czytałam z zapartym tchem, ze zdziwieniem na twarzy, z otwartymi ustami, z milionami emocji, które dalej we mnie siedzą. Nie da się po prostu przeczytać tej książki, w niej się jest, w niej się uczestniczy, ale również chce się ją wyrzucić przez okno, bo jest taka krótka. 

W Delirium nie ma wyrazów, zdani, ani słów, są to tylko emocje, zawarte w literach, napisanych na papierowych kartkach. Pełno wspaniałych cytatów, które ukazują nam jak bardzo powinniśmy cieszyć się, że możemy kochać i nie jest to zabronione. Książka jak najbardziej skłania do refleksji nad nami samymi, nad tym czy korzystamy z życia, czy korzystamy z naszych emocji. Bo co byłoby gdybyśmy byli obojętni na innych? Gdybyśmy nie mogli śnić, a nasza przyszłość byłaby zaplanowana do końca naszych dni? Zostało to pięknie przedstawione i uważam, że każdy kto sięgnie po lekturę, w której miłość została uznana za chorobę, chociaż na chwilę zastanowi się nad własnym sobą.

„Kocham cię. Pamiętaj. Tego nam nie odbiorą.”

Naprawdę pokochałam Lenę, w której odnalazłam siebie. Być może nie w stu procentach, lecz kilka cech, myśli oraz uwag miałyśmy podobne. Ale również i ja, tak jak ona, zmieniłam się od początku do końca książki. Zauważyłam pewne fakty i to jak czasami potrafimy być ślepi na pewne aspekty życia. Główna bohaterka ukazała nam, że nigdy nie jest za późno na zmiany, bo od jednego czynu może zależeć całe nasze życie.

Każdy się chyba tego spodziewa, że wątek miłosny jest tu na pierwszym miejscu. Właśnie o to chodzi! Jeśli przez to nie chcecie sięgnąć po tę książkę, muszę Was zmylić. Pomimo tak wielu scen, gdzie aż cukier wylewa się z kartek książki, w Delirium możemy zauważyć nie tylko takie przesłodzone chwile. Wiele beztroskich rozdziałów, czy akapitów, które tak naprawdę nic nie wniosły do fabuły, nie skupiają się tylko i wyłącznie na parze głównych bohaterów. Ale również chwile, gdzie łzy cisną się do oczu, ponieważ nie tylko my jesteśmy skrzywdzeni, ale nasze dzieci, czy osoby nam bliskie. Rozdziały, ukazujące nam to, co człowiek może zrobić w imię zakazanej, lecz dalej miłości. Akapity, pokazujące to, gdy bohaterka jest dumna z siebie, że potrafi kochać...

„Możecie zbudować mury aż do nieba, a mnie i tak uda się nad nimi przefrunąć. Możecie mnie przygwoździć do ziemi tysiącami karabinów, a ja i tak stawię opór”.

Książka okazała się strzałem w ... dziesiątkę? setkę? Nie, Delirium to zdecydowanie coś więcej niż tylko historią, niż tylko kartkami spięte okładką. Autorka poruszyła w niej taki temat, który będzie towarzyszył człowiekowi zawsze, dzięki któremu nasze życie staje się piękniejsze, ale również bolesne, więc nic dziwnego, że tak samo jak ja i Ty oraz wiele innych osób, który sięgnęły, odnajdziesz w niej samego siebie i uzyskasz odpowiedź na to, czy czasami warto poświęcać się dla kogoś? Czy świat bez miłości byłby piękniejszy? Czy jednak bycie obojętnym względem innych bardziej się opłaca i czy jest łatwiejsze? Piękna rebelia, która rozpoczyna się już w Delirium, ma trwać przez kolejne części sagi. Myślę, że chociaż czytamy wiele wspaniałych książek, to tej na pewno nie zapomnicie i ukryjecie ją oraz jej bohaterów głęboko w swoich sercach.


MOJA OCENA: 10/10

sobota, 21 grudnia 2013

#102 - "Sekret Julii" - Tahereh Mafi

24 komentarze:




Okładka: miękka
Ilość stron: 439
Wydawnictwo: Otwarte
Cena: 34,90 zł
Wydanie: 2013 rok











Julia z Adamem uciekają z kwatery Komitetu Odnowy i trafiają do Punktu Omega, przystani dla dzieci o szczególnych zdolnościach. Wreszcie są bezpieczni. Sielanka zakochanych trwa jednak krótko. Julia poznaje sekret, który może przekreślić ich wspólne marzenia o szczęściu…

Już kilka miesięcy temu zapoznałam się z pierwszą częścią tej serii - Dotykiem Julii. Książka okazała się tak nieziemska, wciągająca, ciekawa i intrygująca, że odliczałam po prostu dni do tego czasu, aż wreszcie będę mogła pozwolić sobie na zakup drugiego tomu przygód Julii. Czy ten okazał się również wyśmienity jak poprzedni? Chyba nie każdy z nas zadaje ból swym dotykiem, więc musicie uwierzyć mi na słowo, że ta książka wbija w siedzenie, a o to każdemu czytelnikowi chodzi? Prawda?

“Nie musimy nic robić, żeby umrzeć.
Możemy przez całe życie ukrywać się w komórce pod schodami, a śmierć i tak nas znajdzie."

Nie widzi się tu diametralnej przepaści pomiędzy obiema częściami. Zarówno Dotyk Julii jak i Sekret są świetnymi powieściami, które zachwycą każdego i uważam, że jeżeli sięgacie po tę pierwszą, będziecie pragnąć zdecydowanie tej drugiej. Aczkolwiek milej wspominać będę tę następną część, która swoją prostotą, ale również wieloma wątkami, odkrytymi sekretami i wydarzeniami, zmusiła mnie do pewnego rodzaju szoku, który trwa do dziś. Dlaczego? Zdziwiłam się, że można napisać arcydzieło i wydać kolejną książkę, która nie mieści się już w skali od 1 do 100.

Ja Sekretu Julii nie przeczytałam. Pochłonęłam ją w całości, nie patrząc na ilość stron, rozdziałów, zdań i słów, tylko zerkając na emocje zawarte w całej tej kompozycji, zamkniętej w okładce. Uważam, że ta lektura nie jest zwykłą, papierową formą spędzania czasu, ale jest wręcz sztuką. Nie należy szufladkować tej historii jako głupią książkę dla młodzieży, bo wbrew pozorom, jest to opowieść o poświęceniu, odrzuceniu, wielkiej odwadze, ale wątek miłosny wpleciony w tle dodaje temu tylko dodatkowych plusów. Jeśli kogokolwiek odrzuca ten trójkąt, to powiem wam, że choć dość często pokazywany jest  jako najważniejszy problem głównej bohaterki, to jednak nie jest on tak uciążliwy jak w innych tego typu książkach. 


"Wiem, że słowa potrafią ranić. Ale nie sądziłam, że mogą zabić.”

I znów piękny, oryginalny zapis myśli. Nie chciałam znów powielać tego wątku, ale tym razem znów zostałam zaskoczona. Przekreślone uwagi, uczucia i emocje jakich Julia nie chciała wyrażać, ale również rozdzielone zdania, wyrazy itp. przykuły mą uwagę. Traktuję to jako plus, za względu na jakieś urozmaicenie, bo chociaż książka jest wspaniała i wciągająca, to po dwóch godzinach czytania patrzenie się w całe zapisane strony może stać się uciążliwe. 

Podsumowując. Nie będę zachęcała tych którzy sięgnęli po Dotyk, aby zapoznali się również z Sekretem, ponieważ wiem, ze albo już to zrobili, albo to planują. Świetna kontynuacja, która nie chwyta za serce chwilami, ale przez 439 stron. Sprawia, że zapominamy o otaczającym na świecie i chwilami my sami boimy się dotknąć innych, ponieważ mamy wrażenie, że to my zadajmy ból. Książka bardzo dobra, warta przeczytania i zapoznania się, ale również warta polecenia dla osób, które szukają kawałka dobrej, chociaż młodzieżowej, to jednak lektury :)

MOJA OCENA: 10/10


niedziela, 15 grudnia 2013

#101 - "Mroczna wieża" - C.S. Lewis

5 komentarzy:




Okładka: miękka
Ilość stron: 266
Cena: 34, 90 zł
Wydawnictwo: Esprit
Wydanie oryginalne: 1977 rok
Wydanie w Polsce: 2013 rok










Mroczna Wieża, którą autor Opowieści z Narnii planował prawdopodobnie jako kontynuację słynnej trylogii międzyplanetarnej, a także inne składające się na ten zbiór opowieści, będą fascynującą lekturą dla czytelników Lewisa. Znajdziemy tu wielkie tematy przewijające się przez całą niemal twórczość pisarza: Czas, Przestrzeń, Pozór i Rzeczywistość… Wszystko to jednak w formie, o której autor wstępu pisze z humorem jako o „dobrej opowieści na wakacje”.

Myślę, że tego autora nikomu nie muszę przedstawiać. C. S. Lewis jest jednym z tych pisarzy, którzy zmienili życie wielu ludzi przez jedną historię. Każdy z nas zna, słyszał, czytał lub oglądał "Opowieści z Narnii", które zachwyciły nie jedno dziecko! Ale przecież każdy autor pisze również inne historie, które czasami są mniej popularne, lecz tak samo wartościowe i wciągające jak te bestsellerowe. Dlatego postanowiłam sięgnąć po Mroczną wieżę, aby się przekonać, czy rzeczywiście warto czytać inne powieście znanych pisarzy, bo przecież nie każdy pisze wciąż historie, które zmieniają życie czytelników. 

Muszę powiedzieć, że spodziewałam się czegoś trochę innego. Aczkolwiek spodobał mi się pomysł wydanie tomiku autorstwa C. S. Lewisa, który powstał w sumie z przypadku. W książce możemy znaleźć sześć różnych historii, gdzie niektóre mają tylko kilkanaście stron i są tak naprawdę strzępkami, czy początkami opowiadań, których nie będzie dane nam poznać w całości. Każda z historii była dopracowana, intrygująca, ale jednak chwilami dość monotonna. Moje zdanie na temat tej książki, zmieniało się co kilka stron, ponieważ cały czas byłam zaskakiwana pozytywnie, ale również negatywnie. 

Wielką fanką tego autora nie jestem, ale miło czytało mi się te historie. Sam fakt, że mam w ręce coś co jest zwykłymi notatkami, które nie miały (bez poprawek) ujrzeć światła dziennego, było świetnym doświadczeniem i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała taką okazję. Oczywiście sytuacja w jakiej się znalazłam ma też swoje minusy. Bardzo lubię dopracowane książki, gdzie często nie muszę zastanawiać się, czy jakieś zdanie jest błędem, czy tak ma być. W tym przypadku nie było takich przykładów, lecz często było to brak danych fragmentów, przez co często traciłam wątek. Jest to chyba jeden z minusów tej książki, ponieważ resztę dało się przeżyć, a przede wszystkim o nich zapomnieć!

Nie będę rozpisywać się o każdej historii, ponieważ niektóre świetnie się czytało, niektóre nie, ale jedna w szczególności mnie zachwyciła i zmusiła do do krótkiej refleksji. Mówię oczywiście o Niewidomy od urodzenia. Choć te opowiadanie ma jedynie 7 stron, wystarczy aby wprowadzić nas w nastrój współczucia, ale również ulotnego szczęścia, które nie wiem dlaczego, ale towarzyszyło mi w trakcie i po zapoznaniu się z  tą historią. Chociaż autor daje nam bardzo mało czasu na zapoznanie się z Robin, to jednak dalej gdzieś we mnie siedzi ta postać i jestem nią tak zachwycona, że dopiszę ją do listy tych, o których myślę dość często.


Podsumowując. Uważam, że wydanie kolejne książki C.S. Lewis, było prawdziwym świętem dla jego fanów, którym ja nie jestem. Pomijając to, czas spędzony z tą publikacją zaliczam do tych miłych chwil i chociaż nie każde opowiadanie mnie zachwyciło, a do książki nie powrócę, to będę wspominać ją dobrze i na pewno polecę znajomym! Jeśli również wy, chętnie przeczytacie notatki jednego z popularniejszych autorów, które cudem uniknęły spalenia, koniecznie sięgnijcie! 

MOJA OCENA: 6/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Esprit. Ten fakt nie wpłyną na moją recenzje

środa, 11 grudnia 2013

Książka w mieście

1 komentarz:
Dziś przychodzę do Was z troszkę innym postem, więc mam nadzieję, że jednak się nie zanudzicie. Tych, którzy po prosty nie przepadają za takimi wypowiedziami, pocieszę, że niedługo szykuję się recenzja, a tym razem... Enjoy!


Nie raz chyba znaleźliście się w takiej sytuacji, że mając pokaźną sumkę w portfelu oraz stos egzemplarzy recenzyjnych lub książek z poprzedniego miesiąca, nie mieliście po prostu na co wydać oszczędności. Sama Was rozumiem, ponieważ z braku czasu, nie raz odmawiam sobie kupna lektury, nie chcąc aby kurzyła się ona półce, ale również znam siebie i wiem, że wtedy trudno mnie zmotywować, aby ją przeczytać (skoro stała tyle czasu, to jeszcze sobie postoi, a ja czytam nowości). Ale również chętnie wydaje czasami drobne pieniądze na dodatki, dzięki którym moja kolekcja jest urozmaicona. Sama posiadam eko-torbę, z napisem "Keep Calm and read the Hungers Game trilogy" oraz kilka przypinek z Empika. To super sprawa, kiedy inny bibliofil może rozpoznać innego na ulicy, przez torbę, czy bluzkę. Bo sam napis "I <3 books", który mamy na sobie, pokazuje naszą przynależność do tych "niestatystycznych Polaków", którzy czytają więcej niż 1 książkę rocznie.

Dlatego dziś chciałam pokazać Wam pewną inicjatywę, którą wspieram i podpisuję się pod nią rękami i nogami! Mowa tu oczywiście o akcji "Książka w mieście", czyli zaczytani pokażcie, że tu jesteście! Chociaż na stronce widnieje tylko kilka gadżetów, z czasem będzie ich zdecydowanie więcej!

http://ksiazkawmiescie.pl/



Tak od siebie pragnę powiedzieć, że jestem zachwycona! Muszę przyznać, że na naszym rynku jest bardzo mało dostępnych dodatków dla fanów literatury. Jestem zaciekawiona tą inicjatywą, a każdy z gadżetów nie przekracza ceny przeciętnej książki. Myślę, że raz na kilka miesięcy, kiedy nie będę chciała dokładać sobie więcej czytania, mogę sobie coś zamówić. Mój pierwszy zakup planuję już wkrótce. A wy? Zachęciłam Was?

niedziela, 8 grudnia 2013

#100 - "Carrie" - Stephen King

5 komentarzy:






Okładka: miękka
Ilość stron: 205
Cena: 32 zł
Wydanie oryginalne: 1974 rok
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka









Carrie White jest inna niż jej rówieśnicy. Nie chodzi na prywatki, nie interesują się nią chłopcy, stanowi obiekt kpin i docinków. Matka – religijna fanatyczka – za wszelką cenę usiłuje uchronić ją przed grzechem. Pewnego razu Carrie się jednak buntuje i idzie na szkolny bal. Gdy tam pada ofiarą okrutnego żartu, rozpętuje się piekło... dziewczyna jest telekinetką o olbrzymiej mocy, której postanawia użyć, by zemścić się na prześladowcach. Ci, którzy ją dręczyli, gorzko tego pożałują.

Każdy pisarz zaczynał od debiutu i nie ma na to bata. Ja uwielbiam zapoznawać się z autorami, sięgając po ich najstarsze książki, aby zobaczyć jak bardzo się rozwinęli i jak poprawili swoje błędy, zawarte w tych pierwszych publikacjach. Tym razem było to coś innego, niespodziewanego, takiego, że wbiło mnie w krzesło. Który autor potrafi napisać, pierwszą, tak dobrą, krótką książkę, aby powalić czytelnika na kolana? Stephen King.

Pierwszym aspektem, który od razu przykuł mą uwagę do tej publikacji, jest fabuła. Została wspaniale stworzona, tak, aby po przeczytaniu dalej siedziała w naszym umyśle i zadawała pytanie, na które nie potrafimy odpowiedzieć. Zachwyca nas, a jednocześnie przeraża. Potrafi wywołać u nas różne emocje, które do ostatniej strony nie ułatwią nam wyboru: czy współczujemy Carrie, czy jej nienawidzimy? 

„Ludzie z wiekiem nie stają się lepsi, stają się tylko sprytniejsi. Kiedy jesteś starszy i mądrzejszy, to wcale nie przestajesz obrywać skrzydełek muchom, po prostu potrafisz wymyślić lepsze powody, żeby to usprawiedliwić.”

Jak jest ta książka? Zagadkowa, ciekawa, straszna, śmieszna, wpływowa, dobra, zaskakująca, porywająca, absurdalna, nieprawdopodobna,  ale jest również historią o zwykłej nastolatce, która chciała tylko pójść na bal. Stephen King użył tak wielu kontrastów i chwilami banalnych rzeczy, aby ukazać nam to, jacy potrafią być ludzie. Czytając "Carrie" dowiecie się jak czują się inni, gdy ich do czegoś zmuszamy, śmiejemy się  z nich lub gdy po prostu palimy ich żywcem. I chociaż każdy z nas w swoim środowisku zna taką Carrie White oraz jej matkę, to dość często nie robimy nic, aby to zmienić, aby pomóc lub przebaczyć.

Odbiegając od elementów rzeczywistych zawartych w tej książce, przejdźmy do tych, które całej fabule oraz opisom, dodają wisienkę na torcie. Oddzielny akapit powinnam poświęcić wspaniałym postaciom, które swoim zachowaniem, zainteresowaniami, decyzjami, ale również problemami, nigdy nie odejdą ode mnie i zawsze będę je wspominać, jako wspaniałych, być może negatywnych, ale zawsze barwnych bohaterów. Pierwszą postacią, bez której tak naprawdę wszystko byłoby inne jest matka Carrie - Margaret White. Byłam pod wrażeniem tego, jak ta kobieta mogła poświęcić się dla Boga. Chociaż chwilami krzywdziła siebie i innych w swoim otoczeniu, przez swoją głęboką wiarę, to jednak w głębi ducha chciała jak najlepiej dla swojej córki i było to widać w wielu przypadkach. Nie ukrywając, była ona fanatyczką religijną i zmuszała do tego Carrie, aby uchronić ją od grzechu. Sama główna bohaterka okazała się zwykłą dziewczyną, która miała pecha w życiu. Podziwiam ją za cierpliwość i oddanie oraz szacunek, którym do pewnego czasu darzyła matkę. Pomijając pewne chwile załamań oraz prób, Carrie w głębi duszy kochała bardzo swą rodzicielkę i ukazała to w wielu chwilach.

Zakończenie powieści było idealne, niby do przewidzenia, ale jednak byłam bardzo zaskoczona, kiedy czytałam już końcowe sceny. Chwilami gęsia skórka, przerażenie, ale gdzieś tam we mnie było jeszcze współczucie, do tej "małej" Carrie, która wołała mamę. Jak widać każdy z nas kogoś potrzebuje i nie zważając na błędy, powinniśmy kochać tych, na których nam zależy, bo wszystko da się naprawić. W tym momencie byłam zaskoczona reakcją dziewczyny, ale również gdzieś tam, zaczęłam jej żałować i chciałam aby wszystko skończyło się dobrze.

Podsumowując: debiut Kinga okazał się trafną lekturą, która daje do myślenia. Pomijając olbrzymią moc Carrie oraz to kim była jej matka, książka zawiera świetny morał, który ukazuje nam pewną prawdę o zachowaniu ludzi. Myślę, że autor specjalnie dodał te niecodzienne elementy do książki, aby cała historia Carrie White zapadła nam w pamięci na długie lata. Jestem zachwycona moim pierwszym spotkaniem z tak znanym autorem i dziś już wiem, że na pewno sięgnę po jego dalsze publikacje. Jeśli Wy jeszcze nie zapoznaliście się z żadną powieścią Stephena Kinga, uważam, że "Carrie" jest świetną książką na pierwsze spotkanie, bo pomimo jej małej ilości stron, zapewne zaczaruje Was tak samo jak mnie. 

MOJA OCENA: 9/10



poniedziałek, 2 grudnia 2013

365 dni zmian, czyli co tu się działo

13 komentarzy:
Ta chwila, gdy wiesz, że rok temu podjęłaś decyzję, która zmieniła twoje życie na lepsze...



Tak! Dokładnie rok temu, czyli 2 grudnia 2012, założyłam bloga. Trochę z nudów, trochę z powołania, ale dziś wiem że było warto :) Nie potrafię podsumować tego roku, który tak bardzo owocował w zmiany i sukcesy, ale również próby i błędy. Jednak zmieniłam swój pogląd na świat, zyskałam drugie życie, a przed wszystkim wspaniałe hobby, które jest przyjemnością, a nie przymusem.




A teraz troszkę, ale nie dużo statystyk.

Odwiedziliście mnie ok. 12 tysięcy razy
Na dłużej zostało 103 obserwatorów oraz 57 kręgowiczów w Google+
Wypowiedzieliście się w 1543 komentarzach
Najchętniej czytaliście recenzje "Magdy.doc"
Od tego czasu przeczytałam 98 książek, gdzie 94 w tym roku
Napisałam 99 recenzji, 17 rozkmin, 10 podsumowań miesiąca, 5 stosików
Nawiązałam 3 współprace z wydawnictwami
Przeżyłam tu 365 dni i jestem z tego dumna :)

Dziękuję Wam za to, że jesteście! Blog nie okazał się tylko moim malutkim miejscem w internecie, ale również kopalnią wspaniałych osób, które dzięki niemu poznałam lub które napisały do mnie, aby poznać mnie bliżej. Chciałabym serdecznie podziękować konkretnym osobom, które dość często znam tylko z  nicku, niektórych dość bliżej, ale każdemu dziękuję za to, że poświęcacie/poświęcaliście czas na czytanie i pisanie swoich opinii, bo bez nich blog byłby martwy :)
Więc (kolejność przypadkowa), pragnę podziękować z całego serca:
Mojej kochanej Ani, która przez cały maj (a może to był kwiecień?) wspierała mnie, komentowała, zachęcałam, wypytywała, aby tylko moje notki/recenzje były lepsze, lepsze, lepsze!
Asi, która poprawiała, pisała, gadała, zadawała pytania na asku i wiele innych rzeczy za które ten rok był wspaniały (no i za Emmist <3).
Krystianowi, który fejmi, jest wszędzie, w lodówce, na kwejku, który jest wspaniałym kolegą i przykładem, ze można być chłopakiem i czytać książki.
Weronice, wspaniałej fance PLL, która nabiła mi 40 komentarzy, nie spojlerowała i lajkuje moje zdjęcie w tle na fb (te z Alison).
Julce, która mnie wspiera, rozumie jak to jest być recenzentem, jest moją przyjaciółką, siostrą i czytelniczką w jednym.
Szarlotce, która pisze wspaniałe ff, również recenzuje i odrabia pd z gegry w sobotnie wieczory.
Tosi, która pyta mnie o to co przeczytać, jest wspaniałą osobą do pogadania, wita się ze mną pisząc "Topolek" i po prostu jest.
Chichotkowi, który nazywa się Dominika i jara się moim współpracami, ma piękny uśmiech, pisze mi posty na fb o moich sukcesach, dzięki niej nie będę mieć raka i pomimo kłótni jest, będzie i... awww <3
Czarkowi, który pisze opowiadania po islandzku i żyje w świecie biznesu, jest najlepszym kolegą z zagranicy jakiegokolwiek kiedykolwiek miałam, z którym można pogadać i się pośmiać, a przede wszystkim poczytać jego twórczość.
Oraz dla Sebastiana, który robi moją chemię, w czasie gdy ja zajmuje się blogiem.

Teraz tak bez komentarz już dziękuję: Szusteczce, Alice, Kindze, Zience, Karolinie, Sylwii i ahh! Pewnie o kimś zapomniałam. Kochanym Emmistom, którzy dają mi czasami kopa, abym pisała, nie leniła sie i była lepsza! Dzięki Wam się nie stresuje i mam siłę do działania.

W tym roku przeżyłam wiele przygód, z wieloma książkami, przez Igrzyska Śmierci, Pretty Little Liars, ponowne czytanie HP i wiele, wiele innych typu Szukając Alaski, Poradnik Pozytywnego Myślenia, Charlie, Miasto Kości, Dotyk Julii. Najlepszą książkę, hm.... wybiorę w podsumowaniu roku! Ten czas taaak szybko leci, więc zbliżamy się już do końca podsumowania. Pamiętam, że zawsze przyrzekałam sobie, że wytrzymam ten rok, aby napisać taki post i... ta dammm! Miał on tyle form, że nie potrafię wyliczyć ile, ale jednak jestem zadowolona z tej. No cóż, do napisania i obyśmy spotkali sie również za rok! :D

Pozdrawiam,
Ath :)




niedziela, 1 grudnia 2013

#10 - Podsumowanie miesiąca: listopad

10 komentarzy:

Grudzień?! Święta! Naprawdę nie wierzę, że za 23 dni święta <3 Jak pewnie większość z Was uwielbiam ten okres i miło wspominam go przez kolejne miesiąc zimy. Takowa do mnie jeszcze nie zawitała, ale czekam na kilka płatków śniegu z nieba. Niestety listopad nie był dobrym miesiącem, ponieważ w nim przeczytałam tylko 4 książki (co jest moim najgorszym wynikiem w tym roku). Aczkolwiek jestem dumna, że przy takim nawale klasówek i kartkówek, udało mi się przeczytać tę małą liczbę lektur.

Oto one:
- "7 zasad sukcesu według Mistrza Chuang Yao" - Maciej Stawicki
- "Pretty Little Liars. Sekrety" - Shara Shepard
- "Igrzyska Śmierci" -Suzanne Collins
- "W Pierścieniu Ognia" - Suzanne Collins

Łącznie przeczytałam 1424 stron, co daje ok. 47 stron dziennie.
Najbardziej podobały mi się: "Igrzyska Śmierci";  "W Pierścieniu Ognia"
Zawiodłam się na: niczym
Najszybciej czytało mi się: "7 zasad sukcesu według Mistrza Chuang Yao"


Święta, święta, ale przed tym czekają mnie nie miłe 3 tygodnie w szkole. Klasówki, wystawienie proponowanych ocen, a przed wszystkim - próbne egzaminy. Mam nadzieję, że jakoś w drugiej połowie miesiąc odrobię straty czytelnicze, ponieważ będzie już wolne. Niedługo mikołajki, a ja już złożyłam zamówienie na nowe książki. Kocham atmosferę świąt i mam nadzieję, że w tym roku spadnie nam śnieg na te wspaniałe dni. A jutro kolejny post, niespodzianka :)
Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D