środa, 30 września 2015

#166 - "Wszechświaty" - Leonardo Patrignani

8 komentarzy:




Tytuł: Wszechświaty
Autor: Leonardo Patrignani 
Ilość stron: 268
Okładka: miękka
Cena detal.: 44,90 zł
Wydawnictwo: Dreams
Wydanie oryginalne: 2012 rok
Wydanie polskie: 2014 rok






Wrzechświaty to książka, która zachęciła mnie nie tylko swoją okładką, ale i opisem. Wiele pozytywnych recenzji jeszcze bardziej podsycało moją chęć na tę lekturę. Gdy trafiła w moje ręce nie wahałam się i nadal pragnęłam ją przeczytać. Niestety nie wszystko poszło tak jak należy i z książką niezbyt się polubiłyśmy, ale o tym już za chwilkę.

Według teorii wieloświatów, istnieje nieskończona liczba światów, jak i nieskończone są możliwości naszego w nich istnienia. Przypuszcza się, że te rzeczywistości nie komunikują się wzajemnie. Alex mieszka w Mediolanie, a Jenny w Melbourne. Cienka nić od zawsze wiąże losy tych dwojga – telepatyczne rozmowy, które odbywają bez uprzedzenia, w stanie nieświadomości. Aż do chwili, gdy zdecydują się na spotkanie i odkrycie prawdy, która całkowicie zmieni ich egzystencję, niszcząc wszelkie pewniki świata, w którym żyją.

"ALEX, DLACZEGO NIE PRZYSZEDŁEŚ? PROSZĘ CIĘ, NIE MÓW MI, ŻE NIE ISTNIEJESZ.
– JENNY, JESTEM NA MOLO. JESTEM TUTAJ!
– JA TAKŻE, DOKŁADNIE TAM, GDZIE TY MÓWISZ, ŻE JESTEŚ."


Wszechświaty to naprawdę krótka książka. Przeczytanie jej zajęło mi mało czasu, jednak nie wciągnęłam się w ten świat, a bohaterowie nie zdobyli mojej sympatii. Książka nie posiada oryginalnej fabuły i zaskakujących wydarzeń. Czytając ją po prostu się... nudziłam. I nie zwalę winy na nie dopracowanie postaci, brak zwrotów akcji, czy słaby pomysł na książki, ale połączeni tego wszystkiego po prostu nie było czymś na tyle dobrym, aby sprawić, że Wszechświaty mnie zaciekawiły.

Książka ma naprawdę ładne wydanie. Twarde strony, ciekawa okładka i ładna czcionka zachęcają do jej kupna i przeczytania. Jednak w środku Wszechświaty nie okazały się tak dobre jak ich wydanie. Bohaterowie okazali się nijacy, wydarzenia być może mnie zachwycały, jednak po skończeniu lektury nie przykuły mojego większego zainteresowania. Książka nie zmusiła mnie do żadnych refleksji, jej czytanie nie sprawiło mi wielkiej przyjemności, a historia, którą opisuje, nie sprawiła, że całymi dniami myślałam tylko o niej.

Leonardo Patrignani stworzył książkę, która bardzo szybko się czyta, jednak również tak szybko się o niej zapomina. Jej fabuła nie sprawiła, że wciąnęłam się w nią, a bohaterowie nie stali się nagle moimi przyjaciółmi. Fabułą na pierwszy rzut oka wydała mi się oryginalna, niestety gdy ją poznałam okazała się nudna. Jeśli tak samo jak ja, macie ochotę na przeczytanie tej książki, koniecznie zastanówcie się dwa razy.

MOJA OCENA: 4/10 

środa, 23 września 2015

#165 - "Queen. Królewska historia" - Mark Blake

5 komentarzy:




Tytuł: Queen. Królewska historia
Autor: Mark Blake
Okładka: twarda
Ilość stron: 477
Cena detal.: 44,90 zł
Wydawnictwo: SQN
Wydanie oryginalne: 2010 rok
Wydanie polskie: 2015 rok





Twórczości zespołu Queen słucham już od ponad 2 lat. Często wracam do ich kultowych piosenek, takich jak We are the champions, Bohemian Rapsody czy I was born to love you i nigdy mi się one nie nudzą. Chociaż czytam mało biografii zespołów lub gwiazd, bardzo lubię to robić i książka o Queen bardzo długo była na mojej liście must read. I chociaż czytałam już dzieło autorstwa Petera Hince, nie mogłam powstrzymać się przed sięgnięciem i po tę książkę poświęconą zespołowi Queen. Czy dziełu Marka Blake'a warto poświęcić kilka chwil?

"Brian, możesz obserwować gwiazdy albo zostać jedną z nich." 

Książka podzielona jest na jedenaście rozdziałów, a każdy z nich otwierany jest przez cytat jednego z członka zespołów. Biografia opowiada historię każdego z muzyków od początków grania (niekoniecznie w tym samym składzie), poprzez założenie Queen, aż po życie i działalność po rozpadzie zespołu. Pozycja ukazuje również emocjonalną stronę przygody jaką przeżyli członkowie grupy, to jak zmagali się ze sławą, fanami i presją tworzenia nowych hitów, ale i również o tym jak przyjaciele Freddiego poradzili sobie z jego stratą.


"Stworzyłem potwora - mówił w tamtym okresie. - Gdy wychodzę na scenę, staję się ekstrawertykiem, jednak w głębi duszy jestem zupełnie innym człowiekiem."

Książka była dla mnie naprawdę wielką inspiracją. Nie dość, że odświeżyła moje zamiłowanie muzyką zespołu Queen, to na dodatek zachęciła mnie do tego aby zawsze dawać z siebie wszystko i nigdy się nie poddawać. Historia Freddiego, Briana, Johna oraz Rogera utwierdziła mnie w przekonaniu, że można dokonać wszystkiego i patrząc na ich sukces oraz spełnione marzenia, naprawdę w to wierzę. Cała pozycja napełniła mnie pozytywną energią, która przydała mi się w okresie, gdy czytałam  tę książkę, za co niezmiernie wdzięczna jestem jej autorowi oraz samy muzykom.

"Pieprzyć koszty, kochani! Korzystajmy z życia!" 

Mark Blake w ciekawy sposób przedstawił początki Queen, ich dni sławy oraz sytuację zespołu po śmierci Freddiego. Cała książka idealnie oddawała klimat tego co działo się za kulisami, na scenie, czy w prywatnym życiu muzyków. Bardzo spodobał mi się styl pisania autora, a przy samej biografii świetnie się bawiłam i naprawdę żałowałam, iż muszę ją odłożyć. Chociaż czytałam już jedną książkę poświęconą kultowemu zespołowi Queen, ta jest zdecydowanie bardziej rozbudowana, posiada tylko osiem strony ze zdjęciami zespołu, więc przeznaczona jest dla czytelników, którzy stawiają przede wszystkim na tekst. To wszystko dopełnia piękne wydanie, twarda okładka i złoty napis "Queen", który z pewnością przyciągnie Waszą uwagę w księgarni.

"Love of my life - you've hurt me, 
You've broken my heart and now you leave me." 

Dobra biografia, bardzo dobrego zespołu. Queen zdobyli wielką sławę i jestem pewna, że wszyscy znacie chociaż jedną ich piosnkę, dlatego przyszedł czas abyście poznali również ich historię. Queen. Królewska historia to ciekawa książka, opowiadająca od początku do końca o Queen. Polecam przede wszystkim wielkim fanom tego zespołu. Dzięki niej z pewnością dowiecie się nowych faktów o Waszym ulubionym zespole, ale również poznacie klimat ich występów. Jednak uważam, że lektura może zaciekawić każdego i może dzięki niej sięgniecie po piosenki Queen i na własnej skórze przekonacie się jakie są genialni.

MOJA OCENA: 9/10


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN

sobota, 19 września 2015

Okołoksiążkowe soboty po raz pierwszy: Książka, potem film. Czy na odwrót?

5 komentarzy:

Wersja z 2013 roku: tu


Myślę, że każdy z nas słyszał najważniejszą zasadę książkoholików, która brzmi: najpierw książka, potem film. Uargumentowanie jej nie jest trudne. Chociażby sam fakt, iż w ekranizacjach książek wiele scen jest pominiętych, charaktery bohaterów spłaszczone do zera, a cały klimat danej historii nagle gdzieś znika. Jednak odbieranie sobie przyjemności z oglądanie filmu ze znajomymi, bo nie przeczytaliśmy książki, jest powodem, dla którego możemy czasami nagiąć tę zasadę. A jak to jest ze mną?

Ja zdecydowanie jestem zwolenniczką sięgania najpierw po książkę, a dopiero później po film. Dzięki temu mogę poznać więcej szczegółów, pierwotny wzór danej historii oraz zauważyć jacy naprawdę są bohaterzy. Lecz nie zawsze jestem stanowcza. Gdy nie mam możliwości przeczytania jakiejś książki, a mogę obejrzeć jej ekranizację, robię to. I wiecie co? Tragedii nie ma.

Uważam, że sięgając najpierw po film, a dopiero później po papierową wersję, odbieramy sobie wielką przyjemność. Książka nie zajmie nam dwóch godzin, przez co, moim zdaniem, przesłania i wartości w niej zawarte nie ulecą tak szybko. Jednak film to krótsza wersja na odprężenie się przy dobrej i ciekawej historii, gdy niestety na książki nie starcza nam czasu.  Ekranizacja oglądana po angielsku (bądź z polskimi napisami) poprawi nasz akcent. Jednak ja sama dzięki książkom poprawiłam mój styl wypowiedzi, popełniam coraz mniej błędów ortograficznych, czy interpunkcyjnych (sami możecie to wywnioskować, poprzez przeczytanie mojego wpisu sprzed 2 lat).


Obie wersje mają swoje plusy i minusy. Nie należy kurczowo trzymać się którejkolwiek z nich, bo wtedy możemy nie poznać wielu wspaniałych historii. Może film zmotywuje nas do przeczytania książki? Lub na odwrót? Jest również wiele książek, które ekranizacje kocham i np. do Harry'ego Pottera wracam częściej w wersji filmowej. Tak naprawdę wszystko zależy od nas i od tego, która forma przynosi nam więcej przyjemności. Jednak pamiętajcie aby nie zgubić jej przez restrykcyjne przestrzeganie zasady, która mówi nam, że najpierw mamy sięgać po książki. 


A co Wy o tym myślicie? 

środa, 16 września 2015

#164 - "Wstyd" - Rachel Van Dyken

5 komentarzy:




Tytuł: Wstyd
Autor: Rachel Van Dyken 
Ilość stron: 360
Cena detal.: 34,90 zł
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Feeria Young
Wydanie oryginalne: 2014 rok
Wydanie polskie: 2015 rok






Seria Zatraceni nie należy do moich ulubionych, jednak nie uważam ją za najgorszą. Po lekturze Utraty oraz Toxic chciałam zobaczyć jaki poziom utrzyma Wstyd, czyli książka kończąca tę trylogię. I chociaż dwa wcześniejsze tomy, moim zdaniem, miały kilka niedociągnięć, to jednak bardzo wciągnęłam się w tę serię, a bohaterzy wykreowani przez Rachel Van Dyken naprawdę przypadli mi do gustu. Pomimo tego, iż nie przeżywałam zakończenia, bardzo ciekawa byłam co tym razem autorka nam przygotowała i jak potoczą się losy postaci.

Trzeci tom serii Zatraceni opowiada historię Lisiy, którą poznać mogliśmy już w części pierwszej. Z pozoru miła, zwykła dziewczyna, skrywa wielką tajemnicę, a straszne wydarzenia z przeszłości dają o sobie znać nawet w Seattle. Lisa żyje w ciągłym strachu, przed tym co było, co jest i co będzie. Na swojej drodze spotyka tajemniczego mężczyznę, który również chowa się za maską tajemnic. Ona pragnie zapomnieć o lęku i wstydzie, on chce rozwiązać zagadkę związaną ze śmiercią bliskiej osoby.

Losy bohaterów bardzo mnie wciągnęły. Książkę przeczytałam bardzo szybko, jednak nie przeżywałam jej po skończonej lekturze. Wstyd porusza jeszcze trudniejsze problemy, niż te w Utracie oraz Toxic. Książka, która z pozoru może wydawać się lekka i przyjemna, wcale taka nie jest. To oczywiście nie przeszkadza nam w zatraceniu się w niej oraz szybkim przeczytaniu. 

"(...) bo teraz mogłam wrócić do bycia normalną Lisą"



Największym plusem dzieł Rachel Van Dyken, które do tej pory było dane mi przeczytać, są przemyślenia jakie można wysnuć po skończonej lekturze. Wiele książek o tematyce New Adult często są zbyt przesłodzone i napisana tylko aby czytelnik odprężył się podczas czytania. Wstyd chociaż jest skierowany głównie do młodzieży jest książką, która skłoni nas do myślenia, a przy tym pomoże wyciągnąć wiele cennych wniosków. Uważam to za wielki plus serii Zatraceni i naprawdę podoba mi się tematyka poruszana przez autorkę. Kolejną pozytywną stroną książki są prawdziwi bohaterowie, nie przesłodzeni, wyidealizowani, mądrzy, piękni, wspaniali, tylko wręcz realni - z wieloma wadami, ale również i zaletami, które naprawdę pasują do ich charakterów. Dzięki temu czytelnik może zbliżyć się do postaci, utożsamić się z nimi i razem przeżywać ich rozterki, problemy i zmagania.

Chociaż Wstyd nie jest arcydziełem, nadal zbyt często autorka wprowadza sztuczne dialogi, dziwne zachowania bohaterów i naciągane wydarzenia, uważam, że książka, jak i cała seria jest dobra. Porusza wiele ciężkich tematów oraz pokazuj rozwiązania problemów, z którymi zmagają się bohaterzy. Seria naprawdę mnie wciągnęła i chociaż nie związałam się z nią emocjonalnie, będę wspominać ją z uśmiechem na twarzy. Polecam fanom książek młodzieżowych, które oprócz tego, ze nas rozbawią i dzięki nim się zrelaksujemy, skłonią nas do refleksji oraz zastanowienia się nad naszym postępowaniem. 


MOJA OCENA: 6/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictw Feeria Young




A Wstyd możecie kupić tu!

sobota, 12 września 2015

#163 - "52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" - Jessica Brody

7 komentarzy:



Tytuł: 52 powody dla których nienawidzę mojego ojca 
Autor: Jessica Brody
Ilość stron: 412
Okładka: miękka
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Wydanie oryginalne: 2012 rok
Wydanie polskie: 2013 rok






Kiedy byłam początkującą recenzentką własnie ta książka wchodziła na rynek czytelniczy. Jej recenzja pojawiały się praktycznie na każdym blogu, który wtedy obserwowałam, a już kilka dni przed premierą na swoim koncie miałam przeczytane dziesięć rekomendacji, które zachwalały dzieło Jessicy Brody. Z każdą z nich coraz bardziej pragnęłam przeczytać 52 powody dla których nienawidzę mojego ojca i do dziś naprawdę dziwię się sobie oraz zastanawiam się co takiego widziałam w tej książce. Jednak kilka miesięcy temu, może z sentymentu, może z chęci kupna książki lub po prostu skorzystaniu z okazji, nabyłam ją za śmieszne 10 zł. Wytrwale stała na mojej półce i czekała na swoją kolei, aż wreszcie początek września zmusił mnie, abym poznała Lexi i jej historię. 

Główna bohaterka,  Lexington Larrabee, ma to czego pragnie - pieniądze, duże domy, imprezy do rana i szybkie samochody. Jej ojciec, który zaczynał od zera jest prezesem wielkiej firmy. Jego córka czeka na osiemnaste urodziny, aby otrzymać czek na 25 milionów dolarów i dzięki temu stać się wreszcie wolna. Jednak jej kochający tatuś postanawia inaczej i środki z funduszu powierniczego odracza o 52 tygodnie, przez które Lexi musi poznać smak wczesnego wstawania, ciężkiej pracy i braku imprez.

Ponad dwa lata temu zrobiłabym wszystko, aby książka trafiła w moje ręce. Jednak moja chęć na nią minęła dość szybko i wtedy nie zdążyłam jej zakupić. Naprawdę jestem ciekawa, czy odebrałabym ją w inny, czy ten sam. Finalnie 52 powody dla których nienawidzę mojego ojca to książka dobra, ale nie bardzo dobra. Lekka pozycja na jesienne wieczory lub długie powroty do domu. I chociaż początek książki bardzo mi się dłużył i kompletnie mnie nie wciągnął to jednak końcówka naprawdę mnie zachwyciła.

"Barack Obama i Madonna pierwsze kroki robili w barach szybkiej obsługi. Walt Disney zaczynał jako gazetowy. Rod Stewart był grabarzem." 

Główna bohaterka chwilami mnie irytowała, jednak ze strony na stroną coraz bardziej się zmieniała. Po skończonej lekturze byłam w szoku, a jednocześnie podziwiałam Lexi za jej przemianę. Zmianę w zachowaniu oraz w postrzeganiu swoich bliskich możemy również zauważyć u ojca głównej bohaterki. Ta dwójka ludzi, którzy niestety nie potrafili za żadne kupić ciepła rodzinnego domu, zmienia się z każdym rozdziałem. Obojgu z nich kibicowałam do końca książki i chociaż było to do przewidzenia, naprawdę ucieszyłam się gdy poznałam zakończenie 52 powody dla których nienawidzę mojego ojca.

Jak już wspominałam książka nie jest wybitnym dziełem sztuki, nie zaskoczyła mnie również w żadnym momencie, ponieważ domyślałam się jak zakończy się przygoda Lexi. Fabuła chwilami mnie wciągnęła, lecz początek był naprawdę nudny. Pomimo tego cała książka przypadła mi do gustu, uważam, że autorka w dość mało oryginalny sposób przekazała czytelnikowi wiele cennych lekcji życiowych. Chociaż bohaterowie nie zostali moimi ulubionymi postaciami, to jednak Lexi oraz jej ojca darzę naprawdę wielkim szacunkiem oraz podczas zmian ich charakterów, naprawdę mi zaimponowali. 52 powody dla których nienawidzę mojego ojca to książka lekka, mało wymagająca od czytelnika, napisana prostym językiem, lecz z innej strony posiada ona drugie dno i właśnie dla niego należy przeczytać dzieło Jessicy Brody.

MOJA OCENA: 7/10

środa, 9 września 2015

Sierpień razy cztery

4 komentarze:

Wielu osobom przypadł do gustu ostatni post z serii "raz cztery" i przyznam, że sama bardzo polubiłam je pisać. Dziś będzie jeszcze troszkę wakacyjnie, bo powspominam sierpień za którym już teraz naprawdę tęsknię. Przechodząc do rzeczy...

CZYTANIE 

W sierpniu również przeczytałam 10 książek (a więc wakacje zakończyłam z wynikiem 20 i jestem z tego bardzo zadowolona) i tym razem ta ilość mnie satysfakcjonuje. O wiele więcej czasu spędziłam poza domem, wyjeżdżałam, zwiedziłam troszkę Podlasia, a przy tym czytałam. Zaczęłam od Harry Potter i Więzień Azkabanu, a po tej książce przyszedł czas na Harry Potter i Czara Ognia, Harry Potter i Zakon Feniksa, Harry Potter i Książę Półkrwi oraz Harry Potter i Insygnia Śmierci. Jak widać powróciłam do Hogwartu i niezmierni się z tego cieszę, bo była to najlepsza podróż tegorocznych wakacji. W między czasie sięgnęłam po Źródło i książka okazała się być fajną kontynuacją. Kolejna lektura to Wszechświaty, które nie do końca mnie do siebie przekonały. Następnie przeczytałam Dziennik Bridget Jones, a zaraz po nim Ukryte. Tę książkę czytałam już dawno, a teraz po prostu ja sobie odświeżyłam i nadal bardzo mi się podobała. Cały miesiąc zakończyłam z W paszczy aligatora, czyli książką z serii Szkoła przy cmentarzu, która bardzo kojarzy mi się z dzieciństwem. W międzyczasie sięgnęłam po kilka fanficków z fandomu Harry'ego Pottera, jednak tym razem postanowiłam poczytać je w oryginałach i dzięki nim oswajam się z czytaniem po angielsku. 


OGLĄDANIE

Oprócz tego, iż oglądałam Harry'ego na tvn i zaczęłam oglądać Orang is the new black, to sierpień pod względem oglądania wypadł bardzo słabo. 

SŁUCHANIE

Nadal sountracki. Nie wiem czy kiedykolwiek uwolnię się od muzyki z How I met your mother, a ta z Harry'ego Pottera to już klasyk w moim repertuarze.

PLANOWANIE

Jakiś wielkich planów co do tego miesiąca nie mam. Strać się wstawiać regularnie notki i pamiętać o przygotowaniu okołoksiążkowych sobót co dwa tygodnie. Przy okazji nauczyć się planować czas, czyli do godziny 20 uporać się z lekcjami, a później pisać, czytać i mieć chwilę dla siebie. Na razie planuję po trzy posty w tygodniu, jednak już czuję, że nie dam rady i chyba wrócę do dwóch. 



sobota, 5 września 2015

Okołoksiążkowe soboty, czyli powrót rozkmin!

8 komentarzy:


Chciałam odnowić tę serię postów od naprawdę dłuższego czasu. Pierwsze pomysły aby wrócić z rozkiminami pojawiły się już na początku tego roku. Jednak za ponowne wprowadzenie ich na bloga zabrałam się dopiero teraz - 5 września. Może ma to związek z powrotem do szkoły, może z tym, że nareszcie uczę się organizować mój czas, nie wiem. Lecz najpierw chciałabym wyjaśnić na czym te posty będą polegać dla nowych czytelników oraz tych starszych, którzy po prostu zapomnieli. 

Dawniejsze rozkminy polegały na tym, iż co tydzień, w sobotę, pojawiał się nowy post na temat związany z książkami. Pisałam o wielu rzeczach - filmy a książki, jak inni reagują na czytanie przez nas książek, o ulubionych bohaterach i wielu innych. Od tego czasu minęło prawie dwa lata, a moje zdanie na wiele tematów uległo zmianie. Dlatego chciałabym odświeżać każdy taki post i każdy temat, lecz na początku wprowadzę kilka małych zmian. 

Po pierwsze nazwa. Nie wiem jak Wam, ale mi rozkimny nie kojarzą się w ogóle z książkami i są mało profesjonalne. Dlatego od dziś seria tych postów nazywać będzie się Okołoksiążkowe soboty. Będziemy rozmawiać o tematach związanych z książkami, a posty będą pojawiać się w soboty, więc uważam, iż nazwa idealnie będzie odzwierciedlać ten cykl. Po drugie publikowanie postów. Dzień zostaje ten sam, czyli sobota, jednak tym razem będzie to co dwa tygodnie. W tym roku zaczęłam rozszerzenia, a więc czasu nie będzie za wiele, poza tym chciałabym bardziej dopracować każdy post i uważam, że w ciągu dwóch tygodni na pewno znajdę czas aby to zrobić. Po trzecie nowe tematy. Oczywiście będę brała pod uwagę te wszystkie, które były poruszane przeze mnie na początku istnienia bloga, jednak w zanadrzu mam wiele nowych pomysłów, które najpierw miały być oddzielnymi postami, a później postanowiłam włączyć je do właśnie tej serii. Po czwarte na początku każdego postu wstawię link do jego wersji sprzed dwóch lat. Dzięki temu będziecie mogli przeczytać post napisany przeze mnie dawno temu i teraz, jednak nie jest to żadna drastyczna zmiana, a jedynie miły dodatek.

Rozkminy, a raczej Okołoksiążkowe soboty, wprowadzam abyście poznali moje zdanie (często odmienne) na niektóre tematy związane z książkami. Dzięki nim zdecydowanie lepiej mnie poznacie. Chciałabym również odnowić nasz kontakt. Dwa lata temu pod postami z tej serii było bardzo wiele dyskusji oraz wymiany zdań. Z chęcią chciałabym ożywić troszkę bloga dzięki tem, ponieważ pod recenzjami, które ukazują się w tygodniu nie mamy za wiele okazji do podyskutowania. Sama z chęcią również powrócę do pisania tych postów, a to czy się przyjmą zależy wyłącznie od Was :)

Co o tym myślicie? 

czwartek, 3 września 2015

#162 - Dziennik Bridget Jones - Helen Fielding

6 komentarzy:



Tytuł: Dziennik Bridget Jones
Autor: Helen Fielding
Okładka: miękka
Ilość stron: 368
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie oryginalne: 1996
Wydanie polskie: 2014





O niektórych książka słyszy się nawet gdy za czytaniem się nie przepada. I tak oto, ja, pamiętam, że o istnieniu Bridget wiedziałam już od dłuższego czasu, nawet jeśli nie miałam ochoty jej czytać, bądź oglądać. Nadeszły czasy kiedy to zakochałam się w czytaniu i, zresztą jak wiecie, pożeram książki w zastraszającym tempie. Więc dlaczego by tak nie sięgnąć po Dziennik Bridget Jones i przekonać się jaka jest ta dość znana postać? Czy dzieło Helen Fielding jest tak dobre i warte przeczytania jak wszyscy sądzą? 

Bridget Jones - singielka po trzydziestce, która szuka szczęścia w swoim życiu. I jest pewna, że wszystko będzie dobrze kiedy tylko: straci na wadze kilka kilogramów, przestanie palić i osiągnie wewnętrzną równowagę. Każdego dnia stara się osiągnąć sukces, znaleźć idealnego faceta i przestać palić.  W sposób humorystyczny prowadzi swój dziennik, jednak jej życie, pomimo wielu założeń i planów, nie jest usłane różami. Stara się pozbierać po każdym toksycznym związku, po każdej lampce wina i wypalonej paczce papierosów. Dziennik Bridget Jones to kronika z roku życia samokrytycznej Bridget, która postanowiła zmniejszyć obwód swoich ud, chodzić na siłownie i stworzyć sensowny związek. Czy 365 dni wystarczą aby Bridget była szczęśliwa? 


"58 kg (może obrastam tłuszczem na zimę), jedn. alkoholu 4, papierosy 12 (bdb), kalorie 2845 (b. zimno)."

Nawet nie wiecie jak bardzo dobrze bawiłam się czytając tę książkę. Chociaż zajęła mi ona prawie cztery dni, to kiedy mogłam, z chęcią powracałam do lekko zakręconej Bridget. Nie spodziewajcie się głębokich cytatów, wielkiego przesłania i drugiego dna dziennika, bo to tylko... dziennik. Napisany w śmieszny, oryginalny, a przede wszystkim wciągający sposób. Bardzo lekka książka, która nie zmusi Was do myślenia, ani wielkiego przeżywania losów bohaterów. Prędzej złapie Wasze kąciki ust i rozciągnie je w wielki uśmiech, bo ta książka naprawdę potrafi rozśmieszyć. 

Bridget zyskała moją sympatię od razu (bo czyjej nie zyskała?) Myślę, że każdy z nas odnajdzie chociaż cząstkę siebie w głównej bohaterce tej książki i właśnie to sprawia, iż Dziennik Bridget Jones osiągną taki sukces na całym świecie. Sama zauważyłam, iż identycznie jak Bridget odkładam wszystko na ostatnią chwilę, często nie realizuję postawionych przez siebie celów i zbyt pochopnie podejmuję wiele decyzji. Bridget ma wiele cech każdego z nas, tych złych i tych dobrych, ale to sprawia, iż od razu zbliżamy się do niej i jeszcze bardziej wciągamy w książkę. Mnie osobiście dziennik bardzo zainspirował do pracy nad sobą, a sama Bridget dała mi wiele motywacji w dążeniu do celu.

Kultowy Dziennik Bridget Jones to książka, którą każdy powinien znać. Napisana z humorem, lekkim piórem i przemyślanymi wydarzeniami, a sama główna bohaterka przekona Was do siebie już od pierwszych stron dziennika. Jeśli macie ochotę na coś lekkiego, napisanego z pomysłem, a przede wszystkim wciągającego, zaopatrzcie się koniecznie w popularne dzieło Helen Fielding. Myślę, że perypetie Bridget z facetami, jej odwieczne próby schudnięcia, rzucenia papierosów i ograniczenia alkoholu to dobra lektura na długie, zbliżające się, jesienne wieczory. 



MOJA OCENA: 8/10

wtorek, 1 września 2015

Czy zmarnowałam swoje wakacje?

4 komentarze:

Bo przecież dziś poszliśmy do szkoły. 

Przez całe dwa miesiące odpoczynku nie wyjechałam nigdzie poza moje województwo. Odwiedziłam jedynie znajomych, którzy mieszkają blisko mojego miasta. Nie było żadnych wyjazdów na tropikalne wyspy, zwiedzania zabytkowych budynków, czy leżenia plackiem na plaży. A pomimo tego bawiłam się świetnie. 

Chociaż wakacje 2015 nie były jakieś wybitne, nie były tymi, które będę wspominać do końca życia, to jednak, heloł, każdy wolny czas, który mogę poświecić na to co ja chcę robić musi być dobry. I tak było w tym roku. Robiłam to na co miałam ochotę. Siedzenie do 4 i rozmawiania z przyjacielem? Proszę bardzo. Wstawanie o 15? Było. Czytanie kiedy chciałam? Również. Obejrzenie How I met your mother w 6 dni? Zaliczone. Wieczorne przejażdżki rowerowe? Będę świetnie wspominać je na nudnych lekcjach. Spotkania ze znajomymi? Wypady poza miasto? Wspólne żarty, dzięki którym śmiałam się do łez? Tiny z Emmistami? Odnowienie wielu znajomości? Poznanie nowych ludzi? Wolontariat? Nowy kolor włosów? Jedzenie obiadu na śniadanie? Słuchanie And there she was i patrzenie w gwiazdy? Czytanie fanficków po angielsku? Powrót do Hogwartu? Bieganie z własnej woli (co z tego, że po 3 dniach przestałam)? Oglądanie wschodów słońca? Przemeblowania w pokoju? Dowiedzenie się kim jest A? Kupowanie nowych książek? Takie były moje wakacje 2015.

I wiele z Was może powiedzieć, że to przecież tylko zmarnowany czas. Przez te dwa miesiące nie zrobiłam nic co poprawiłoby moje oceny w szkole, nie ruszyłam kartki z zadaniami, które dostaliśmy w czerwcu, nie przerobiłam żadnego tematu z fizyki, nie wstawałam o 6, nie czytałam lektur do szkoły, po prostu zapomniałam o tym, że 1 września czeka mnie kolejna klasa w liceum. Nie spełniłam wszystkich wielkich moich planów, nie pisałam codziennie na blogu, nie pokonałam mojego rekordu czytelniczego, nie spędzałam każdych wolnych chwil na robieniu czegoś pożytecznego. I wiecie co? Nadal nie uważam, że zmarnowałam te wakacje. Robiłam to na co miałam ochotę, to co dawało mi poczucie zrelaksowania i nareszcie odpoczęłam po 10 miesiącach ciężkiej nauki, a o to w wakacjach chyba chodzi, prawda?



A Ty? Zmarnowałeś swoje wakacje? 
Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D