poniedziałek, 29 września 2014

#127 - "Amy moja córka" - Mitch Winehouse

4 komentarze:





Tytuł: Amy moja córka
Autor: Mitch Winehouse
Okładka: miękka
Ilość stron: 301
Cena detal.: 39,90 zł
Wydawnictwo: SQN
Wydanie: 2012 rok







Amy Winehouse - kontrowersyjna, bardzo utalentowana i dość popularna piosenkarka. Jej głos znany jest większości społeczeństwa, jej piosenki zdobyły popularność wśród młodych odbiorców muzyki, a na koncertach zjawiały się tłumy. Jednak coś innego sprawiało, że nazwisko tej artystki dość często widniało na pierwszych stronach gazet. Media donosiły o hucznym życiu Amy, o jej uzależnieniach i zachowaniach, które nie zawsze były przemyślane. Lecz teraz powinniśmy postawić sobie pytanie: ile w tym wszystkim prawdy? Przecież wiadomo, ze prasa dość często podkolorowuje fakty, aby sprzedać dany numer z większym zyskiem. Dlatego postanowiłam sięgnąć po biografię tej piosenkarki, nie byle jaką, ale napisaną przez bardzo bliską jej osobę - Mitcha Winehousa - ojca Amy. Być może nie zaliczam się do największych i najwierniejszych fanek Amy, to jednak szanuję jej muzykę i z chęcią czytałam anegdoty z jej życia, związku lub koncertów tej gwiazdy.

"You go back to her
And I go back to....."


Książka składa się z dwudziestu jeden rozdziałów, które zaciekawiają czytelnika, chwytają go za serce, a przede wszystkim dostarczają mu wielu informacji na temat życia oraz twórczość Amy Winehouse. Pomiędzy czytaniem, możemy obejrzeć wiele fotografii z kilku etapów życia tejże piosenkarki. Uważam to za bardzo fajny element tej biografii i chociaż w tych, które do tej pory czytałam również występowały takie zdjęcia, to jednak te były najciekawsze. 

"Kocham, by żyć... i żyję by kochać"


Amy Winehouse należy do osób, które po prostu są zagadką. Ich twórczość bardzo tajemnicza, ale również inspirująca, daje odbiorcom wiele do myślenia. Cała biografia nasiąknięta jest największymi emocjami i uczuciami jakie tylko ojciec mógł zostawić na kartkach książki o własnej córce. Ich dobry kontakt, ale również i wielka przyjaźń, pozwoliły napisać Mitchowi tak osobistą i przemyślaną książkę. W każdym momencie, czy to szczęśliwym, czy też krytycznym, Amy polegała na swoim ojcu, zwierzała oraz dzieliła się z nim swoimi obawami lub szczęściem. Był obecny w każdej ważnej sytuacji z jej życia. To wszystko pomogło mu w napisaniu tak dobrej, przede wszystkim szczerej i prawdziwej biografii swojej własnej córki. W momentach kiedy zachowała się ona niewłaściwie pisał o tym, nie starał się pokazać jej w jaki najlepszym świetle, przedstawił czytelnikowi jak było naprawdę, jaką decyzję - dobrą czy złą - podjęła jego córka i jak on sam sobie z tym radził. Tą szczerością i prawdziwością podbił moje serce, ponieważ pomogło mi to w innym spojrzeniu na Amy.  

"My daddy thinks I'm fine"


Z chęcią poznałam Amy Winehouse z innej strony. Książkę czytało mi się przyjemnie, każdy rozdział był inny, ale przede wszystkim ciekawy. Jak już wspomniałam, nie jestem wielką fanką Amy, lecz myślę, że jej historia nie jest zarezerwowana tylko dla tych najwierniejszych odbiorców jej twórczości, ale dla każdego. Książka ta oprócz opisów koncertów, sytuacji kiedy powstały jej największe hity czy po prostu anegdot z życia tej gwiazdy, zawiera w sobie wielkie pouczenie. Ukazuje nieocenzurowaną historię walki z nałogami oraz z toksycznym związkiem. Czytanie tego wprawiało mnie chwilami w osłupienie, bądź zszokowanie, ale to ukazało również, iż życie gwiazd nie jest usłane zawsze różami, jak wszystkim nam się zdaje, przeciwnie, jest ono trudniejsze. Myślę, że Amy pokazała tym, że potrafi znieść wiele i walczyła ona do samego końca, lecz jak wiadomo, nie wygrała tej walki. Dlatego nie zależnie, czy kochasz muzykę Amy, czy też jej nienawidzisz, bądź jest ona Ci obojętna, zachęcam Cię do przeczytania tej książki. Dzięki niej poznasz dość popularną gwiazdę, ale również dowiesz się o jej walce z uzależnieniami, która dość tragiczna, to jednak jest bardzo pouczająca.

Cały dochód ze sprzedaży tej książki autor przekazuje na rzecz Amy Winehouse Foundation.



MOJA OCENA: 8/10 


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN

niedziela, 14 września 2014

5 minut czytania dziennie!

14 komentarzy:


Zaczęło się. Nie wiem jak Wy, ale ja po tych 2  tygodniach szkoły już jestem zmęczona. Czy to nowi nauczyciele, nowa klasa, nowa szkoła, czy po prostu profil jaki wybrałam (mat-fiz-inf, nie każdy recenzent jest humanistą :D), ale po tych 10 dniach nauki jedyne o czym marzę w piątki to spanie. Co będzie dalej? Kiedy dojdą testy i kartkówki? Czuję, że wtedy i na spanie będzie mało czasu. Jednak kolejna rzecz jaka mnie martwi to brak chwili w ciągu dnia, którą mogłabym poświęcić mojemu hobby - czytaniu i blogowaniu. Dlatego dziś chciałabym przedstawić Wam krótki plan zorganizowania czasu i być może sami z tego skorzystacie, lub podzielicie się swoimi radami :)

1. Chociaż 5 minut!
Taka zasadę wyznawać będę gdy na nic nie starczy czasu. Czy to 5 minut przed spaniem, czy przed nauką, będę starała się przeczytać chociaż kilka (naście?) stron, aby nie stać w miejscu i na chwilkę zapomnieć o tym wszystkim.

2. W międzyczasie.
Tą zasadę stosuję od ponad dwóch lat i dzięki niej wszystko idzie mi jakoś szybciej. Ustalam co zrobić mam danego popołudnia (wypisuje to w punktach) i za każdy odhaczony punkt, pozwalam sobie na krótką przerwa, czyli tak zwaną "nagrodę", w postaci przeczytania 10 stron danej książki. To motywuje mnie, aby się nie lenić i w miarę moich możliwości wypełniać postawione przez siebie punkty. Dzięki temu mogę przeczytać nawet 100 stron i tego nie odczuć.

3. W drodze!
Ta zasada jest chyba wszystkim dobrze znana. Do nowej szkoły dojazd zajmuje mi około 20-30 minut. Przecież to 30 stron książki! Haczyk jest oczywiście taki, że w porannych autobusach jest po prostu za duży tłok i nie zawsze znajdzie się miejsce siedzące :)

4. Do 20.
W domu najpóźniej jestem około godziny 15:30. Staram się wtedy zmotywować do nauki, aby o godzinie 20 (wy oczywiście możecie wybrać inną porę) mieć wszystko zrobione. Gdy już nadejdzie ta wyczekiwana pora, robię duży kubek herbaty, zakopuję się w kołdrze i czytam, aż nie będę senna.


5.W szkole.
Zdarzało się Wam czytać książki w szkole? Ja całe gimnazjum spędziłam na przerwach z książkami. Zawsze mam przy sobie książkę, ponieważ doświadczenie nauczyło mnie, iż każdego dnia mogę spóźnić się na autobus lub mieć wolną lekcje, a to idealny czas do zanurzenia się w świetniej lekturze. W liceum jeszcze nie praktykowałam tego, ale to chyba przez tę potrzebę zaaklimatyzowania się i mam nadzieję, że niedługo znajdę tę chwilkę aby poczytać na przerwie jakąś fajną książkę :)

To moje 5 rad, które mi pomagają pogodzić naukę z czytaniem. Mam nadzieję, że chociaż któryś Was zainspiruje, bądź pomoże. Jeśli sami macie jakieś sposoby na naukę i czytanie - pochwalcie się nimi!

czwartek, 4 września 2014

#126 - "Historia pewnej dziewczyny" - Lindsey Kelk

6 komentarzy:




Tytuł: Historia pewnej dziewczyny
Autor: Lindsey Kelk
Okładka: miękka
Ilość stron: 446
Cena detal.: 32,90 zł
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie oryginalne: 2013 rok
Wydanie polskie: 2014 rok







Straciłam pracę. Straciłam miłość mojego życia. Matka się do mnie nie odzywa. Przyjaciółka jest na mnie nieziemsko wkurzona. A współlokatorka prawdopodobnie wyrzuci mnie z domu. Wszystko poszło nie tak. Tess Brookes wszystko miała precyzyjnie zaplanowane. Ale kiedy plan się sypie, jest zmuszona ułożyć sobie życie od nowa... Po przypadkowo odebranym telefonie do jej współlokatorki, Vanessy, uznaje, że skoro bycie Tess nie wychodzi jej zbyt dobrze, to mogłaby spróbować być Vanessą. Nie mając nic do stracenia, przyjmuje zlecenie na sesję zdjęciową na Hawajach – jest fotografem amatorem, więc co w tym trudnego? Wkrótce jednak Tess wpada w poważne tarapaty. A współpracujący z nią zabójczo przystojny dziennikarz, który jasno daje do zrozumienia, jakie ma wobec niej zamiary, okazuje się egoistycznym potworem. Daleko od domu i z cudzą tożsamością, Tess musi zdecydować: walczyć czy przyznać się i uciekać…

Wakacje chciałam zakończyć z jakąś fajną, miłą i przyjemną książką, która rozweseli i chociaż troszkę poprawi humor w ostatnie dni wolności. Historia pewnej dziewczyny od początku dawała wrażenie nie zobowiązującej, mało ambitnej, ale dość wciągającej lektury. Już po samym opisie byłam bardzo ciekawa historii Tess, której od początku wiernie kibicowałam, dlatego zdecydowałam się, aby poznać tę książkę. Od pierwszych stron wiedziałam już, że nie będzie to zmarnowany czas oraz byłam zadowolona z mojego wyboru.

Książkę czytało mi się przyjemnie. Jak zakładałam, była ona lekką lekturą, a strony przewracałam w zastraszająco szybkim tempie. Historia Tess bawiła mnie na każdym kroku, ale przede wszystkim uczyła jak nie postępować w kryzysowych sytuacjach. Dzięki wielu przygodom tej zagubionej bohaterki dowiedziałam się bardzo dużo o życiu, które potrafi zaskakiwać.

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością Lindsey Kelk, czego bardzo żałuję. Po zamknięciu książki miałam ochotę na więcej: nauki przez humor, lekkiego pióra i po prostu świetnej zabawy. Autorka przez tę książkę pokazała, iż potrafi napisać coś bardzo dobrego. Jestem ciekawa kolejnych jej dzieł, ponieważ dzięki Historii pewnej dziewczyny postawiła ona wysoką poprzeczkę jeśli chodzi o ogólne zainteresowanie lekturą. Czasami każdy z nas ma ochotę na odmóżdżającą książkę, przy której po prostu będziemy się świetnie bawić. Po tym dziele Lindsey Kelk, jestem stu procentowo pewna, iż ta pozycja spełnia wszystkie nasze oczekiwania, jeśli chodzi o mało ambitne lektury,

Zakończenie książki było koszmarne. K O S Z M A R N E. Nie chcę zdradzać Wam całego tego przedstawienia, jednak powiem, że było ono po prostu... otwarte. Nienawidzę otwartych zakończeń. Kiedy nie dowiadujemy się o ostatecznym wyborze, o czymś na co czekaliśmy całą książkę/serię i nigdy już nie poznamy odpowiedzi na jedno, ważne pytanie, które zadawaliśmy sobie przez całą książkę. Historia pewnej dziewczyny właśnie tak się zakończyła, co mnie oszołomiło, zmartwiło i zaskoczyło. Nie byłam do końca na tak i chyba dalej nie jestem. Spodziewałam się czegoś innego i po prostu się zawiodłam, ponieważ ogólnie książka wypadła dobrze.

Podsumowując. Jeśli jeszcze jesteście ciekawi, czy polecam wam tę książkę, moja odpowiedź brzmi - tak. Pomimo zakończenia, które mnie nie zaciekawiło i rozczarowało, Historia pewnej dziewczyny jest dobrą książką, przy której świetnie się bawiłam. Więc jeśli szukacie czegoś lekkiego, co będzie czystą zabawą - polecam, ponieważ naprawdę warto.

MOJA OCENA: 9/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka
Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D