sobota, 28 września 2013

#90 - "Miasto Kości" - Cassandra Clare

12 komentarzy:






Okładka: miękka
Ilość stron: 512
Cena: 35 zł
Wydawnictwo: MAG
Wydanie oryginalne: 2007 rok
Wydanie polskie: 2009 rok








Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela. Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich. Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli boskich przedmiotów. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, pod przywództwem zbuntowanego Łowcy, Valentine'a, który niemal na zawsze zniszczył tajemny świat Łowców. I mimo że od śmierci Valentine'a minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął...

Książka od kilku miesięcy znajdowała się na mojej, dość długiej liście "must read" i nawet zbliżająca się premiera filmowa, nie zmotywowała mnie, aby kupić, czy przeczytać w formie elektronicznej tę pozycję. Nareszcie biblioteczka mojej nowej dilerki książkowej, pomogła mi w zapoznaniu się z Nocnymi Łowcami, Clary i Miastem Kości.

Jeśli miałabym jedynym słowem określić pierwszą część Darów Anioła, powiedziałabym: super. Natomiast jeżeli miałabym już bardziej wchodzić w fabułę, pomysł, czas jaki poświęciłam tej książce, zachowania bohaterów etc., powiedziałabym: przeciętnie. Dlaczego? Fabuła niby fajna, pomysł też, ale jednak dla mnie nie zbyt oryginalna i dało się to chwilami odczuć. Idąc dalej, powiem, że książka nie zleciała mi szybciutko, a jednak w pewien sposób się dłużyła. Nie wiem, czy winę mogę zrzucić na szkołę, ponieważ wtedy był to jeszcze luźny tydzień, a ja po przeczytaniu 100 stron, nie dałam rady więcej.

„Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym.”

Książkę przeczytałam dość dawno, bo z trzy tygodnie temu i miałam wiele chwil na przemyślenie oraz ocenienie jej dość szczerze i tak... od serca. Zapoznałam się już z tomem numer dwa i na pewno sięgnę po ten z numerem trzy, cztery oraz pięć, ale czy jestem wielką fanką tej serii, to na razie sama nie wiem. "Miasto Kości" zebrało wiele pozytywnych recenzji, a ja trochę się na nim zawiodłam, ale nie do końca. Trudno mi jest sprecyzować moje zdanie, z jednej strony ciekawi mnie dalszy ciąg wydarzeń, ale przeraża mnie te pięćset stron, każdej kolejnej części.

O bohaterach powiem niewiele, a zarazem dużo. Tutaj bardzo spodobał mi się taki Jace, lekko arogancki i zadziorny, czasami mnie rozśmieszał, rzadziej irytował, ale szczerze powiedziawszy zawsze coś się działo i z jego postacią nigdy się nie nudziłam. Co powiem o nudnej Clary? Rzadko zdarza się, że nie polubię, a wręcz będę nienawidzić głównego bohatera, który jest z nami zawsze. Teoretycznie główną postać tej książki mogę zaliczyć do tych mniej lubianych, ale nie znienawidzonych, bo zaczęła mnie irytować dopiero pod koniec pierwszej części/na początku drugiej. Chwilami wydawała się mi dość pusta, nudnawa i monotonna, a przede wszystkim, stworzona na pewien schemat, który jest teraz w co drugiej młodzieżówce.

"Miasto Kości" zdecydowanie ma w sobie to coś. Po skończeniu lektury, byłam całą historią zauroczona i koniecznie pragnęłam przeczytać kolejne tomy. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, mój entuzjazm opadał i nawet film nie był już taka atrakcyjnością, jak wtedy. Po przemyśleniu całej książki, historii i pomysłu, stwierdzam, że lektura na pewno nie jest zła i okropna, ale wybitna też nie. Wiele osób porównuje ją do Harry'ego Pottera, czy Igrzysk Śmierci, a ja nie na pewno się z tym nie zgodzę.

Podsumowując: "Miasto Kości" nie było nudne, ani złe, ale wciągające i wspaniałe, również. Raczej przeciętne, ale bliżej mu do tych pozytywnych słów. Główna bohaterka nie przypadła mi do gustu, a oczarowanie i zauroczenie tą sagą trochę mnie opuściło, więc myślę, że gdybym za recenzję wzięła się od razu po przeczytaniu książki, byłaby ona pozytywniejsza. Teoretycznie lektura była przyjemna, ale nie wciągnęłam się tak, aby przestać oddychać, co uważam za priorytet jeśli chodzi o ocenę wspaniałych książek. Szczerze powiedziawszy "Miasto Kości" jest świetną pozycją, z dość barwną historią, ale gdyby lepiej się temu wszystkiemu przyjrzeć dostrzega się kilka błędów, a zdecydowanie działanie na schemacie. Pomimo tych wszystkich minusów, jestem dalej ciekawa co autorka przygotowała nam w tomie trzecim, więc jak najbardziej sięgnę dalej.

MOJA OCENA: 7/10*

*za Jace'a (normalnie byłoby 6/10)

środa, 25 września 2013

#89 - "Dotyk Julii" - Tahereh Mafi

22 komentarze:






Okładka: miękka
Ilość stron: 331
Wydawnictwo: Otwarte
Cena: 34,90 zł
Data premiery: 2012 rok









Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha. Mój dotyk zabija. Mój dotyk to moja siła.

Od dość głośnej premiery "Sekretu Julii", miałam wielką (OGROMNĄ!) ochotę na zaczęcie tej serii. Książka wpadła do mnie przypadkiem, musiałam na nią poczekać jedynie jeden weekend, a po tych dwóch dniach (które były straszne!), koleżanka pożyczyła mi swój nowy nabytek. Wreszcie mogłam w spokoju zobaczyć, czy "Dotyk Julii" jest tak dobry i tak wciągający, jaki był dla wielu recenzentek, które podzieliły się ze mną swoim zdaniem .

Zaczynając od wszystkich plusów książki, powiem, że bardzo spodobały mi się przekreślone wyrazy, zdania, a czasami całe akapity, które ukazywały myśli, przemyślenia, a często to co Julia pragnęła lub chciała ukryć. Spodobała mi się ta forma, ponieważ nigdy jeszcze nie spotkałam się z taką w jakiejkolwiek książce, więc tu byłam miło zaskoczona i od razu polubiłam  te wykreślone fragmenty. 

„Nie możesz mnie dotknąć – szepczę. Kłamię – oto, czego mu nie mówię. Możesz mnie dotknąć – oto, czego nigdy nie powiem. Proszę, dotknij mnie – oto, co chcę powiedzieć”.

Oczywiście książka nie oczarowała mnie, przez same kreski na wyrazach. O nie! Podstawową rzeczą, za którą wręcz pokochałam  Tahereh Mafi, jest pomysł na cała fabułę, ale oczywiście pod uwagę biorąc wielki dar Julii, który z jednej strony mnie zaintrygował, z drugiej odrzucił, a z trzeciej, no właśnie... zauroczył? Być może mam mały "staż książkowy", więc wiele książek, pomysłów, przygód, czy bohaterów, wydaje mi się oryginalne, a tak naprawdę jest ich pełno na rynku. Nie mniej jednak, ja jeszcze nie spotkałam się z taką koncepcją, z taką bohaterką oraz z takim darem, więc jak już wiecie mnie książka zauroczyła, porwała i teraz zmusza do kupienia części numer dwa.

Minus? Jakie minusy? Jedynym jest oczywiście to, że te 331 stron zdecydowanie za szybko mi minęły. Z jednej strony chciałabym, aby "Dotyk Julii" był grubiutki, ale jednak nie wiem, czy spodobałby mi się wtedy równie dobrze jak teraz. Jestem bardzo ciekawa, co autorka zafunduje nam w części drugiej, ponieważ jak widzicie jestem zauroczona całą fabułą, piórem Tahereh Mafi oraz samą Julią.   

Podsumowując:"Dotyk Julii" jest jedną z ciekawych i niezapomnianych książek. Uważam, że książka jest warta swojej ceny. Dwa wieczory wystarczyły mi, aby zapoznać się z całą książką, która uważam za arcydzieło. Autorka odwaliła dużo dobrej roboty, a ja myślę, że każdy powinien się z nią zapoznać. Oczywiście lektury nie mogę porównać do "Harry'ego Pottera", czy "Igrzysk Śmierci", ale mam nadzieję, że zapadnie mi ona w pamięci na długo, gdyż uwielbiam każdy jej fragment i dopiero teraz zauważyłam, że nie mam się do czego przyczepić, co bardzo rzadko zdarza się podczas czytania, popularnych i młodzieżowych lektur. Polecam każdemu, kto chętnie spędzi kilka chwil z dobrze napisaną oraz przemyślaną książką, oczywiście ten czas jaki jej poświęcicie może być dość krótki, jeśli połkniecie ją w całości, jak ja.


MOJA OCENA: 10/10

niedziela, 22 września 2013

#88 - "Jutro" - John Marsden

25 komentarzy:






Okładka: miękka
Ilość stron: 269
Cena: 31, 90 zł
Wydawnictwo: Znak
Wydanie oryginalne: 1993 rok
Wydanie w Polsce: 2011 rok 








Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli. Okazało się, że naszego świata już nie ma. Że nie ma już żadnych zasad. A jutro musimy stworzyć własne.

Kiedyś znalazłam  tę książkę w mojej szkolnej bibliotece i po prostu odłożyłam ją znów na półkę. Jakoś nie spodobał mi się tytuł, opis i nie kojarzyłam tej serii, więc dałam sobie z nią spokój. Dopiero później po przeczytaniu kilkunastu recenzji, doszłam do wniosku, że muszę znaleźć i przeczytać całą serię, ale zapomniałam, że lekturę mam pod samym nosem, w bibliotece szkolnej. Czekając całe wakacje, wreszcie we wrześniu mogłam wypożyczyć tę książkę i zobaczyć, czy jednak moje pierwsze myśli z nią związane były słuszne, czy nie. 

"Nie ma już żadnych zasad"

Nie trzymając Was w niepewności, powiem, że odkładając po raz pierwszy "Jutro" na półkę, popełniłam straszny błąd. Gdybym przeczytała ją wcześniej, szybciej zabrałabym się za kolejne części i zrobiłabym to w wakacje, gdzie nie miałam ograniczonego czasu. Pierwsza część tej dość długiej sagi minęła mi szybko, ale w niektórych nudnawych momentach strasznie mi się dłużyła. 

Każdy moment, każde wydarzenie oraz każda postać, były świetnie przedstawione i wykreowane, a w tych chwilach, gdy mieliśmy się bać, autor bardzo dobrze się za to zabrał i ja przeżywałam wszystko wraz z nieustraszoną siódemką (później ósemką). Cała książka była bardzo realistyczna, nie wyczułam w niej żadnych sztucznych momentów, ani nic wplatanego na siłę. Barwni bohaterzy, ciekawe wydarzenie? Tu nic nie mogło pójść nie tak.

"Wczoraj byliśmy jeszcze zwykłymi nastolatkami, dziś zmagamy się z wojną."

Pomimo tego, że książka naprawdę mi się podobała i wciągnęłam się w całą jej historię, to niestety tylko w pewnych momentach. Początek był dość nudny, albo tylko mi się tak wydawało, gdyż cały czas zastanawiałam się kiedy coś zacznie się dziać, kiedy rozpocznie się wojna. Gdy już weszliśmy w całą tę fabułę i kolejne ryzykowne decyzję podejmowaliśmy już wraz z bohaterami, autor książki dodał nam kilka, moim zdaniem, nie potrzebnych wydarzeń, czy scen. Czasami miałam wrażenie, że po przeczytaniu danego rozdziału, nie zrobiłam kroku w przód, tylko dwa w tył.

Podsumowując. Lektura okazała się świetna, bohaterzy z charakterem i osobowością, a wydarzenia idealne przemyślane i świetnie przeniesione na kartkę. Pomimo tego, autor jednak wprowadził kilka scen (dla mnie) nie potrzebnych, przez co chwilami się nudziłam, to świetnie się bawiłam poznając Ellie i innych. Polecam, każdej osobie, która szuka kolejnej, wciągającej i długiej sagi, która zachwyci ją i porwie w swój świat. Lekturę będę miło wspominać i choć dość długo muszę czekać na następne tomy (kolejki) to gdy już będę je miała, z chęcią poznam dalsze losy głównych bohaterów.

MOJA OCENA: 8,5/10 


środa, 18 września 2013

#87 - "Numery. Przyszłość" - Rachel Ward

14 komentarzy:





Okładka: miękka
Ilość stron: 278
Cena: 29,90 zł
Wydawnictwo: Wilga
Wydanie oryginalne: 2011
Wydanie w Polsce: 2012









Jest rok 2029. Adam, Sara i mała Mia są wreszcie razem, ale ciągle uciekają. Wyczuwają wokół siebie rosnące zagrożenie. Adam widzi w oczach ludzi numery – daty śmierci. Mia ma także dar. Podczas pożaru zmieniła swój numer. Czy to znaczy, że może każdemu ukraść jego numer i życie? Co będzie, gdy znajdzie się ktoś, kto chciałby żyć wiecznie.

Wreszcie wyczekiwana przez Was recenzja ostatniego tomu Numerów. Szczerze powiedziawszy nie wiedziałam jak się za nią zabrać. Dlaczego? Bardzo zżyłam się z bohaterami i bałam się mojej reakcji na koniec sagi, dlatego postanowiłam jakoś rozłożyć tę lekturę, by przedłużyć sobie pozostanie w tym świecie (niestety w ogóle na kilka dni porzuciłam Numery, bo dilerka dała mi "Miasto Kości", ale ciii...). Na książkę poświęciłam tylko dwa popołudnia, była ona dość krótka, ale ja nie poczułam niedosytu (bo od razu zabrałam się za moje ukochane Miasto Popiołów, znowu ciii...) i nie zareagowałam żadnym kacem po książkowym, czy histerią.

Pomimo tego, że nie rozpaczałam to jednak całą serię uważam za wspaniałą i będę ją miło wspominać. Miałam tam jakąś chwilę zastanawiania się, czy bohaterzy dobrze postąpili w różnych, dość kryzysowych sytuacjach? Czy ich życie byłoby inne, gdyby postanowili inaczej? Ale wszystkie moje jakiekolwiek wątpliwości, od razu mijały, ponieważ w stu procentach pokochałam tę historię i każde wydarzenie zaakceptowałam.

Teraz mogę już śmiało powiedzieć, że moją ulubioną częścią z całej sagi, był tom  2 - "Numery. Chaos". Był on najdłuższym tomem i chyba najbardziej wciągającym. Różnił się wiele od części pierwszej, a ostatnia książka serii, była bardzo podobna do tej drugiej, więc nie wyczułam tej zmiany, jaka towarzyszyła mi przy poznawaniu tomu numer 2.

Pomimo tego, że między środkowym, a ostatnim tomem nie było wielkiej przepaści zmian, nie znaczy, że "Numery. Przyszłość" nie zaintrygowały, ani nie wciągnęły. Tym razem mieliśmy chyba jeszcze więcej zagadek, snów Sary oraz problemów z jakimi bohaterowie musieli się zmierzyć. Powili zaczęło do mnie dochodzić to, że seria dobiega końca, więc przy czytaniu ostatnich rozdziałów skupiłam się na zachowaniu bohaterów. Być może w ostatniej chwili zdałam sobie z tego sprawę, ale tym razem odczułam ten młody wiek bohaterów. Sara w wieku 16 lat urodziła już dziecko, a Adam zatroszczył się o nią i jej potomka oraz braci. W tak młodych latach, postacie, a zwłaszcza głowny bohater stworzył prawdziwą rodzinę, a dla niektórych dorosłych wydaje się to niemożliwe, gdzie osiemnastoletni chłopak zdał ten egzamin na 6. Autorka przez całą serię, "mydliła" nam oczy, a ja czułam się jakbym czytała o przygodach dorosłego i dojrzałego mężczyzny.

Podsumowując. Książka zamykająca serie została świetnie (tak jak dwie poprzednie) napisana i czuję, że polubiłam styl i pomysł autorki. Polecam Wam wszystkim sagę "Numery", która dla mnie okazała się wspaniała i trafiła do moich ulubionych serii. Ja w stu procentach poddałam się urokowi wszystkich tomów i mam nadzieję, że Was również porwie ten wspaniały świat.  Ogólnie nie płaczę przy książkach, ale istnieją wyjątki. Niestety saga "Numery" pomimo tak wysokiej oceny, nie została przeze mnie "przepłakana", a koniec potraktowałam jako zakończenie dobrego dnia, który być może się kiedyś powtórzy :)

MOJA OCENA: 9/10

sobota, 14 września 2013

#4 - Stoisk jesienny

22 komentarze:

Witajcie! Nie odzywałam się prawie tydzień ( no dobra, 5 dni), ale już zatęskniłam za Wami. Wczoraj pisałam recenzje, ale jakoś mi wena ubyła, wiec dziś przychodzę do Was ze stosem :)

Środek, od góry:
- "Cień Wiatru" - Carlos Ruiz Zafón - kupione w Emipku
- "Miasto Popiołów" - Cassandra Clare - od mojej dilerki
- "Niebieskie nitki" - Małgorzata Gutowska-Adamczyk - z biblioteki miejskiej
- "Numery. Przyszłość" - Rachel Ward - z biblioteki miejskiej
- "Światła Września" - Carlos Ruiz Zafón - z biblioteki miejskiej
- "Mroczne Wzgórza" - Patrick Carman - z biblioteki miejskiej
- "Trucicielka" - Eric-Emmanuel Schmitt - z biblioteki szkolnej
- "Dziecko Noego" - Eric-Emmanuel Schmitt - z biblioteki szkolnej
- "Kamienie na szaniec" - Aleksander Kamiński - z biblioteki szkolnej
- "Jutro" - John Marsden - z biblioteki szkolnej

Od lewej:
- "Listy do Boga" - Patrick Douqhtie i Johu Perry - z głównej biblioteki miejskiej
- "Szeptem" - Becca Fitzpatrick - z głównej biblioteki miejskiej
- "Dreszcz" - Jakub Ćwiek - z głównej biblioteki miejskiej

Od Prawej:
- "Nasze Szczęsliwe Czasy" - Gong Ji-Young - z wymiany
- "Wróg" - Charlie Higson - z wyprzedaży w Carrefourze, za 6.99 zł

Jak widzicie mój leń sierpniowy mnie opuścił, ale teraz też nie jest dobrze. Lekko mnie przeraża ten stos, a nadchodzący tydzień będzie wielkim sprawdzeniem: 6 kartkówek, jedne sprawdzian, w szkole do 16, jak wcześniej to pewnie dojdzie jakieś kółko, chór, czy coś w tym stylu. Planuję przeczytać minimum 3 książki z tego stosu przez te 5 ciężkich dni, mam nadzieję, ze mi się uda oraz nabazgrać z jedną recenzję, lub chociaż "posta śmiecia" :) Ograniczam kupowanie, wypożyczanie, pożyczanie i myślę, że jakoś mi się uda to wszystko przeczytać, niedługo czeka mnie wycieczka do Warszawy, więc 3h w autokarze spędzę zapewne z lekturą :D

Pozdrawiam Was gorąco <3

poniedziałek, 9 września 2013

#86 - "Numery. Chaos" - Rachel Ward

12 komentarzy:




Okładka: miękka
Ilość stron: 380
Cena: 27,49 zł
Wydawnictwo: Wilga
Wydanie oryginalne: 2010
Wydanie w Polsce: 2011











Coś się zbliża... Coś gigantycznego. Coś złego. Gruzy, woda, ogień, chaos? Prawdziwe piekło. 1 stycznia 2027 roku w Londynie stanie się coś strasznego. Zniknie całe miasto. Zginą miliony ludzi. Adam to wie, bo jak jego mama Jem widzi w oczach ludzi datę śmierci. A prawie wszyscy wokół mają ten sam numer: 112027. Co to będzie? I co Adam może zrobić?

Jak wiecie, część pierwsza tej trylogii bardzo przypadła mi do gustu, więc koniecznie musiałam zapoznać się z kolejnym tomem. Postanowiłam podejść do niego z dystansem, ponieważ miałam lekkie obawy. Chciałam książkę przez siebie "przemielić", a nie połknąć od razu, ponieważ miałam co do niej wiele wątpliwości. Niestety prawie całą lekturę pochłonęłam w jedną noc, a ostatnie 70 stron zostawiłam, by towarzyszyła mi przy porannej i (jeszcze wtedy) wakacyjnej kawie.

Bardzo zżyłam się z główną bohaterką - Jem, niestety muszę Was, miłośników tej postaci, zmartwić. W drugiej części poznajemy jej syna - Adama, i to mu towarzyszmy, przez całą książkę. Na początku uważałam, że teoria "Drugie - gorszę" będzie prawdziwa i nie polubię "nowego" bohatera. Po tym gdy zakończyłam książkę, a trwało to kilka godzin, pomyślałam, że byłam bardzo głupia, ponieważ lektura okazała się strzałem w dziesiątkę.

Moim zdaniem Rachel Ward potrafi pisać super książki, kreować wspaniałych bohaterów i wymyślać ciekawe wydarzenia oraz wątki. Pomimo tego, że jestem na razie po dwóch jej dziełach, to muszę powiedzieć, ze jednak różnił się one od siebie, ale oba mnie zachwyciły. Chociaż druga część miała być kontynuacją pierwszej, to jednak moim zdaniem nie wyszło. Czasami były przypominane nam wydarzenia z "Numery. Czas uciekać", ale myślę, że nie były one ważne i każdy kto zacząłby od części drugiej, nie czułby się zagubiony. 

W tej części poznajemy kolejną, ważną postać, którą bardzo polubiłam. Sara okazała się opiekuńcza i po części szalona, co mi zaimponowało. Nie mniej jednak, zdradzę wam, że wprowadza ona pewne zamieszanie do życia naszego głównego bohatera, więc nudzić się z nią nie będziemy. Mogliśmy czytać bardzo dużo rozdziałów z jej perspektywy, co pomogło nam ją poznać, polubić, ale również zrozumieć jej wybory, czy przekonania.

Jeśli tak jak ja, często myślicie, że jeśli pierwsza książka okazała się świetna - druga będzie dnem, to ta książka jest idealna, by zerwać z takimi przekonaniami. Jak już pisałam, pochłonęłam ją w jedną noc i od razu sięgnęłam po część trzecią. Lektura odbiega od pierwszej części i zdecydowanie jest podobniejsza do ostatniego tomu, więc uważam, że każdy z Was swą przygodę z ta historią może zacząć od "Numery. Chaos". Polecam wszystkim, którzy mają ochotę na kolejną, wciągająca i świetną historię, która jest dość oryginalna oraz dobrze napisana. 





MOJA OCENA: 9/10



środa, 4 września 2013

#85 - "Zeznania Niekrytego Krytyka" - Maciej Frączyk

17 komentarzy:





Okładka: miękka
Ilość stron: 139
Cena: 30, 99 zł
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Wydanie: 2012 rok 










Książka dla wielbicieli Macieja Frączyka, czyli Niekrytego Krytyka – polskiego władcy YouTube (prowadzi program Przemyślenia Niekrytego Krytyka), krytyka: filmów, seriali, gier, książek i reklam, a także internetowych celebrytów. Świetnie napisane, zabawne i ciekawe obserwacje z życia, zilustrowane satyrycznymi rysunkami i kodami do internetowych filmów Autora na YouTube. Książka dla młodszych i starszych, w której znajdą się wyznania Krytyka na temat języka młodzieżowego, edukacji szkolnej i seksualnej, poszukiwaniu sensu życia i życiowych wyborów, kobiet, subkultur młodzieżowych itd., a także jego życiowej pasji, tego, kim chciałby być, gdyby nie robił tego, co robi.

Nie należę do osób, które nałogowo oglądają filmik na YouTube, ponieważ samoistnie nie mam na to czasu. Czasami w wolniejsze popołudnie, weekend, czy wakacje, zdarza mi się dłużej posiedzieć na czyimś kanale, ale swoich ulubionych vlogerów, czy vlogerek nie mam. Nie mniej jednak kilka osób oglądam już od dłuższego czasu, często nadrabiając kilka filmików pod rząd. Maciej Frączyk, czyli Niekryty Krytyk, prowadzi właśnie taki kanał, który oglądam już od prawie dwóch lat i powiem, że często odwiedzam go dla zabicia nudy, a nie z sympatii do żartów, czy tekstów, których często nie łapię, bądź wydają mi się nie śmieszne.

Zawsze chciałam przeczytać tę książkę ze względu na jej treść, bo jednak zastanawiałam się czy jest w niej coś fajnego, a jednocześnie pożytecznego, lub czy po prostu została wydana tylko i wyłącznie ze względu na zarobek. Od razu powiem, że od początku miałam wrażenie, że jednak lektura zobaczyła światło dzienne dla tego drugiego powodu. Nie byłam od razu "na tak", ponieważ jakoś nie łapałam tej całej idei samej książki, oraz jej wykonania. Pomimo słabego początku, który zniechęcił mnie do dalszego czytania, brnęłam dalej gdyż ilość stron naprawdę do tego zachęcała.

Po pierwszym rozdziale, który był bardziej "śmiesznym" i jak dla mnie niepotrzebnym, dość nudnawym wstępem, zaczyna się dziać coś konkretnego i dość ciekawego. Muszę wam powiedzieć, że "Zeznania Niekrytego Krytyka" zostały tak fajnie wydane i napisane, że każdy się w nich połapie, ponieważ temat rozdziału, śmieszne sytuację, bądź teksty, są jak najbardziej widoczne, co ułatwia czytanie. Czasami miałam wrażenie, że książka (gdyby nie dość kontrowersyjne tematy w niej podejmowane), była przekazana dla dzieci, ponieważ została napisana łatwym, niekoniecznie wybitnym językiem, co dla niektórych jest plusem, dla reszty minusem. Dla mnie w pewnych momentach zdecydowanie tym drugim.

Maciej Frączyk skierował tę książkę zdecydowanie i w stu procentach do młodzieży. Teraz dopiero zrozumiałam, dlaczego dla mnie styl pisania i słowa jakich używał, były zbyt pospolite. Oprócz tego wielkim plusem są tematy jakie autor poruszył w swojej debiutanckiej książce, ponieważ nigdy nie czytałam tak wielu zdań i słów, które mnie zmobilizowały. Bardzo spodobał mi się rozdział poświęcony naszemu hobby, bo sama odczuwam, że ludzie którzy mnie otaczają są nudni, monotonni i "szarzy" ze względu na to, ze jak wiele innych rówieśników, ich zainteresowania to facebook. Inne działy również przykuły mą uwagę, ponieważ zostały przedstawione czarno na białym, w prosty, bez cenzuralny sposób, ale z humorem, co przyciąga wielu fanów do sięgnięcia po dzieło ich idola.

Podsumowując. Książka najwyższych lotów nie jest, ale uwierzcie, ze moim zdaniem, nawet własnych opinii nauczycieli, na dany temat nie usłyszycie, ponieważ takich rzeczy nie mówią i nie uczą w szkole, a powinni, bo chodzi o nas samych. Jest poruszane wiele młodzieżowych tematów, o których chcemy czytać i nas ciekawią. Pomijając początek, wciągnęłam się i to bardzo. Nie wiem, czy będziecie zadowoleni, ponieważ wykonanie nie jest w stu procentach dobre, ale pomysł jest ciekawy i oryginalny, przynajmniej ja jeszcze takiej książki nie czytałam. Kilka tekstów dla mnie było nie zrozumiałych, czasami nie chwytałam żartów Niekrytego, a częściej po prostu mnie nie śmieszyły, tylko zdziwiły, bo jak dla mnie z pewnych tematów śmiać się nie powinno. Ale i zdarzały się chwilę, gdy i u mnie pojawiał się uśmiech na twarzy, a to rzadkość, jeśli chodzi o dowcipy Macieja Frączyka.

MOJA OCENA: 7/10

niedziela, 1 września 2013

#7 - Podsumowanie miesiąca: sierpień (i kilka słów o wakacjach)

17 komentarzy:

Niestety dziś przeżywamy chyba najgorszy dzień w naszym życiu - 1 września, choć dopiero jutro rozpoczynamy szkołę, to ja i tak jestem już zmęczona i chcę wakacji! Jak już pisałam w poprzedniej notce w tym roku czeka mnie zdecydowanie więcej, więcej i jeszcze raz więcej ciężkiej pracy. Czas dostać się do dobrego liceum, na dobry profil. Ale na razie powinnam się cieszyć tym ostatnim południem wakacji i pierwszym, wolniejszym tygodniem szkoły. Jako iż rozpoczęliśmy dziś nowy miesiąc, to wypadałoby podsumować ten ostatni. Sierpień, jak i całe wakacje, miną mi bardzo szybciutko, ale niestety tym razem nie pobiłam swojego rekordu. Książek przeczytałam 11, co dla mnie jest słabym wynikiem jeśli chodzi o wakacyjny czas (troszkę złapał mnie leń ^^). 

- "Harry Potter i Książę Półkrwi" - J. K. Rowling
- "Hyperversum" - Cecilia Randall
- "Harry Potter i Insygnia Śmierci" - J. K Rowling
- "Pretty Little Liars. Olśniewające" - Sara Shepard
- "Pretty Little Liars. Rozpalone" - Sara Shepard
- "Telefon o północy" - Tessa Gerritsen
- "Numery. Czas Uciekać" - Rachel Ward
- "Dziewczyny z Hex Hall" - Rachel Hawkins
- "7 razy dziś" - Lauren Oliver 
- "Zeznania Niekrytego Krytyka" - Maciej Frączyk
- "Numery. Chaos" - Rachel Ward

W tym miesiącu przeczytałam 5129 stron, czyli ok. 166 dziennie. Troszkę gorzej, niż w lipcu, ale nie ma co dramatyzować :3
Najbardziej podobały mi się: "HP 6 i 7"; "PLL 11 i 12"; "Numery"; "Zeznania..."; "7 razy dziś";
Najbardziej zawiodłam się na: "Telefon o północy"; "Dziewczyny z Hex Hall";
Najszybciej czytało mi się: "HP 6 i 7"; "PLL 11 i 12"; "Numery"; "Zeznania...";


Krótko o tym co działo się w sierpniu? Zdecydowanie lepiej wspominam tę pierwszą połowę wakacji, ponieważ w sierpniu zaczęłam lekko dramatyzować, jeśli chodzi o powrót do szkoły, ale również złapał mnie straszny leń i gdy mogłam czytać, szłam zrobić sobie tosty ;3 Starałam się być na waszych blogach, komentować, ponieważ jak wiecie w roku szkolnym nawał zajęć może mi w tym przeszkodzić, ale nadrabiać będę! Mam coraz więcej obserwatorów, oraz polubień na fb, więc jest dobrze, a już powoli, małymi kroczkami zbliżamy się do roczku bloga :) Wróciłam do Hogwartu, odświeżyłam swojego "Potterheadsa", który gdzieś tam był ukryty. Igrzysk po raz setny nie przeczytałam, ale muszę to zrobić, bo niedługo premiera "W pierścieniu ognia". 

Wakacje minęły mi strasznie szybko, odpoczęłam, ale chcę więcej :) Jedynym plusem powrotu do szkoły są książki z biblioteki, których jeszcze nie przeczytałam (istnieją takie?), no i nie marnowanie czasu na byle pierdołki, oraz docenianie weekendów. Te dwa miesiące wspominam bardzo dobrze, od strony książkowej (28 książek :3) oraz prywatnej. Nie jestem jeszcze psychicznie przygotowana na trzecią klasę gimnazjum, ale jakoś to będzie. Dziękuję za tyle miłych i podnoszących na duchu komentarzy pod ostatnią notką. Jeśli będzie czas zwątpienia, poczytam je i mam nadzieję, że wtedy będzie dobrze :)  

Nie będę się znów rozpisywać, ale ja czuję się jakbym całą tą moją ukochaną wiosnę i cieplutkie lato przespała. Nie lubię jesieni i mroźniej zimy, ale kubeczek, cieplutkie skarpetki i dobrą książkę jak najbardziej. Zaraz kończę gimnazjum, bardzo szybko mi zleciały te dwa lata i mam nadzieję, że ten ostatni również, bo ja chcę wakacje 2014 :) Myślę, że dobrze zagospodarowałam ten czas dwóch miesięcy, pomiędzy lekcjami, kartkówkami, egzaminami i konkursami, będę miło i ciepło go wspominać. 

Zawsze są jakieś plus, co nie?

Ponownie życzę wam miłego roku szkolnego, żeby leciał szybciutko, dobrych ocen i wspaniałych przygód, jeśli takowe się zdarzyć mogą :) A każdemu bibliofilowi, który wakacje ma jeszcze przez miesiąc, aby ich nie zmarnował i czytał, czytał, czytał! :D 


Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D