środa, 22 kwietnia 2015

It's been a long day, without you my friend

Nigdy nie byłam wielką fanką filmów akcji i chyba dalej nie jestem. 17 kwietnia wraz z klasą, w ramach lekcji, poszliśmy do kina na film, na który nigdy bym nawet nie spojrzała. Równo o dwunastej weszliśmy na salę, a na wielkim ekranie zaczęli się Szybcy i wściekli 7.


Nie traktujecie tego postu jako recenzję, bo sama nie wiem jak będzie on wyglądać. Chociaż film skończyłam oglądać kilka dni temu, nadal siedzą we mnie te emocje i z wielką chęcią cofnęłabym się do tego piątkowego seansu, aby przeżyć to wszystko ponownie. Jednak historia Briana O'Connera i Dominica Toretto tak bardzo mi się spodobała, iż chciałabym chociaż trochę opowiedzieć Wam o tym, czym tak mnie zachwyciła.

Początek nie za bardzo mnie porwał, jednak z każdą minuta było o wiele lepiej. Coraz bardziej wkręcałam się w fabułę, poznawałam bohaterów oraz motywy ich działania. Nieznajomość wcześniejszych części nie przeszkodziła mi w tym, aby pokochać ten film całym sercem. I chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest on wysokich lotów, wiele scen zostało przedstawione dość nierealnie (swoją drogą, odsyłam do świetnego, humorystycznego, tekstu o tych własnie scenach - klik), a zachowanie bohaterów chwilami było dość sztywne - to jednak świetnie bawiłam się oglądając Szybkich i Wściekłych 7. 


Po wróceniu do domu byłam wprost oczarowana tym, iż film akcji, czyli coś po co zazwyczaj nie sięgam, bardzo mi się spodobał. Postanowiłam zacząć tę historię od początku, więc wieczorem, z wielką paczką popcornu oraz nadzieją na dobry film, odpaliłam część pierwszą Szybkich i Wściekłych

I w taki sposób się to zaczęło. Następnego dnia pochłonęłam już pięć części, a z każdą mój apetyt rósł. Skończyłam o czwartej nad ranem, z pełnym morzem łez oraz pustką, bo przecież to nie mogło się tak po prostu skończyć. Wsiąknęłam w świat szybkich samochodów, pościgów, gęsiej skórki oraz niebezpieczeństw, które spotykają bohaterów na każdym kroku. Chociaż z jednej strony stało się to oklepane i dość pospolite, to jednak ja naprawdę przeżywałam każde tarapaty w jakie wpadły moje ukochane postacie. Bałam się o ich życie i gdy (o wielkie zaskoczenie!) udawało im się uratować, z wielkim uśmiechem na twarzy, śledziłam dalszy przebieg filmu. 


Bohaterowie naprawdę skradli moje serce. Najbardziej polubiłam Briana O'Connera (w jego rolę wcielił się Paul Walker). Przez wszystkie filmy kibicowałam mu tak samo podczas wyścigów, jaki i w życiu prywatnym, kiedy tak bardzo starał się o Mię Toretto (którą zagrała Jordana Brewster). Najśmieszniejszą i pozytywną postacią okazał się Roman Pearce, granego przez Tyresea Gibsona. Jego żarty naprawdę mnie rozśmieszały, a lekkie podejście do życia sprawiło, że od razu przypadł mi do gustu. 

Muszę bardzo pochwalić tu również damską część bohaterów. Letty i Mia zaskoczyły mnie kompletnie. Były twarde, nieugięte, świetnie prowadziły samochody, a przy tym były naprawdę ładne. Idealnie pasowały do męskich postaci i swoimi charakterami świetnie wkomponowały się w cały klimat Szybkich i Wściekłych


Soundtrack okazał się dla mnie takim samym zaskoczeniem, jak sam film. Nie słucham takiej muzyki, jednak ten gatunek, który idealnie wpasowuje się w film akcji, na chwilę skradł moje serce. Być może wynika to z przywiązania do filmu, jednak naprawdę polecam Wam, abyście przesłuchali chociaż kilka piosenek z tej ścieżki.

Na koniec chciałam poruszyć ostatnią, najważniejszą kwestię w tym filmie. Ostatnie minuty Szybkich i Wściekłych były chyba najbardziej wzruszającymi w całej serii. Twórcy filmu idealnie uhonorowali zmarłego Paula Walkera, w  piękny sposób przedstawili to jakie życie jest krótkie. Zwykły przejazd samochodem, pokazał mi krótkość życia, uświadomił, że powinniśmy brać z niego jak najwięcej, aby później nie żałować. I jeśli uważacie, ze takie film, to tylko pościgi i strzelanie, to koniecznie przekonajcie się jaki przekaz zawarty jest w scenie, który kończy świat za szybkich i za wściekłych. Dalej to wszystko we mnie jest i jeśli prawdą jest to, że wszystko zakończyć się ma na siódmej części, stwierdzam, iż nigdy nie widziałam tak pięknej i wzruszającej scen, która kończy coś wielkiego. 



It's been a long day, without you my friend
And I'll tell you all about it when I see you again




How could we not talk about family when family's all that we got?

5 komentarzy:

  1. Nie oglądałam chyba żadnej części "Szybkich i wściekłych", chociaż wiem o czym filmy są. Zaskakującej fabuł to tam raczej nie ma, ale nie o to w tych filmach chodzi :) Może kiedyś zabiorę się za oglądanie, nie wiem. Ale z pewnością rzucę okiem na muzykę :)
    Koleżanka poszła na siódmą część w 4D. Mówiła, że na początku było fajnie, a potem ludzie mieli nadzieję, że efekty się skończą (ruszanie siedzeniami, wystrzały przy uchu itd.) ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry film. Wszystkie części mi się podobały, ale tutaj dodatkowy atut - Jason Statham. Na końcówce, przy wspomnieniach ryczałam jak bóbr...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam pierwszą i drugą część, już niedługo zabiorę się za trzecią :3
    Czwarta nad ranem, no no no... Chyba też zrobię sobie taki maraton! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam wszystkie części i jestem zachwycona. Każdy film jest genialny, gra aktorska na najwyższym poziomie, świetne efekty i do tego szybkie samochody. Nic tylko oglądać :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie Inna
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Dziękuję za każdą pozostawioną opinię. Jestem mi niezmiernie miło, gdy czytam pozostawiony przez Ciebie komentarz :) Dziękuję za poświęcony czas i docenioną pracę.

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D