Już wiele razy skarżyłam się wam, że trafiam na książki z motywem śmierci. Czasami wybieram je nieświadomie (tytuł, ani opis na to nie wskazują), lub sięgam ze względu na czyjąś recenzje (np. Gwiazd naszych wina).
Śmierć ulubionego bohatera jest największym minusem książek. Związujemy się z nim emocjonalnie, myślimy razem z nim, zapraszamy go do naszego serca, a jedno zdanie po prostu go uśmierca. Zapewne wielu książkoholikom jest to sytuacja nie do rozwiązania, i pojawiają się łzy, a z czasem kac po książkowy. Takim przykładem zapewne dla wielu z was będzie śmierć Freda. Niespodziewana, szybka i bolesna.
Co innego gdy czytając lekturę, już na wstępie wiemy, że bohater jest na coś chory i opuści nas pod koniec książki. Moim zdaniem banalne, łatwe do przewidzenia i z czasem - nudne. Takich książek czytałam wiele np. Zanim umrę, Gwiazd naszych wina, Pozwól mi odejść. Każda w pewien sposób mnie zaciekawiła, ale uważam, że z czasem powieści o umierających bohaterach stają się monotonne (chodź Gwiazd naszych wina okazała się bardziej oryginalna).
Nie wiem czemu, ale teraz ochota na smutne książki z czasem mnie opuszcza. Może to przez to, że za dużo ich czytałam, albo, że za oknem wiosna (hahahahahaha). Po prostu potrzebuję bardzo pozytywnych książek!
Wróćmy do tematu naszych rozkmin. Co do sposobów śmierci ulubionych postaci, każda boli inaczej. Myślę, że mnie najbardziej poruszają wypadki samochodowe. Zawsze jest to "przecież można było temu zapobiec". Po prostu mam jakieś poczucie winy, chodź tak naprawdę nic nie mogłam zrobić. Z czasem monotonne stały mi się choroby, a zwłaszcza białaczka. Nie mówię, że taka śmierć nie ma na mnie wpływu, ale za którymś tam razem staje się nudna.
Zapewne wiele z was czytało sagę "Igrzyska Śmierci", mimo tylu pożegnanych bohaterów dalej mam pewien sentyment do tej książki. Było to do przewidzenia, a tak na prawdę wielu z nich nie żałowałam (Clove, Glimmer itp.).
Kogo śmierć żałowaliście najbardziej? Jak radzicie sobie z odejściem ulubionego bohatera?
Korzystając z okazji chciałabym życzyć wam wesołych, ciepłych świąt i pomimo tego śniegu na ulicach żebyście spędzili je w miłej, rodzinnej atmosferze. Zapewne jutro do was nie napiszę, ale jeśli znajdę czas w poniedziałek ukarze się podsumowanie miesiąca. Stworzyłam nową zakładkę - rozkminy, zachęcam do zapoznania się z jej treścią.
Pozdrawiam.
sobota, 30 marca 2013
piątek, 29 marca 2013
#42 - "Harry Potter i Czara Ognia" - J.K. Rowling
W tym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart, rozegra się Turniej Trójmagiczny, na który przybędą uczniowie z Francji i Bułgarii. Zgodnie z prastarymi regułami, w turnieju uczestniczyć ma trzech uczniów - reprezentantów każdej ze szkół, wybranych przez Czarę Ognia. Dziwnym zbiegiem okoliczności zostaje wybranych czterech...
Okładka: twarda
Cena (z okładki): 45, 49 zł
Ilość stron: 785
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wydanie w USA: 2000 rok
Wydanie w Polsce: 2001 rok
Kolejną, już czwartą książką z serii Harry Potter jest właśnie wyżej przedstawiona - Czara Ognia.
W tej lekturze pojawia się bardzo wiele nowych postaci. Było to łatwe do przewidzenia, ze względu na przyjazd innych szkół. Niektóre pojawiają się epizodycznie, inne (gdyby nie Harry) zajęłyby miejsce głównego bohatera.
Jeśli chodzi o sam turniej, pomysł mi się spodobał. Było to coś innego, niż to co zawarte było w trzech poprzednich książkach. Minusem jest oczywiście większe pole do popisu związane z uśmiercaniem, z którego pani Rowling musiała skorzystać.
Książka okazała się zaskoczeniem, a zwłaszcza jej koniec. Chodź muszę przyznać, że i tak każda książka J.K. Rowling ( 1-7 HP + Trafny Wybór) była inna i oryginalna, z zaskakującym zakończeniem. Kiedyś bardzo nie lubiłam tej części, nie wiem dlaczego. Może to przez to, że Harry pokłócił się z Ronem, lub po prostu bohaterzy są już dojrzalsi, nie wiem. Na wakacjach 2012 po przeczytaniu książki jakoś zmieniłam zdanie.
Taka nową pozytywna osobą, która przypadła mi do gustu, okazała się Fleur Delacour . Była taka miła, "niewinna", chodź z jednej stronie odważna. Najśmieszniejsze było zachowanie Rona, gdy Fleur pojawiała się w pobliżu.
Jeśli chodzi o postać, która nie za bardzo zdobyła moje serce to Wiktor Krum. Rowling przedstawiła go jako idealnego chłopaka (przynajmniej ja to tak odczułam), który może mieć każdą, ale przyjechał tu by wygrać turniej. Zbiegiem okoliczności, zaprasza Hermione, a nie jedną z tysiąca fanek. Gdy pierwszy raz czytałam tą część miałam wrażenie, że jest to strasznie naciągane. Ta myśl nie opuściła mnie do dziś.
A co wy o tym sądzicie?
Pozdrawiam.
Okładka: twarda
Cena (z okładki): 45, 49 zł
Ilość stron: 785
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wydanie w USA: 2000 rok
Wydanie w Polsce: 2001 rok
Kolejną, już czwartą książką z serii Harry Potter jest właśnie wyżej przedstawiona - Czara Ognia.
W tej lekturze pojawia się bardzo wiele nowych postaci. Było to łatwe do przewidzenia, ze względu na przyjazd innych szkół. Niektóre pojawiają się epizodycznie, inne (gdyby nie Harry) zajęłyby miejsce głównego bohatera.
Jeśli chodzi o sam turniej, pomysł mi się spodobał. Było to coś innego, niż to co zawarte było w trzech poprzednich książkach. Minusem jest oczywiście większe pole do popisu związane z uśmiercaniem, z którego pani Rowling musiała skorzystać.
Książka okazała się zaskoczeniem, a zwłaszcza jej koniec. Chodź muszę przyznać, że i tak każda książka J.K. Rowling ( 1-7 HP + Trafny Wybór) była inna i oryginalna, z zaskakującym zakończeniem. Kiedyś bardzo nie lubiłam tej części, nie wiem dlaczego. Może to przez to, że Harry pokłócił się z Ronem, lub po prostu bohaterzy są już dojrzalsi, nie wiem. Na wakacjach 2012 po przeczytaniu książki jakoś zmieniłam zdanie.
Taka nową pozytywna osobą, która przypadła mi do gustu, okazała się Fleur Delacour . Była taka miła, "niewinna", chodź z jednej stronie odważna. Najśmieszniejsze było zachowanie Rona, gdy Fleur pojawiała się w pobliżu.
Jeśli chodzi o postać, która nie za bardzo zdobyła moje serce to Wiktor Krum. Rowling przedstawiła go jako idealnego chłopaka (przynajmniej ja to tak odczułam), który może mieć każdą, ale przyjechał tu by wygrać turniej. Zbiegiem okoliczności, zaprasza Hermione, a nie jedną z tysiąca fanek. Gdy pierwszy raz czytałam tą część miałam wrażenie, że jest to strasznie naciągane. Ta myśl nie opuściła mnie do dziś.
A co wy o tym sądzicie?
Pozdrawiam.
poniedziałek, 25 marca 2013
#41 - "Dolina Szkieletów" - Patrick Carman
Coś dziwnego się dzieje w Dolinie Szkieletów. Coś złowrogiego. Ryan był blisko odkrycia prawdy. I prawie zginął. Teraz ze złamaną nogą leży w łóżku. Wie, że nie może nikomu zaufać. Ma tylko swój tajny dziennik. Jego przyjaciółka Sarah dokonuje tymczasem kolejnych przerażających odkryć. Kręci o nich filmy, które umieszcza w sieci. Za śledztwa wynika jedno. Przeszłość jest niebezpieczna. Teraźniejszość jest nawiedzona. A przyszłość to śmierć.
Okładka: twarda
Cena (z okładki): 31,90 zł
Ilość stron: 190
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Premiera w USA: 2009 rok
Premiera w Polsce: 2010 rok
Książkę poleciła mi koleżanka, która wzięła ją ze względu na... oryginalność. Nie powiem, iż lektura taka nie jest, bo jeśli nie spodoba się wam zapis (forma dziennika, wygląd kartek jak w zwykłym zeszycie) to myślę, że zaciekawią was także krótkie filmiki, kręcone przez Sarah. Możecie obejrzeć je dzięki hasłom zawartym w książce.
W tej lekturze zawarte jest wiele fajnych, ale także przerażających cytatów. Oczywiście są już one w moim zeszyciku.
Książka utrzymana jest w tajemniczym i mrocznym nastroju. Brak dialogów uważam za plus, i to, że historię śledzimy z perspektywy chłopaka. Wiecie, że lubię męskich narratorów.
Jeśli chodzi o cechy bohaterów, podziwiałam Sarah i Ryana, za to, że chodź mieli zakaz kontaktu, oszukiwali rodziców, by utrzymać swoja przyjaźń, a także rozwiązać zagadkę. Sarach okazała się konkretną i dzielną dziewczyną, choć najpierw oceniałam ją inaczej. Na Ryana także w pewien sposób się zawiodłam, ponieważ myślę, że Sarach bardziej chciała dowiedzieć się prawdy, a on często miał wątpliwości i chciał stchórzyć.
Dziwną i kompletnie drugoplanową postacią, która przypadła mi do gustu okazał się Henry. Przyjaciel ojca Ryana. Mężczyzna na ogół spokojny, uwielbiający łowić ryby. Dość śmieszny i oryginalny. Dawał mały, miły podkład pod mroczny nastrój. Był takim hm... światłem w tunelu.
Książka okazała się bardzo wciągająca, a druga część już stoi na mojej półce. Jak już mówiłam okładka i kartki bardzo przypadły mi do gustu. Choć na pierwszy rzut oka, książka nie dla mnie, okazała się miłą niespodzianką. Kiedy uporam się z całym tygodniem, pochłonę drugą część.
Pozdrawiam
Okładka: twarda
Cena (z okładki): 31,90 zł
Ilość stron: 190
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Premiera w USA: 2009 rok
Premiera w Polsce: 2010 rok
Książkę poleciła mi koleżanka, która wzięła ją ze względu na... oryginalność. Nie powiem, iż lektura taka nie jest, bo jeśli nie spodoba się wam zapis (forma dziennika, wygląd kartek jak w zwykłym zeszycie) to myślę, że zaciekawią was także krótkie filmiki, kręcone przez Sarah. Możecie obejrzeć je dzięki hasłom zawartym w książce.
W tej lekturze zawarte jest wiele fajnych, ale także przerażających cytatów. Oczywiście są już one w moim zeszyciku.
Książka utrzymana jest w tajemniczym i mrocznym nastroju. Brak dialogów uważam za plus, i to, że historię śledzimy z perspektywy chłopaka. Wiecie, że lubię męskich narratorów.
Jeśli chodzi o cechy bohaterów, podziwiałam Sarah i Ryana, za to, że chodź mieli zakaz kontaktu, oszukiwali rodziców, by utrzymać swoja przyjaźń, a także rozwiązać zagadkę. Sarach okazała się konkretną i dzielną dziewczyną, choć najpierw oceniałam ją inaczej. Na Ryana także w pewien sposób się zawiodłam, ponieważ myślę, że Sarach bardziej chciała dowiedzieć się prawdy, a on często miał wątpliwości i chciał stchórzyć.
Dziwną i kompletnie drugoplanową postacią, która przypadła mi do gustu okazał się Henry. Przyjaciel ojca Ryana. Mężczyzna na ogół spokojny, uwielbiający łowić ryby. Dość śmieszny i oryginalny. Dawał mały, miły podkład pod mroczny nastrój. Był takim hm... światłem w tunelu.
Książka okazała się bardzo wciągająca, a druga część już stoi na mojej półce. Jak już mówiłam okładka i kartki bardzo przypadły mi do gustu. Choć na pierwszy rzut oka, książka nie dla mnie, okazała się miłą niespodzianką. Kiedy uporam się z całym tygodniem, pochłonę drugą część.
Pozdrawiam
sobota, 23 marca 2013
#9 - Z książkami przez świat.
Do dzisiejszej rozkmimy zainspirował mnie wyżej pokazany obrazek. Temat troszkę tajemniczy, ale mam nadzieję, że po przeczytaniu notki każdy z was będzie wiedzieć co chciałam przekazać ;)
Nie wiem jak Wy, ale ja nawet do kościoła zabieram ze sobą książkę. Liczę na to, że może będę długo czekać na autobus, lub po prostu "wpadnie" mi kilkanaście wolnych minut? A może chcę mieć jakieś zabezpieczenie, gdybym przez tsunami nie mogłabym wrócić do domu? Nie wiem, które pytanie jest poprawne, a może wszystkie, ale wiem, że książki stanowią coś więcej w moim życiu.
W szkole moja torba zawsze jest pełna i ciężka. Gdy razem z klasą oglądamy jakiś nudny film, wartościowe koleżanki* proszą o jakąś książkę. Pożyczam je zawsze i każdemu, ale trochę wkurza mnie to kiedy inni patrz na mnie jakby chcieli mnie obrazić, a nie mogą.
Na przystanku, czy w autobusie lektury nie są dziwnym zjawiskiem, więc kiedy byłabym zmuszona czytać przy ludziach, wybrałabym takie miejsca. Miło jest kiedy razem z innymi zagłębiam się w książce, i muszę pilnować by wysiąść na odpowiednim przystanku.
Chodnik. Tak, tam też zdarza mi się czytać. Szczerze powiedziawszy takich sytuacji na razie miałam dwie, ale w obu zostałam wyśmiana. W dzień kobiet umówiłam się ze znajomymi (z równoległych klas) na warsztaty dotyczące pielęgnacji skóry. Ze względu szkoły, na miejscu byłam o 30 min za wcześnie, ale mając przy sobie książkę wiedziałam, że nie zanudzę się na śmierć. Zdziwiło mnie to, że w środku nie miałam żadnego miejsca (oprócz windy) gdzie mogłabym spokojnie zagłębić się w lekturze. Padło na zewnątrz, a że przystanek był dość daleko, oparłam się o parapet budynku i wyjęłam książkę. Nieliczne osoby mnie podziwiały, kilka nie zignorowało, a reszta mnie wyśmiała. Akurat to, nie wpłynęło na mnie bo: 1. Książka była bardzo ciekawa; 2. Nie obchodzi mnie zdanie osób, których nie znam bądź nie lubię.
Więc nie wiem, jak u Was, ale ja mam miejsca gdzie nie zostaje wyśmiana, bo robię to co kocham. Niestety nie wszędzie mogę zaczytywać się w lekturze, ponieważ inni uważają, że tylko marnuję czas i chcą mnie za wszelką cenę zmienić (chociaż nie wiem po co). Cóż nie można mieć wszystkiego.
Gdzie zabieracie książki? I jak reagują na to ludzie?
Pozdrawiam.
Nie wiem jak Wy, ale ja nawet do kościoła zabieram ze sobą książkę. Liczę na to, że może będę długo czekać na autobus, lub po prostu "wpadnie" mi kilkanaście wolnych minut? A może chcę mieć jakieś zabezpieczenie, gdybym przez tsunami nie mogłabym wrócić do domu? Nie wiem, które pytanie jest poprawne, a może wszystkie, ale wiem, że książki stanowią coś więcej w moim życiu.
W szkole moja torba zawsze jest pełna i ciężka. Gdy razem z klasą oglądamy jakiś nudny film, wartościowe koleżanki* proszą o jakąś książkę. Pożyczam je zawsze i każdemu, ale trochę wkurza mnie to kiedy inni patrz na mnie jakby chcieli mnie obrazić, a nie mogą.
Na przystanku, czy w autobusie lektury nie są dziwnym zjawiskiem, więc kiedy byłabym zmuszona czytać przy ludziach, wybrałabym takie miejsca. Miło jest kiedy razem z innymi zagłębiam się w książce, i muszę pilnować by wysiąść na odpowiednim przystanku.
Chodnik. Tak, tam też zdarza mi się czytać. Szczerze powiedziawszy takich sytuacji na razie miałam dwie, ale w obu zostałam wyśmiana. W dzień kobiet umówiłam się ze znajomymi (z równoległych klas) na warsztaty dotyczące pielęgnacji skóry. Ze względu szkoły, na miejscu byłam o 30 min za wcześnie, ale mając przy sobie książkę wiedziałam, że nie zanudzę się na śmierć. Zdziwiło mnie to, że w środku nie miałam żadnego miejsca (oprócz windy) gdzie mogłabym spokojnie zagłębić się w lekturze. Padło na zewnątrz, a że przystanek był dość daleko, oparłam się o parapet budynku i wyjęłam książkę. Nieliczne osoby mnie podziwiały, kilka nie zignorowało, a reszta mnie wyśmiała. Akurat to, nie wpłynęło na mnie bo: 1. Książka była bardzo ciekawa; 2. Nie obchodzi mnie zdanie osób, których nie znam bądź nie lubię.
Więc nie wiem, jak u Was, ale ja mam miejsca gdzie nie zostaje wyśmiana, bo robię to co kocham. Niestety nie wszędzie mogę zaczytywać się w lekturze, ponieważ inni uważają, że tylko marnuję czas i chcą mnie za wszelką cenę zmienić (chociaż nie wiem po co). Cóż nie można mieć wszystkiego.
Gdzie zabieracie książki? I jak reagują na to ludzie?
Pozdrawiam.
poniedziałek, 18 marca 2013
#40 - "Poradnik pozytywnego myślenia" - Matthew Quick
Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię - jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie zwariowana jak on Tiffany, prześladuje go piosenka Kenny'ego G, a nowy terapeuta sugeruję zdradę jako formę terapii!
Pat nie przestaje myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?
Okładka: miękka
Cena: 34,90 zł w sieci Empik
Ilość stron: 376
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera w USA: 2008 rok
Premiera w Polsce: 6 marzec 2013 rok
O dziwo książka weszła do naszych księgarni dość późno (marzec 2013), czyli grubo miesiąc po premierze filmu. Lekturę dostałam w prezencie na dzień Kobiet. Sięgnęłam ze względu na film, no i szał na poradnik. Chociaż niektórzy "wielcy fani" nie przeczytali książki, a obejrzeli tylko film, ja zrobiłam obie rzeczy zaczynając od lektury.
Książka wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Już po kilkunastu stronach bardzo polubiłam Pata, ale także zrozumiałam. Tako samo było z Tiffany, chodź poznajemy ją później niż głównego bohatera, mamy czas by się nią zachwycić. Ma bardzo trudny charakter, ale na swój sposób jest urocza. Mówi wszystko wprost, i nie owija w bawełnę. Ta cecha bardzo przypadła mi do gustu. Natomiast w Pacie, spodobała mi się jego determinacja i dążenie do celu. Potrafił on zrobić wszystko, tylko żeby wrócić do żony. Teraz takich ludzi powinno się szukać ze świeczką.
Kolejnym plusem lektury, była muzyka i spojrzenie na świat. W książce podane było kilka fajnych kawałków, przy których bohaterzy bawili się, tańczyli oraz płakali. Oczywiście te utwory znalazły się obowiązkowo na mojej mp3. Co do spojrzenia na świat. Bardzo podobały mi się teksty i wytłumaczenia Pata, odnośnie uczuć do innych ludzi.
"Ćwiczę bycie miłym człowiekem, ale nie oznacza to, że się nim staję"
Jednym minusem była fascynacja sportowym klubem "Orły". Jako iż jestem dziewczyną, z natury nie interesuję się sportem, a w tej książce rozdział bez opisanego meczu, to rozdział stracony! Bohaterowie (zwłaszcza ojciec i brat Pata) tłumaczyli wszystko przez wygraną lub przegraną ulubionego sportowego zespołu.
Jeśli chodzi o wygląd książki, to zaletą było brak numeracji rozdziałów. Uważam iż jest to plus ze względu na to, że tak na prawdę nie wiemy ile jest tych rozdziałów i ile zostało nam do końca książki. Za to minusem jest okładka. Co mi się w niej nie podoba? Nawiązanie do filmu. Bo przecież to książka była pierwsza (może nie w polskim wydaniu), a film drugi. Dlaczego mamy już oglądać aktorów grających role w ekranizacji, i nie dać popisu dla swojej wyobraźni?
"Poradnik pozytywnego myślenia" czyta się błyskawicznie, chwilami jest pełen humoru, ale także smutku. Opowiada o odradzaniu się na nowo i o akceptowaniu świata takim jaki jest. Uważam, że powieść jest na prawdę godna polecenia.
Pozdrawiam
Wraz z przyjściem wiosny i z pisaniem już 40 recki, ale także 50 posta na blogu, postanowiłam zmienić trochę formę pisanie recek. Co Wy na to?
Pat nie przestaje myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?
Okładka: miękka
Cena: 34,90 zł w sieci Empik
Ilość stron: 376
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera w USA: 2008 rok
Premiera w Polsce: 6 marzec 2013 rok
O dziwo książka weszła do naszych księgarni dość późno (marzec 2013), czyli grubo miesiąc po premierze filmu. Lekturę dostałam w prezencie na dzień Kobiet. Sięgnęłam ze względu na film, no i szał na poradnik. Chociaż niektórzy "wielcy fani" nie przeczytali książki, a obejrzeli tylko film, ja zrobiłam obie rzeczy zaczynając od lektury.
Książka wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Już po kilkunastu stronach bardzo polubiłam Pata, ale także zrozumiałam. Tako samo było z Tiffany, chodź poznajemy ją później niż głównego bohatera, mamy czas by się nią zachwycić. Ma bardzo trudny charakter, ale na swój sposób jest urocza. Mówi wszystko wprost, i nie owija w bawełnę. Ta cecha bardzo przypadła mi do gustu. Natomiast w Pacie, spodobała mi się jego determinacja i dążenie do celu. Potrafił on zrobić wszystko, tylko żeby wrócić do żony. Teraz takich ludzi powinno się szukać ze świeczką.
Kolejnym plusem lektury, była muzyka i spojrzenie na świat. W książce podane było kilka fajnych kawałków, przy których bohaterzy bawili się, tańczyli oraz płakali. Oczywiście te utwory znalazły się obowiązkowo na mojej mp3. Co do spojrzenia na świat. Bardzo podobały mi się teksty i wytłumaczenia Pata, odnośnie uczuć do innych ludzi.
"Ćwiczę bycie miłym człowiekem, ale nie oznacza to, że się nim staję"
Jednym minusem była fascynacja sportowym klubem "Orły". Jako iż jestem dziewczyną, z natury nie interesuję się sportem, a w tej książce rozdział bez opisanego meczu, to rozdział stracony! Bohaterowie (zwłaszcza ojciec i brat Pata) tłumaczyli wszystko przez wygraną lub przegraną ulubionego sportowego zespołu.
Jeśli chodzi o wygląd książki, to zaletą było brak numeracji rozdziałów. Uważam iż jest to plus ze względu na to, że tak na prawdę nie wiemy ile jest tych rozdziałów i ile zostało nam do końca książki. Za to minusem jest okładka. Co mi się w niej nie podoba? Nawiązanie do filmu. Bo przecież to książka była pierwsza (może nie w polskim wydaniu), a film drugi. Dlaczego mamy już oglądać aktorów grających role w ekranizacji, i nie dać popisu dla swojej wyobraźni?
"Poradnik pozytywnego myślenia" czyta się błyskawicznie, chwilami jest pełen humoru, ale także smutku. Opowiada o odradzaniu się na nowo i o akceptowaniu świata takim jaki jest. Uważam, że powieść jest na prawdę godna polecenia.
Pozdrawiam
Wraz z przyjściem wiosny i z pisaniem już 40 recki, ale także 50 posta na blogu, postanowiłam zmienić trochę formę pisanie recek. Co Wy na to?
sobota, 16 marca 2013
#8 - Cytaty z książek
Witam!
Dziś znów porozmawiamy na temat związany z książkami. Jak to z rozkminami! Dzisiejszy temat: "Cytaty z książek".
Zapewne każdy z Was ma kilka ulubionych książek. Chodź tak jak matka nie powinna mieć ulubionych dzieci, nam pewne książki bardziej przypadają do gustu i częściej po nie sięgamy. Po prostu mamy do nich sentyment.
Moim ostatnim pomysłem, było spisywanie ulubionych cytatów do zeszytu. Jako iż z natury jestem leniwa, pomysł zrealizowałam niedawno. Jestem zadowolona. Na swoim przykładzie powiem, że taki sposób "zatrzymania książki" pomaga w kacu po książkowym i nie tylko. Chodź na razie zapisałam jedynie 16 cytatów, uwielbiam wieczorami przy herbatce przypominać sobie książki, przez czytanie nawet kilku słów.
Oto kilka z nich:
1."Pomyślnych Igrzysk Śmierci i niech los wam zawsze sprzyja" ~Suzanne Collins "Igrzyska Śmierci"
2."(...) ale to nie ma większego znaczenia, kiedy właśnie uświadamiasz sobie, po tak długim czasie, że wciąż żyjesz" ~John Green "Szukając Alaski"
3. "(...) a ja właśnie idę przez życie z dreszczem na plecach" ~Patrick Carman "Dolina Szkieletów"
4."Okej będzie naszym zawsze" ~John Green "Gwiazd naszych wina"
Często są to porady, złote myśli. Częściej zwykłe słowa, które układają się w zdania, a one przypominają nam o tej magii zamkniętej w danej książce. Chciałabym polecić wam taki sposób zapamiętywania cytatów. Zeszyt pragnę, nosić ze sobą wszędzie! Na nieszczęście jego format to A4, więc kiepsko będzie z małymi torebkami. Poza tym w szkole by nie przeszło. Zaraz wszyscy zaczęliby mnie obrzucać pytaniami typu "Co to?", "Po co Ci to?" etc. Dlatego myślę, że miejsce na parapecie jest dla niego idealne.
Odbiegając od moich cytatów, myślę, że wiele ludzi na świecie się nimi posługuje. Nasi znajomi ustawiają sobie na opis słowa jakiegoś znanego człowieka, a niektórzy przez lata cytują kilka zdań z książek. Ja bardziej preferuje tą drugą wersję, więc jeśli ktoś z was ma mój nr GG zapewne często widzie cytat z jakiejś lektury. Myślę, że jest to spowodowane tym, iż czasami książka bardzo mi się spodobała, przez co odczuwam do niej sentyment.
Pozdrawiam Ath :3
Dziś znów porozmawiamy na temat związany z książkami. Jak to z rozkminami! Dzisiejszy temat: "Cytaty z książek".
Zapewne każdy z Was ma kilka ulubionych książek. Chodź tak jak matka nie powinna mieć ulubionych dzieci, nam pewne książki bardziej przypadają do gustu i częściej po nie sięgamy. Po prostu mamy do nich sentyment.
Moim ostatnim pomysłem, było spisywanie ulubionych cytatów do zeszytu. Jako iż z natury jestem leniwa, pomysł zrealizowałam niedawno. Jestem zadowolona. Na swoim przykładzie powiem, że taki sposób "zatrzymania książki" pomaga w kacu po książkowym i nie tylko. Chodź na razie zapisałam jedynie 16 cytatów, uwielbiam wieczorami przy herbatce przypominać sobie książki, przez czytanie nawet kilku słów.
Oto kilka z nich:
1."Pomyślnych Igrzysk Śmierci i niech los wam zawsze sprzyja" ~Suzanne Collins "Igrzyska Śmierci"
2."(...) ale to nie ma większego znaczenia, kiedy właśnie uświadamiasz sobie, po tak długim czasie, że wciąż żyjesz" ~John Green "Szukając Alaski"
3. "(...) a ja właśnie idę przez życie z dreszczem na plecach" ~Patrick Carman "Dolina Szkieletów"
4."Okej będzie naszym zawsze" ~John Green "Gwiazd naszych wina"
Często są to porady, złote myśli. Częściej zwykłe słowa, które układają się w zdania, a one przypominają nam o tej magii zamkniętej w danej książce. Chciałabym polecić wam taki sposób zapamiętywania cytatów. Zeszyt pragnę, nosić ze sobą wszędzie! Na nieszczęście jego format to A4, więc kiepsko będzie z małymi torebkami. Poza tym w szkole by nie przeszło. Zaraz wszyscy zaczęliby mnie obrzucać pytaniami typu "Co to?", "Po co Ci to?" etc. Dlatego myślę, że miejsce na parapecie jest dla niego idealne.
Odbiegając od moich cytatów, myślę, że wiele ludzi na świecie się nimi posługuje. Nasi znajomi ustawiają sobie na opis słowa jakiegoś znanego człowieka, a niektórzy przez lata cytują kilka zdań z książek. Ja bardziej preferuje tą drugą wersję, więc jeśli ktoś z was ma mój nr GG zapewne często widzie cytat z jakiejś lektury. Myślę, że jest to spowodowane tym, iż czasami książka bardzo mi się spodobała, przez co odczuwam do niej sentyment.
Pozdrawiam Ath :3
piątek, 15 marca 2013
#39 - "Harry Potter i Więzień Azkabanu" - J.K. Rowling
Witam!
Dziś kolejny post z serii "moja ulubiona saga", czyli Harry Potter.
Harry znów wraca do znienawidzonego wujostwa. Odliczając dni do wakacji, musi zmierzyć się z przyjazdem ciotki Marge. Niestety nie wytrzymuje, a siostra wuja Vernona, zostaje nadmuchana. Po ucieczce Gryfona z domu, jadąc Błędnym Rycerzem, dowiaduje się o Syriuszu Blacku - zbiegłym więźniu z Azkabanu. Po spędzeniu dwóch tygodni w Dziurawym Kotle, Harry wraz z Ronem i Hermioną wracają do magicznej szkoły, gdzie następuje wiele zmian. Dementorzy strzegą wejść do szkoły, gajowy zostaje nauczycielem, a wilkołak przejmuję stanowisko OPCM. Z czasem okazuje się, że Syriusz Black, szuka Harry'ego.
Trzecia część tej serii, moim zdaniem bardzo dużo zmienia. Bohaterzy wyrastają z "dziecinnego wieku", a Harry po raz pierwszy nie czuje się bezpiecznie w zamku. Co do moich odczuć. Jest to jedna z moich ulubionych serii. Wyjścia do Hogsmeade, Mapa Huncwotów i wiele innych <3 Najbardziej nie podobał mi się Zmieniacz Czasu. Myślę, że było to zbyt nudne, ale jak widać potrzebne. Lupina nie polubiłam w 100%, ale jednak zaskoczył mnie i zasmucił, gdy odszedł. Ogólnie książkę (tak jak wszystkie części HP), czytałam kilkanaście razy. I nie wiem jak Wasze odczucia, ale dla mnie ta ekranizacja była chyba najlepszą i myślę, że w tej sprawie aktorzy i reżyser spisali się nieziemsko. Ale wracając do książki. Chodź najbliższa memu sercu dalej, na zawsze i niezaprzeczalnie pozostanie szósta część, to dla trzeciej dałabym 5+.
Czytaliście? Wrażenia?
Pozdrawia Ath
~*~
Wyszło, to co wyszło. Weno, wracaj! Dziękuję za to, że "wytykacie" mi spojlerowanie. Mam nadzieję, że tu jest już okej. Hm... jutro rozkminy <3 wiemm, że nie możecie się doczekać ;*
poniedziałek, 11 marca 2013
#38 - "Pozwól mi odejść" - Lurlene McDaniel
Dziś książka, która mnie z jednej strony zachwyciła, z drugiej trochę zirytowała, a to wszystko w 160 stronach.
Nathan Malone, przez większość swojego życia uczył się w domu. Jego nauczycielką była mama. Niestety gdy jej syn jest już prawie dorosły, na świat przychodzą bliźniaczki, a Nathan musi pójść do szkoły. Już pierwszego dnia w nowym otoczeniu chłopak znajduje kumpla, ale jego uwagę przykuwa też - Lisa, seksowna, nieosiągalna dziewczyna. Na szczęście, lub na nieszczęście Nathan uczęszcza na zajęcia z angielskiego, wraz z tajemniczą dziewczyną. Lisa okazuje się indywidualistką, której nie obchodzi zdanie innych. Jednak ma swoja tajemnicę, czy pozwoli ją odkryć dla Nathana?
Na prawdę nie wiem, jak autorce udało się zmieścić wszystko w 160 stronach. No niestety, minusem jest to, że akcja dzieje się zdecydowanie za szybko. Na wstępie wspomniałam, że książka mnie zachwyciła. Na prawdę, była wciągająca, kaca po niej nie miałam, ale dość szybko ją "połknęłam'. Czym mnie zirytowała? Wątkiem śmierci. Każdy musi mieć raka, każdy musi na niego zachorować i umrzeć. Już kiedyś o tym wspominałam, po prostu ten wątek już mi się "przejadł" i to, że druga osoba cierpi z powodu straty ukochanego nie robi na mnie wrażenia. Wiem, że takie jest życie, ale chcę więcej pozytywnych książek! Wracając do dzisiejszej, nie była taka zła. Jak już wspominałam, szybko się ją czytało i mogę nawet powiedzieć, że była lekka. Chyba najbardziej spodobała mi się Lisa. Jeździła na motorze, piła, paliła - przypominała mi Alaskę. Jedyny moment kiedy było mi smutno, to gdy zaczęła ona tracić włosy i stała się niewidoma. Wielkim plusem lektury, jest także to, że była opowiadana z perspektywy Nathana. Nie wiem czemu, ale ostatnio polubiłam książki z męskim narratorem. Po prostu "zdesperowane dziewczyny" zaczęły mnie nudzić. Jak już pewnie wywnioskowaliście, nie lubię monotonii.
Pozdrawiam Ath
~*~
Poradnik pozytywnego myślenia, naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Aktualnie jest u kumpeli z klasy (pozdrawiam ;D), ale gdy go dostanę - pojawi się recenzja. Wolę pisać, gdy książkę mam na kolanach, lub na ebooku w tablecie ;)
sobota, 9 marca 2013
#7 - Czytanie książki x razy
Wiem, że pod ostatnim postem przypominałyście mi (patrzę na Ciebie Dora ;D), że dziś sobota co oznacza rozkminy! Nie martwcie się, nigdy o was nie zapomnę ;)
Dziś wybrałam dość dziwny temat, ale bardzo dziękuję, że podsuwałyście mi różne pomysły - kiedyś na pewno je wykorzystam! Nie wiedziałam, jak nazwać dzisiejszą rozkmnię, więc zdecydowałam się na "Czytanie książek x razy". Jeśli ktoś nie rozumie - już wyjaśniam.
Ile razy zdarzyło się wam czytać jedną książkę kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt razy? Zapewne dużo. Szczerze? Ja do wakacji 2012 uważałam, że czytanie drugi, trzeci, setny raz jednej książki mija się z celem. No, bo znasz już akcje, wiesz co się stanie, kto umrze. Zero przyjemności. Jednak na tych wakacjach nuda "zmusiła mnie" do przeczytania jeszcze raz sagi Harry'ego Pottera. Chodź wiedziałam co będzie dalej, kto umrze, czytałam nocami i dniami. Od tego czasu przeczytałam 15 razy jak nie więcej wszystkie tomy i czerpałam z tego przyjemność! Później zaczęła się moja historia z FF, ale nie o tym post ;) Myślę, że z każdym razem gdy sięgniemy po jakąkolwiek książkę (którą już przeczytaliśmy) potrafimy wyłapać nowe szczegóły. Potrafimy pomyśleć nad czymś dłużej i zastanowić się. Są to wielkie plusy! Dzięki temu poznajemy lekturę w 100%, no i znów na kilka godzin przenosimy się w ten świetny, magiczny świat ;) Drugą sagę, którą (aktualnie) czytam już drugi raz są Igrzyska Śmierci. Chyba dlatego kupiłam sobie Kosogłosa (III część sagi) oraz planuję kupić Igrzyska Śmierci (I część sagi) by je czytać, czytać, czytać i zabierać ze sobą wszędzie (oprócz szkoły i pobliskiego spożywczaka)! Niektórzy myślą, że zakup książki jest tylko niepotrzebnym wydatkiem. Bo wydasz te 30 - 40 zł, a po książkę sięgniesz raz. Nieprawda! Lekturę można przeczytać tysiące razy i za każdym razem odkrywać ją na nowo ;) Dlatego ja staram się kupować ciekawsze książki, bym później mogła zabierać ją i czytać wszędzie! W sumie mogę mieć ją w formie ebooka, czy audiobooka, ale nie wszędzie będę mogła zabrać ze sobą mp3, czy tableta. Z książką na pewno mnie wpuszczą ;p To taki rzadki widok XD
Chodź ja znalazłam tylko dwie sagi (3+7=10 książek), które mogę czytać, czytać, czytać, czytać i czytać, nie znaczy, że na tym przestanę. Myślę, że gdy będę miała czas (czytajcie: w okolicach wakacji *w*) sięgnę po "Gwiazd naszych wina", czy "Trafny Wybór". Oraz mam nadzieję, że znajdę jeszcze więcej sag/książek, którymi będę się zachwycała i czytała niezliczoną ilość razy ;D A wy, co czytacie już tysięczny raz i wam się nie nudzi? Piszcie!
Pozdrawiam Ath
~*~
Dziękuję, za życzenia z okazji Dnia Kobiet oraz za to, że (zapominalska) odpowiedzieliście na moje pytania. Dziękuję ;)
A teraz za komentowanie każdej notki dziękuję: Ani, Alice oraz Dorze ;)
Jeśli kogoś nie wymieniłam, przepraszam ;c Piszcie i wypominajcie mi to w sposób drastyczny. Nie wstydźcie się.
Chcę lato :c
Dziś wybrałam dość dziwny temat, ale bardzo dziękuję, że podsuwałyście mi różne pomysły - kiedyś na pewno je wykorzystam! Nie wiedziałam, jak nazwać dzisiejszą rozkmnię, więc zdecydowałam się na "Czytanie książek x razy". Jeśli ktoś nie rozumie - już wyjaśniam.
Ile razy zdarzyło się wam czytać jedną książkę kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt razy? Zapewne dużo. Szczerze? Ja do wakacji 2012 uważałam, że czytanie drugi, trzeci, setny raz jednej książki mija się z celem. No, bo znasz już akcje, wiesz co się stanie, kto umrze. Zero przyjemności. Jednak na tych wakacjach nuda "zmusiła mnie" do przeczytania jeszcze raz sagi Harry'ego Pottera. Chodź wiedziałam co będzie dalej, kto umrze, czytałam nocami i dniami. Od tego czasu przeczytałam 15 razy jak nie więcej wszystkie tomy i czerpałam z tego przyjemność! Później zaczęła się moja historia z FF, ale nie o tym post ;) Myślę, że z każdym razem gdy sięgniemy po jakąkolwiek książkę (którą już przeczytaliśmy) potrafimy wyłapać nowe szczegóły. Potrafimy pomyśleć nad czymś dłużej i zastanowić się. Są to wielkie plusy! Dzięki temu poznajemy lekturę w 100%, no i znów na kilka godzin przenosimy się w ten świetny, magiczny świat ;) Drugą sagę, którą (aktualnie) czytam już drugi raz są Igrzyska Śmierci. Chyba dlatego kupiłam sobie Kosogłosa (III część sagi) oraz planuję kupić Igrzyska Śmierci (I część sagi) by je czytać, czytać, czytać i zabierać ze sobą wszędzie (oprócz szkoły i pobliskiego spożywczaka)! Niektórzy myślą, że zakup książki jest tylko niepotrzebnym wydatkiem. Bo wydasz te 30 - 40 zł, a po książkę sięgniesz raz. Nieprawda! Lekturę można przeczytać tysiące razy i za każdym razem odkrywać ją na nowo ;) Dlatego ja staram się kupować ciekawsze książki, bym później mogła zabierać ją i czytać wszędzie! W sumie mogę mieć ją w formie ebooka, czy audiobooka, ale nie wszędzie będę mogła zabrać ze sobą mp3, czy tableta. Z książką na pewno mnie wpuszczą ;p To taki rzadki widok XD
Chodź ja znalazłam tylko dwie sagi (3+7=10 książek), które mogę czytać, czytać, czytać, czytać i czytać, nie znaczy, że na tym przestanę. Myślę, że gdy będę miała czas (czytajcie: w okolicach wakacji *w*) sięgnę po "Gwiazd naszych wina", czy "Trafny Wybór". Oraz mam nadzieję, że znajdę jeszcze więcej sag/książek, którymi będę się zachwycała i czytała niezliczoną ilość razy ;D A wy, co czytacie już tysięczny raz i wam się nie nudzi? Piszcie!
Pozdrawiam Ath
~*~
Dziękuję, za życzenia z okazji Dnia Kobiet oraz za to, że (zapominalska) odpowiedzieliście na moje pytania. Dziękuję ;)
A teraz za komentowanie każdej notki dziękuję: Ani, Alice oraz Dorze ;)
Jeśli kogoś nie wymieniłam, przepraszam ;c Piszcie i wypominajcie mi to w sposób drastyczny. Nie wstydźcie się.
Chcę lato :c
piątek, 8 marca 2013
#37 - "Harry Potter i Komnata Tajemnic" - J. K. Rowling
Witajcie!
Dziś drugi post z serii "moja ulubiona saga". Enjoy!
Harry na wakacje wraca do domu swojego wujostwa. Codziennie odlicza dni do powrotu do Magicznej Szkoły. Jednak w pewien ważny wieczór (dla wuja Vernona) w pokoju Harry'ego pojawia się... Zgredek. Chce on ostrzec Gryfona przed "złymi rzeczami" jakie mają dziać się tego roku w Hogwarcie. Nie mówi nic więcej, tylko prosi Harry'ego o to by nie wracał do szkoły. Jako iż Potter nie godzi się, wizyta Zgredka kończy się niemiłym incydentem, a Harry zostaje dręczony przez krewnych. Wybawia go jego przyjaciel - Ron, wraz z braćmi: Fredem i Georgem. Resztę wakacji chłopak spędza u Weaslayów oraz razem z nimi udaje się na King Cross. W szkole wszystko dobrze się układa, Obrony Przed Czarną Magią zaczyna nauczać nowy nauczyciel. Sielankową monotonię przerywa atak na kotkę Filcha - zostaje ona spetryfikowana. Niedługo także uczniowie padają ofiarą potwora, a Komnata Tajemnic zostaje otwarta.
Jest to chyba jedyna książka HP, której podczas czytania (byłam jeszcze mała!) się bałam. Zwłaszcza bazyliszka i Aragoga. Na prawdę, podobno w Chinach została ona zakazana. No, ale kiedy podrosłam, zrozumiałam, że to tylko fikcja ;D Jest to chyba ostatnia część, gdzie bohaterowie są jeszcze mali. W 3 części w filmie wyglądają oni zdecydowanie na starszych, a w książce myślą/zachowują się dojrzalej. Byłam trochę zła, ale cóż - my tez dorastamy, najlepiej gdy robimy to z takimi bohaterami jak Harry, Ron, czy Hermiona. Nie powiem, że książka jest zła. Jest super! Tak jak każdy tom HP. Trochę krótka - fakt. Nie należy do moich ulubionych (z sagi HP), ale i tak chętnie ją czytam ;)
A wy? Sięgnęliście? I jak wrażenia?
Pozdrawiam Ath
~*~
Uh... Zapomniałabym ;p Dla moich wszystkich czytelniczek: Wszystkiego Najlepszego z okazji dnia kobiet ;*
Dziękuje wam za piękne 35 obserwatorów i za liczne komentarze ;D Dziś dostałam od taty książkę (Poradnik pozytywnego myślenia) więc niedługo ją zrecenzuję. Przepraszam, że krótko, ale jakoś nie mam dziś weny.
Jest to chyba jedyna książka HP, której podczas czytania (byłam jeszcze mała!) się bałam. Zwłaszcza bazyliszka i Aragoga. Na prawdę, podobno w Chinach została ona zakazana. No, ale kiedy podrosłam, zrozumiałam, że to tylko fikcja ;D Jest to chyba ostatnia część, gdzie bohaterowie są jeszcze mali. W 3 części w filmie wyglądają oni zdecydowanie na starszych, a w książce myślą/zachowują się dojrzalej. Byłam trochę zła, ale cóż - my tez dorastamy, najlepiej gdy robimy to z takimi bohaterami jak Harry, Ron, czy Hermiona. Nie powiem, że książka jest zła. Jest super! Tak jak każdy tom HP. Trochę krótka - fakt. Nie należy do moich ulubionych (z sagi HP), ale i tak chętnie ją czytam ;)
A wy? Sięgnęliście? I jak wrażenia?
Pozdrawiam Ath
~*~
Uh... Zapomniałabym ;p Dla moich wszystkich czytelniczek: Wszystkiego Najlepszego z okazji dnia kobiet ;*
Dziękuje wam za piękne 35 obserwatorów i za liczne komentarze ;D Dziś dostałam od taty książkę (Poradnik pozytywnego myślenia) więc niedługo ją zrecenzuję. Przepraszam, że krótko, ale jakoś nie mam dziś weny.
wtorek, 5 marca 2013
Liebster Award
Witajcie!
Dzisiaj trochę nie typowy post, bo ani rozkminy, ani recenzja. Uważałam, że nigdy nie będę chciała wziąć w tym udziału, ale akurat te pytania przypadły mi do gustu, dlatego aż sama się zgłosiłam! Iż są to bardziej prywatne pytania, potraktujcie to jako "coś więcej o Ath", niż kolejny nudny łańcuszek ;D
Za nominację dziękuję Dorze z http://rose-z-ravenclawu.blogspot.com
Pytania Dory:
1. Z czego czerpiesz inspiracje na pisanie nowych rozdziałów?
Inspiracje do wszystkiego czerpię ze zdjęć. Tak! Miliony zdjęć potrafią tak mnie zainspirować, że mogę napisać kilka rozkmin do przodu. Drugą "kopalnią" inspiracji jest samotność + muzyka. Dziwne? Wiem. Po prostu uwielbiam wracać ze szkoły piechotą, w tle leci metal/rock, a ja wymyślam coraz to nowsze serie postów, tematy rozkmin, wersje recenzji.
2. Co cię skłoniło do założenia bloga?
Skłoniła mnie chyba to, że musiałam wszystko "trzymać w sobie". Mówię tu o książkach, bo na prawdę miałam jedną/dwie osoby z którymi mogłam porozmawiać na temat jakiejś lektury. Więc pomyślałam, że może w internecie znajdę wartościowe osoby, z którymi mogę pogadać na takie tematy :)
3.Myślisz, że liczba odwiedzających twój blog przekroczy kiedyś 10000?
A czemu nie? Jeśli dalej będę prowadzić tą stronę, z zamiłowaniem czytać książki i je recenzować, to czemu nie? Oczywiście są to moje marzenia, ale warto w nie wierzyć ;D
4. Kto lub co pociesza Cię gdy masz zły humor?
Wy! Na serio. Wchodząc tu, po długim dniu w szkole i widząc nawet kilka komentarzy potrafię się uśmiechnąć ;) Drugą rzeczą, po którą sięgam (nie tylko) gdy mam zły humor są książki, ale to już wiecie :D Ludzie raczej bardziej mnie dołują i wkurzają w takich sytuacjach dlatego wtedy trzymam się od nich z daleka ;)
5. Gdybyś mogła zmienić coś w sobie, co by to było?
Jeśli myśląc o wyglądzie to nic. Nie uważam, że jestem najpiękniejsza, ale na pewno nie pójdę pod skalpel i nie "zrobię się sztuczna lalą" z odstającą tapetą, żeby podobać się innym. Lecz jeśli myśląc o charakterze - wszystko. Jestem zbyt uparta, i nawet jeśli nie mam racji, dalej bronie swego. Nie umiem oszczędzać pieniędzy. Często potrafię być fałszywa i kłamliwa itp. itd.
6.Czy istnieje osoba, przed którą nie masz tajemnic?
Nie! Jeszcze czego. Po prostu moje zaufanie do ludzi równe jest zero i nie mam osoby, która wie o moich największych tajemnicach. Chociaż niektórym się wydaje "że wiedzą o mnie wszystko". Mylą się.
7. Co lub kto zachęca cię do dalszego pisania?
Nie oryginalnie powiem, że oczywiście czytelnicy. Ale tez sama myśli, że mam gdzieś tam w sieci miejsce, stworzone od początku przez mnie. No i w sumie, mam się czym pochwalić (tylko nie wiem komu, hahaha xd)
8. Kim chcesz zostać w przyszłości?
Ojej, trudne pytanie. Jednym z nie przyziemnych marzeń jest zostanie pisarką, ale nigdy nie pójdę na profil humanistyczny do LO, więc o "podszkoleniu się" nie ma mowy. Przyszłość na dzień dzisiejszych wiążę z fizyką, ale nie wiem w jaki sposób ;D
9. Częściej się śmiejesz, czy płaczesz?
Zdecydowanie śmieje! Płaczę to tylko ze śmiechu ;D Po prostu moim zdaniem jestem silną osobą, i rzadko "się poddaje". Na płacz nie ma czasu, a problemy często same się rozwiązują ;>
10. Co jest najsmaczniejszym jedzenie na świecie?
Hahaha, pytanie w sam raz dla mnie! Oczywiście fastfood-y! Wiem, że są nie zdrowe i kaloryczne (mi bardzo przydałoby się podniesienie wagi, jestem za chuda!), ale czasami nie potrafię się im oprzeć ;D
11.Co jest lepsze: film czy książka?
KSIĄŻKA! Na ten temat rozpisywałam się już tu.
A teraz zmienimy trochę zasady. Jako iż blogów, które chcę nominować do Liebster jest 0, myślę że czas abym dowiedziała się trochę o was. Dlatego każdy kto ma czas, ochotę, chęć odpowiada na moje pytania w komentarzach.
Moje pytania:
1. W jakim mieście mieszkasz (lub jakiej miejscowości blisko mieszkasz)?
2. Ile masz lat?
3. Jak wpadłaś/eś w "książkoholizm"?
4. Jak trafiłeś/aś na mojego bloga?
5. Ostatnia przeczytania przez Ciebie książka, wrażenia?
6. Sięgnąłeś/aś po jakikolwiek tekst/książkę którą poleciłam na blogu?
7. Recenzje vs. Rozkminy?
8. Czy wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
9. Czy kiedykolwiek czytając książkę płakałaś/eś?
10. Wolisz blogi tematyczne czy opisujące czyjeś życie?
11. Ile książek na miesiąc czytasz?
Wiem pytania książkowe, ale cóż mam nadzieję, że chodź jedna osoba odpowie, ale zachęcam! Jeszcze raz dziękuję, za nominację (chodź sama się zgłosiłam) ;)
I oczywiście, dziękuję osobom, które przeczytały moje odpowiedzi.
Pozdrawiam Ath
poniedziałek, 4 marca 2013
#36 - "Gwiazd naszych wina" - John Green
Witam!
Cóż i do mnie dotarła podobno najlepsza książka 2012 roku. Zapraszam na recenzję!
Szesnastoletnia Hazel cierpi na nieuleczalną formę raka tarczycy (w czwartym stadium) z przerzutami do płuc. Umrze. Obsesyjnie czyta książkę "Cios Udręki" oraz ogląda amerykańską wersję TopModel. Pewnego razu udaje się na spotkanie grupy wsparcia dla dzieci z rakiem, prowadzone przez Patricka. Tam poznaje Augustusa. Przyszedł z kolegą, a sam po przeżyciu wielu lat z rakiem - wyzdrowiał, po przez amputacje nogi. Młodzi zbliżają się do siebie, razem wyjeżdżają do Holandii, chociaż wiedzą, że niedługo Hazel umrze - korzystają z ostatnich wspólnych chwil. Wszystko się komplikuję. Augustus ma przerzuty raka. Po ośmiu dniach od swojego "przed pogrzebu" umiera.
Jak widać książka "ciężka" i "emocjonalna". Gdybym bawiła się w oceny dałabym jej 4+. Czemu? Jakoś mnie nie porwała. Wszyscy się nią zachwycali, więc ja też się na nią skusiłam. Nie mówię, że nie polubiłam Augustusa, czy Hazel, ale ogólnie "książka we mnie nie siedziała" i kacu nie było. Bardziej już chciało mi się płakać gdy umarła Alaska. Być może nie spodziewałam się, że to on umrze. Plusem książki było właśnie to, że była nie przewidywalna. Przeczytałam ją w niecałą dobę (zaczęłam w sobotę wieczorem, skończyłam w niedziele rano), stron ma 312, jej cena to 34,90 (mi udało si upolować ją za 29 zł, z okazji "weekendu z książką"). Chociaż wszyscy się nią zachwycają, to mnie nie porwała. O śmierci czytałam już w książce "Zanim Umrę", przy której na prawdę płakałam. Mimo tego spędziłam miłe kilka godzin, i nie musiałam się "katować".
A wy czytaliście? Sięgniecie?
Pozdrawiam Ath
sobota, 2 marca 2013
#6 - Kac po książkowy.
Witam!
Piszę do was troszkę późno, aby rozgrzać ręce po spotkaniu do bierzmowania w kościele. Brr...wiosno wracaj! Ale ujemne temperatury nie powstrzymają mnie przed rozkminami! ;)
Chyba każdy z nas, chociaż raz doświadczył go w życiu. Nie przyjemny, prowadzący do krótkiej "depresji" - kac po książkowy, najgorsza rzecz jaka może w życiu się stać. Jest to chyba jedyny minus czytania. Po wielu godzinach siedzenia nad najbardziej wciągającą książką, po wielu nie przespanych nocach nad myśleniem "co będzie dalej...", staje się - czytamy ostatnią stronę i koniec. Koniec sagi. Koniec książki. I jak mamy się czuć? Nie skaczemy z radości, ale nawet czasami płaczemy. Dlaczego? Otóż chyba każdy zna na to odpowiedź - musimy wrócić do SZAREJ rzeczywistości. Musimy zostawić czary, przyjaźń, rozpacz, czy rozwiązaną zagadkę i wrócić "na ziemię". Smutne, ale prawdziwe. Ja sama nie mam jakiś sposobów na przetrwanie tego stanu. Wręcz przeciwnie, jeszcze więcej myślę o tej książce, od razu lajkuję ją na fejsbuku i przeżywam ją na nowo. Takiego porządnego kaca miałam trzy razy w życiu: 1. Harry Potter - tak ta saga na prawdę mnie dobiła. W sumie taki "kac"miałam dwa razy. Po przeczytaniu ostatniej książki serii i (o jeśli taki kac istnieje) to po wyjściu z kina po "HP i Insygnia Śmierci part 2). Gdyby nie koleżanki, zaczęłabym płakać. 2. Igrzyska Śmierci - chodź "kac" dalej trzyma, to czuję się już zdecydowanie lepiej, i w trakcie czytania drugi raz już nie "targały mną" emocję, aczkolwiek czerpałam z tego przyjemność. 3. "Szukając Alaski" - książka krótka, jedno tomowa i nie popularna. Powinnam być zdziwiona, dlaczego dopadł mnie kac, ale cóż książka jest na prawdę super i jeszcze raz ją polecam :)
Nie ważne czy przeczytasz kryminał, czy fantastykę. O ile książka Cie "porwie", o ile stanie się częścią Ciebie i tak się skończy, a wtedy dopadnie Cię on - kac po książkowy. Zawsze można się pocieszyć, sięgając po inną lekturę. Ale czy na pewno pomoże?
A wy ile razy i po jakiej książce, mieliście kac? A jak sobie z nim radzicie?
Pozdrawiam Ath
~*~
Trochę krótko, ale jest ;) Pomysły na rozkminy powoli mi się kończą, a że z powodów zdrowotnych nie mogę wracać piechotą ze szkoły, to moja kopalnia weny i pomysłow, została zamknięta :c A wy macie jakieś propozycje?
Piszę do was troszkę późno, aby rozgrzać ręce po spotkaniu do bierzmowania w kościele. Brr...wiosno wracaj! Ale ujemne temperatury nie powstrzymają mnie przed rozkminami! ;)
Chyba każdy z nas, chociaż raz doświadczył go w życiu. Nie przyjemny, prowadzący do krótkiej "depresji" - kac po książkowy, najgorsza rzecz jaka może w życiu się stać. Jest to chyba jedyny minus czytania. Po wielu godzinach siedzenia nad najbardziej wciągającą książką, po wielu nie przespanych nocach nad myśleniem "co będzie dalej...", staje się - czytamy ostatnią stronę i koniec. Koniec sagi. Koniec książki. I jak mamy się czuć? Nie skaczemy z radości, ale nawet czasami płaczemy. Dlaczego? Otóż chyba każdy zna na to odpowiedź - musimy wrócić do SZAREJ rzeczywistości. Musimy zostawić czary, przyjaźń, rozpacz, czy rozwiązaną zagadkę i wrócić "na ziemię". Smutne, ale prawdziwe. Ja sama nie mam jakiś sposobów na przetrwanie tego stanu. Wręcz przeciwnie, jeszcze więcej myślę o tej książce, od razu lajkuję ją na fejsbuku i przeżywam ją na nowo. Takiego porządnego kaca miałam trzy razy w życiu: 1. Harry Potter - tak ta saga na prawdę mnie dobiła. W sumie taki "kac"miałam dwa razy. Po przeczytaniu ostatniej książki serii i (o jeśli taki kac istnieje) to po wyjściu z kina po "HP i Insygnia Śmierci part 2). Gdyby nie koleżanki, zaczęłabym płakać. 2. Igrzyska Śmierci - chodź "kac" dalej trzyma, to czuję się już zdecydowanie lepiej, i w trakcie czytania drugi raz już nie "targały mną" emocję, aczkolwiek czerpałam z tego przyjemność. 3. "Szukając Alaski" - książka krótka, jedno tomowa i nie popularna. Powinnam być zdziwiona, dlaczego dopadł mnie kac, ale cóż książka jest na prawdę super i jeszcze raz ją polecam :)
Nie ważne czy przeczytasz kryminał, czy fantastykę. O ile książka Cie "porwie", o ile stanie się częścią Ciebie i tak się skończy, a wtedy dopadnie Cię on - kac po książkowy. Zawsze można się pocieszyć, sięgając po inną lekturę. Ale czy na pewno pomoże?
A wy ile razy i po jakiej książce, mieliście kac? A jak sobie z nim radzicie?
Pozdrawiam Ath
~*~
Trochę krótko, ale jest ;) Pomysły na rozkminy powoli mi się kończą, a że z powodów zdrowotnych nie mogę wracać piechotą ze szkoły, to moja kopalnia weny i pomysłow, została zamknięta :c A wy macie jakieś propozycje?
piątek, 1 marca 2013
#1 - Podsumowanie miesiąca: luty
Witajcie!
Cóż dziś zaraz po wejściu na blogger wyświetliło mi się wiele postów (na waszych blogach) pt. Podsumowanie Lutego. Ja taką serię postów chciałam wprowadzić wraz z 2013 niestety (trochę głupio przyznać) miesiąc temu wolałam zrecenzować WPO, niż napisać podsumowanie miesiąca, no ale dziś już jest! Dlatego zapraszam ;)
Podsumowanie Lutego 2013 roku:
1. Przeczytane książki:
- "Kosogłos" Suzanne Collins
- "Kiedy zegar wybije dziesiąta" Agnieszka Błotnicka
- "Agrafka" Izabela Sowa
- "220 linii" Małgorzata Gutowska-Adamczyk
- "Czarna Operacja" Agnieszka Błotnicka
- "Szukając Alaski" John Green
- "Gwiazd naszych wina" John Green (recenzja planowana na poniedziałek)
- "Zemsta" Aleksander Fredro
Razem: 8 książek
Cel na luty: przeczytać więcej książek niż styczniu (7 książek)
Spełniony Cel: Tak
2. Kupione książki:
- "Kosogłos" Suzanne Collins
- "Gwiazd Naszych Wina" John Green
Razem: 2 książki
Cena:
-Kosogłos 34,90 zł w Empik
-Gwiazd Naszych Wina 34,90 zł z przeceną "weekend z książką" 29 zł w Empiku
Cel: brak
3. Odkrycie lutego.
-Pozytywne:
Tu zastanawiałam się nad dwoma książkami: Kosogłosem, a Szukając Alaski. Zdecydowałam się jednak na tą pierwszą, ponieważ książka była niesamowita i kończąca kultową sagę Igrzysk Śmierci, więc nie odbyło się bez emocji.
-Negatywne
Cóż tu zapewne podam książkę "Czarna Operacja", która była za długa i za nudna.
4. Kac po książkowy:
W tym miesiącu męczył mnie aż dwa razy. Po raz pierwszy na początku miesiąca, po książce "Kosogłos", a drugi raz około tydzień temu po "Szukając Alaski".
5. Cele na marzec:
-Przeczytać więcej książek niż w tym miesiącu, czyli min. 9
-Kupić chociaż jedną książkę
-Dokończyć "Pamiętnik Narkomanki"
-Przeczytać wszystkie e-booki oraz Felix, Net i Nika, książkę którą przetrzymuję już dla Oli tak długo, że powinna mnie zabić :D
Mam nadzieję, że spełnię wszystkie cele. Podobają się wam takie posty? Idę odpisywać na wasze komentarze pod wcześniejszymi notkami ;D
Pozdrawiam Ath :3
Cóż dziś zaraz po wejściu na blogger wyświetliło mi się wiele postów (na waszych blogach) pt. Podsumowanie Lutego. Ja taką serię postów chciałam wprowadzić wraz z 2013 niestety (trochę głupio przyznać) miesiąc temu wolałam zrecenzować WPO, niż napisać podsumowanie miesiąca, no ale dziś już jest! Dlatego zapraszam ;)
Podsumowanie Lutego 2013 roku:
1. Przeczytane książki:
- "Kosogłos" Suzanne Collins
- "Kiedy zegar wybije dziesiąta" Agnieszka Błotnicka
- "Agrafka" Izabela Sowa
- "220 linii" Małgorzata Gutowska-Adamczyk
- "Czarna Operacja" Agnieszka Błotnicka
- "Szukając Alaski" John Green
- "Gwiazd naszych wina" John Green (recenzja planowana na poniedziałek)
- "Zemsta" Aleksander Fredro
Razem: 8 książek
Cel na luty: przeczytać więcej książek niż styczniu (7 książek)
Spełniony Cel: Tak
2. Kupione książki:
- "Kosogłos" Suzanne Collins
- "Gwiazd Naszych Wina" John Green
Razem: 2 książki
Cena:
-Kosogłos 34,90 zł w Empik
-Gwiazd Naszych Wina
Cel: brak
3. Odkrycie lutego.
-Pozytywne:
Tu zastanawiałam się nad dwoma książkami: Kosogłosem, a Szukając Alaski. Zdecydowałam się jednak na tą pierwszą, ponieważ książka była niesamowita i kończąca kultową sagę Igrzysk Śmierci, więc nie odbyło się bez emocji.
-Negatywne
Cóż tu zapewne podam książkę "Czarna Operacja", która była za długa i za nudna.
4. Kac po książkowy:
W tym miesiącu męczył mnie aż dwa razy. Po raz pierwszy na początku miesiąca, po książce "Kosogłos", a drugi raz około tydzień temu po "Szukając Alaski".
5. Cele na marzec:
-Przeczytać więcej książek niż w tym miesiącu, czyli min. 9
-Kupić chociaż jedną książkę
-Dokończyć "Pamiętnik Narkomanki"
-Przeczytać wszystkie e-booki oraz Felix, Net i Nika, książkę którą przetrzymuję już dla Oli tak długo, że powinna mnie zabić :D
Mam nadzieję, że spełnię wszystkie cele. Podobają się wam takie posty? Idę odpisywać na wasze komentarze pod wcześniejszymi notkami ;D
Pozdrawiam Ath :3
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D






