czwartek, 31 lipca 2014

#123 - "Perfekcyjna kobieta to suka" - Anne-Sophie i Marie-Aldine Girard

6 komentarzy:




Tytuł: Perfekcyjna kobieta to suka
Autor: Anne-Sophie i Marie-Aldine Girard
Okładka: miękka
Ilość stron: 160
Cena detal.: 24,90 zł
Wydawnictwo: Feeria
Wydanie oryginalne: 2013
Wydanie polskie: 2014







Każda z nas marzy o tym, aby być perfekcyjną. Najpierw idealną dziewczyną, później żoną i matką. Robimy wszystko, aby nimi się stać, a gdzieś pomiędzy gonitwą do swoich założeń i prowadzeniem normalnego życia, gubimy swój własny charakter, albo same porzucamy go na koszt stania się perfekcyjną. A co jeżeli ten idealizm nie jest tym co chcemy osiągnąć w życiu? Na początku wydaje nam się, że bycie perfekcyjną kobietą to coś wspaniałego i coś co sprawi, że nasze życie będzie lepsze oraz mniej zagmatwane, lecz później każda z nas dochodzi do wniosku, że perfekcyjna kobieta to suka.

Jeśli sięgam po poradnik, to wymagam od niego bardzo dużo. Po pierwsze, pragnę aby zmienił coś w moim życiu. Po drugie, chcę, aby był nie tylko pouczający, ale również ciekawy. Nudzie mówimy zdecydowanie "nie". A po trzecie... mam nadzieję, że od teraz każdy poradnik będzie śmieszyć mnie tak bardzo jak ten. Naprawdę nie wiem, czy trafiłam na dobrą książkę, czy jest ona pouczająca, wartościowa i chyba nigdy się nie dowiem, ponieważ czytając ją cały czas się śmiałam. Oczywiście bywały mniej zabawne chwile, ale przez wszystkie strony na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Po skończeniu tej lektury bolały mnie policzki.

"Przestaniesz kupować buty w rozmiarze 38, chociaż nosisz 40 (nawet jeśli są na wyprzedaży)."

Perfekcyjna kobieta to suka jest książką na pozór nic nie wnoszącą do naszego życia, ot co, taka miła, śmieszna lektura, ale jednak kilka rad zapamiętam na zawsze (od teraz gdy ktoś robi mi zdjęcie, będę pamiętać o układzie ud i języka). Uważam, że autorki w śmieszny sposób i chwilami dość kontrowersyjny ukazały pewne aspekty naszego życia, to, że możemy mieć w s z y s t k o, a nie być perfekcyjnymi osobami. W pewnym sensie bardzo podniosło mnie to na duchu i myślę, że inne czytelniczki również po lekturze tego poradnika inaczej spojrzały na wykreowany idealizm kobiety XXI wieku. 

Jedyny minus tej lektury, to chaotyczność. Została stworzona naprawdę fajnie i pomysłowo. Czyta się ją w mgnieniu oka (jeśli oczywiście nie płaczesz ze śmiechu), ale irytowało mnie to, że często powielano tematy co kilkanaście stron, jakby nie można było scalić wszystkiego w jednym rozdziale. Było to dość niewygodne, iż aby przeczytać wszystko na dany temat, trzeba było wertować strony do innych działów. 

Podsumowując. Poradnik okazał się dobrą rozrywką, która bardzo mnie rozśmieszyła. Oprócz tego nauczyła pozować do zdjęć i zapewniła, że nie trzeba być perfekcyjnym. 160 stron szybko mi minęło, a czas który spędziłam z tą książką zaliczę do zdecydowanie udanych. Lektura jest mało ambitna, ale uważam, że na takie letnie wieczory w sam raz. Polecam płci żeńskiej, lecz myślę, że panowie również mogli by nauczyć się wiele z tego poradnika. 

MOJA OCENA: 8/10


 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria

wtorek, 29 lipca 2014

#122 - "Kobiety na plaży" - Tove Alsterdal

3 komentarze:




Tytuł: Kobiety na plaży
Autor: Tove Alsterdal
Okładka: miękka
Cena detal.: 39,99 zł
Ilość stron: 462
Wydawnictwo: Akurat
Wydanie oryginalne: 2009 rok
Wydanie polskie: 2013 rok







Mary jest jedyną osobą, przeżyła ryzykowną morską przeprawę z Afryki do Europy. Wycieńczona, ranna i przerażona usiłuje dotrzeć z Tarify do Kadyksu, aby zarobić pieniądze na dom dla rodziców. Młodziutka szwedzka turystka, razem ze swoim ojcem spędza wakacje na południowym wybrzeżu Hiszpanii. Po nieudanej nocy spędzonej na plaży z chłopakiem poznanym w barze budzi się z kacem (poalkoholowym i moralnym), bez paszportu i pieniędzy. Piękny kochanek znika bez śladu, Terese zaś odkrywa w wodzie zwłoki czarnoskórego mężczyzny. W Nowym Jorku Ally Cornwall, trzydziestokilkuletnia scenografka, dowiaduje się, że jest w ciąży. Coraz bardziej dokucza jej tęsknota za mężem, który od jakiegoś czasu pracuje w Paryżu nad reportażem o współczesnym niewolnictwie. Coraz bardziej zaniepokojona milczeniem Patricka, wyrusza do Francji, aby go odnaleźć. Nie zdaje sobie sprawy, że Paryż to zaledwie pierwszy przystanek mrocznej odysei. Podążając śladami męża, dotrze do Lizbony i na południe Hiszpanii. Spotka zarówno Mary, jak i Terese. I kilkanaście innych osób.

Nie samą fantastyką i obyczajówkami bibliofil żyje, a więc czasami warto sięgnąć po inne gatunki, z którymi rzadko ma się styczność. Tak było i jest, w moim przypadku, ponieważ nieczęsto sięgam po kryminały w wersji papierowej. Kobiety na plaży miały to zmienić, jakoś zachęcić i pokazać, że ten gatunek może mnie wciągnąć tak samo, jak inne, moje ulubione. Czy dorównały moim oczekiwaniom? Czy je spełniły?

Zaczyna się dość tajemniczo, ponieważ już od pierwszych stron jesteśmy wprowadzeni w stan zagubienia, intryg i zaciekawienia. Nie mamy pojęcia co zdarzy się pierwszej poznanej przez nas bohaterce, a gdy przewracając kolejne kartki zapoznajemy się z dwoma pozostałymi postaciami. Już w tym momencie wciągamy się w lekturę. Idąc dalej, akcja coraz bardziej się rozwija, pojawiają się nowe wątki, których rozwiązanie chcemy poznać i jest po prostu tak tajemniczo. Z każdym rozdziałem klimat odczuwało się coraz bardziej.

"A potem wprowadziłam komputer w stan hibernacji; zgasł i zamilkł. Weszłam pod kołdrę, nawet nie ściągnąwszy narzuty. Chłopiec przestał jeździć na rowerku." 

Tove Alsterdal w swoim debiucie pokazała, że nie tylko wybitni i znani autorzy piszą dobre książki. Zabrała się za dość wymagający gatunek i uważam, że świetnie sobie z nim poradziła. Lektura jest wspaniale napisana pod względem językowym, ale również i fabularnym. Każda z postaci wykreowanych przez tę autorkę, była dopracowana na ostatni guzik, a drugoplanowi bohaterzy dodawali uroku całej "obsadzie". Muszę wspomnieć również o miejscach, które odwiedzała Ally, ponieważ dzięki nim poczułam pewien wakacyjny urok. Mowa tu o Paryżu i Lizbonie, które zawładnęły moim sercem od początku.

Kobiety na plaży nie jest książką monotonną. Cały czas coś się dzieje, odkrywamy nowe tajemnice, ich rozwiązania oraz poznajmy kolejne postacie, zamieszane w zniknięcie Patricka. Większość rozdziałów kończyła się zaskakującym wydarzeniem, bądź informacją, dlatego nie mogłam przerywać lektury po każdej części (jak mam w zwyczaju), ponieważ nie mogłam doczekać się co będzie dalej. Nie mogę narzekać na nudę w tej pozycji, ponieważ jej tam nie ma. Chociaż nie była to jakaś wybitnie trzymająca w napięciu książka, to jednak chwilami pojawiło się na mojej twarzy zdziwienie i zaskoczenie.

Nie sięgam chętnie po kryminały, ponieważ nie zawsze mam na to wielką ochotę. Jednak od czasu do czasu to robię i tym razem padło na Kobiety na plaży. Nie zgadzam się z opisem na okładce, który twierdzi, że jest to najlepszy kryminał tego roku, ponieważ książka trzyma pewnie poziom, ale wierzę, że gdzieś tam istnieją lepsze pozycje. Oprócz tego powieść przypadła mi do gustu, czasami intrygowała, nigdy nie zanudzała, ale jednak brakuje jej tego czegoś, co sprawi, że będę chciała ją polecać każdemu. W takim razie czy jest jakieś ograniczenie na tę lekturę? Nie sądzę, ponieważ w zależności od wieku, płci i zainteresowania, a zwłaszcza gustu literackiego, możesz sięgnąć po nią i ocenić, czy jest to kryminał roku.

MOJA OCENA: 7/10

 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat

piątek, 18 lipca 2014

O fenomenie, lub jego braku, serii Pretty Little Liars

17 komentarzy:
"Got a secret
Can you keep it?"


Miliony fanek na świecie, tysiące w Polsce, a to za sprawą czterech (a może pięciu?) słodki kłamczuch. Emily, Spencer, Aria i Hanna podbiły serca nastolatek na całym Świecie. Fabuła nie jest skomplikowana, a przynajmniej na pierwszy rzut oka tak nam się wydaje. Pięć przyjaciółek postanawia urządzić małe piżama party na zakończenie wakacji. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli. Jedna z nich - Alison - znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a rok później znajdują jej ciało. Od tego zaczyna się cała historia, którą mamy przyjemność śledzić w małym miasteczku - Rosewoodu. Zbyt łatwo? Ach! Zapomniałam wspomnieć o tym, że cztery, pozbawione swojej królowej, zagubione nastolatki są prześladowane przez tajemniczego nadawce wiadomości, czyli A, który/która zna wszystkie ich sekrety. Wspaniały pomysł na historię, którą można rozpisać na 16 książek (być może więcej...), 2 dodatki i nakręcić o tym 4 sezony (5 w trakcie, 6 i 7 planowany). Niezły tasiemiec, prawda? Jednak chyba ma w sobie to coś, bo fanów tej serii nie ubywa, a raczej przybywa. Chociaż. Zacznijmy od początku...

"Swear this one you'll save"


Pierwszy sezon jest jeszcze niewinny, jeśli można go tak określić. Dziewczyny są przerażone A, nie wiedzą co robić, jak działać, no i dalej uważają, że to Alison je nęka. Zadają pytania, szukają odpowiedzi. Wprowadzane wątki są rozwiązywane albo na poznanie ich rozwiązania musimy poczekać do następnego sezonu, który... nas zachwyca. Pod koniec drugiego poznajemy oprawcę dziewczyn, wszystko ma być zakończone, a powrót do normalności jest na wyciągnięcie ręki. Jednak tak się nie dzieje, zdecydowanie, ponieważ trzeba nakręcić sezon trzeci i czwarty, a w nich coś trzeba rozwinąć. Wtedy zaczynają się schody, po których ja musiałam się wspinać. Nie wiem czy twórcy serialu cierpią na zaniki pamięci, ćpają o wiele za dużo (bo jednak aby stworzyć dwa dobre sezony trzeba być na haju), ale mam wrażenie, że wprowadzając pewne wątki, postacie i sytuacje są na sto procent pewni ich kontynuacji, a później nagle zmieniają zdanie, wciskając nam kit jakimś dziwnym wytłumaczeniem. Najśmieszniejsze jest to gdy nagle jakaś postać znika, a po kilkunastu odcinkach powraca, jakby nagle twórcy zmienili zdanie. W sumie wyjazdy do NY  też są częste, bo po co tam siedzieć skoro można wrócić do psychicznego Rosewood. Kolejne sezony zdecydowanie nie trzymają już poziomu dwóch pierwszych (o ironio, a trzeci to mój ulubiony), jednak dalej miedzy odcinkami, w których nie dzieję się kompletnie nic, a dziewczyny zamiast sobie pomóc tylko komplikują sprawy, można wyłapać takie, które dorównują tym pierwszym, ciekawią nas i sprawiają, ze gęsia skórka nie opuszcza nas do końca.

"Better lock it in your pocket"


"Taking this one to the grave"


"If I show you then I know you"


"Won't tell what I said"


Bohaterki są przecudowne. Naprawdę. I chyba one rekompensują całą tę sprawę z niedomówionymi wątkami, zaginionymi postaciami i ciągłą zmianą zdania twórców. Emily, Spencer, Hanna i Aria mają wspaniałe charaktery, historie, cechy i och... kocham w nich wszystko! Każda z dziewczyn ma to coś, cechę która odróżnia je od innych, hobby, cokolwiek. Moją ulubioną z nich wszystkich jest Spencer (a najmniej lubianą Emily), ale i tak każda jest mi w pewien sposób bardzo bliska (13 tomów, 2 dodatki i 4 sezony zbliżają, prawda?). W każdym razie, kocham ich codzienne outifty, częsty brak gustu Arii, wspaniałe sukienki Hanny, zmianę wyglądu Emily (porównajcie 1, a 4 sezon) oraz kujoństwo Spencer. Ich rodziny, problemy, chłopaków, rodzeństwo, dziewczyny, prace, zero ogarnięcia jakiejkolwiek organizacji (och, A chce mnie zabić, patrzę mu w twarz, "Widziałaś jego/jej twarz? nie.."), to, że tyle razy były już blisko poznania prawdy, a za każdym razem coś zepsują (no bo trzeba nakręcić kolejne sezony). Po prostu za to wszystko je uwielbiam. 

"Cause two can keep a secret
If one of them is dead."


Tyle osób mówi, że serial, jak i książki, w ogóle cała ta historia jest naciągana. Pisana/nagrywana tylko dla pieniędzy. Może to i prawda, ale ja to się cieszę. Kocham Roswood High, dziewczyny, A, najlepsze parringi świata (Caleb i Hanna, Toby i Spencer) i wszystko co sprawia, że życie kłamczuch jest takie zagmatwane. Zaszłam już tak daleko z książkami i serialem, że po prostu mam nadzieję, iż kiedyś dowiem się co dalej, jak to było i kto w końcu jest w Ateamie. Nawet jeżeli ostatni odcinek nie odpowie na wszystkie pozostawione bez odpowiedzi pytania (będzie on musiał trwać jakieś 17 h) to i tak będę się cieszyć, ze przez te x sezonów i przez te kilkanaście (dziesiąt?) książek świetnie się bawiłam, śmiałam, płakałam i bałam. Bo Pretty Little Liars jest zbiorem scen, które są śmieszne, wrażliwe, straszne i melancholijne, czasami głupie, bez sensu, ale równie często potrzebne. Bo jest wiele, wiele lepszych seriali, lecz same kłamczuchy mają w sobie to coś i po prostu tak się do nich przywiązałam, iż z chęcią (mniejszą lub większą) śledzę dalsze ich losy w serialu i w książkach. 

Dlatego gdy ktoś mówi mi, że nie planuje zacząć Pretty Little Liars, reaguję:




~*~
Będzie mi niezmierni miło jeśli najpierw przeczytasz cały ten post (a wiem, że jest dość obszerny), a później skomentujesz. Aczkolwiek z chęcią poczytam o Waszych historiach z PLL, do czego czytać postu nie potrzeba (no, ale można). Chciałam po prostu wyrazić moją sympatię (i wstawić fajne obrazki)  do całej tej historii, a cały post nabierze sensu jeśli przeczyta się go w całości. Cytaty przed gifami są to fragmenty piosenki, która leci podczas intro serialu:  The Pierces - Secret. Dziękuję za uwagę. 

wtorek, 15 lipca 2014

#121 - "Troje" - Sarah Lotz

7 komentarzy:





Tytuł: Troje
Autor: Sarah Lotz
Okładka: miękka
Ilość stron: 479
Cena detal.: 39,99 zł
Wydawnictwo: Akurat
Wydanie: 2014 rok







Czarny czwartek. Dzień, którego nie sposób zapomnieć. Dzień, w którym niemal równocześnie w czterech miejscach na świecie dochodzi do katastrof wielkich samolotów pasażerskich. Giną setki ludzi, przeżywa tylko czworo. Jedną z nich jest Pamela May Donald. Leżąc w pogorzelisku, wśród poskręcanych fragmentów kadłuba i zmasakrowanych szczątków współpasażerów, nagrywa na komórkę wiadomość, która wstrząśnie światem. Wkrótce potem umiera. Zostaje ich tylko troje. To dzieci, jakimś cudem prawie niedraśnięte, co nie znaczy, że niezmienione. Wokół nich i z nimi zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nie uchodzi to uwagi religijnych fanatyków na całym świecie. Pojawiają się domysły, podejrzenia i teorie. Niektóre intrygujące, inne fantastyczne, jeszcze inne groźne. Wreszcie komuś przychodzi do głowy myśl, że musi być jeszcze jeden ocalony. Jeszcze jedno cudowne dziecko. Rozpoczynają się poszukiwania, a raczej polowanie. I wtedy świat zmienia się do końca.

Na wstępie recenzji, muszę, po prostu muszę wspomnieć o oprawie graficznej tej książki. Ja wiem, moi drodzy bibliofile, że nie powinno oceniać się lektur po okładce, liczy się wnętrze, ale za każdym razem gdy tylko zerkam na Troje jestem zachwycona tym wspaniałym pomysłem. Z zewnątrz książka w wspaniały sposób oddaje klimat jaki czuć podczas jej czytania. Jest tajemnicza, zagadkowa, a przede wszystkim oryginalna. Chociaż okładka łatwo ulega zniszczeniu, nie jest trwała, to jednak nie wyobrażam sobie innego wydania. Czarne grzbiety zdecydowanie wkomponowują się w całość, a oprócz tego przyciągają uwagę czytelnika. Myślę, że zdecydowanie rzucają się w oczy w każdej księgarni i zaciekawiają potencjalnych kupców.

"Jeden dzień.
Cztery katastrofy.
Troje ocalonych.
Przesłanie, które zmieni losy świata."

Skoro oprawa graficzna tej książki tak bardzo mi się spodobała, to zapewne zastanawiacie się co myślę o fabule. Nigdy wcześniej nie czytałam o katastrofach lotniczych i to chyba dlatego, ze po prostu się tym nie interesowałam. Temat jest trudny do przedstawienie. Istnieje cienka granica pomiędzy wprowadzeniem czytelnika w świat wypadków, a zanudzeniem go na śmierć. Uważam, że Sarah Lotz jej nie przekroczyła. W swojej książce ukazała w ciekawy i interesujący sposób fakty, które zdecydowanie pomogły nam w dalszej lekturze.

Cała książka została skomponowana w dość ciekawie, co wymagało dobrego przemyślenia. Składa się z artykułów, streszczonych rozmów, opowiadań przyjaciół ofiar lub osób, które po prostu były z nimi blisko. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, tak aby czytelnik wyniósł nie tylko przyjemność z czytania lektury, ale również cenne informacje. O czarnym czwartku, ofiarach, które przeżyły, ich rodzinach i dalszym życiu dowiadujemy się, jak już wspomniałam, z różnych form, takich jak: gazety, streszczone rozmowy i opowieści, a dzięki temu książka nie jest monotonna. Zawsze się coś działo. Rozplanowanie tekstu również działa na dobro czytelnika, ponieważ po mimo takiej ilości stron, lektura minęła mi bardzo szybko.

Podsumowując. W książce poruszany jest trudy temat, który zapewne nie jest dobry na wakacje. Jednak mnie bardzo zaciekawił. Troje okazało się alternatywą od wszystkich schematycznych książek. Bardzo spodobał mi się pomysł na wydanie tej lektury, nie tylko z zewnątrz, ale również wewnątrz. Miło spędziłam przy niej czas.Nigdy nie czytałam o katastrofach lotniczych i chociaż wydaje się to dość nudnym tematem, Sarah Lotz sprawiła, że pokochałam tę książkę od pierwszych stron, a w czasie lektury świetnie się bawiłam. Polecam wszystkim osobom, które szukają czegoś nowego i świeżego, a przede wszystkim oryginalnego.

MOJA OCENA: 8/10

 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat

czwartek, 10 lipca 2014

#120 - "Bądź swoją siłą przez 365 dni roku" - Demi Lovato

8 komentarzy:





Tytuł: Bądź swoją siłą przez 365 dni roku
Tytuł oryginału: Staying Strong 365 Days a Year
Autor: Demi Lovato
Okładka: miękka
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Feeria
Wydanie: 2013 rok








Nigdy nie byłam wielką fanką Demi Lovato i do tego przyznaję się na wstępie recenzji. Może użyłam złego przymiotnika, ale po prostu nigdy nie podobała mi się jej działalność muzyczna, a po plotkach jakie słyszało się w internecie, nawet nie miałam ochoty się do niej przekonywać. Była mi obojętna. Jednak gdy wahałam się pomiędzy książkami, w końcu padło na jej debiut. Słyszałam o nim wiele dobrego i chociaż ten poradnik powinno czytać się cały rok, ja zrobiłam to w kilka dni. Nie żałuję. 

"Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę zagubiona. Popełniam błędy, tracę panowanie i czasami robię się nieznośna. Ale, do cholery, jeśli nie możesz ze mną wytrzymać w moje najgorsze dni, bez wątpienia nie zasługujesz też na mnie w moje najlepsze." 

Książka podzielona jest na krótki wstęp oraz 365 małych rozdziałów, które przypisane są na dany dzień w roku. W każdym z nich autorka ukazuje myśl lub cytat (sławnych ludzi, tekstów piosenek itp.) na określoną datę oraz rozwija go jakąś swoją historią, bądź przemyśleniami. Na końcu podsumowuje wszystko jednym zdaniem, czyli "celem", którego mamy się trzymać przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny. Porad jest wiele, dotyczą nas, osób, które kochamy, a często również nastawienia do świata. Wiele z nich jest cennych i przydatnych.

"Jedyny sposób, żeby mieć przyjaciela, to nim zostać." 

Demi Lovato osiągnęła wiele, wyszła z nałogów, pokonała choroby psychiczne i dlatego postanowiła wydać taką książkę. Chce pomagać innym osobom, które znalazły się w takiej lub podobnej sytuacji jak ona. Wiele rad dotyczy również samookaleczania się, z czym zmaga się coraz więcej nastolatków. Chociaż żadna z wyżej wymienionych sytuacji nigdy mnie nie spotkała, to i tak z chęcią czytałam tę książkę, poznając kolejne rady i przemyślenia tak doświadczonej osoby.

"Boimy się lubić zanadto z obawy, że ktoś nie lubi wcale" 

Nie spodziewałam się fajerwerków i również ich nie dostałam. Lektura jest miła i przyjemna, na pewno pomocna osobom, które zmagają się z podobnymi problemami. Pomaga czytelnikowi spojrzeć inaczej na przyszłość, uspokaja go przed tym co przyniesie jutro, a przede wszystkim pokazuje, że wszystko można naprawić jeśli tylko się chce. Autorka tej książki jest wspaniałym przykładem dla swoich fanek, ale i również dla takich zwykłych osób jak ja, ponieważ bardzo inspiruje swoimi myślami, poglądami i cytatami.

"Nie czekaj; najwłaściwszy moment nigdy nie przychodzi."

Czytałam wiele lepszych poradników, ale ten nie należy do tych najgorszych. Wiem, że zapewne nie raz powrócę do jakiejś rady, którą Demi przygotowała na dany dzień, ponieważ są one bardzo pomocne, jednak przede wszystkim skierowane do osób, które nie radzą sobie z akceptacją siebie. To mnie trochę irytowało w tej publikacji, ponieważ wiele punktów do "lubienia własnej osoby" mam już za sobą, chociaż wiem, że istnieją osoby, które jeszcze przez to nie przeszły. Ta książka jest zdecydowanie dla nich, a mi pozostało tylko cieszyć się, że nie muszę codziennie zmagać się z akceptacją siebie.

"Jak to cudowne, że nikt nie musi czekać ani jednej chwili, by zacząć zmieniać świat na lepsze."

Podsumowując. Od takich poradników oczekuje się magii, która zachęci nas do zmian w życiu, zmian w przyjaźni, a przede wszystkim zmian w otaczającym nas świecie. Bo chociaż jesteśmy tylko ludźmi, to jednak możemy zmienić wiele, wystarczy tylko chcieć. Książka Demi Lovato, piosenkarki, która w swoim życiu wiele przeszła, ukazuje nam to, że nie należy stać w miejscu, a każda zmiana nas czegoś uczy. Chociaż nie zostałam natchniona tak bardzo, aby codziennie trzymać się rad autorki, to jednak książka utwierdziła mnie w tym wszystkim co już wiedziałam i próbowałam zmieniać. Polecam wszystkim fanom Demi Lovato, ponieważ dzięki tej publikacji na pewno dowiecie się czegoś więcej o swojej idolce. Natomiast jeśli nie słuchasz tej piosenkarki, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyś również sięgnął po jej rady i zaczął zmieniać swoje nastawienie do siebie, innych i do świata.

MOJA OCENA: 7/10


 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria.

wtorek, 8 lipca 2014

#8 - Stosik wakacyjny

10 komentarzy:

Dziś przychodzę do Was z dawno zapowiedzianym stosikiem wakacyjnym, w którym możecie podziwiać pozycje w których planuję zaczytywać się przez pierwszy miesiąc wakacji. Jak wiadomo kilka lektur już za mną, mieliście nawet okazję przeczytać recenzje, ale pozostałe przede mną co bardzo mnie cieszy.

- Jeden dzień - David Nicholls - zakup własny
- Dar Julii - Tahereh Mafi -j.w.
- Pozory Mylą - Shara Shepard - j.w.
- 19 razy Katherine - John Green - j. w. [recenzja]
- Hopeless - Colleen Hoover - j. w.
- Bądź swoją siłą - Demi Lovato - od wydawnictwa Feeria
- Super smutna i prawdziwa historia miłosna - Gary Shteyngart - zakup własny
- Gra o tron - George R. R. Martin - j. w.
- Szept wiatru - Elizabeth Haran - od wydawnictwa Akurat
- Troje - Sarah Lotz - j.w
- Kobiety na plaży - Tove Alsterdal - j. w.
- Drzewo migdałowe - Michelle Cohen Corasanti - od wydawnictwa SQN [recenzja]

Polecacie coś? Odradzacie? Recenzje Troje oraz Bądź swoją siłą pojawią się w tym tygodniu :)

niedziela, 6 lipca 2014

#119 - "Drzewo migdałowe" - Michelle Cohen Corasanti

4 komentarze:





Tytuł: Drzewo migdałowe
Autor: Michelle Cohen Corasanti
Okładka: miękka
Ilość stron: 386
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: SQN
Wydanie oryginalne: 2013 rok
Wydanie polskie: 2014 rok







Młody Palestyńczyk – Ahmad – żyje ze świadomością, że nie jest w stanie wygrać z logiką okrutnej wojny. Dorasta w środowisku przesiąkniętym strachem przed utratą domu, pracy albo życia. Najgorsza jest jednak obawa o bliskich. Nie wiadomo, co przyniesie jutro. W dwunaste urodziny Ahmad staje twarzą w twarz z najgorszymi widmami. Siostra traci życie, ojciec z jego winy trafia do więzienia, izraelskie wojsko konfiskuje dom, a ukochany brat pała żądzą zemsty, która może go doprowadzić tylko do zguby. Ahmad musi się zaopiekować skrzywdzoną rodziną i odnaleźć lepszą przyszłość dla siebie. Obdarowany cudownym umysłem, zdolnym przełamać wszelkie matematyczne granice, chce dać nadzieję sobie, swoim bliskim i udręczonej ojczyźnie.

Dzieciństwo Ahmada nie było usłane różami. Musiał walczyć o dach na głową, porzucić szkołę oraz kłaść się spać z uczuciem głodu. Jednak nie to tak bardzo go bolało. Patrzenie na cierpienie bliskich mu osób, jeszcze bardziej pogłębiała jego nienawiść do ludzi, którzy zgotowali mu taki los. Jednak pewna decyzja odmieniła jego życie. Sprawiła, że niemożliwe rzeczy stały się możliwe, a  to nauczyło mnie aby również nie stawiać sobie granic. Ahmad pokazał, że można osiągnąć wszystko, jeśli włożymy w to wiele pracy i zaangażowania. Myślę, że ten bohater nauczy każdego czytelnika wytrwałości w dążeniu do celu.

„Nie pozwól, żeby zawładnęło Tobą poczucie winy, bo to jest choroba, jak rak, która będzie Cię zżerać po kawałku, aż nic nie pozostanie.”

Drzewo migdałowe jest lekturą, którą trzeba zrozumieć. Poruszane są w niej tematy nietowarzyszące nam w życiu codziennym, ale za to bardzo poważne i trudne, z którymi zmaga się świat. Gdy już zrozumiemy przekaz historii Ahmada, zdecydowanie zmieni ona nasze życie. Być może nie w sposób nagły, ale zdecydowanie chwilami zaczniemy się zastanawiać i analizować nasze wybory. Właśnie dzięki temu chłopczykowi zrozumiałam, że  każdy czyn może zmienić naszą codzienność. Książka jest bardzo poruszająca. Trafiła ona do pewnego miejsca w moim sercu, które nie jest tak często odwiedzane przez powieści tego typu.

Ważnym elementem tej lektury jest konflikt palestyńsko-żydowski, który przez całą książkę jest pokazywany w tle. Gdyby nie uprzedzenia rasowe i religijne, życie Ahmanda wyglądałoby zupełnie inaczej. Moim zdaniem takie właśnie tematy są ważne i powinny być poruszane w powieściach, ponieważ milczenie o nich nic nam nie da. Dzięki tej lekturze zrozumiałam i nauczyłam się wiele o sytuacji która panuje na terenie Palestyny.

Uważam, że ta książka pomaga nam na nowo uwierzyć w ludzi. Daje poczucie, że gdzieś tam na świecie istnieją jeszcze osoby, które wyznają wartości i chcą naprawić ten toksyczny Świat. Być może lektura sprowadzi nas do pewnych refleksji, tego jak bardzo życie jest niesprawiedliwe, kiedy ktoś ma wszystko, a inni nie mają nic.  Ale przede wszystkim myślę, że Drzewo migdałowe poruszy nasze serce oraz sprawi, że zaczniemy doceniać nasze życie. Wspaniała historia, o miłości, poświęceniu i wytrwałości. Opowiada nie tylko o życiu Ahmada, ale również o wojnie narodów, która wywarła piętno na wielu pokoleniach. Naprawdę wciąga, a idealnie rozwijająca się akcja i zaskakująca fabuła dodają uroku tej powieści. Myślę, że pokochacie tę historię całym sercem, zrozumiecie jak bardzo ważny jest pokój w dzisiejszych czasach i docenicie brak strachu przed tym jakie złe wieści przyniesie jutro. Polecam każdemu, kto poszukuje powieści, która chwyta za serce, wciąga i zaskakuje, ale nie jest banalna i nudna.

MOJA OCENA: 8/10

 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN

wtorek, 1 lipca 2014

O czerwcu słów kilka

6 komentarzy:


Czerwiec minął mi bardzo dobrze. Miło będę wspominać te chwile, pełne słońca i deszczu, leniuchowania i ciężkiej pracy, powitań i pożegnań, ale wypadałoby zacząć od początku.

W pierwszym tygodniu tego miesiąca stały się dwie wspaniałe rzeczy, na które czekałam od dawna. Pierwszą z nich była premiera książki pt. "19 razy Katherine" Johna Greena. Otrzymałam ją dzień przed premierą, chyba dzięki pomyłce księgarni i przeczytałam w jedno popołudnie. Trzy dni później udałam się na ekranizacje innej książki tego autora, czyli "Gwiazd Naszych Wina". Przy okazji spotkałam się z Gabrysią i razem pokochałyśmy ten film, chociaż odbyło się bez łez.

Myślałam, że po tak wspaniałym początku nie czeka mnie już nic więcej. A jednak myliłam się. Pojechałam na wspaniały, przecudowny, uroczy, piękny, idealny Festiwal Młodzieży Bez Granic w Różanymstoku.


Naprawdę, nie potrafię wyrazić JAK BARDZO dobrze się tam bawiłam, JAK BARDZO tęsknię za atmosferą, która tam panowała i JAK BARDZO tęsknie za ludźmi, których tam poznałam. Było tak dużo muzyki, śpiewu, tańca, warsztatów, dobrego jedzenia i masa pozytywnych, fenomenalnych ludzi. Ten festiwal jest jak dobra książka, której nie chcemy kończyć. Bawiłam się tam wspaniale, miałam czas na koncerty, odpoczynek, czytanie i integracje z ludźmi. Wspaniała organizacja i wspaniałe przedsięwzięcie. Chociaż nie mam pojęcia czy znajdzie się dla mnie miejsce w kolejnej, już VI edycji, to jednak odliczam dni!

Po powrocie do rzeczywistości nadszedł czas na poprawę ocen i pożegnanie z klasą oraz gimnazjum. Wywalczyłam swoje 5.0 oraz odebrałam zaskakująco dobre wyniki z egzaminów. Było mi dość smutno gdy musiałam opuścić mury szkoły, ale takie jest życie i jak pisałam - pełno pożegnań w tym miesiącu. A gdzie w tym wszystkim były książki? No właśnie, nie było ich. A przynajmniej w śladowych ilościach. Jednak moimi jedynymi planami na lipiec to po prostu je czytać i nie przejmować się ile oraz jak, ponieważ to tylko odbiera przyjemność. Tak prezentują się książki przeczytane w czerwcu:

- 19 razy Katherine - John Green
- Przez burze ognia - Veronica Rossi
- Hyperversum 2. Sokół i Lew - Cecilia Randall
- Pozory Mylą - Shara Shepard
- Bądź swoją siłą - Demi Lovato

+ 361 stron Troje Sary Lotz, którą właśnie czytam.

Łącznie stron wyszło 2468, czyli około 82 dziennie.

W czerwcu zawitało do mnie dużo książek, dzięki dwóm nowym współpracom, ale również dużo poszalałam w księgarniach, a to wszystko pokażę Wam w stosiku. Teraz życzę Wam przemiłych wakacji, żebyście dużo czytali, ale również leniuchowali! Te podsumowanie wyszło bardziej prywatnie, ale mam nadzieję, ze nie macie mi tego za złe.

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D