wtorek, 30 grudnia 2014

5 komentarzy:
Jesteście gotowi?


Nie chcę zaczynać tego postu od słów "Kiedy to zleciało?", ale naprawdę jestem w szoku tym jak szybko leci czas. Jak zaskakujące bywa życie. I to jak wiele mnie spotkało w tym roku, który niestety (lub stety) już odchodzi. 

W 2014...

Nie przeczytałam tylu książek co w 2013 (100). Ale dane było mi poznać naprawdę fajne i zaskakujące pozycje. Przeczytałam ich tylko (a może aż?) 54, ale czy to ma jakieś znaczenie? Czytałam wtedy kiedy mogłam, kiedy miałam na to ochotę, czas i możliwość. Pocieszające jest to, iż kilkukrotnie pobiłam rekord tego ile powieści przeczytał "typowy Kowalski", a to co poznałam, zapamiętałam i ile się z tego nauczyłam należy tylko i wyłącznie do mnie :)

Rok nie należał tylko do czytania książek. Uczestniczyłam w III Białostockich Targach Książki (relacja), które bardzo miło wspominam i już odliczam dni do kolejnych. Napisałam egzaminy gimnazjalne, których potwornie się bałam (z perspektywy czasu dostrzegam jaka byłam głupia, to nic strasznego). Na wakacjach miałam możliwość spotkać się po raz pierwszy z Asią - nie tylko czytelniczką mojego bloga, ale również bliską koleżanką. Dostałam się do wymarzonego liceum na profil politechniczno-inżynierski i jestem z tego powodu bardzo dumna. Być może nauka czasami zabiera mi czas na czytanie, ale jestem bardzo zadowolona i gdybym miała wybierać raz jeszcze - poszłabym do tej samej szkoły. Razem z nowym liceum, poznałam wspaniałych ludzi, z którymi uczęszczam do tej samej klasy. Każdy dzień w szkole wraz z nimi jest o wiele przyjemniejszy. Oprócz tego w 2014 roku mogłam wreszcie poznać filmową wersję Gwiazd Naszych Wina oraz Kosogłos cz. 1. Były to premiery, których wyczekiwałam i zdecydowanie nie wyszłam zawiedziona z kina. W tym roku spróbowałam tak dużo rzeczy: od niebieskich włosów po naukę podstaw programowania w języku C++ (mól książkowy na rozszerzonej informatyce). Gdyby ktoś 12 miesięcy temu powiedziałby mi o tym, zdecydowanie usłyszałby tylko mój głośny śmiech.




W 2015...

Planuję o wiele więcej (w miarę możliwości) czytać. Mobilizować się do regularnego recenzowania oraz w miarę przystopować z kupnem książek. Chcę się rozwijać. Nie tylko książkowo, ale również "życiowo". Myślę, że ten rok będzie dobry czasem na wiele, wiele zmian (ha ha ha, zobaczymy jak to będzie). Wzięłam udział w wyzwaniu Przeczytam 52 książki w 2015 roku (Wy też możecie wziąć udział - tu), ale wiecie co? Planuję o wiele więcej. Chcę więcej spać, mniej korzystać z internetu, więcej oddychać i po prostu żyć. Nie narzekać, nie marudzić, nie być smutną. Być szczęśliwą i codziennie doceniać ludzi jakich mam. 

A Wam...

Chcę złożyć najserdeczniejsze życzenia, aby ten rok był zaskakujący, bardzo "czytelniczy" i przede wszystkim dobry. Abyście mieli mało problemów i dużo papierowych (nie tylko!) przyjaciół. Wielu niezapomnianych chwil, które będzie wspominać przez długie, długie lata i oczywiście, aby wszystkie Wasze postanowienia noworoczne się spełniły. Wspaniałej imprezy sylwestrowej (moja zapowiada się świetnie) i miłej końcówki przerwy świątecznej ;)

Prawdopodobnie wezmę w tym udział, zapowiada się ciekawie. A Wy?

poniedziałek, 29 grudnia 2014

#131 - "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" - Regina Brett

2 komentarze:



Tytuł: Bóg zawsze znajdzie Ci pracę 
Autor: Regina Brett
Okładka: twarda
Ilość stron: 361
Cena detal.: 34, 90 zł
Wydawnictwo: Insignis
Wydanie zagraniczne: 2014 rok
Wydanie polskie: 2014 rok





Kolejne 50 lekcji. Kolejne 50 rozdziałów. Kolejne nauki, pouczenia, rady. Kolejne wartościowe historie. Kolejne długie opowieści. Kolejne dzielenie się doświadczeniem z czytelnikami. Kolejne 300 stron świetnie napisanego tekstu. Kolejna książka. Ta sama autorka. Ten sam motyw przewodni. A Bóg? On dalej nie mruga.  

"Nie wszystko, co się liczy, jest policzalne" 

Po raz trzeci spotkałam się z twórczością Reginy Brett. Muszę przyznać, że znów zostałam zaskoczona. Nie tylko wspaniałymi lekcjami, lekkim piórem autorki i miłością, która bije z każdej strony, ale również tym w jakim okresie dane było mi zapoznać się z tą pozycją. Poznałam już 150 lekcji, czyli wszystkie, które ukazały się do tej pory. Każda tak bardzo cenna, przemyślana i zapewne ważna do przestrzegania. W tym tomie autorka skupiła się na naszym życiowym spełnieniu. Nie należy sugerować się tytułem, ponieważ w książce nie jest mowa tylko o pracy, ale również o naszym postrzeganiu zarobków, naszym podejściu do tego i naszych prywatnych odczuciach. Regina Brett jest aniołem, takim, który potrafi wejść do naszych serc, poznać nasze lęki i obawy, aby następnie w swoich książkach umieścić odpowiedzi jak się ich pozbyć. To świetne uczucie, czytając o czymś co nas dotyczy i w tym samym momencie znajdując rozwiązanie tych problemów. Takie właśnie są książki tej zaskakującej i doświadczonej kobiety, która ma swoją misję w życiu - dzielić się wszystkim z innymi. Wydając takie poradniki, myślę, że świetnie sprawdza się w swojej roli. 

"Daj innym drugą szansę zrobić pierwsze wrażenie" 

Przekazem tej książki oraz rolą wszystkich dzieł Reginy Brett zachwycałam się już w recenzji jej debiutu - Bóg nigdy nie mruga. Te 50 rozdziałów motywuje do dalszej pracy, do dalszej realizacji swoich marzeń i pragnień. Zdecydowanie pomaga nam ruszyć z miejsca oraz "zawalczyć" o lepsze życie. Bóg zawsze znajdzie Ci pracę pomogło mi uwierzyć, iż tak naprawdę od nas zależy jak będzie wyglądać nasza codzienność. Obowiązki związane z pracą, bądź nauką, przytłaczają nas, powodują, że stajemy się smutni i nie zadowoleni z życia. Regina Brett radzi nam abyśmy w tej szarej, codziennej monotonności spróbowali znaleźć promyk nadziei oraz szczęścia. Nie da się? Poszukaj alternatywy, znajdź miejsce, otoczenie i ludzie, którzy pomogą Ci w miłej atmosferze spędzić dzień, miesiąc, a nawet lata w pracy. Nie wiemy jaki plan przygotował dla nas Bóg. 

"Zamiast próbować  być najlepszym na świecie, bądź najlepszy dla świata"

Staram się nie porównywać książek tych samych autorów. Każda z nich może być inna, zaskakująca i ciekawa, a wspaniałość najnowszej pozycji, może tylko zaniżyć ocenę debiutu. Jednakże nie zawsze mi się to udaje i czasami do głowy wkrada się taka myśl "Czy lepiej było to przedstawione w tamtej książce?". Bardzo podobnie było i w tym wypadku, ponieważ cały czas przypominałam sobie jak trzecia część, zawierająca pouczające lekcje, wypada na tle dwóch poprzednich. Wszystkie książki są fenomenalne. Każda z nich skupia się na innym aspekcie życia. Wszystkie pouczają i pomagają zmienić codzienność na lepszą (nawet jeśli jest już dobra). Jedyną różnicą, jaką udało mi się zauważyć było więcej nawiązań do Boga, niż we wcześniejszych tomach. Jednakże, ze względu na sam tytuł pozycji było to nieuniknione, a mi nie stanowiło problemu. Autorka coraz częściej posługiwała się również cytatami z Pisma Świętego. 

"Świat potrzebuje ludzi, którzy żyją pełnią życia."

Nieważne czy poznałeś wcześniejsze książki Reginy Brett. Nieważne czy wierzysz w Boga, czy nie. Nieważne na jakim etapie jesteś. Nieważne czy kochasz swoją pracę, czy może jej nienawidzisz. Nieważna czy za wszelką cenę chcesz zmienić swoją codzienność. To wszystko jest nieważne. Zatem, co jest ważne? Myślę, że każdy z nas odpowiedziałby w tym momencie inaczej, jednakże zachęcam Was abyście poznali odpowiedź Reginy Brett w książce Bóg zawsze znajdzie Ci pracę (i oczywiście nie tylko w tej). 

"To, co wygląda na koniec, może być nowym początkiem" 

MOJA OCENA: 10/10

Za książkę serdecznie dziękuję AIM Media

poniedziałek, 22 grudnia 2014

#130 - "Wybacz mi, Leonardzie" - Matthew Quick

4 komentarze:

Tytuł: Wybacz mi, Leonardzie
Autor: Matthew Quick 
Okładka: miękka
Ilość stron: 406
Cena detal.: 36,90 zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie zagraniczne: 2013 rok
Wydanie polskie: 2014 rok






Poznajcie go. Nieśmiałego, cichego, ale bardzo wartościowego chłopaka: Lenarda Peacocka. Nie różni się on niczym od innych nastolatków. Jeśli nie bierzemy oczywiście pod uwagę tego, że planuje odebrać sobie życie. Popełnić samobójstwo. Zniknąć z tego świata. Bo cierpi. Bo nikt go nie rozumie. Bo trzyma w sobie sekret i myśli, że to jedyne wyjście. Woli zamilknąć na zawsze, niż powiedzieć jedno zdanie. Opisać jedną historię. Jedno zdarzenie. Przed zatrzymaniem bicia własnego serca chce zrobić kilka ważnych rzeczy. Dać kilka prezentów. Uzyskać odpowiedzi na nurtujące go pytania. Zrobić coś, czego nigdy by nie dokonał. Odwiedza znajome twarze, mówi im ostatnie zdanie i wreszcie trzymając pistolet przy własnej skroni, ma nacisnąć spust. Ale czy tego dokona?


Umrzeć.
Umrzeć.
Umrzeć. 

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Matthew Quicka. Po zaskakującym Poradniku pozytywnego myślenia oraz wzruszającym Niezbędniku obserwatorów gwiazd widziałam, iż muszę dowiedzieć się, co autor ten ma jeszcze do pokazania. Wybacz mi, Leonardzie jest zdecydowanie inną książką, niż te wyżej wymienione. Nie opowiada o wielkiej miłości, ba, wątek romantyczny zajmuje tam tylko kilka stron. Przez całą lekturę, utrzymuje się w niej smutna i melancholijna atmosfera. Im bardziej zbliżamy się do Leonarda, poznajmy jego marzenia, uczucia, lęki i wydarzenia z życia, tym bardziej nie chcemy się z nim rozstawać.


Umrzeć.
Umrzeć.
Umrzeć.

Książka jest bardzo emocjonalna. Gra na naszych uczuciach, jakby były one parą skrzypiec. Raz doprowadza nas do granic złości, innym razem wzbudza w nas wielkie poczucie smutku, aby zaraz rozciągnąć nasze usta w wielki uśmiech. Takiej emocjonalnej paczki nigdy wcześniej nie dane było mi czytać, co wywołało u mnie nie lada zaskoczenie. Bardzo spodobał mi się przekaz autora oraz to w jaki sposób zbliżył nas do głównego bohatera i jego problemów, jednakże nie jestem pewna czy chciałabym to wszystko przeżyć jeszcze raz. 



Umrzeć.
Umrzeć.
Umrzeć.

Czego nauczyła mnie ta książka? Na pewno pokazała mi świat oczami osoby, która czuje się osamotniona, zagubiona i przestraszona. Dzięki temu, poznałam inny światopogląd i to jak na pewno nie powinniśmy radzić sobie z problemami. Oprócz tego, zauważyłam, iż często aspirujemy do towarzystwa osób, którym na nas nie zależy, a nie dostrzegamy tych, którzy szanują, darzą sympatią, a przede wszystkim liczą na nas i znają naszą wartość. Myślę, że takie prawdy, taki morał zawarty w tej książce, sprawia, iż wiele czytelników pokocha ją już od pierwszych stron i bardzo będzie żałować kiedy przełożą już tą ostatnią. 

Umrzeć. 
Umrzeć.
Umrzeć.

Wybacz mi, Leonardzie nie porusza tylko jednego tematu. Dzięki swojej indywidualności, zahacza o miliony innych i dzięki temu przybliża nas do świata niezrozumiałego nastolatka. Ale czy tylko do jego życia? Przecież każdy z nas ma w sobie coś z głównego bohatera. Nie tylko młodzież jest nieśmiała, nie tylko oni mają obawy i złe wspomnienia z przeszłości. Każdy z nas chciałby poznać odpowiedzi i rozwinąć wszystkie wątpliwości odnośnie swojego życia, swoich problemów i zmagań. Myślę, że książka nie jest skierowana tylko do nastolatków, bo jak wspomniałam wcześniej - każdy z nas się w niej odnajdzie. Wiek nie ma tu znaczenia. 

Umrzeć.
Umrzeć.
Umrzeć.

Nie wiem jak jeszcze mogę zachęcić Was do przeczytanie tej pozycji. Myślę, że po zapoznaniu się z recenzją będziecie albo już kochać tę książkę albo jej nienawidzić, lecz zdecydowanie każdy z Was musi poznać ją osobiście, aby wyrazić ostateczne zdanie. Ja zostałam mile zaskoczona, troszkę wykorzystana emocjonalnie i zdziwiona dość nijaką końcówką, ale całą powieść będę wspominać mile i z uśmiechem na twarzy. To było kilka godzin świetnej zabawy, poznanie innego życia, innych problemów i spojrzenia na świat troszkę pesymistycznym okiem. Polecam nie zależnie od wieku, płci, światopoglądu i podejścia do życia. Może Leonard podpowie Wam jak rozwiązać pewne problemu lub jak po prostu trzymać się od nich z daleka.

MOJA OCENA: 9/10 

wtorek, 2 grudnia 2014

2 lata!

3 komentarze:


Tak wiele ostatnio się u mnie dzieje, że naprawdę nie mam czasu tu zaglądać, a co dopiero pisać. Czytam, może mało, ale zawsze. Jednak nie dziś o tym...
Minęły już dwa pełne lata. 730 dni. Masa wieczorów spędzonych na czytaniu, jeszcze więcej nieprzespanych nocy ze względu na papierowych przyjaciół. To co dzięki blogowi poznałam i to czego doświadczyłam jest bezcenne. Tyle wspaniałych chwil i momentów, których nie potrafię opisać słowami. I mnie i Was nie obchodzą statystyki, więc nie będę ich tu pisać. Dziękuję każdemu, nie będę nikogo wyróżniać. Liczą się gesty (śpiewanie sto lat przed pp :D ) i wspaniałe słowa. Mam nadzieję, że przed nami jeszcze wiele takich lat i książek, i recenzji, i chwil, w których czujemy się nieskończonością...

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D