niedziela, 30 czerwca 2013

#61 - "Herbata z jaśminem" - Agnieszka Gil

12 komentarzy:
Rodzinie Martyny daleko do ideału. Dziewczyna nie znajduje w niej oparcia i z zazdrością obserwuje nowych sąsiadów, tak radosnych i szczęśliwych. Ona nie może liczyć na zbyt wiele rodzicielskiej miłości, dlatego akceptacji i ciepła szuka w kontaktach z obcymi. Jednak nieufność oraz wrodzony pesymizm utrudniają jej tworzenie bliższych więzi, nawet z ludźmi, na których jej zależy…

Czy komuś wreszcie uda się dotrzeć do serca dziewczyny i nauczyć ją optymizmu? A może nawet ofiarować miłość i zapewnić poczucie bezpieczeństwa, o których tak marzy?



Okładka: miękka
Cena detaliczna: 34,90 zł
Ilość stron: 372
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wydanie: 2012 rok

Dziś chciałam was uwolnić już od recenzji PLL ( 3 i 4 część, własnie czekają na swoją kolej), więc doczytałam jakoś te 30 stron, które mi zostało, i zebrałam się na napisanie recenzji tej lektury. Już w stosiku wspomniałam, że ta książka wywarła na mnie dziwne uczucia. Z jednej strony naprawdę mnie wciągnęła, a z drugiej, hm.. czekałam aż się skończy. 

Jedyne co w tej pozycji mi się spodobało, to sam początek. Zwiastował dobrą, a jednocześnie naprawdę wciągająca książkę, i już przy około pięćdziesiątej stronie myślałam, że nie będę spała dzisiejszej nocy, byle by tylko dowiedzieć się jak potoczą się losy głównej bohaterki. Niestety około sto stron później, patrzenie w ścianę było już bardziej ciekawym zajęciem, niż czytanie tej lektury.

Z Kurą, czyli Martyną przeżywamy równo rok, a wszystko zaczyna się pod koniec wakacji, gdy dziewczyna wraca z obozu. Kilka dni później zaczyna 2 klasę liceum i tego roku postanawia przyłożyć się do nauki. I naprawdę nie były to tylko obiecanki cacanki. Lecz pomimo tego główna bohaterka nie przypadła mi do gustu. Nie mogła się ona zdecydować co do uczuć, przez co zraniła dwie osoby, bo ktoś zranił ją. Wiem, że w prawdziwym, życiu często tak reagujemy, ale akurat to zachowanie najbardziej mnie wkurzało. 

Przez te 12 miesięcy, które spędzamy z Kurą, poznajemy jej rodzinę, oraz jej problem. Dowiadujemy się również o sekretach skrywanych przez wiele lat, i właśnie wtedy również nie byłam zachwycona reakcją głównej bohaterki, ponieważ zachowała się ona sztucznie, i sama nie czułam tego zdziwienia. Im bardziej poznawałam Martynę tym bardziej przestawałam ją lubić. Agnieszka Gil wykreowała ją tak, by każdy zobaczył ją jako dziewczynę, która ma trudno od zawsze i która potrafi się jakoś zmierzyć z własną sytuacją życiową, a to, że popełnia błędy to nic - jej możemy wybaczyć. I właśnie przez takie zachowanie Kury powoli ją znielubiłam. Być może tylko ja odczułam takie sygnały, które autorka tej książki wysyłała, ale po prostu takie miałam myśli podczas zapoznawania się z książką.

Podsumowując. Książka zapowiadała się jako lekka powieść, na jeden czy dwa dni, po którą warto sięgnąć. Niektóre sytuacje były trudne, i naprawdę powoli zaczęłam nudzić się gdy ją czytałam, ale wytrwale dobrnęłam do końca. Być może było to spowodowane tym, że myślałam tylko o 2 części PLL, ale i tak autorka nie pisała ciekawie. Po książkę sięgnęłam tylko dlatego, że kiedyś wdziałam ją w Empiku, a inne pozycje z tego wydawnictwa, takie jak "Wystarczy, ze jesteś" lub "13 poprzeczna" , naprawdę podbiły moje serce, więc myślałam, że z "Herbata z jaśminem" również. No cóż, to po prostu nauczka na przyszłość, by nie wybierać książki po okładce :)

MOJA OCENA: 3.5/10


P.S Przypominam, że już jutro zostanie wyłączona możliwość obserwacji danego bloga. By dalej być na bieżąco z moimi postami, dodajcie mnie do kręgów w GOOGLE +. Będzie mi bardzo miło :) I oczywiście dziękuje tych co dodali mnie już wcześniej :)

piątek, 28 czerwca 2013

#60 - "Pretty Little Liars. Bez Skazy" - Sara Shepard

8 komentarzy:
Śledztwo w sprawie zniknięcia Alison przybiera nieoczekiwany obrót. Do Rosewood powraca Toby, który jest jak czarny kot – zawsze zwiastuje kłopoty. Aria, Emily, Spencer i Hanna tracą grunt pod nogami.

Dziewczyny muszą połączyć siły, ale czy potrafią sobie zaufać?

Okładka: miękka
Cena detal.: 29,90zł
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie na świecie: 2007 rok
Wydanie w Polsce: 2011 rok



Kolejna część Pretty Little Liars już za mną. Tak naprawdę wpadłam w szał tej serii, i po prostu początek moich wakacji spędzę przy książkach Sary Shepard, a później przy ekranie komputera, gdy będę nadrabiać sezony. 

Książka zaskoczyła mnie pozytywnie, i oczywiście tego również się spodziewałam. Po skończeniu pierwszej części, czyli "Pretty Little Liars. Kłamczuchy" nie mogłam doczekać się , by wiedzieć, jak dziewczyny tym razem poradzą sobie z tajemniczymi wiadomościami od A. oraz czy ich sekrety wyjdą na jaw. 

W pierwszej części główne bohaterki zostały tak przedstawione, by każdy z nas znalazł sobie tą ulubioną. Jak już wcześniej pisałam mi do gustu przypadła Aria, ale w tej części coraz bardziej polubiłam Spencer. Na pewno zaczęłam ją podziwiać za pracę jaką wkłada, co oczywiście owocuje dobrymi wynikami w nauce. I pomimo tego, iż dziewczyna dużo czasu spędza przy książkach, to jeszcze ma czas na spotkania ze znajomymi. I tu właśnie zaczęłam ją podziwiać - ja nie jestem w ogóle zorganizowana, takie przeciwieństwo Spencer :)

Jeśli chodzi o inne bohaterki, to u nich nie zauważyłam wielkiej zmiany. Oczywiście u Arii świat wywrócił się do góry nogami, ale ona sama dalej pozostała tą dziwną, a za razem ciekawą postacią. Tym razem odczułam pewną "złą relację" pomiędzy mną, a Emily. Zachowanie tej bohaterki coraz bardziej mnie wkurzało, a pod koniec lektury chciałam ją po prostu zabić. Chociaż z drugiej strony, zaraz posądziliby mnie za zabicie dwóch poprzednich bohaterów, więc się powstrzymałam.

"Nie cieszcie się za wcześnie. To jeszcze nie koniec. ~A."

Podchodzę z coraz większym zainteresowaniem do kolejnych części, już rozpoczęłam "Pretty Little Liars. Doskonałe" i naprawdę czuję, że już należę do tych książek. Potrafię nawet nie spać, byle by tylko przeczytać jeszcze jeden rozdział. Musze tylko pożałować tego, że książki są troszkę krótkie, bo 300 stron przy wolnym czasie jaki teraz mam, to naprawdę mało. I bardzo się cieszę, że teraz zaczęłam tą serię, w roku szkolnym pewnie zawaliłabym kilka sprawdzianów. 

Podsumowując. Zachęcam do tej książki, osoby, które skończyły swoją przygodę z PLL na pierwszej części. Za to tych, którzy nie zaczęli obcować z tą serią odsyłam do "Pretty Little Liars. Kłamczuchy". Książka tak na prawdę niczym nie różni się od wcześniejszej, jest tak samo dobra, i tak samo wciągająca. Dla mnie okazała się za krótka, i pochłonęłam ją w jeden wieczór, ale cóż, była na pewno warta przeczytania i w tej kwestii nic się nie zmieniło, nawet moja ocena. Z nadzieją podchodzę do części 3 :)

MOJA OCENA: 9.5/10


Pozdrawiam.

P.S No i stało się, kilka godzin temu odebrałam świadectwo, ukończyłam 2 klasę i otrzymałam promocję do 3. Trochę mi smutno, ale jakoś wytrzymam te 2 msc. Mam nadzieję, że PLL mi w tym pomogą. Podoba wam się nowy wygląd bloga? Oraz myślę, że nie zanudzam was tymi notkami, które pojawiają się prawie codziennie. 

czwartek, 27 czerwca 2013

#1 - Stosik biblioteczny

14 komentarzy:
Tak! I mój blog doczekał się stosiku. Tym razem pokaże wam książki, które udało mi się znaleźć w bibliotece miejskiej, którą w tym tygodniu odwiedziłam 3 razy (gdy zaszłam w środę okazała się zamknięta, ale ten szczegół pomińmy).

Od góry:
-"Ty, ja i fejs" - Jay Asher & Carolyn Mackler
- "Herbata z jaśminem" - Agnieszka Gil
- "Sobowtór" - Ewa Karwan-Jastrzębska
-"Pretty Little Liars. Zepsute" - Sara Shepard
-"Pretty Little Liars. Niewiarygodne" - Sara Shepard
-"Pretty Little Liars. Doskonałe" - Sara Shepard
-"Pretty Little Liars. Bez skazy" - Sara Shepard
-"Pretty Little Liars. Kłamczuchy" - Sara Shepard

Naprawdę zakochałam się w serii PLL, pomimo tego, że jestem dopiero w drugiej części. Chcę jak najszybciej je przeczytać i dowiedzieć się kim jest A., ale z drugiej strony będzie mi ich wszystkich brakowało, będę miała kaca, więc nie wiem co robić. Jeśli chodzi o "Herbatę z jaśminem" ta książka jest... dziwna. Zostało mi ok. 30 stron (które przeczytam dopiero gdy moje PLL się skończą), i tak na prawdę nie wiem jak ją ocenić. Reszty jeszcze nie ruszałam, i mam nadzieję, że do następnego tygodnia ze wszystkim się wyrobię :) Zmykam czytać PLL.

A może wy znaleźliście coś tu dla siebie?


Pozdrawiam.

P.S Jutro już tylko po świadectwo i 2 miesiące nic nie robienia czytania. Czy tylko mi będzie brakowało mojej klasy?

środa, 26 czerwca 2013

#59 - "Pretty Little Liars. Kłamczuchy" - Sara Shepard

12 komentarzy:
Alison, szkolna gwiazda, znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Rok później jej przyjaciółki: Emily, Aria, Spencer i Hanna, zaczynają otrzymywać niepokojące SMS-y. Ktoś zna sekrety, które chciały pogrzebać wraz z pamięcią o Ali. Jak wiele dziewczyny są w stanie poświęcić, by prawda nie wyszła na jaw?

Okładka: miękka
Ilość stron: 278
Wydawnictwo: otwarte
Cena (z okładki): 29,90 zł
Wydanie na świecie: 2006 rok
Wydanie w Polsce: 2011 rok



Od dłuższego czasu miałam w planach zaczęcie serii Pretty Little Liars,  niestety wszyscy z moich znajomych, którzy zachwycają się serialem, nie wiedzą, że powstał on na podstawie książek. Dlatego zakup pierwszej pozycji (która rozpoczyna całą serię), czyli "PLL Kłamczuchy" planowałam na wakacjach. Na szczęście wczoraj los się do mnie uśmiechnął i całą sagę znalazłam w miejskiej bibliotece, w której nie byłam od dwóch lat. Nie zastanawiając się, po 5 minutach stania przy regałach "Kłamczuchy" wylądowały na mojej karcie. 

Tą pozycję przeczytałam w jedno popołudnie, i nie wiem czy przez to, że miałam je po prostu wolne, czy dlatego, że nie miałam internetu, ale na jednym oddechu i z przerwą na obiad, książkę mogłam już zaliczyć do przeczytanych. A szkoda, że okazała się taka krótka, bo pomimo tego była bardzo wciągająca. O PLL słyszałam bardzo dużo od siostry (która mi spoilerowała), jak i od kilku koleżanek ze szkoły. Wcześniej ta seria nie za bardzo mnie zainteresowała, i już teraz wiem, że był to wielki błąd.  

"Trzy osoby mogą dochować tajemnicy, jeśli dwie z nich nie żyją"

Po kilkunastu stronach, gdy mniej więcej wiedziałam kto jest kim, mogłam już śmiało powiedzieć, że wpadłam w szał PLL. Po mimo tego, że na początku akcja na prawdę zbyt szybko się rozwijała, i w tym momencie odczułam pewnie niedosyt, to w dalszej części książki nie miałam już żadnych zastrzeżeń. Czytając tą książkę, mogliśmy dowiedzieć się o życiu Hanny, Arii, Spencer oraz Emily, z ich perspektywy. Odczuć ich emocje, poznać tajemnice jaką każda z nich dzieliła z Alison, i zrozumieć jak tęsknią za zaginioną przyjaciółką.

Każda z czterech głównych bohaterek podbiła moje serce. W każdej podobało mi się coś innego, oraz innym zachowaniem mnie wkurzała. Nie mniej jednak tu muszę wyróżnić Arię, bo to ona najbardziej przypadła mi do gustu. Czym? Tak na prawdę nie mogę powiedzieć, żeby nie zaspoilerować, ale jej sprawy miłosne, jak i sama tajemnica (którą dzieliła z Alison) bardzo mnie zaciekawiły, i tylko czekałam gdy będę mogła przeczytać rozdział z perspektywy Arii.

"Wciąż tu jestem, suki. I wiem o wszystkim ~ A."

Pierwsza część była wprowadzeniem i tak na prawdę, została sfilmowana w odcinku rozpoczynającym serię.  Gdy o tym usłyszałam trochę mnie to zdziwiło, ale teraz jestem już po jego obejrzeniu i tak - 278 stron, można zmieścić w 42 minutach, i nie jest to zaskakujące. Oczywiście pominięto kilka ważnych fragmentów, i parę rzeczy skrócono, ale nie były to jakieś wielkie zmiany, więc nawet ich nie odczułam. Ekranizację (jestem dopiero po pierwszym odcinku, więc wypowiadam się tylko o nim) mogę uznać za dobrą, i dać te 4+. 

MOJA OCENA: 9.5/10 


Pozdrawiam.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Najpierw książka, później film"         

piątek, 21 czerwca 2013

#58 - "Tam gdzie śpiewają drzewa" - Laura Gallego Garcia

10 komentarzy:
Viana jedyna córka księcia z Rocagrís wraz z nadejściem wiosny planuje swój ślub z ukochanym Robianem z Castelmar, któremu przyrzeczona została jeszcze gdy byli dziećmi. Jednak podczas święta zimowego przesilenia na zamek przybywa Wlik, rycerz z gór, aby ostrzec króla Nortii o zbliżającej się inwazji stepowych barbarzyńców. Robian, książę, jak i pozostali rycerze, zmuszeni są bronić swojego króla i ziem. Większość z nich ginie w walce i królestwo zostaje podbite przez barbarzyńców. Pozostałymi przy życiu rebelianci wraz z Vianą postanawiają uwolnić królestwo Nortii spod panowania okrutnego i pozornie nieśmiertelnego króla Haraka. Aby zwyciężyć, muszą poznać tajemnicę Wielkiego Lasu i dotrzeć tam, gdzie śpiewają drzewa... Wzruszająca i niezwykle wciągająca historia o miłości i pokonywaniu przeszkód

Okładka: miękka 
Ilość stron: 398
Wydawnictwo: Dreams
Cena (z okładki): 39 zł
Wydanie: 2013 rok

Okładka tej książki, jak i sam tytuł nie raz rzucały się w moje oczy, gdy recenzowaliście ją na waszych blogach. Ku mojemu szczęściu, koleżanka z równoległej klasy tą pozycję miała w swojej kolekcji, dlatego teraz gdy oceny są już wystawione, mogłam zagłębić się w miejscu  gdzie śpiewają drzewa. 

Po mimo tych prawie czterystu stron, lekturę pochłonęłam w jedno popołudnie, zaczynając czytać już w szkole. Na początku akcja nie była zbyt porywająca, ale po około 10 stronach, gdy poznałam już wszystkich bohaterów czytanie stało się przyjemne  i mogłam zagłębić się w świecie Nortii. Kolejne strony były już tylko czystą przyjemnością, a raczej pułapką, z której nie mogłam się wyrwać, gdyż fabuła w 100% mnie pochłonęła, a głosik w mojej głowie mówił "Jeszcze tylko jeden rozdział". 

"To były drzewa. One śpiewały"

Już od samego początku lektury, autorka pięknie przedstawiła nam Wielki Las, jako miejsce niezwykłe, czarujące i robiące wrażenie, ale z drugiej strony niebezpieczne. To miejsce bardzo wiele wnosiło do fabuły, dlatego zostało tak przedstawione. Po mimo tego, od razu naszła mnie chęć by znaleźć się tam, na obrzeżach jak i w środku strasznego lasu.

W tej książce dwoje bohaterów szczególnie przypadła mi do gustu. Mowa oczywiście o Vianie oraz Urim. Obie te postacie wykazywały się cechami jakie zawsze chciałabym mieć. Główna bohaterka wykazywała się wytrwałością, oraz odwagą. Po mimo tego, że często liczyła na łut szczęścia, to wiele razy podjęła słuszną decyzję. Natomiast Uri zachwycił mnie swoją szczerością i spontanicznością. Mówił to co myślał , lecz na początku nie wykazał się odwagą i po prostu bał się innych. 

"Nie wiem co to jest czarownik - odpowiedział. - Jestem Uri."

 Powieść opowiada o miłości, zaufaniu, oraz poświęceniu dla innych, jak i dla ojczyzny. W lekturze możemy poznać wiele barwnych postaci, które zapadną nam w pamięci na długie lata, i które wniosą cokolwiek do naszego życia. Moim zdaniem Laura Gallego Garcia stworzyła piękny świat, do którego zapewne nie raz jeszcze powrócę, i z którego nie chce się nigdy wyjść. Książka jest naprawdę warta przeczytania.

MOJA OCENA: 10/10



środa, 19 czerwca 2013

#57 - "Naznaczona" - P.C Cast + Kristin Cast

6 komentarzy:
Akcja rozgrywa się w środowisku amerykańskich nastolatków naznaczonych wampiryzmem, uczęszczających do specjalnej szkoły, pozwalającej im zdobyć kwalifikacje dorosłego wampira.
Początkująca wampirzyca, Zoey Redbird, trafia do szkoły Domu Nocy. To tu będzie musiała przejść nieodzowną Przemianę, by zdobyć kwalifikacje dorosłego wampira.



Okładka: miękka
Cena: 29,90 zł
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 325
Wydanie: 2006 rok



Wiele razy słyszałam już o tej pozycji, lecz nie miałam jeszcze okazji, by ją przeczytać. W sumie szał na "Naznaczoną" już miną, a ja lubię właśnie w takich momentach, gdy przeczytałam już miliony recenzji i poznałam zdania znajomych, sięgnąć po lekturę. Czemu? Wtedy staram się odnaleźć te dobre, jaki i złe strony i nie być zachwyconą, ani zniesmaczoną daną pozycją. Książka mi się ani nie podobała, ani nie przypadła mi do gustu w 100%.

Początek "Naznaczonej" od razu odstraszył mnie od dalszego czytania. Już w pierwszym rozdziale, przez jedną lub dwie strony poznajemy Zoey - główną bohaterkę, a następnie zostaje ona naznaczona. Jak dla mnie, za szybki rozwój akcji. Nie mniej jednak powiadają, że pierwsze wrażenie jest mylne, więc gdy przebrnęłam przez pierwsze 70 stron, poczułam ulgę, oraz miałam nadzieję, że kolejne rozdziały zaciekawią mnie bardziej. Tym razem nie do końca moje przeczucia się sprawdziły, ale nie było tak źle.

Książka opowiada o życiu Zoey jako naznaczonej nastolatki, która powoli przemienia się w wampira. Myślałam, że po pierwszej części "Zmierzchu", będę miała po dziurki w nosie krwiopijców, ale tym razem ten wątek mi nie przeszkadzał. Dom Nocy okazał się zwykłą szkołą (pomijając fakt, że chodzą tam osoby, które niedługo staną się wampirami) więc jedni uczniowie są lubiani, a drudzy mniej. Tak naprawdę najfajniejsze w całej książce było to, że mogłam  wiele postaci porównywać do moich znajomych, z którymi uczęszczam do szkoły.

 Moim ulubionym bohaterem okazała się Stevie Rae, czyli współmieszkanka Zoey. Przypominała mi ona wiele barwnych postaci z innych książek i filmów, z jednej strony była przewidywalna, a z drugiej cicha i spokojna, lecz czasami pokazała jaka jest w środku. Była również miła i uprzejma, czyli wykazywała się cechami, które powinien posiadać każdy pozytywny bohater. Zdziwieniem (jak dla mnie), okazało się również to, że w pewnym sensie polubiłam również Afrodytę. I chodź okazała się ona chamska i bezczelna, to tylko czekałam na scenę z jej udziałem, ponieważ chciałam dowiedzieć się co tym razem wymyśli.

Podsumowując. Chociaż książka jest o wampirach, a każdy kto zapewne przeczytała Zmierzch nie chce mieć z nimi nic wspólnego, to tą lekturę można przeczytać i nie mieć odruchów wymiotnych. Lecz z drugiej strony, czasami było zbyt nudnawo, więc gdyby nie to, że książka nie jest moja, zapewne czytałabym ją do gwiazdki.

MOJA OCENA: 4,5/10


Pozdrawiam.

niedziela, 16 czerwca 2013

#56 - "Skrzydła Laurel" - Aprilynne Pike

5 komentarzy:
Laurel nie jest typową nastolatką. Ale niespotykana historia dzieciństwa i oryginalne nawyki żywieniowe to nic w porównaniu z tym, co zacznie się dziać w jej życiu, gdy na swoich plecach odkryje mały punkcik. Magiczny świat, znany tylko z legend i baśni, splecie się ze światem ludzkim, w którym żyje Laurel. Dziewczyna doświadczy głębi uczuć, jakich dotąd nie znała, przeżyje przygody, o których nawet nie śniła, i dowie się rzeczy, które przyprawiają ją o zawrót głowy.

Okładka: miękka
Ilość stron: 257
Cena: 29,90 zł
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Wydanie:  2009 rok

Książka ta miała być odskocznią od Intruza, Papierowych Miast i tego wszystkiego, co dalej we mnie siedziało. Miała być przyjemną, aczkolwiek wciągającą lekturą, którą pochłonę w dzień, dwa, a później sięgnę po kolejne części. "Skrzydła Laurel" miały mnie zaskoczyć, odciągnąć od pracy domowej z fizyki, oraz miały zadziałać tak, że jedyne co będę pragnęła to stać się wróżką, pomimo tego, że mam 15 lat. Efekt okazał się inny, a ja trochę się zawiodłam.

Laurel jest główną tytułową bohaterką, którą poznajemy w tym okresie życia, gdy po kilku latach uczenia się w domu, idzie do szkoły. Spotyka tam Dawida, Chelsea i postanawia się z nimi zaprzyjaźnić.  W tym momencie powinniśmy się zatrzymać. Czytając dialogi, które prowadzili między sobą, czułam sztuczność. Tak i to nie wiecie jak wielką. Czasami byłam po prostu zawiedziona, tym jak autorka opisywała ich uczucia, czy spotkania. Wszystko było moim zdaniem, zbyt "ustawione" i sztuczne, w bohaterach nie było grama spontaniczności.

Okładka książki jest dość kolorowa, dlatego przykuwa wzrok czytelnika. Sama nie raz wpadłam na tą książkę w Empiku, ale po przeczytani kilku zdań z okładki lektury, szybko odkładałam ją na miejsce. Jeśli dziewczyna przedstawiona na okładce ma być Laurel, to myślę, że już Miley Cyrus o wiele lepiej się do tego nadaje, a dostała ona rolę głównej bohaterki w ekranizacji (która miała być, a jej nie ma).

Tak naprawdę nie wiem co jeszcze mogłabym napisać o tej książce. Przeczytałam ją w 3 dni, z czego jednego dnia prawie 150 stron, i uważam to za sukces, ponieważ z tak porywającą fabułą było to trudne. Żaden cytat nie zachwycił mnie tak bardzo, by go zapisać tu, czy do mojego zeszyciku.

Myślę, że książka jest idealna dla młodszych czytelników. Mnie nie porywają już wróżki, ani kwieciste skrzydła dlatego ja zareagowałam na to zdziwieniem. Nie mniej jednak, część druga stoi już na mojej półce i gdy tylko znajdę czas sięgnę po  nią.

MOJA OCENA: 3/10 


Pozdrawiam.

wtorek, 11 czerwca 2013

#55 - "Papierowe miasta" - John Green

11 komentarzy:
Quentin Jacobsen - dla przyjaciół Q - ma osiemnaście lat i od zawsze jest zakochany we wspaniałej koleżance, zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum. Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi przemierzyć setki kilometrów w USA. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy.
Czy dowie się, kogo szuka i kim na prawdę jest Margo?

Okładka: miękka
Cena: 39, 90 zł
Wydawnictwo: Bukowy las
Ilość stron: 393
Wydanie na świecie: 2008 rok
Wydanie w Polsce: 5 czerwiec 2013 rok

Książka okazała się moim prezentem na dzień dziecka, który dostałam (troszkę spóźniony) 6 czerwca, czyli dzień po polskiej premierze książki. Naprawdę nie wiecie jak się cieszę, że już mogę napisać tą recenzję, ponieważ wszystkie moje uczucia i komentarze, chodzą za mną od soboty, czyli wtedy kiedy skończyłam czytać książkę. Przepraszam wszystkie moje koleżanki, że musiały słuchać mojego trajkotania o bohaterach, których nie znają i o książce, której nie czytały ;)

Było to już moje trzecie spotkanie, z twórczością pana Greena. Po "Szukając Alaski" i "Gwiazd Naszych Wina", nie spodziewałam się czegoś spektakularnego, tylko zachowanie książki na tym samym poziomie co dwie poprzednie powieści. Nie zawiodłam się, i John Green, udowodnił tym samym, że zasługuje na miano mojego ulubionego autora. Jego książki mogę "brać w ciemno", ponieważ tak bardzo podoba mi się styl pisania, jak i bohaterzy to myślę, że nie będę miała ani chwili zawahania, gdy będzie mi dane przeczytanie innych książek, spod pióra Johna Greena.

"Pójdziesz do Papierowych Miast i nigdy już nie powrócisz"

Książka była bardzo wciągająca, nie pamiętam kiedy ostatnio przeczytałam ponad 270 stron jednego dnia i tego nie odczułam. Po prostu zapomniałam o klasówce z angielskiego, o otaczającym mnie świecie, obowiązkach i innych ważnych sprawach, a liczyło się tylko to, aby Q znalazł Margo. Doszłam do w wniosku, że chyba za bardzo utożsamiam się z bohaterami, i za bardzo wcielam się w ich rolę. Po mimo tego, dalej czytałam i naprawdę chciałam aby ta książka nigdy się nie kończyła! Chociaż i tak pragnęłam dowiedzieć się co będzie na końcu.

Jeśli chodzi o ulubionego bohatera "Papierowych Miast" to okazała się nim w stu procentach i niezaprzeczalnie Margo. Czytając opis książki, miałam już pewne przeczucie, że na prawdę polubię jedną z głównych bohaterów i było tak od pierwszych stron powieści. Po mimo tego, iż naprawdę dziewczyna zapadła mi w pamięci na (mam nadzieję) bardzo długo, to zbyt przypominała mi ona Alaskę, z debiutanckiej książki Johna Greena.

"Jakby papierowe dzieci urządzały sobie papierową zabawę"

Ostatnio polubiłam wydawnictwo Bukowy las. Wydania książek Greena są jednymi z ładniejszych na mojej półce. Naprawdę, "Papierowe Miasta" oraz "Gwiazd Naszych Wina" świetnie prezentują się obok siebie i nie mogę napatrzeć się na moją półkę, chociaż wiem, że nie powinno oceniać się książki po okładce.

Podsumowując. Książka była bardzo wciągająca, bardzo chciałam by nigdy się ie kończyła, niestety to się stało, przy czym towarzyszył mi mega kac po książkowy. Jest już lepiej, ale i tak pewnie nie raz jeszcze ją przeczytam ;) Na razie leci do potworków, ale myślę, że przed wakacjami jeszcze ją dostanę. Każda z trzech książek Greena przypadła mi do gustu, każda wniosła coś do mojego szarego, nudnego życia i każdą będę pamiętać, a bohaterzy na zawsze postaną w moim sercu. Po mimo tego, uważam, że "Alaska" była najbardziej wciągając i chyba najdłużej ją zapamiętam. Drugie, honorowe miejsce zajmują "Papierowe Miasta", a trzecie "Gwiazd Naszych Wina".

"Nie jest nawet tak trwałe, by nazwać je miastem z plastiku. To papierowe miasto."

MOJA OCENA: 10/10


Pozdrawiam.

czwartek, 6 czerwca 2013

#54 - "Intruz" - Stephenie Meyer

11 komentarzy:
Świat został opanowany przez niewidzialnego wroga. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich normalne życie. Jedną z ostatnich niezasiedlonych, wolnych istot ludzkich jest Melanie. Wpada jednak w ręce, wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa duszy coraz to nowsze wspomnienia ukochanego...






Okładka: miękka
Ilość stron: 559
Cena: 39,90 zł
Wydanie za granicą:6 maja 2008 rok
Wydanie w Polsce: 14 listopad 2008 rok
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Książkę można podzielić w sumie na 3 części: monotonną, ciekawą i na prawdę wciągającą. Pierwsze 90 stron lektury, było hm... nudne? Tak. Na początku nie mogłam załapać o co chodzi, nie wiedziałam tak na prawdę kto jest kim i jaki ma wkład w fabułę. Wszystko było nie zrozumiała, i przez to nudne. Dlatego te strony okazały się najgorsze, zajęły mi aż 3 dni, by je przeczytać, ponieważ jakoś specjalnie mnie nie ciągnęło. I to jest chyba jedyny minus tej książki.

Po przebrnięciu przez te kilkadziesiąt nudnych stron, w mojej głowie zaświeciła się lampka nadziei, że może jednak Stephenie Meyer, nie jest taką zła pisarką. Nie myliłam się i tym razem, od dawnego czasu, nie zostałam tak miło zaskoczona jeśli chodzi o autora. Było to miłe, ponieważ kolejne 150 stron pochłonęłam w jeden dzień, a tak naprawdę w kilka godzin, na jednym wdechu.

Kolejne 300 stron były wspaniałe, zaskakujące i ciekawe, nie mogłam oderwać się od lektury i chwała za to, że te popołudnie było jednym z luźniejszych, bo tą część również przeczytałam w kilka godzin, kończąc w nocy. Ta część bardzo wzruszająca, oraz w pewnych momentach smutna. Mimo tego i tak książkę oceniam na 6.

"Pozostało dwadzieścioro dziewięcioro ludzi i jeden intruz"

Moją ulubioną postacią, która od razu podbiła moje serce, okazała się Melanie. Być może w całej książce (dopiero w epilogu) nie możemy zobaczyć jej jako cielistego (?) bohatera, to urzekła mnie swoimi komentarzami, często sarkastycznymi słowami do Wagabundy. Kolejną cechą, dzięki której Melanie przypadła mi do gustu, była jej silna wola. Nie poddała się, gdy musiała uciekać, nie poddała się gdy wszczepiono jej obcą duszę, nie poddała się gdy bliskie jej osoby pragnęły jej śmierci. Takich bohaterów trzeba podziwiać.

"Zdążyłam się już przekonać, że pękające serce nie jest jedynie wymysłem poetów"

Jeśli chodzi o samo moje podejście do tej książki, to muszę Wam powiedzieć, że było one trochę nie do końca pozytywne. Chciałam, a jednocześnie nie za bardzo ciągnęło mnie do zapoznania się z tą lekturą. Dostałam ją, w sumie przez przypadek, bo gdyby nie koleżanka to tytuł dzisiejszej pozycji, znajdowałby się na szarym końcu mojej listy "must read". Moim kolejnym "uprzedzeniem", była autorka książki, czyli legendarna twórczyni sagi Zmierzch. Dlatego jeśli nie uważasz Stephenie Mayer za dobrego autora, i tak samo jak ja, nie przepadasz za Zmierzchem, musisz sięgnąć po Intruza! Od razu zmienisz zdanie o autorce.

"Nie umierasz. Zapewnia mnie Mel. Zasypiasz"

Jako, iż biorę udział w wyzwaniu czytelniczym pt. "Najpierw książka, później film" wypadałoby napisać kilka słów odnośnie ekranizacji "Intruza". Film, jak i w sumie sama książka dalej we mnie siedzą, dlatego kilkanaście godzin od skończenia lektury, sięgnęłam po jej wersję filmową. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ myślałam, że tak dobrą książkę, zniszczą złą ekranizacją, po którą sięgnę zapewne więcej osób. Tym razem znów się myliłam! Film okazał się bardzo podobny do książki, fakt wycieli kilka fajnych fragmentów, to i tak film oceniłabym na 5. Sam dobór aktorów, oraz scenerii (wygląd jaskini) był fenomenalny, a scena gdy Wana postanawia oddać ciało Melanie, był bardzo wzruszający. Chyba jeszcze bardziej go przeżyłam, niż w książce.

"Bądź szczęśliwa Mel, tylko tyle. Bądź szczęśliwa"

Pozdrawiam.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Najpierw książka, później film"

sobota, 1 czerwca 2013

#4 - Podsumowanie miesiąca: maj

6 komentarzy:
Czas na podsumowania miesiąca i stosiki, czyli to co w blogosferze uwielbiam najbardziej! Za pamięci, życzę wam wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka :) Teraz przejdźmy już do moich pozycji, które przeczyłam w tym miesiącu. Specjalnych założeń nie miałam, jedynie by tych książek nie było zbyt mało. I chyba się z tego wywiązałam :)

1. "Dziewczyny się zakochują" - Jacqueline Wilson
2. "Kosogłos" - Suzanne Colins
3. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" - E. L. James
4. "Zwiadowcy" - Johna Flanagana
5. "Krzyżacy, tom 1" - Henryk Sienkiewicz
6. "Ciemniejsza strona Greya" - E. L. James
7. "Charlie" - Stephen Chbosky

Jak widać tych pozycji jest 7. To nie mój najlepszy wynik, ale nie najgorszy. W tym miesiącu miałam bardzo owocną majówkę, na której przeczytałam 3 i pół (można tak powiedzieć) książek. Jestem na prawdę szczęśliwa, ponieważ gdyby nie ten tydzień, to moje wyniki wyglądałyby jeszcze gorzej niż te z kwietnia. W tym miesiącu na jeden tydzień was zostawiłam, i po tej przerwie się stęskniłam, ale była mi ona potrzebna do tego by wrócić z nową energią, pomysłami i zapałem.

Dołączyłam również do mojego pierwszego (oficjalnego) wyzwania czytelniczego! Kliknijcie w baner po lewej, by dowiedzieć się więcej.

Na moją półkę w tym miesiącu dołączyły dwie książki. Jestem zadowolona, ponieważ nie liczyłam na żadną :)

- "Charlie" - Stephen Chbosky
- "Zniewolenie" - Carrie Jones

Jeśli chodzi o kaca książkowego, to towarzyszył mi raz, a w sumie dalej towarzyszy, i mówię tu o książce "Charlie", której recenzje możecie przeczytać poniżej i bardzo was zachęcam do sięgnięcia po tą powieść! To była chyba najlepsza książka miesiąca. Oprócz tego spodobała mi się seria "Zwiadowcy" i czekam na część 2. Najgorszymi książkami okazały się "Pięćdziesiąt twarzy Greya" i "Ciemniejsza strona Greya", ale to już z wiadomych powodów.

Niedługo wakacje, jeszcze 2 tygodnie, a mogę już tak na prawdę leniuchować, bo ja przez te następne 14 dni, jeszcze muszę się uczyć. Później tylko czytanie <3

Na koniec chciałam was poinformować, że założyłam fp bloga! Będę was tam informować o nowych notkach, moich przemyśleniach i o tym czego możecie się spodziewać na blogu. Chętni? - zapraszam!


(Jeśli w również macie swoje fp, to piszcie, a chętnie zalajkuje!)

Pozdrawiam.

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D