piątek, 21 lutego 2014

#111 - "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" - Matthew Quick

8 komentarzy:





Okładka: miękka
Ilość stron: 318
Cena: 34,90 zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie oryginalne: 2012
Wydanie polskie: 2013










"Czujesz czasem, jakbyś nie był wewnątrz tą samą osobą, którą jesteś na zewnątrz?"

Witajcie w Belmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić – odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domu, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Belmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę…

Matthew Quick zaskoczył mnie swoją pierwszą książką, czyli Poradnikiem pozytywnego myślenia, która rok temu skradła moje serce. Wydanie kolejnej jego powieści okazało się dobrą inicjatywą, gdyż tak samo jak swoja siostra, wciągnęła i sprawiła, że kilka zwykłych godzin zmieniło się w niezapomniane chwile. Spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego i taką też lekturę otrzymałam. To piękne uczucie kiedy autor spełnia nasze oczekiwania, a Matthew Quick zdecydowane do nich należy. 

Niezbędnik obserwatorów gwiazd już od pierwszych stron sprawił, że wiedziałam, iż cały dzień spędzę przy tej książce. Niestety trochę się pomyliłam, gdyż tak wciągnięta fabułą i życiem bohaterów, nie miałam czasu na krótkie przerwy i po dwóch godzinach musiałam rozstać się z tym światem na zawsze. Chyba tylko bardzo silna wola (która mnie zdecydowanie opuściła), pozwoli nam rozplanować tę historię na kilka dni. 

"Zawsze mogę spojrzeć w kosmos i się zachwycić, bez względu na to, co się dzieje. A gdy spoglądam w górę, moje problemy robią się takie małe. Nie wiem czemu, ale zawsze czuję się wtedy lepiej."

Ta książka jest piękna. Tylko tyle i aż tyle można o niej powiedzieć. Wzrusza, łapie za serce i pokazuje, że jednak chyba nasz świat nie jest taki zły. Bo przecież istnieje jeszcze miłość i przyjaźń? A w Belmont zdecydowanie było ją widać. Oprócz tego życzliwość bohaterów do siebie samych, sprawi, że pokochamy ich od pierwszych akapitów. Niecodzienne zachowania, nawyki, błędy, ale również i zainteresowania bardzo imponują. Są oni zdecydowanie barwnymi i czegoś wartymi postaciami, które powinny być dla nas wzorem w wielu życiowych sytuacjach. 

Cała moja przygoda, którą mogłam odbyć w Belmont, wiele mnie nauczyła. Książka pełna jest pięknych porównań, cytatów, myśli i scen, które pozostaną na długi czas w mej pamięci. Ma swój klimat, który każdy z nas odczuję, ponieważ utrzymuje się on przez cały czas, od pierwszego do ostatniego zdania. Każdy rozdział, wątek i scena jest po coś, wnosi ważny element do fabuły lub po prostu zachwyca nas swoją prostotą albo romantycznością, a i takie chwile się zdarzały. 

Wspomniałam już trochę o bohaterach tej cudownej powieści, ale nie mogę pozostawić ich bez oddzielnego akapitu. Każda postać z osobna była wspaniałą inspiracją, w każdym z nich odnalazłam cechy oraz zachowania, które często widzę u siebie, dlatego czytanie tej książki było powolnym odkrywaniem siebie. Myślę, że to zdecydowanie było jednym z czynników, które sprawiły, że zatraciłam się w tej lekturze.

"Chciałem zrobić dla ciebie coś miłego (...) Kupiłem ci więc twój własny kosmos"...

Podsumowując. Zaskakująca, wciągająca i bardzo dobra powieść. Żeby zrozumieć, poznać tajemnice i klimat całej książki, trzeba po prostu po nią sięgnąć. Jest to obyczajówka, którą może nie każdy polubi, ale jednak warto zobaczyć, bo może właśnie poznacie nowego przyjaciela? Do powieść zapewne wrócę, jest po co, może za rok, za dwa, ale już dziś cieszę się, że tak dobra i tak zaskakująca pozycja znalazła się na mojej półce. Zakup jej był dość nieprzemyślany i impulsywny, ale zdecydowanie jego nie żałuję i mam nadzieję, że Wy również przeczytacie i pokochacie Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. 


MOJA OCENA: 10/10

wtorek, 11 lutego 2014

#110 - "Umysł ponad materią. Wiara przenosi góry" - Dieter Broers

2 komentarze:




Okładka: miękka
Ilość stron: 204
Cena z okładki: 34,30 zł
Cena w sklepie talizman 29,20 zł (KUP)
Wydanie oryginalne: 2010 rok
Wydanie polskie: 2012 rok 









Każdy z nas w głębi serca ma swoje najskrytsze marzenia i cele, które chciałby osiągnąć. Jednak, jak to z życiem bywa, nie zawsze udaje się nam to spełnić. Wymówek dlaczego tym razem się nam nie udało jest miliony, ale być może nie myślimy o tej jednej? Nie chodzi tu o pesymizm, który odwiedza nawet najszczęśliwszego człowieka na świecie, ale raczej wiarę w siebie i swoje możliwości, bo ta zdecydowanie często o nas zapomina. Czy wystarczy tylko zaopatrzyć się w to zaufanie i dzięki temu dokonywać rzeczy niemożliwych? Czy silna wiara pomoże nam przenosić góry?

Nie potrafimy wykorzystać naszego potencjału i możliwości mózgu w stu procentach. Ale jeśli uwierzylibyśmy, że możemy to zrobić? Według autora tej książki to my sami niszczymy naszą wydolność, to my sami obniżamy naszą poprzeczkę, to my sami nadajemy sobie ograniczenia, a przecież nasz mózg nie poddaje się limitom. Dieter Broers ukazuje nam taki obraz nas samych, ale również wspomina o duchu, który odgrywa ważną rolę w naszym umyśle.

"Wiara przenosi góry" 

Książka odkrywa przed nami tajemnice naszego umysłu. W pewnych momentach jest naprawdę ciekawa i dzięki eksperymentom jakie autor przytacza w swoim dziele, staje się ona dobrą, wciągająca lekturą. Chociaż każdy z nas, nie patrząc na wiek, jest ciekawy tajemnic nas samych, to jednak ta publikacja jest zdecydowanie dla osób starszych, nawet ode mnie. W pewnych momentach Dieter Broers używa zbyt trudnego, a czasami nawet naukowego języka, co może odrzucić pewne grono czytelników.

Czy dobrze bawiłam się z ta pozycją? Podczas jej czytania miałam dość mieszane uczucia, ponieważ potrafiłam przez kilka stron wręcz pożerać informacje o tajemnicach umysłu i łaknąć więcej, a następnie leżeć znużona i licząc strony do końca. Jednak po zakończeniu Umysł ponad materią. Wiara przenosi góry i po krótkich przemyśleniach, doszłam do wniosku, iż książka rozjaśniła mi kilka sekretów, a sam autor dokonał dobrej roboty pisząc i wydając taką pozycję.

Podsumowując. Każdy z nas jest zaciekawiony umysłem i tym co potrafimy zrobić gdyby nie nasze ograniczenia, które sami sobie nakładamy. Wiara, mocna i silna, sprawia, że możemy przenosić góry, ale w tej książce dowiadujemy się też o wielu innych aspektach, które w tym pomagają. Sięgając poznacie wiele rozwiązań na tajemnice umysłu, ale również kilka eksperymentów, które mogą Was zaciekawić. Nie mogę przysiąc, że przez całe 204 strony nie będziecie się nudzić, ale wiem, ze chwilami tak jak ja, będziecie zaciekawieni i zaskoczeni tą książką.

MOJA OCENA: 7/10 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii. Ten fakt nie wpłynął na moją recenzje.

wtorek, 4 lutego 2014

#109 - "Nigdy, przenigdy" - Sara Shepard

9 komentarzy:




Okładka: miękka
Ilość stron: 304
Cena: 34,90 zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie oryginalne: 2011 rok
Wydanie polskie: 2013 rok 










Niewiele pamiętam ze swojego życia, pozostały zaledwie przebłyski wspomnień. Wiem jedno: nie tak dawno miałam wszystko – wspaniałych przyjaciół, cudownego chłopaka i kochającą rodzinę. Teraz Emma, moja siostra bliźniaczka, zajęła moje miejsce i desperacko próbuje rozwikłać zagadkę mojego zniknięcia. Jednak czuje, że ktoś śledzi każdy jej ruch…

Każdy z nas w mniejszym, lub większym stopniu udaje kogoś innego. Może chwilami, może całe życie, ale jednak zachowujemy przy tym nasze dane, kawałek (nawet najmniejszy!) osobowości i osoby, przy których czujemy się swobodnie. Jednak co zrobilibyśmy gdyby z dnia na dzień obcy ludzie musieli być naszą rodziną, a my sami musielibyśmy zacząć reagować na inne imię i traktować inaczej świat, który nas otacza? Wiele z nas nie dałoby rady, odpuścilibyśmy, nie odstawialibyśmy takiego przedstawienia, ale jeżeli w grę wchodzi nasze życie, to jednak lepiej wykazać się siłą i zacisnąć zęby, modląc się, aby nie była to gra w kłamstwa...

Kolejny tom, kolejne wyczekiwanie, kolejne... No właśnie. Z autorką tej (i nie tylko) serii jestem związana dość mocno. Sara Shepard podbiła moje serce tak naprawdę niczym, pomijając jej wyobraźnie, talent i doświadczenie (jak sama mówi jej inspiracją do pisania książek, są wspomnienia ze szkoły), więc wielu z Was może uznać to za marne argumenty potwierdzające mą miłość do tej pisarki. Jednak chyba tak bardzo uwielbiam jej dzieła, że po Nigdy, przenigdy sięgnęłam, chociaż z mniejszą ciekawością i zainteresowaniem. Tłumaczyć to można na wiele sposobów, ale chyba najzwyczajniej w świecie stęskniłam się za jakąś dobrą, młodzieżowo-babską książką.

"Moi wrogowie są wszędzie. Czasami bowiem ci, których najmniej podejrzewamy, mogą stanowić dla nas największe zagrożenie."

Już początek mnie wciągnął i jest to kolejny plus dla dzieł Sary Shepard. Zaskakują i to dosłownie. Ale odchodząc od ogółu, a skupując się na Nigdy, przenigdy. Kolejna dobra, wciągająca i świetna książka. Nie wiem, może nie umiem, albo mam chwilowe zaćmienie, ale co powinnam napisać jeszcze o tej książce? Pochłonęłam ją w jedno popołudnie, dosłownie kilka godzin. Wciągnęłam się. Było mi smutno gdy musiałam zamknąć po raz ostatni ten tom, ponieważ już dziś wiem, ze ponownie po niego nie sięgnę.

Obie części są inne, tak samo tajemnicze, wciągające i bardzo w stylu autorki Pretty Little Liars, jednak nie ma co ich do siebie porównywać. Zarówno Gra w kłamstwa, jak i Nigdy, przenigdy zaskoczyły mnie pozytywnie. Nie potrafię wybrać tu faworytki, obie książki mają w sobie to coś, co sprawia, że ja i wiele innych (nie tylko) nastoletnich czytelników zapewne już pokochało te serie. Kolejny tom dalej utrzymuje atmosferę zawartą w części pierwszej. Chociaż tym razem dostajemy coraz więcej tropów, to jednak przytłacza nas kolejna ilość pytań bez odpowiedzi i zagadek bez rozwiązania.

Podsumowując. Jeżeli zapoznaliście się z Grą w kłamstwa, sięgnijcie i po Nigdy, przenigdy. To dobra odskocznia od tych ambitniejszych książek, ale również i wspaniała pozycja na pustkę po Pretty Little Liars (chociaż zostanie ona wypełniona już w marcu, 13 tom :D). Jeżeli jednak nie sięgnęliście jeszcze po żadną serię tej autorki, to zdecydowanie polecam tę pierwszą. Jednak myślę, że skoro pokochaliście lub pokochacie słodkie, cztery kłamczuchy, to i zaginione bliźniaczki przypadną Wam do gustu.

MOJA OCENA: 9/10



sobota, 1 lutego 2014

#11 - Podsumowanie miesiąca: styczeń

12 komentarzy:

Kolejny miesiąc, bliżej wiosna, bliżej wakacje.... wróć! Czekają mnie jeszcze egzaminy i wybór, a zwłaszcza wyniki dostania się do liceum. Luty! Trwaj wiecznie!

Nie powinnam narzekać, że czas leci szybko, nigdy nie lubiłam zimny, ale jakoś tak boję się tego kwietnia i egzaminów. Ferie mijają za szybko, został w sumie tydzień, który ja i tak spędzę na dodatkowych zajęciach, a książki i seriale cały czas odkładam na wakacje. Na razie udało mi się przeczytać 7 pozycji, ale to ze względu na kilka wolnych popołudni. W pierwszym tygodniu wolnego zdecydowanie się rozleniwiłam.

- "Czas Żniw" - Samantha Shannon
- "Mały Książę" - Antoine de Saint-Exupéry
- "Queen. Nieznana historia" - Peter Hince
- "Nigdy, przenigdy" - Sara Shepard
- "Wielki Gatsby" - F. Scott Fitzgerald
- "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" - Matthew Quick
- "Umysł ponad materią" - Dieter Broers

Łącznie przeczytałam 2167 stron, co daje ok. 70 stron dziennie.
Najbardziej podobały mi się: "Czas Żniw"; "Queen. Nieznana historia"; "Nigdy, przenigdy"; "Wielki Gatsby"; "Niezbędnik obserwatorów gwiazd"
Zawiodłam się na: "Mały Książę"
Najszybciej czytało mi się: "Nigdy, przenigdy"; "Niezbędnik obserwatorów gwiazd"

Jak widzicie styczeń obfitował w wiele naprawdę dobrych książek. Aktualnie jestem strasznie rozleniwiona i cały dzień spędzam na nadrabianiu sezonów PLL. Zaczęłam czytać Grę o tron oraz ponownie Gwiazd naszych wina, aby przypomnieć sobie wszystko przed ekranizacją (w czerwcu zapewne nie będę mieć czasu). Nie mam pojęcia czy znajdę w tym tygodniu czas na skończenie tych lektur, ale zapewne będą one miłą odskocznią od lekcji, na które będę chodzić już od 10 lutego.


Czy tylko moim zdaniem Gus jest brzydki w filmie? 

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D