czwartek, 30 kwietnia 2015

#144 - "Odłamki" - Ismet Prcić

3 komentarze:


Tytuł: Odłamki
Autor: Ismet Prcić 
Okładka: miękka
Ilość stron: 427
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: SQN
Wydanie oryginalne: 2011-2012 rok
Wydanie polskie: 2015 rok




Niektóre książki są bardzo trudne. Ciężko nam jest je przeczytać i zrozumieć. Odebrać całą lekturę. Jednak gdy nam się to uda jesteśmy wprost zaskoczeni tym, jak wielki przekaz ma ta książka. Muszę powiedzieć Wam, iż bardzo podobnie było z Odłamkami. Po tej dość trudnej lekturze, wiem, że mogę powiedzieć tylko jedno: było warto.

Ismet kocha teatr, chce się umawiać na randki i pić wino z przyjaciółmi. Jednak żyje w Bośni, która rozdarta jest okrutnym konfliktem etnicznym. Musi uciekać. Po dramatycznych wydarzeniach zostaje uchodźcą, jednak ucieczka do amerykańskiego raju tylko pozornie jest wybawieniem...

Odłamki mają w sobie wszystko. Naprawdę. Potrafią zagrać nam na uczuciach. Poruszają wiele trudnych tematów, które dość rzadko spotykam w papierowej formie rozrywki. Jest w nich mowa o: wojnie, rodzinie, imigracji, konfliktach, po prostu znajdziecie w tej książce wszystko i jestem pewna, że choć jedna rzecz zachwyci Was dogłębnie. U mnie tak było - zostałam zaskoczona cała książką i chociaż chwilami szła mi naprawdę opornie, jestem z siebie dumna, iż ją skończyłam. Przeczytałam, zrozumiałam i po prostu się zachwyciłam. Książka trafiła do mnie w stu procentach. Jestem pewna, iż po prostu jeden odłamek się gdzieś zawieruszył, a ja po przeczytaniu tej lektury go odnalazłam - w moim sercu. Wspaniała powieść, wspaniały debiut i wspaniale spędzony czas. 

"Nie mamy nóg, by uciekać, nie mamy płuc, by nabrać oddechu. Po prostu padamy na ziemię i leżymy tak..."

Odłamki napisane są dość chaotycznie. Czasami naprawdę trudno się jest w nich odnaleźć i to sprawiała, że często nie miałam ochoty na ich czytanie. Z tegoż też powodu bardzo łatwo jest pogubić się w lekturze oraz trudno się w nią wciągnąć. Chociaż porusza wspaniałe, dość niecodzienne tematy i jest zdecydowanie oryginalną książką, bardzo często musiałam się do niej zmuszać. Uważam to za wielki minus Odłamków

Myślę, że autor dość dobrze poradził sobie ze swoją pierwszą książką. Chociaż styl, którym się posługiwał, nie zawsze przypadał mi do gustu. Często potrafił być bardzo wyniosły, pełen metafor i pięknych porównań, lecz zaraz stawał się dość potoczny, z dużą ilością wulgaryzmów. Jeżeli chodzi o bohaterów, uważam, iż tu idealnie spełnili swoją rolę. Za każdym razem świetnie wprowadzali czytelnika w dość ponury nastrój książki. Swoim sposobem życia doskonale wkomponowywali się w klimat Odłamków. Każdy z nich, pierwszo, czy drugoplanowy, wniósł wiele do tej książki. 

Jeżeli szukacie czegoś szokującego, z naprawdę poruszającym zakończeniem, jest to książka dla Was. Zawiera ona naprawdę wielki przekaz, który potrafi zwalić z nóg czytelnika. Ma swoje drugie dno, które trzeba po prostu odkryć. I chociaż jest dość chaotyczna, potrzeba naprawdę wielu chęci i zaparcia, a przynajmniej w moim wypadku, aby ukończyć lekturę. Jednak dziś, z perspektywy czasu, wiem, iż naprawdę było warto. Odłamek swojego serce dedykuję właśnie tej książce i zdecydowanie miło będę ją wspominać. Mam nadzieję, iż Wy również skusicie się na debiut Ismeta Prcića i pokochacie tę książkę bez reszty. 

MOJA OCENA: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN. 

wtorek, 28 kwietnia 2015

#143 - "Wiedźmy z Savannah. Ród" - J. D. Horn

2 komentarze:


Tytuł: Wiedźmy z Savannah. Ród
Autor: J. D. Horn 
Okładka: miękka
Ilość stron: 331
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Feeria Young
Wydanie oryginalne: 2014 rok
Wydanie polskie: 2015 rok 




Moje zamiłowanie do czarodziejek i wiedźm skończyło się gdzieś na etapie podstawówki, kiedy to wszystko zastąpiły tajemnicze i zaskakujące wampiry. I chociaż dalej kocham fantastykę, to jednak nie sięgam już tak bardzo po tego typu książki. Jednak mój sentyment do magicznych stworzeń nie z tej ziemi pozostał, więc postanowiłam sięgnąć po Ród. Czy wyszło mi to na dobre?

Mercy Taylor jest wyrzutkiem rodziny. Jako jedyna nie posiada magicznych mocy. Jej matka nie żyje, a ojciec jest nieznany. Pozostaje zawsze w cieniu siostry, która jest faworytką na miejsce kotwiczącej. Jednak los postanawia dać szansę dla młodej bohaterki. Wszystkie sekrety i tajemnice rodziny Taylorów powoli wychodzą na światło dzienne, a ona staje w obliczu nowego wyzwania. 

Dzięki tej książce chociaż na chwilę powróciłam do mojego dzieciństwa, które pełne było magii. Coraz dalej wgłębiając się w życie Mercy, znów zostałam oczarowana światem wiedźm. Naprawdę nie sądziłam, iż tak bardzo przypadnie mi do gustu. Z początku myślałam, że książka będzie przeciętna, lecz po przeczytaniu kilku rozdziałów, zrozumiałam jak bardzo się myliłam. Wkręciłam się w magię, w różne intrygi rodziny Taylerów oraz zagadkowe miasteczko Savannah w stanie Georgii. 


"– Maisie. Przez chwilę możesz być Maisie – dopowiedziała,
a ja skinieniem głowy potwierdziłam, że ma rację.”


Książka nie opiera się jedynie na magii, lecz w tle możemy zauważyć wątek miłosny, który idealnie ukazuję naturę człowieka. To pokazuje nam, iż pozycja nie jest przesiąknięta jedynie fantastycznymi rzeczami, a zawiera również coś z czym my sami spotykamy się codziennie w swoim życiu. Pozwala to czytelnikowi zbliżyć się do bohaterów, przez chwilę poczuć się jak oni i zdecydowanie pomaga to w dalszym przeżywaniu książki. Ja sama poczułam więź, która połączyła mnie z główną postacią do samego końca pozycji. 

Lektura utrzymuje dość tajemniczy nastrój, który pomaga nam w zatraceniu się w historii. Poprzez intrygi i częste zszokowania, coraz bardziej wkręcałam się w książkę i wsiąkałam w ten świat. Zdecydowanie jest to najmocniejsza strona Rodu i po prostu jestem pod wrażeniem tego jak bardzo potrafiłam się zatracić w tej książce. 

Jeśli macie wiele obaw związanych z wątkiem, nie oszukujmy się - dość dziecinnym, jaki występuje w tej książce to musicie koniecznie po nią sięgnąć, aby rozwiać wszystkie wątpliwości. Magia, wspaniale wykreowani bohaterowie, wiele ciekawych wątków, tajemnic i zdarzeń, sprawią, iż Ród pokochacie już od pierwszych stron. Jest to bardzo lekka, przyjemna, a zarazem ciekawa książka, którą już dziś z chęcią Wam polecam. 

MOJA OCENA: 7/10 

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria Young

środa, 22 kwietnia 2015

It's been a long day, without you my friend

5 komentarzy:
Nigdy nie byłam wielką fanką filmów akcji i chyba dalej nie jestem. 17 kwietnia wraz z klasą, w ramach lekcji, poszliśmy do kina na film, na który nigdy bym nawet nie spojrzała. Równo o dwunastej weszliśmy na salę, a na wielkim ekranie zaczęli się Szybcy i wściekli 7.


Nie traktujecie tego postu jako recenzję, bo sama nie wiem jak będzie on wyglądać. Chociaż film skończyłam oglądać kilka dni temu, nadal siedzą we mnie te emocje i z wielką chęcią cofnęłabym się do tego piątkowego seansu, aby przeżyć to wszystko ponownie. Jednak historia Briana O'Connera i Dominica Toretto tak bardzo mi się spodobała, iż chciałabym chociaż trochę opowiedzieć Wam o tym, czym tak mnie zachwyciła.

Początek nie za bardzo mnie porwał, jednak z każdą minuta było o wiele lepiej. Coraz bardziej wkręcałam się w fabułę, poznawałam bohaterów oraz motywy ich działania. Nieznajomość wcześniejszych części nie przeszkodziła mi w tym, aby pokochać ten film całym sercem. I chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest on wysokich lotów, wiele scen zostało przedstawione dość nierealnie (swoją drogą, odsyłam do świetnego, humorystycznego, tekstu o tych własnie scenach - klik), a zachowanie bohaterów chwilami było dość sztywne - to jednak świetnie bawiłam się oglądając Szybkich i Wściekłych 7. 


Po wróceniu do domu byłam wprost oczarowana tym, iż film akcji, czyli coś po co zazwyczaj nie sięgam, bardzo mi się spodobał. Postanowiłam zacząć tę historię od początku, więc wieczorem, z wielką paczką popcornu oraz nadzieją na dobry film, odpaliłam część pierwszą Szybkich i Wściekłych

I w taki sposób się to zaczęło. Następnego dnia pochłonęłam już pięć części, a z każdą mój apetyt rósł. Skończyłam o czwartej nad ranem, z pełnym morzem łez oraz pustką, bo przecież to nie mogło się tak po prostu skończyć. Wsiąknęłam w świat szybkich samochodów, pościgów, gęsiej skórki oraz niebezpieczeństw, które spotykają bohaterów na każdym kroku. Chociaż z jednej strony stało się to oklepane i dość pospolite, to jednak ja naprawdę przeżywałam każde tarapaty w jakie wpadły moje ukochane postacie. Bałam się o ich życie i gdy (o wielkie zaskoczenie!) udawało im się uratować, z wielkim uśmiechem na twarzy, śledziłam dalszy przebieg filmu. 


Bohaterowie naprawdę skradli moje serce. Najbardziej polubiłam Briana O'Connera (w jego rolę wcielił się Paul Walker). Przez wszystkie filmy kibicowałam mu tak samo podczas wyścigów, jaki i w życiu prywatnym, kiedy tak bardzo starał się o Mię Toretto (którą zagrała Jordana Brewster). Najśmieszniejszą i pozytywną postacią okazał się Roman Pearce, granego przez Tyresea Gibsona. Jego żarty naprawdę mnie rozśmieszały, a lekkie podejście do życia sprawiło, że od razu przypadł mi do gustu. 

Muszę bardzo pochwalić tu również damską część bohaterów. Letty i Mia zaskoczyły mnie kompletnie. Były twarde, nieugięte, świetnie prowadziły samochody, a przy tym były naprawdę ładne. Idealnie pasowały do męskich postaci i swoimi charakterami świetnie wkomponowały się w cały klimat Szybkich i Wściekłych


Soundtrack okazał się dla mnie takim samym zaskoczeniem, jak sam film. Nie słucham takiej muzyki, jednak ten gatunek, który idealnie wpasowuje się w film akcji, na chwilę skradł moje serce. Być może wynika to z przywiązania do filmu, jednak naprawdę polecam Wam, abyście przesłuchali chociaż kilka piosenek z tej ścieżki.

Na koniec chciałam poruszyć ostatnią, najważniejszą kwestię w tym filmie. Ostatnie minuty Szybkich i Wściekłych były chyba najbardziej wzruszającymi w całej serii. Twórcy filmu idealnie uhonorowali zmarłego Paula Walkera, w  piękny sposób przedstawili to jakie życie jest krótkie. Zwykły przejazd samochodem, pokazał mi krótkość życia, uświadomił, że powinniśmy brać z niego jak najwięcej, aby później nie żałować. I jeśli uważacie, ze takie film, to tylko pościgi i strzelanie, to koniecznie przekonajcie się jaki przekaz zawarty jest w scenie, który kończy świat za szybkich i za wściekłych. Dalej to wszystko we mnie jest i jeśli prawdą jest to, że wszystko zakończyć się ma na siódmej części, stwierdzam, iż nigdy nie widziałam tak pięknej i wzruszającej scen, która kończy coś wielkiego. 



It's been a long day, without you my friend
And I'll tell you all about it when I see you again




How could we not talk about family when family's all that we got?

sobota, 18 kwietnia 2015

PRZEDPREMIEROWO: #142 - "Zakon Mimów" - Samantha Shannon

3 komentarze:


Tytuł: Zakon Mimów
Autor: Samantha Shannon
Okładka: miękka
Ilość stron: 526
Cena detal.: 34,90 zł 
Wydawnictwo: SQN
Wydanie polskie: 22 kwietnia 2015 roku




Czas Żniw wspominam jako bardzo dobrą książkę. Chociaż czytałam ją jakiś czas temu nadal na samą myśl o tej lekturze, robi mi się bardzo miło na sercu. Byłam bardzo szczęśliwa kiedy otrzymałam przedpremierowo Zakon Mimów, czyli drugi tom tej historii, wraz z pięknym listem. W tym momencie coraz bardziej nie mogłam doczekać się lektury i miałam wielką nadzieję, że będzie tak samo fenomenalna i świetna jak Czas Żniw. Ale jednak nie była. 

Od kiedy Paige uciekła z kolonii karnej Szeol I nie wszystko idzie po jej myśli. Tylko garstce uciekinierom udaje się przeżyć na ulicach Londynu. Sajon czuwa i każdy z ocalałych musi mieć się na baczności. Główna bohaterka ma jednak swoją misję - pragnie za wszelką cenę przekazać społeczności jasnowidzów informację o Refaitach i Emmitach. Jednak Paige musi sie ukrywać, ponieważ rozpoczyna się polowanie na śniącego wędrowce. 

"Rzadko kiedy opowieść zaczyna się od początku. Bywa jednak, że to właśnie koniec jest początkiem."

Na wstępnie chciałabym powiedzieć, że książka nie była taka zła i chwilami bardzo miło mi się ją czytało, jednak nie powalała na kolana. Tak jak Czas Żniw naprawdę mnie wciągnął, od samego początku zaskoczył, a ostatnie strony wręcz rozbiły mnie na kawałki, to Zakon Mimów jedynie sprawił, że miło spędziłam czas. Tylko tyle. I z jednej strony czuję naprawdę wielki zawód, lecz z drugiej jest mi to obojętne.

Trochę zabrakło mi tego klimatu, który dało się odczuć w Czasie Żniw. I chociaż bohaterowie nic się nie zmienili, dalej potrafili zaskoczyć mnie swym charakterem, podejściem do życia i zachowaniem, to jednak w pierwszym tomie bardziej się do nich przywiązałam. Być może brak tego czegoś spowodowany jest tym, iż wydarzenia w Zakonie Mimów dzieją się w Londynie. 

"Słowa, mój wędrowcze... słowa są wszystkim. Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym i pozbawionym całej nadziei..." 

Pomimo tego uważam, ze Samantha Shannon świetnie ukazała rzeczywistość w jakie żyła Paige. Strony tej książki przesiąknięte były prawdą o nas samych, która w każdym akapicie, rozdziale i części, aż wołały do czytelnika. Nigdy nie spotkałam się z tak świetnym przedstawieniem innego świata, w tym wypadku świata duchów i jasnowidzów. I chociaż naprawdę chwilami mnie to nudziło, to jednak dalej darzę autorkę tej serii wielkim szacunkiem, ponieważ do tej pory nie spotkałam się jeszcze z tak dobrze przedstawioną fabułą, bohaterami, którzy tak świetnie wykreowani, z wyrazistymi duszami, do razu stają się przyjaciółmi czytelników oraz z wieloma zaskakującymi wątkami, które skradają serce odbiorców. I jeśli ktoś kiedykolwiek zdobędzie się na to, aby spróbować pobić panią Shannon, z chęcią poznam jego zmagania i ocenię, czy można napisać coś o wiele lepszego. 

I chociaż nadal oczarowana jestem historią Paige, jej duchem walki, wyborami i sytuacji, w której się znalazła, Zakon Mimów nie porwał mnie aż tak bardzo jak Czas Żniw. Chwilami bardzo się nudziłam, innym razem nie mogłam oddychać, ponieważ bałam się o bohaterów tej książki lub byłam zszokowana tym jak rozgrywa się akcja dzieła pani Shannon. Zdecydowanie polecam tę historię i chociaż drugi tom lekko mnie rozczarował, to dalej stoję przy tym, iż jest to godna poznania seria. Jeśli macie już za sobą Czas Żniw, to kolejny tom jest zdecydowanie obowiązkiem, jednak moim zdaniem nie pobił on debiutu Samanthy Shannon. Po prostu sami przekonajcie się co myślicie o tej książce, a możecie zrobić to w jeden jedyny sposób - pobiegnijcie 22 kwietnia do księgarni i kupcie Zakon Mimów

MOJA OCENA: 7/10

Za przedpremierową książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.

sobota, 11 kwietnia 2015

Kwietniowe premiery

10 komentarzy:
Nadeszło słońce, wysokie temperatury, wszystko staje się zielone, czyli tak, oficjalnie mamy wiosnę! I chociaż w kwietniu tak naprawdę czeka się tylko na to, aby móc wreszcie odłożyć ciężkie, zimowe kurtki i płaszcze do szaf, to jednak każdy mól książkowy czeka na coś jeszcze. Oczywiście, że na premiery miesiąca! A w tym zapowiada się dość ciekawie.






Girl Online
Wydawnictwo Insygnis
Premiera 8 kwietnia 2015 roku










Biorąc oddech
Wydawnictwo Feeria Young
Premiera 8 kwietnia 2015 roku










The Duff (Ta brzydka i gruba)
Wydawnictwo Mira
Premiera 8 kwietnia 2015 roku








Starter
Wydawnictwo Albatros
Premiera 8 kwietnia 2015 roku













Zakon Mimów
Wydawnictwo SQN
Premiera 22 kwietnia 2015 roku








Ród
Wydawnictwo Feeria Young 
Premiera 22 kwietnia 2015 roku








I chociaż premier jest jeszcze wiele, wiele, wiele to jednak zdecydowałam się na tę przepiękną szóstkę, którą najbardziej chciałabym zdobyć. 

A Wy na co najbardziej czekać w kwietniu? Może na inne książki, o których tu nie wspomniałam? 

środa, 8 kwietnia 2015

#141 - "Will Grayson Will Grayson" - John Green, David Levithan

9 komentarzy:


Tytuł: Will Grayson Will Grayson
Autorzy: John Green, David Levithan 
Okładka: miękka
Ilość stron: 365
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Bukowy Las
Wydanie oryginalne: 2010 rok
Wydanie polskie: 2015 rok





Sama nie wiem czemu, ale naprawdę czekałam na tę książkę i to o wiele wcześniej. Tytuł naprawdę mnie intrygował i chciałam poznać co tym razem Zielony wymyślił w swojej książce oraz to jak działał z innym autorem. Próbowałam swoich sił w czytaniu książki w oryginale, jednak mój zapał, jak szybko przyszedł, tak szybko poszedł. Gdy została ogłoszona data polskiej premiery - odetchnęłam z ulgą i odliczałam dni, aby móc poznać Willa Greysona. A w zasadzie to dwóch. 

Jeden Will Grayson ma wielki mętlik w głowie, zaskakującego przyjaciela oraz o dziwo bardzo piękną przyjaciółkę. Drugi Will Grayson nie potrafi sobie poradzić z życiem, myśli, że odnalazł jego sens, jednak nie wszystko kończy się dobrze. Pewnej nocy, w dość dziwnym miejscu obaj się spotykają. Od tego czasu, życie każdego z nich zaczyna się zmieniać, tylko pozostaje pytanie: Czy na lepsze? 

"(...) Masz wpływ na wybór swoich przyjaciół, masz wpływ na kształt swojego nosa, ale nie masz wpływu na kształt nosa swoich przyjaciół" 


Książki Johna Greena mają w sobie to coś. Po fenomenalnej historii chorych na raka nastolatków, przez piękne pokazanie upływania czasu w Papierowych Miastach, zaskakującej Alaski, której trzeba było szukać, kończąc na dziewiętnastu Katarzynach i krótkiej, świątecznej historii. To wszystko, a jednak bardzo dużo. Świetnie bawiłam się przy każdej tej książce. Jedna była gorsza, druga lepsza, jednak wszystkie zmieniły coś we mnie i pozostawiły pustkę w sercu, gdy musiałam odłożyć je na półkę. Z Will Grayson Will Grayson było podobnie, chociaż nie tak samo. 

Najbardziej chyba irytował mnie schemat. Ciągły, powtarzający się schemat. Chwilami mi to przeszkadzało, chwilami nie, często o nim zapominałam, często mnie irytował, jednak końcówka zdecydowanie zepsuła całe moje wrażenie. Okazała się taka banalna, przewidywalna i naprawdę liczyłam na coś pięknego. Otrzymałam typowe zakończenie, które nie do końca przypadło mi do gustu. 

"jestem cały czas rozdarty pomiędzy decyzją, czy zabić siebie, czy też zabić wszystkich wokół" 

Will Grayson Will Grayson wręcz przeszedł, a raczej przebiegł mi przez palce. Nie wiem kiedy i gdzie pochłonęłam tę książkę, ale nie zdążyłam się obejrzeć, a już byłam po lekturze. Wszystko byłoby piękne, jednak tak naprawdę nic z niej nie wyniosłam. Okazała się lekką młodzieżówką, która nie skłania nawet do refleksji, tak jak inne dzieła Johna Greena. 

Czytając te książkę, miałam okazję poznać pióro Davida Levithana. Moim zdaniem, jego Will Grayson był o wiele lepszy, niż postać wykreowana przez jego współautora. Will Levithana był typowym outsiderem, jednak trzymał on ten poziom, pewien klimat i zaskakującą zagadkę. Bardzo przypadło mi to do gustu. 

Polecam zapewne wszystkim fanom Johna Greena, którzy przeczytali jego wcześniejsze dzieła i tak jak ja bardzo je pokochali. Być może wyniesiecie coś więcej z tej książki. A wszystkich pozostałych zachęcam do innych dzieł tego autora, ponieważ w swoim dorobku ma on kilka naprawdę dobrych książek, które mogą skłonić Was do refleksji lub zmusić do płaczu. W Will Grayson Will Grayson zdecydowanie tego nie dostaniecie, dlatego jeśli liczycie na poruszającą historię, z dobrym zakończeniem, niestety nie ten adres. 

MOJA OCENA: 6/10 

sobota, 4 kwietnia 2015

17 książek, które zmieniły moje życie!

12 komentarzy:



Jako, iż dziś jest bardzo wyjątkowy dla mnie dzień, a mianowicie dzień moich urodzin i to 17, przygotowałam Wam wyjątkowy post. Chociaż tak naprawdę nie zmienia się nic, poza większą liczbą jedności w moim wieku, to zmusiło mnie to do pewnych refleksji. I pomijając fakt, że przeraża mnie nieuchronne zbliżanie się do pełnoletności, doszłam do wniosku, że przez ten rok, ale i przez całe moje 17 lat życia stało się tak wiele. Nauczyłam się masy rzeczy, poznałam niewyobrażalną liczbę ludzi oraz przeczytałam wiele, wiele, wiele cudownych książek. I dziś, Moi Drodzy, się na nich skupimy. 

Przedstawiam Wam 17 książek, które zmieniły moje życie! 

1. "Harry Potter" - J.K. Rowling

2. "Igrzyska Śmierci" - Suzanne Collins 

3. "Gra o Tron" - George R. R. Martin 

4. "Pretty Little Liars. Kłamczuchy" - Sara Shepard

5. "Szukając Alaski" - John Green 

6. "Tam gdzie śpiewają drzewa" - Laura Gallego Garcia

7. "Delirium" - Lauren Olivier

8. "Charlie" - Stephne Chbosky 

9. "Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd" - Matthew Quick 

10. "Bóg nigdy nie mruga"- Regina Brett 

11. "19 razy Katherine" - John Green

12. "Drzewo migdałowe" - Michelle Cohen Corasanti 

13. "Wybacz mi, Leonardzie" - Matthew Quick 

14. "Przegląd Końca Świata. FEED" - Mira Grant 

15. "Troje" - Sarah Lotz

16. "Love, Rosie" - Cecelia Ahern 

17. "Trafny Wybór" - J. K. Rowling

I tak oto prezentuje się lista 17 książek, które w pewien sposób wpłynęły na moje życie. Każdą z nich wspominam naprawdę dobrze, naprawdę miło i gdyby nie brak czasu - z chęcią przeczytałabym raz jeszcze. Ich kolejność jest przypadkowa. Mam wielką nadzieję, że w swoim życiu poznam jeszcze więcej takich książek! 

Przy okazji tak luźnego postu chciałabym powiedzieć, iż pojawię się na tegorocznych Targach Książki w Warszawie. Kto z Was jeszcze się wybiera? 
Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D