niedziela, 21 lutego 2016

#182 - "Złe dziewczyny nie umierają" - Katie Alender

5 komentarzy:


Tytuł: Złe dziewczyny nie umierają 
Autor: Katie Alender 
Ilość stron: 354
Okładka: miękka
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Feeria Young 
Wydanie oryginalne: 2009 rok
Wydanie polskie: 2016 rok





Nie jestem wielką horrorów, ani książek, przez które nie mogę spać w nocy. Zazwyczaj staram się je omijać, bo ich czytanie (zazwyczaj przed snem) nie przynosi mi aż takiej przyjemności. Jednak raz postanowiłam zrobić wyjątek i dlatego sięgnęłam po Złe dziewczyny nie umierają. Chociaż nie jest to do końca horror, który zwali mnie z nóg oraz raczejksiążka przeznaczona jest przede wszystkim dla młodzieży, miałam pewne obawy przed jej czytaniem. Czy zostały rozwiane gdy już poznałam historię Alexis?

Kasey, siostra głównej bohaterki, zachowuje się jakoś inaczej. Nie pamięta co robiła niedawno, gdzie odłożyła daną rzecz, bądź dlaczego jej skarpetki umazane są błotem. Alexis powoli zaczyna uświadamiać sobie co tak naprawdę dzieje się z jej siostrą i próbuje znaleźć odpowiedzi na zło czające się w domu. 

Jak po samym opisie widać, że nie jest to książka, która zaskoczy nas swoją oryginalną fabułą. Bohaterzy również niczym się nie wyróżniają. Złe dziewczyny nie umierają nie jest książką, która różni się czymkolwiek od innych, podobnych młodzieżówek. Przygotowałam się na coś co mnie rozczaruje i okaże się totalną klapą. Jednak książka ma w sobie coś, czym mnie zaciekawiła i wkręciła w swój mroczny świat. Wystarczyło dwa dni abym poznała całą historię i naprawdę ją polubiła. Może nie uważam tego za wielkie dzieło sztuki, jednak z książką spędziłam kilka miłych chwil.

„Duchy są wszędzie. Nie sposób ich uniknąć. Próbujesz jedynie unikać tych, które chcą cię zabić.”

Katie Alender napisała dobrą lekturę grozy, nie chcę określać jej mianem naprawdę wyśmienitego horroru, bo chociaż sama nie czytam tego gatunku, jestem pewna, że książki Stephana Kinga biją ją na głowę. Jednak nie jest to problemem i uważam, że warto poświęcić tej pozycji jeden, bądź dwa wieczory. Osobiście zostałam bardzo miło zaskoczona, książkę czyta się lekko, a przede wszystkim bardzo szybko. Chociaż widziałam ten schemat typowych młodzieżowych powieści, to jednak to nie zrażało mnie i dalej czytałam o przygodach Alexis. Mogę śmiało rzec, że jest to najmilsze, pozytywne zaskoczenie książkowe, które nie spotkało mnie od dłuższego czasu i mam nadzieję okaże się nowym odkryciem 2016 roku. 

Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu do gustu przypadnie ten rodzaj literatury. Połączenie grozy z typową bohaterką młodzieżowych książek jest dość niekoniecznie zachęcająca, jednak musicie mi uwierzyć na słowo i przekonać się do tej pozycji. Chociaż jest ona napisana w pewnym schemacie i dość często jest to widoczne, jednak ja tak bardzo wciągnęłam się w fabułę, że moje zainteresowanie przerosło niechęć do mało oryginalnych wydarzeń. Jeśli szukacie książki, która Was nie wystraszy, ale swoją lekkością i fabułą zaciekawi do tego stopnia, aby przeczytać ją w jedne wieczór - sięgnijcie. Ja już dziś wiem, że moja przygoda z twórczością Katie Alender z pewnością się nie kończy i zaczynam wyczekiwać na tom numer dwa. 

MOJA OCENA: 7/10 

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria Young. 

czwartek, 18 lutego 2016

#13 - Zapomniany stosik

8 komentarzy:

Do pokazania Wam nowości (i prezentów świąteczne) szykowałam się od jakiegoś czasu, jednak do tej pory nie było mi po drodze, aby ten post ujrzał światło dzienne. Dziś wszystko się zmienia i oto możecie podziwiać moje zdobycze z ostatnich miesięcy. 

Po lewej stronie - Książę Karol. Serce Króla Catherine Mayer oraz Diana w pogoni za miłością Andrew Morton - obie wspaniale wydane książki i jedne z ważniejszych na mojej półce. Aktualnie jestem w trakcie ich czytania, jednak już niedługo "zmuszę się" do przeczytania całości, bo wiem, że z pewnością są tego warte. Od góry - Mistrz i Małgorzata Michaił Bułharow, czyli prezent na klasowe mikołajki. Klasyk, który muszę koniecznie poznać. Paragraf 22 Josepha Hellera, kolejna książka z mojej list must read, która została sprezentowana mi na święta. Podaruj mi miłość to książka, która zawitała na mojej półce z okazji mikołajek. Fangirl Rainbow Rowell, czyli moja mała "biografia". Dorwałam ją w biedronce. Złe dziewczyny nie umierają Katie Alender, Kuracja samobójców Suzanne Young (recenzja) oraz Armada Ernest Cline to egzemplarze recenzenckie od Feeria Young. Dwie ostatnie książki to dalsza część świątecznych prezentów, czyli Próby ognia oraz Lek na śmierć Jamesa Dasnera. Nadal nie przeczytane, jednak kiedyś to zrobię. 

Tak prezentują się moje ostatnie zdobycze, kilka mam jeszcze przed sobą i mam wielką nadzieję, że uda mi się je przeczytać już niedługo. Klasycznie - polecacie? Odradzacie? Co chcielibyście ukraść? 

niedziela, 14 lutego 2016

#181 - "Sekrety urody Koreanek" - Charlotte Cho

1 komentarz:




Tytuł: Sekret urody Koreanek 
Autor: Charlotte Cho 
Ilość stron: 212 
Okładka: miękka
Cena detal.: 36,90 zł
Wydawnictwo: Znak literanova
Wydanie oryginalne: 2015 rok
Wydanie polskie: 2016 rok 



Skórę ma każdy z nas, jednak nie każdy potrafi pielęgnować ją w odpowiedni sposób. Często nasze codzienne zabiegi na twarzy są nieodpowiednie do naszego typu skóry, bądź oczyszczamy ją w zły sposób. Przed przeczytaniem tej książki byłam pewna, że wiem już wszystko (przecież obejrzałam większość filmików na YouTubie na temat pielęgnacji!). Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam, więc może i Wy chcecie dowiedzieć się czegoś nowego?

Charlotte Cho to Koreanka, która wychowała się w Stanach Zjednoczonych. W swojej książce opisuje metody pielęgnacji, których nauczyła się zaraz po wyprowadzce do swojego rodzinnego miasta - Seul. Pokazuje jak dba się tam o cerę, co uważane jest za normalne zabiegi pielęgnacyjne oraz jak wielką wagę mieszkańcy Korei Południowej przykładają do kondycji skóry. Pomaga również w wyborze odpowiednich kosmetyków, obala mity pielęgnacyjne, które są dość popularne w Europie, a na koniec zabiera nas na wycieczkę po Seulu. 

Bardzo spodobała mi się szata graficzna książki, wiele obrazków zdecydowanie pomogło mi w wyobrażeniu sobie zabiegów, bądź przedstawiały sposób w jaki powinno się oczyszczać twarz. Sama okładka oraz font zdecydowanie przykuły moją uwagę, co wpływa oczywiście na plus książki. 

"Wydawało mi się, że mam obsesję na punkcie dbania o urodę - dopóki nie zamieszkałam w Seulu" 

Jednak nie tylko o wyglądzie chciałabym tutaj pisać, ponieważ wszystko co najważniejsze i najciekawsze jest w środku tej książki. W 11 rozdziałach autorka zawarła wszystkie kroki, które musimy wykonać, aby cieszyć się zdrową skórą. Wszystkie porady są jak najdokładniej wytłumaczone, aby wiedzieć jak najlepiej pielęgnować naszą twarz. 

Charlotte Cho nie tylko pokazuje nam jak powinniśmy dbać o naszą skórę, ale również zachęca nas do tego, aby się o nią troszczyć. Po przeczytaniu poczułam się naprawdę zmotywowana do kupna nowych produktów, a wizyta w drogerii zakończyła się na stoisku z maseczkami oczyszczającymi. Autorka przywołała wiele historii, które powinny być dla nas ostrzeżeniem przed zaniedbywaniem skóry. Myślę, że wszystko co zawarte w tej książce, zarówno porady, jak i przypadki nie oczyszczanej twarzy, pomogą nam w zmotywowaniu się do zmian i dbaniu o naszą cerę. 

Sekrety urody Koreanek to książka, która odpowiedziała na wiele moich pytań odnośnie pielęgnacji skóry. Dodatkowo zmotywowała mnie do dbania moją twarzy oraz doboru odpowiednich kosmetyków. Po przeczytaniu dzieła Charlotte Cho wiedziałam co muszę zmienić w mojej codziennej pielęgnacji, jakich powinnam używać produktów, aby pozbyć się niedoskonałości oraz porów, a przede wszystkim co odpowiednie jest dla mojego rodzaju cery. Polecam wszystkim, którzy szukają odpowiedzi na pytania odnośnie odpowiedniej pielęgnacji skóry lub osobom, które (tak jak ja) lubią czytać poradniki. Z pewnością dowiecie się wielu ciekawych i pożytecznych rzeczy na temat dbania o skórę, ale i Korei Południowej i jej mieszkańców. 

MOJA OCENA: 8/10 
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak literanova. 


środa, 10 lutego 2016

#180 - "Kuracja samobójców" - Suzanne Young

1 komentarz:





Tytuł: Kuracja samobójców
Autor: Suzanne Young 
Ilość stron: 444
Cena detal.: 39,90 zł
Wydawnictwo: Feeria young 
Wydanie oryginalne: 2014 rok
Wydanie polskie: 2016 rok






Każdy z nas ma wspomnienia, które wywołują na jego twarzy uśmiech, ale i również takie, o których nie lubi wspominać. Jednak każde z nich ukształtowało nasz charakter w pewien sposób, nauczyło nas czegoś nowego, czy po prostu dzięki nim pamiętamy ludzi, którzy stanęli na naszej drodze. Pomimo tego czy te momenty są dobra, czy złe, pamiętamy je i to powinniśmy docenić. Solane utraciła wszystkie wspomnienia ze swojego życia, te o bracie, chłopaku, koleżankach i rodzicach, a wszystko po to aby uleczyć się od depresji. 

Solane i James uciekają przed leczeniem, jednak wszystko okazuje się bardzo trudne. Ze wszystkich sił starają się pamiętać o tym, że mają siebie, że życie jest piękne i warto walczyć o każdy oddech. Dołączają do grupy buntowników, z obawy przed zachorowaniem i powrotem do programu. Muszą nauczyć się komu ufać, jak obalić program i zatrzymać epidemię. Jednak bez wspomnień jest to nie lada wyzwaniem. 

Kurację samobójców mogłabym podzielić na dwie części. Pierwszą, która zanudziła mnie na śmierć oraz drugą, którą przeczytałam jednym tchem, w jeden wieczór. Akcja na początku bardzo powoli się rozwija i niestety trochę mi to przeszkadzało. Musiałam przypomnieć sobie o imionach drugoplanowych bohaterów oraz wrócić do świata programu i epidemii. I gdy często zmuszałam się do czytania, ponieważ nic nie ciągnęło mnie do tej książki, w pewnym momencie wprost przepadałam. Końcówka naprawdę mnie zaszokowała, to jak potoczyły się wszystkie wątki zdziwiło mnie oraz sprawiło, że nie mogę doczekać się już drugiej części. 

"Otarła policzki i zakrzątnęła się po kuchni. Musiała przygotować się do wyjścia do pracy. Poza tym czekał ją jeszcze niełatwy wybór stroju na randkę. Wiedziała już, że będzie w życiu robiła wszystko, na co ma ochotę. I że nauczy się wierzyć, iż mogą ją spotkać, również dobre rzeczy." 


Główni bohaterzy, czyli Solne i James, byli oczywiście świetni, a ich związek został przedstawiony naprawdę dobrze, jednak to Realm skradł moje serce. W tej części jego postać została bardziej rozwinięta, a autorka poświęciła mu o wiele więcej uwagi. I chociaż nie zawsze postępował tak jakbym chciała, wiele razy irytował mnie swoją osobą, to jednak na koniec zmieniłam swoje podejście do jego postaci. 

Kuracja samobójców to dobra kontynuacja, jednak z początku troszkę mnie znudziła. Końcówka z pewnością mnie zaskoczyła i wyrównała poziom całej książki. Suzanne Young nadal trzyma poziom dobrej trylogii, która zauroczyła mnie swoim pierwszym tomem, a drugi tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że jest to dobra seria, wyróżniająca się na tle innych. Jeśli w morzu książek o niezwykłej przyszłości poszukujecie takiej, która zaskoczy Was i zaciekawi, serdecznie polecam trylogię o walce Solane z programem, a jeżeli jesteście po pierwszej części, koniecznie zaopatrzcie się w drugą! 


MOJA OCENA: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria Young. 

środa, 3 lutego 2016

Przepis na dobry serial

7 komentarzy:
Zastanawialiście się co sprawia, że pewne produkcje oglądane są przez miliony? Dlaczego serial wciąga Was tak bardzo, że przez tydzień tylko jecie, śpicie i go oglądacie? Otóż jest na to pewien przepis, z którym z chęcią się z Wami podzielę. 



Potrzebne składniki:
- dobrzy aktorzy (nie mylić z popularnymi),
- na podstawie (słabej) książki,
- dużo par do szipowania (to jest chyba najlepsze w serialach?),
- nieszczęśliwe zakochanie, 
- dużo trupów (ale bez przesady),
- dobry soundtrack.



Sposób przygotowania
Na początku należy wybrać serię książek, która jest na tyle długa, aby stworzenie z niej serialu uargumentować tym, iż naszym celem jest przedstawienie wszystkiego szczegółowo i dokładnie. Następnie wybrać obsadę, która doda pikanterii serialowi, być może wywoła oburzenie fanów (na plus). Zaraz po tym dokonać pewnych zmian, czyli tego co naszym zdaniem autorka w swoich książkach popsuła. Teraz zostało nam tylko zmieszać wszystko razem, stworzyć kilka par, które będą rozstawać się i schodzić przez wszystkie sezony, im dalej w las (czyli z każdym nowym sezonem) uśmiercać bohaterów, do których przywiążą się widzowie. 




Pamiętać o: zaskakujących ostatnich odcinkach (tak aby w oczekiwaniu na kolejny sezon, oglądać finał poprzedniego niezliczoną ilość razy), dobrym soundtracku (tak aby wtedy gdy nie możemy oglądać serialu, np. w drodze do pracy czy szkoły, móc przypominać sobie o nim słuchając piosenek użytych właśnie w tym pochłaniaczu naszego życia), nieszczęśliwych bohaterach (pamiętać o dodaniu smutnej piosenki w tle, gdy tylko takowy bohater dostaje swoje pięć minut), kontrowersyjnych decyzjach i dużej ilości wzruszających scen. A jeśli z kolejnym sezonem zabraknie nam pomysłów, bohaterów do zabijania oraz par, które ze sobą zerwą? Ciągnąć to dalej, bo fani z przyzwyczajenia zostaną. 

Smacznego!



Potraktujcie ten post z przymrużeniem oka, jest wiele świetnych seriali, które nie trzymają się tych wytycznych, jak i kilka, które pomimo tego są świetne. Każdy ma inny gust oraz inne upodobania, więc mam nadzieję, że nie weźmiecie wszystkiego na serio. Post został napisany pod wpływem weny wynikającej z ciągłego oglądania Pamiętników Wampirów (chociaż tak długo zarzekałam się, że z wampirami nie chcę mieć już nic wspólnego). 

niedziela, 10 stycznia 2016

#179 - "Wyznania randkowiczki" - Rosy Edwards

1 komentarz:


Tytuł: Wyznania randkowiczki 
Autor: Rosy Edwards
Okładka: miękka
Ilość stron: 392
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie oryginalne: 2015 rok
Wydanie polskie: 2015 rok






Bardzo lubię czytać obyczajówki. I chociaż zdarza mi się to często, trafiłam dopiero na kilka wartych uwagi, które bardzo mi się spodobały. Po przeczytaniu wielu książek z tego gatunku, wiem, jak trudno napisać dobrą, ale nie nudzącą lekturę. Po fenomenalnym Dzienniku Bridget Jones moja poprzeczka do takich pozycji zdecydowanie się podniosła, dlatego sięgając po Wyznania Randkowiczki byłam pełna obaw, czy dzieło Rosy Edwards spełni moje oczekiwania. 

Główna bohaterka (którą jest sama autorka), a zarazem narratorką całej książki opowiada o swoich perypetiach z randkowaniem, siedzeniem na Tinderze oraz podążaniem za marzeniami. Pracuje dużo, jednak nie zarabia zbyt wiele, a oszczędzać próbuje na jedzeniu. Wraz z każdą randką powoli traci swoją cierpliwość do znalezienia tego jedynego, jednak w głębi duszy nadal wierzy w prawdziwą i szaloną miłość. Czy Rosy, dzięki swoim podbojom na randkowej aplikacji, znajdzie mężczyznę swojego życia? 

Rosy jest bohaterką, która bardzo przypomina mi Bridget, jednak nie do końca są takie same. Uważam, że autorka Wyznań Randkowiczki jest dość nieudaną podróbką znanej nam Jones, która nieudolnie próbuje być postacią, z którą utożsami się większa część kobiet. I chociaż jej charakter nie przeszkadzał mi za bardzo, zachowanie czasami mnie śmieszyło, a wiele decyzji uważam za godne podziwu, to jednak wszystko wydawało się już czymś odgrzewanym i zdecydowanie mało oryginalnym.

"Chodzenie na randki to podejmowanie ryzyka, zakochiwanie się też jest ryzykowne."

Książka pomimo swojej lekkiej treści zajęła mi dość dużo czasu. I być może właśnie to jest minusem Wyznania Randkowiczki, iż jest to naprawdę zwykła, nic nie wnosząca do naszego życia obyczajówka, która sprawia, że czytam ją tylko po to, aby zająć się czymś na chwilę. Nie czułam "tęsknoty" do przygód Rosy, nie myślałam o jej perypetiach randkowych cały dzień oraz nie wyczekiwałam momentu gdy książka znów znajdzie się w moich rękach. Wręcz przeciwnie - jej czytanie przerwałam dla innej lektury. 

I chociaż nie tęskniłam za Rosy podczas naszych długich przerw, to gdy wracałam do jej przygód z pewnością się nie nudziłam. Jej życie zostało przedstawione w dość dynamiczny sposób, zawsze się coś działo, akcja szybko szła do przodu, a jej kolejne randki z chłopakami napędzały moje oczekiwana co do "tego jedynego". Uważam, że jest to największy plus tej książki, ponieważ mogłam przy niej naprawdę się odstresować.

Być może Wyznania Randkowiczki nie są wielkim arcydziełem, gdyż nie zaskoczyła mnie niczym. Nie należy ona do grupy moich ulubionych książek, jednak będę wspominać ją dobrze. Polecam przede wszystkim fanom obyczajówek na jeden wieczór, którzy liczą na lekką i po prostu ciekawą lekturę. Jednak jeśli nie zdecydujecie się na dzieło Rosy Edwards, nie ominie Was tak dużo. 


MOJA OCENA: 6/10


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


środa, 6 stycznia 2016

#178 - "Diana. Moja historia" - Andrew Morton

Brak komentarzy:




Tytuł: Diana. Moja historia
Autor: Andrew Morton 
Okładka: twarda
Ilość stron: 296
Cena detal.: 39,90 zł
Wydanie oryginalne: 1997 rok
Wydanie polskie: 2014 rok






Życie brytyjskiej rodziny królewskiej interesuje mnie już od kilku lat. Śledzę ich oficjalne wizyty, wydarzenia takie jak śluby, bądź narodziny nowego członka oraz wszystkie dokumenty jakie wyemitowano do tej pory w telewizji. Jednak nigdy jeszcze nie sięgnęłam po biografię jakiegokolwiek osoby należącej do tej bardzo popularnej rodziny. Planowałam zmianę tego stanu, jednak bardzo długo wybierałam pozycję, którą przeczytam jako pierwszą. Rynek oferuje nam naprawdę wiele biografii członków, jak i samej brytyjskiej rodziny. Sporo ilość książek opowiada o całej monarchii, często zdarzają się poświęcone dość kontrowersyjnym wydarzeniom w jakich brała udział lub członkom zapomnianym przez angielski naród. Przez przypadek natrafiłam na biografię księżnej Diany, osoby którą podziwiam i darzę szacunkiem. Stwierdziłam, że zaczęcie od jej historii, poznanie szczegółów jej życia prywatnego, jak i publicznego, to bardzo dobry początek w bliższym poznaniu brytyjskiej rodziny królewskiej. 

"Bo kiedy patrzyła na różę, nie liczyła płatków, lecz
delektowała się jej urodą."

Księżna Diana to osoba, którą od początku przykuła moją uwagę. Chociaż gdy ja pojawiłam się na świecie, jej niestety już na nim nie było, to po tylu latach nadal jest Królową ludzkich serc. Od początku znajomości z następcą tronu - księciem Karolem, media były nią zafascynowane, a po ogłoszeniu zaręczyn oraz bajkowym ślubie stało się to swego rodzaju obsesją. Była matką dwóch książąt - Williama i Henryka (potocznie zwanego Harrym), którzy zawsze stawiani byli na pierwszym miejscu. Oprócz tego kobieta z wielkim sercem, pomagała ponad 200 organizacjom charytatywnym, starała się jak najbardziej pomagać innym, chociaż sama nie miała łatwo. 

Książka Andrew Mortona to świetna biografia wspaniałej osoby. W 296 stronach zawarte zostało całe życie księżnej Diany, jej wzloty i upadki, jej życie pośród monarchii, jej lęki, ale również walka z chorobą, niezrozumieniem, obsesją paparazzi. Myślę, że jest to bardzo dobra lektura, dzięki której poznamy Dianę taką jaka naprawdę była. Autor książki przybliżył nam również gorsze chwile z życia księżnej, jej depresję poporodową, napady bulimii oraz nieszczęśliwe małżeństwo z księciem Karolem. Po lekturze czułam współczucie oraz przede wszystkim zdziwienie jak wiele udało się zatuszować rodzinie królewskiej i jak bardzo Diana musiała się czuć w tym osamotniona.

"Diana była w swoim życiu skomplikowaną grą przeciwieństw: nieulękła,
lecz krucha, niekochana, ale adorowana, mająca obsesję na własnym punkcie, ale bezinteresowna, żądająca porad, lecz nielubiąca
krytyki, uczciwa, ale nieszczera, kierowana intuicją i mało światowa, wyrafinowana, lecz wciąż niepewna siebie, manipulantka, ale
naiwna. Mogła być upartą, irytującą, pełną wad perfekcjonistką, która potrafiła rozbrajać słuchaczy samokrytycznym dowcipem, a jej
przenikliwe chabrowe oczy uwodziły od pierwszego spojrzenia. Jej język nie znał granic, bo w jej słowniku można było znaleźć
uśmiech, pieszczotę, uścisk, pocałunek, nie tylko zaś oświadczenia czy przemówienia. Była osobą nieskończenie fascynującą – i na
zawsze pozostanie zagadkowa." 

Autor książki postarał się o największe detale. W 1992 roku księżna postanowiła przestać milczeć i wydała książkę, którą napisał właśnie Andrew Morton. Wszystkie materiały potrzebne do napisania biografii, Diana nagrywała, a później dzięki bratu, były one przekazywane panu Mortonowi. Zabiegi te były konieczne, aby po wydaniu książki, Diana mogła z czystym sercem zaprzeczyć, iż nie spotkała się z nikim w ramach pracy nad biografią, która oczerniała rodzinę królewską, opowiadała o chorobie księżnej oraz jej problemach małżeńskich. Myślę, że właśnie dzięki temu sięgając po Diana. Moja historia możemy być w stu procentach pewni, iż wszystko co tam znajdziemy nie będzie podkolorowanymi zdarzeniami, które nigdy nie miały miejsca oraz wszystkie emocje jakie wywoła w nas ta publikacja, będą zbliżone do tego co w tych czasach czuła księżna. 

Problemem w napisaniu biografii tak popularnej osoby jest to, iż naprawdę wiele zdarzeń zostało wywleczone przez media na światło dzienne i pominięcie jakiekolwiek skandalu, może zostać odebrane źle przez czytelników, którzy interesowali się i śledzili życie Diany. W tej publikacji zabrakło mi przede wszystkim wątku romansu księżnej, ponieważ wszystko zostało zrzucone na związek Karola z Camillą. I chociaż to było pierwszym wielkim problemem królewskiego małżeństwa oraz z pewnością było to fundamentem rozwodu, to jednak później Diana dorzuciła kilka swoich cegieł, wiążąc się np. z nauczycielem jazdy konnej Wiliama i Harry'ego. Tego zdecydowanie zabrakło mi w tej książce. 

"Dopóki bowiem istnieć będą poeci, dramatopisarze i serca podatne na złamanie,
dopóty będą opowiadane baśnie o księżniczce, która zmarła daleko od swojego kraju, lecz wróciła do domu, aby zostać królową naszych serc. 
Diana księżna Walii. Pisała wierszem w naszych duszach.
I jakże skłaniała refleksji."

Nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami monarchii brytyjskiej to tę książkę zdecydowanie warto przeczytać. Nie opowiada ona tylko o życiu królewskiej rodziny, ale przede wszystkim o silnej kobiecie, która musiała odnaleźć się roli najbardziej fotografowanej osoby na świecie, dać sobie radę z mężem, który potajemnie spotyka się ze starą przyjaciółką, przezwyciężyć bulimię oraz wychować dwójkę synów, tak aby nie oglądali życia tylko zza bram pałacu. Jest to pozycja bardzo inspirująca, dająca do myślenia, ale przede wszystkim pokazująca jak w dobry sposób można wykorzystać swoją popularność. Chociaż w biografii nie znalazłam niczego co nie jest dostępne w internecie, bądź liczny dokumentach telewizyjnych, myślę, że jest to zbiór wszystkiego co najważniejsze o księżnej Dianie, a przede wszystkim idealnie oddaje nastrój wszystkich przeżyć tej kultowej postaci.  Po przeczytaniu tej książki mam wielką ochotę na więcej i uważam, że każdy z Was powinien przeczytać Diana. Moja historia. 

MOJA OCENA: 8/10

sobota, 2 stycznia 2016

Perełki 2015 roku

21 komentarzy:
I chociaż rok 2015 już nam minął, to jednak czułam pewne wyrzuty sumienie, iż nie podsumowałam go w jakiś sposób. Przecież tyle wspaniałych rzeczy spotkało mnie w ostatnich 365 dniach. W tych piętnastu perełkach zamieściłam książki, seriale, filmy i wydarzenia, które zachwyciły mnie w 2015 roku.

1. How I met your mother




2. How to get away with murder




3. The Royals




4. Scream Queens




5. Kosogłos część 2




6. Szybcy i wściekli 7




7.  Futu.re 




8. Pieśń lodu i ognia




9. Love, Rosie




10. Marzyciele




11. Pretty Little Liars 6A





12. Do wszystkich chłopców, których kochałam 





13. Białostockie Targi Książki





14. Warszawskie Targi Książki




15. Wolontariat

Książek przeczytałam 62, łącznie 26716 stron, przeżyłam wiele niesamowitych chwil z przyjaciółmi, książkami i serialami, w szkole było nie najgorzej, a ja pomimo tych złych chwil, będę miło wspominać 2015 rok (a zwłaszcza wakacje). 

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D