Okładka: miękka
Ilość stron: 512
Cena: 35 zł
Wydawnictwo: MAG
Wydanie oryginalne: 2007 rok
Wydanie polskie: 2009 rok
Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela. Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich. Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli boskich przedmiotów. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, pod przywództwem zbuntowanego Łowcy, Valentine'a, który niemal na zawsze zniszczył tajemny świat Łowców. I mimo że od śmierci Valentine'a minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął...
Książka od kilku miesięcy znajdowała się na mojej, dość długiej liście "must read" i nawet zbliżająca się premiera filmowa, nie zmotywowała mnie, aby kupić, czy przeczytać w formie elektronicznej tę pozycję. Nareszcie biblioteczka mojej nowej dilerki książkowej, pomogła mi w zapoznaniu się z Nocnymi Łowcami, Clary i Miastem Kości.
Jeśli miałabym jedynym słowem określić pierwszą część Darów Anioła, powiedziałabym: super. Natomiast jeżeli miałabym już bardziej wchodzić w fabułę, pomysł, czas jaki poświęciłam tej książce, zachowania bohaterów etc., powiedziałabym: przeciętnie. Dlaczego? Fabuła niby fajna, pomysł też, ale jednak dla mnie nie zbyt oryginalna i dało się to chwilami odczuć. Idąc dalej, powiem, że książka nie zleciała mi szybciutko, a jednak w pewien sposób się dłużyła. Nie wiem, czy winę mogę zrzucić na szkołę, ponieważ wtedy był to jeszcze luźny tydzień, a ja po przeczytaniu 100 stron, nie dałam rady więcej.
Książkę przeczytałam dość dawno, bo z trzy tygodnie temu i miałam wiele chwil na przemyślenie oraz ocenienie jej dość szczerze i tak... od serca. Zapoznałam się już z tomem numer dwa i na pewno sięgnę po ten z numerem trzy, cztery oraz pięć, ale czy jestem wielką fanką tej serii, to na razie sama nie wiem. "Miasto Kości" zebrało wiele pozytywnych recenzji, a ja trochę się na nim zawiodłam, ale nie do końca. Trudno mi jest sprecyzować moje zdanie, z jednej strony ciekawi mnie dalszy ciąg wydarzeń, ale przeraża mnie te pięćset stron, każdej kolejnej części.
O bohaterach powiem niewiele, a zarazem dużo. Tutaj bardzo spodobał mi się taki Jace, lekko arogancki i zadziorny, czasami mnie rozśmieszał, rzadziej irytował, ale szczerze powiedziawszy zawsze coś się działo i z jego postacią nigdy się nie nudziłam. Co powiem o nudnej Clary? Rzadko zdarza się, że nie polubię, a wręcz będę nienawidzić głównego bohatera, który jest z nami zawsze. Teoretycznie główną postać tej książki mogę zaliczyć do tych mniej lubianych, ale nie znienawidzonych, bo zaczęła mnie irytować dopiero pod koniec pierwszej części/na początku drugiej. Chwilami wydawała się mi dość pusta, nudnawa i monotonna, a przede wszystkim, stworzona na pewien schemat, który jest teraz w co drugiej młodzieżówce.
"Miasto Kości" zdecydowanie ma w sobie to coś. Po skończeniu lektury, byłam całą historią zauroczona i koniecznie pragnęłam przeczytać kolejne tomy. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, mój entuzjazm opadał i nawet film nie był już taka atrakcyjnością, jak wtedy. Po przemyśleniu całej książki, historii i pomysłu, stwierdzam, że lektura na pewno nie jest zła i okropna, ale wybitna też nie. Wiele osób porównuje ją do Harry'ego Pottera, czy Igrzysk Śmierci, a ja nie na pewno się z tym nie zgodzę.
Podsumowując: "Miasto Kości" nie było nudne, ani złe, ale wciągające i wspaniałe, również. Raczej przeciętne, ale bliżej mu do tych pozytywnych słów. Główna bohaterka nie przypadła mi do gustu, a oczarowanie i zauroczenie tą sagą trochę mnie opuściło, więc myślę, że gdybym za recenzję wzięła się od razu po przeczytaniu książki, byłaby ona pozytywniejsza. Teoretycznie lektura była przyjemna, ale nie wciągnęłam się tak, aby przestać oddychać, co uważam za priorytet jeśli chodzi o ocenę wspaniałych książek. Szczerze powiedziawszy "Miasto Kości" jest świetną pozycją, z dość barwną historią, ale gdyby lepiej się temu wszystkiemu przyjrzeć dostrzega się kilka błędów, a zdecydowanie działanie na schemacie. Pomimo tych wszystkich minusów, jestem dalej ciekawa co autorka przygotowała nam w tomie trzecim, więc jak najbardziej sięgnę dalej.
Jeśli miałabym jedynym słowem określić pierwszą część Darów Anioła, powiedziałabym: super. Natomiast jeżeli miałabym już bardziej wchodzić w fabułę, pomysł, czas jaki poświęciłam tej książce, zachowania bohaterów etc., powiedziałabym: przeciętnie. Dlaczego? Fabuła niby fajna, pomysł też, ale jednak dla mnie nie zbyt oryginalna i dało się to chwilami odczuć. Idąc dalej, powiem, że książka nie zleciała mi szybciutko, a jednak w pewien sposób się dłużyła. Nie wiem, czy winę mogę zrzucić na szkołę, ponieważ wtedy był to jeszcze luźny tydzień, a ja po przeczytaniu 100 stron, nie dałam rady więcej.
„Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym.”
Książkę przeczytałam dość dawno, bo z trzy tygodnie temu i miałam wiele chwil na przemyślenie oraz ocenienie jej dość szczerze i tak... od serca. Zapoznałam się już z tomem numer dwa i na pewno sięgnę po ten z numerem trzy, cztery oraz pięć, ale czy jestem wielką fanką tej serii, to na razie sama nie wiem. "Miasto Kości" zebrało wiele pozytywnych recenzji, a ja trochę się na nim zawiodłam, ale nie do końca. Trudno mi jest sprecyzować moje zdanie, z jednej strony ciekawi mnie dalszy ciąg wydarzeń, ale przeraża mnie te pięćset stron, każdej kolejnej części.
O bohaterach powiem niewiele, a zarazem dużo. Tutaj bardzo spodobał mi się taki Jace, lekko arogancki i zadziorny, czasami mnie rozśmieszał, rzadziej irytował, ale szczerze powiedziawszy zawsze coś się działo i z jego postacią nigdy się nie nudziłam. Co powiem o nudnej Clary? Rzadko zdarza się, że nie polubię, a wręcz będę nienawidzić głównego bohatera, który jest z nami zawsze. Teoretycznie główną postać tej książki mogę zaliczyć do tych mniej lubianych, ale nie znienawidzonych, bo zaczęła mnie irytować dopiero pod koniec pierwszej części/na początku drugiej. Chwilami wydawała się mi dość pusta, nudnawa i monotonna, a przede wszystkim, stworzona na pewien schemat, który jest teraz w co drugiej młodzieżówce.
"Miasto Kości" zdecydowanie ma w sobie to coś. Po skończeniu lektury, byłam całą historią zauroczona i koniecznie pragnęłam przeczytać kolejne tomy. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, mój entuzjazm opadał i nawet film nie był już taka atrakcyjnością, jak wtedy. Po przemyśleniu całej książki, historii i pomysłu, stwierdzam, że lektura na pewno nie jest zła i okropna, ale wybitna też nie. Wiele osób porównuje ją do Harry'ego Pottera, czy Igrzysk Śmierci, a ja nie na pewno się z tym nie zgodzę.
Podsumowując: "Miasto Kości" nie było nudne, ani złe, ale wciągające i wspaniałe, również. Raczej przeciętne, ale bliżej mu do tych pozytywnych słów. Główna bohaterka nie przypadła mi do gustu, a oczarowanie i zauroczenie tą sagą trochę mnie opuściło, więc myślę, że gdybym za recenzję wzięła się od razu po przeczytaniu książki, byłaby ona pozytywniejsza. Teoretycznie lektura była przyjemna, ale nie wciągnęłam się tak, aby przestać oddychać, co uważam za priorytet jeśli chodzi o ocenę wspaniałych książek. Szczerze powiedziawszy "Miasto Kości" jest świetną pozycją, z dość barwną historią, ale gdyby lepiej się temu wszystkiemu przyjrzeć dostrzega się kilka błędów, a zdecydowanie działanie na schemacie. Pomimo tych wszystkich minusów, jestem dalej ciekawa co autorka przygotowała nam w tomie trzecim, więc jak najbardziej sięgnę dalej.
MOJA OCENA: 7/10*
*za Jace'a (normalnie byłoby 6/10)








