poniedziałek, 20 lipca 2015

#158 - "Baśniarz" - Antonia Michaelis

14 komentarzy:


Tytuł: Baśniarz 
Autor: Antonia Michaelis
Okładka: miękka
Cena detal.: 44,99 zł
Ilość stron: 398
Wydawnictwo: Dreams
Wydanie oryginalne: 2011 rok
Wydanie polskie: 2012 rok




Baśnie. Dzieci je uwielbiają, prawda? Od najmłodszych lat kochają słuchać opowieści, w których wszystko zakończy się dobrze. Księżniczka zostanie uratowana, zły smok pokonany, a w całym królestwie nastanie pokój już do końca świata. Ano i w międzyczasie pojawi się jeszcze piękny książę, koniecznie na białym koniu, który poślubi księżniczkę i razem będą żyć długo i szczęśliwie. Każdy z nas, który wyrósł już z wieku, kiedy wierzyło się w baśnie, wie, że życie nie jest takie kolorowe i nawet Ci, którzy opowiadają najpiękniejsze historie, nie są ludźmi o dobrym sercu. 

Dzieło Antoniny Michaelis opowiada o dwójce nastolatków, a raczej prawie dorosłych, którzy mają przed sobą wielkie wydarzenie. Nie mówię tutaj o dobrej imprezie, czy trudnym teście z matematyki, ale o maturze, czyli tak zwanym egzaminie dorosłości. Aby pozostać w temacie baśni, chcę abyście poznali księżniczkę, czyli Annę - główną bohaterkę. Jest ona grzeczną, szarą myszką, która w swoim życiu uczy się do matury albo gra na flecie. Jej księciem okazał się Abel - polski handlarz pasmanterią, zamknięty w sobie outsider, który cały swój wolny czas poświęca młodszej siostrze - Michi. Dwójka postaci poznaje się, Anna od razu zaczyna czuć coś do swojego księcia i wkrada się w jego życie. Książka podzielona jest na dwie części, które przeplatają się z sobą nawzajem. Pierwsza opisuje uczucia oraz realne życie głównych bohaterów, a druga jest baśnią, którą Abel opowiada młodszej siostrze, jednak nie do końca jest ona historią zmyśloną. 

"Krew. Krew jest wszędzie: na jego i na jej dłoniach, na jego koszuli, na twarzy." 

Jeśli miałabym opisać tę książkę jednym słowem, z pewnością nazwałabym ją dziwną. Od samego początku wprowadza czytelnika w tajemniczy klimat, z nutką grozy. Z każdą kolejną stroną oryginalność tego dzieła zdecydowanie się nasila, lecz niestety nie podbiło to mojego serca. Połowa książki jest chwilami nudna i naprawdę infantylna. Oprócz następnych spotkań naszych głównych bohaterów oraz kolejnych części baśni, opowiadanej przez Abla, nie dzieje się nic. Było to dość irytujące, ponieważ naprawdę czekałam na coś, co mnie zaskoczy i zaciekawi. Wierzcie, lub nie, ale nareszcie to nastąpiło... Druga część Baśniarza zdecydowanie zdziwi chyba każdego czytelnika. W tych rozdziałach zaczynamy poznawać odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w naszej głowie, podczas czytania pierwszej połowy. Im bliżej końca lektury, tym bardziej poznajemy prawdziwe oblicza bohaterów. Zauważamy to jak potrafią krzywdzić, ale również i to jak umieją wybaczać. Jednym słowem - ostatnie wydarzenia, które dzieją się w książce, naprawdę wbiły mnie w oparcie krzesła. I to całe zakończenie - pełne grozy, odpowiedzi na nurtujące pytania oraz kontrowersyjnego zachowania bohaterów, rekompensuje całą książkę, która chwilami nie tylko nudziła czytelnika, ale i również irytowała go infantylnymi momentami. 


Baśniarz Antoniny Michaelis zdecydowania posiada swoje drugie dno. Nie jest to historia trudnej miłości młodych osób. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż pierwsze skrzypce w tej książce gra związek Anny i Abela. Nic bardziej mylnego! Pierwsze co zauważyłam i naprawdę mnie to ruszyło, była miłość jaką Abel darzył Michi, swoją młodszą siostrę. Robił dla niej wszystko, chciał aby jej dzieciństwo było niezapomnianym okresem w jej życiu. Chociaż los nie był przychylny dla tej dwójki, on, jako starszy brat, wszystkie obowiązki i problemy, brał na swoje barki. Autorka w idealny sposób przedstawiła w swoim dziele, braterską miłość oraz odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo. 

"- Nie pytaj - powiedział. - Są ludzie, o których nie chce się rozmawiać."

Książka nie jest zła, ani dobra. Zdecydowanie szokuje czytelnika, a zakończenie całej historii jest dość niespotykane. Autorka chwilami bawiła się w poetkę, wplątywała w treść książki urywki piosenek, co miało być fajne, a wyszło przeciętne i lekko ckliwe. Cały pomysł na Baśniarza był bardzo dobry, sam główny bohater miał wiele potencjału, lecz myślę, że gdzieś tam po drodze do wyniosłości i tego aby książka była dość oryginalna, Abel zgubił to wszystko i zasilił szeregi zwykłych bohaterów książkowych. Całe 400 stron opowieści o trudnej miłości dwójki nastolatków, z wątkiem kryminalnym, to dobrze spędzony czas. Początek nudził mnie niezmiernie, a koniec bardzo zdziwił. Sami bohaterzy swoim częstym bezmyślnym i dziecinnym zachowaniem irytowali czytelnika. Pomimo naprawdę wielu minusów, które chwilami przeszkadzały mi w czytaniu Baśniarza, książka trafiła do mojego serca.  Być może jest to dziwne, jak sama lektura, lecz zakończenie bardzo mną wstrząsnęło i właśnie to sprawiło, iż zapewne zapamiętam tę książkę na bardzo długo. Jeśli lubicie nietypowe, wstrząsające historie, z lekkim wątkiem miłosnym w tle lub po prostu sami chcecie odkryć drugi dno Baśniarza, przymykając oczywiście oko na wiele niedociągnięć w tej książce - zdecydowanie sięgnijcie! 

MOJA OCENA: 7/10

piątek, 17 lipca 2015

#157 - "Książka bez sensu" - Deyes Alfie

1 komentarz:


Tytuł: Książka bez sensu 
Autor: Alfie Deyes 
Okładka: miękka
Ilość stron: 191
Cena detal.: 29,99 zł
Wydawnictwo: Insygnis
Wydanie oryginalne: 2014 rok
Wydanie polskie: 2015 rok




Coraz większą popularność zdobywają książki, które pobudzają kreatywność czytelnika. Z pewnością każdy z Was zna takie tytuły jak Zniszcz ten dziennik, bądź To nie książka. Dziś, w formie (nie)recenzji, chciałabym przedstawić Wam kolejną taką pozycję, a mianowicie Książkę bez sensu, autorstwa Alfiego Deyesa. 

Autorem tej książki jest nie kto inny, jak znany, brytyjski youtuber. We vlogach w zabawny sposób pokazuje swoją codzienność. Prywatnie chłopak Zoelli, czyli autorki wszystkim nam znanej "Girl Online". Rozpoczął on książkę, którą my mamy dokończyć, ale co w niej zawarł? I, przede wszystkim, czy warto w kreatywny sposób zabawić się z jego zadaniami, wyzwaniami i ćwiczeniami? 

Byłam bardzo ciekawa co znajdę w tej książce. Spodziewałam się dość ciekawych, ale również i trudnych do zrealizowania, zadań. Myślę, że właśnie w tym tkwi fenomen książek, które pobudzają wyobraźnię oraz kreatywność ich odbiorców. Już na początku zdałam sobie sprawę, iż nad wieloma wyzwaniami , będę musiała spędzić więcej czasu. Wiele stron mogłam zrealizować bez głębszych zastanowień. Różnorodność oraz poziom ćwiczeń jakie Alfie przygotował nam w swojej książce, wpływa zdecydowanie na jej plus. Z chęcią zrealizowałam wiele z nich do razu, ale i również dobrą zabawą było rozmyślanie nad wykonaniem pewnych zadań w przyszłości.

Po zapoznaniu się z Książką bez sensu, wiem, iż różni się ona od popularnego Zniszcz ten dziennik. Dzieło Alfiego Deyesa namawia nas zabawy, czy to samemu, czy z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi, głównym celem tej książki jest własnie dobrze spędzony czas. I nie musimy koniecznie czegokolwiek niszczyć, rzucać, rwać, czy wyginać, tylko w kreatywny sposób zabić nudę. Forma plastyczna, ruchowa, towarzyska, słowna - jaką tylko chcecie!

Najbardziej do gustu przypadły mi dwa zadanie. Pierwsze - z wypisaniem swojego ulubionego cytatu (nie mogłam niestety ograniczyć się tylko do jednego), oraz drugie - z zaznaczeniem krajów, bądź konkretnych miejsc, na mapie, które chciałoby się zwiedzić. I dzięki nim poczułam, iż akurat ten egzemplarz naprawdę jest mój, ponieważ zostawiłam w nim cząstkę siebie.


Kolejnym plusem tej publikacji jest aplikacja na telefon, w której możemy obejrzeć nieopublikowane dotąd filmiki z udziałem Alfiego (z polskimi napisami), wypełnione przez niego samego strony Książki bez sensu, wiele zadań do ponownego wydruku oraz wiele niespodzianek. To naprawdę świetna forma kontaktu z odbiorcami książki oraz jeszcze więcej chwil, które pobudzą nasz mózg do kreatywnego myślenia. 

Świetnie bawiłam się z Książką bez sensu i bardzo cieszę się, iż przede mną jeszcze wiele zadań, których nie zdążyłam zrealizować. Ta pozycja stawia przede wszystkim na zabawę i dobrze spędzony czas, ale z drugiej strony może stać się również naszym pamiętnikiem pełnym przemyśleń, przeżyć, marzeń, czy pragnień. Zawiera w sobie również wiele zadań, które pomogą nam w świetnym spędzaniu czasu z innymi ludźmi. Gdy zechcemy być sami, Alfie przygotował nam również kilkanaście stron, na których możemy po prostu ujawnić swoją "artystyczną twarz". Książka bez sensu to taki miszmasz wielu zadań, a więc każdy z nas znajdzie w niej coś co przypadnie mu do gustu. 

MOJA OCENA: 8/10 

Za książkę serdecznie dziękuję AIM Media. 

niedziela, 12 lipca 2015

#156 - "Przypadki Callie i Kaydena" - Jessica Sorensen

5 komentarzy:


Tytuł: Przypadki Callie i Kaydena 
Autor: Jessica Sorensen 
Ilość stron: 356
Cena detal.: 34,90 zł
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Wydanie oryginalne: 2013 rok
Wydanie polskie: 2015 rok





Chociaż tak zwane romansidła, nie są książkami najwyższych lotów, nie wymagają od czytelnika wielkiego skupienia, czy też zaangażowania, to chyba każdy z nas od czasu do czasu lubi sięgnąć po takie właśnie książki. Największym ich plusem jest kopalnia cytatów, które trafiają do mojego serca za każdym razem. Książki takiego gatunku opowiadają historie, które rzadko zdarzają się w rzeczywistości, ale właśnie to sprawia, iż sama z chęcią sięgam po nie i przeżywam miłość wraz z bohaterami. Kiedy w moje ręce trafiły Przypadki Callie i Kaydena, nie wahałam się długo i sięgnęłam po tę zaskakującą, romantyczną oraz nieprzewidywalną historię dwójki studentów, znających się od dzieciństwa. 

Poznajcie Callie. Skrytą, nieśmiałą i bojącą się życia dziewczynę, która od dwunastego roku życia skrywa w sobie pewien sekret. Z chęcią uściśniecie również dłoń Kaydenowi, przystojnemu kapitanowi drużyny, któremu świat leży u stóp. Jednak również i on cierpi, skrywając w sobie tajemnicę. Oboje boją się wyjawić to, przez co nie mogą być w pełni szczęśliwi i oboje trafiają do tego samego collegu...

Książka naprawdę mnie wciągnęła. Do tego stopnia, iż przeczytanie jej zajęło mi kilka godzin. Cała historia wsiąknęła we mnie i chociaż zdaję sobie sprawę, iż na świecie istnieje tysiące podobnych, to właśnie Przypadki Callie i Kaydena podbiły moje serce, z pewnością nie na krótki czas. Książka niesie ze sobą przesłanie, które ja zrozumiałam dopiero po zakończeniu lektury. Uważam, że również bohaterzy, wydarzenia i tematyka całej powieści, sprawiają, iż nie można się od niej oderwać,  a później nie można o niej zapomnieć. 

"W trakcie nasze egzystencji pojawia się ten jeden jedyny przypadek, który zbliża nas do siebie i przez chwilę nasze serce biją tym samym rytmem."

Największym plusem całej książki jest zakończenie, które zaskoczyło mnie niezmiernie. Przez kilka minut musiałam je sobie dokładnie przemyśleć, a później - kilka razy przeczytać ponownie. Byłam zdziwiona losami bohaterów oraz tym w jakim momencie autorka przerwała ich historię. Pomimo tego, iż naprawdę wyobrażałam sobie to wszystko inaczej, zostałam pozytywnie zaskoczona i całe zakończenie oceniam bardzo wysoko.

Cała opowieść, jak możemy się domyślić, opiera się na relacji głównych bohaterów. Autorka, moim zdaniem, świetnie przedstawiła to co rodzi się powoli pomiędzy Callie i Kaydenem oraz to jaki wpływ na to ma ich relacja z dzieciństwa. Drugoplanowi bohaterzy w idealny sposób dopełniają historię zakochanych oraz dodają wielu śmiesznych momentów całej powieści.

Przypadki Callie i Kaydena nie są książką najwyższych lotów. To przyjemna, lekka lektura, idealna na wakacje. Swoim zakończeniem oraz przeszłością bohaterów może nas zaskoczyć, ale również i wiele nauczyć. Cała historia bardzo zbliża do siebie czytelnika, w taki sposób, iż chwilami naprawdę trudno się od niej oderwać. Chociaż nie mogę nazwać tego arcydziełem, to jednak Przypadki Callie i Kaydena, zasługują na pochwałę. Jest to zdecydowanie powieść na jeden, długi wieczór. Polecam wszystkim, którzy od czasu do czasu lubią zatopić się w "romansidle", ale również i tym, którzy od dłuższego czasu przekonują się co do tego gatunku. 

MOJA OCENA: 9/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.





poniedziałek, 6 lipca 2015

#155 - "Kochanek z Malty" - Melissa Moretti

3 komentarze:


Tytuł: Kochanek z Malty 
Autorka: Melissa Moretti 
Okładka: miękka
Cena detal.: 29,90 zł
Ilość stron: 276
Wydawnictwo: Feeria Young 
Wydanie oryginalne: 2011 rok
Wydanie polskie: 2015 rok 


Książki na wakacje mają to do siebie, że powinny być lekkie, wciągające, ale również mało wymagające. A to z racji tego, że komu, w trzydziestostopniowy upał, chciałoby się czytać coś trudnego i wymagającego skupienia. Co jakiś czas nasz mózg sam prosi o lekką i mało wnoszącą do naszego życia lekturę. Dlatego skusiłam się na Kochanek z Malty, czyli włoski romans, spod pióra Melissy Moretti. Sięgając po książkę nie spodziewałam się fajerwerków, liczyłam na przeciętną powieść, z romansem w tle, czy dostałam to czego oczekiwałam? 

Anna od kilku lat pracuje jako pokojówka w starym pałacu, należącym do arystokratycznej rodziny Agostinich, w Rzymie. Pewnego lata pojawia się tam Paul, przybysz z Malty, który obejmuje posadę kierowcy. Swoim przyjazdem sprawia, że życie wszystkich mieszkańców pałacu ulega zmianie, a sam kryje w sobie tajemnicę, której ujawnienie przysporzy mu wielu sojuszników, lecz również wrogów. Czy wybranką Paula zostanie któraś z ekscentrycznych mieszkanek domu, czy może skromna pokojówka Anna?

Książka od pierwszych stron jest bardzo przewidywalna. Sam tytuł sugeruje nam czego możemy spodziewać się w powieści. Melissa Moretti w swoim dziele przybliżyła czytelnikom życie arystokracji oraz opisała ich codzienność. Dla mnie było to nowe doświadczenie, ponieważ nigdy wcześniej nie czytałam książki, która zawiera w sobie ten wątek. Przypadł mi on do gustu, jednak z drugiej strony, nie pełnił on wielkiej roli przy ocenianiu całej lektury. 

Kochanek z Malty nie jest wciągającą książką, na którą liczyłam. Akcja rozwija się bardzo powoli i tylko dwa ostatnie rozdziały bardzo mnie zaciekawiły. Początek okazał się katorgą, gdy nie zdążyłam jeszcze poznać bohaterów, przybliżyć się do ich życiowych sytuacji, czy po prostu "zadomowić" się w pałacu rodziny Agostinich, autorka już zanudziła mnie na śmierć. Przeczytanie tej, dość krótkiej książki, zajęło mi dużo czasu i wcale nie było stuprocentową przyjemnością. 

Bohaterzy zaskoczyli mnie pozytywnie. Cała rodzina Agostinich, moim zdaniem, została wykreowana idealnie. Każdy z członków posiadał oryginalny charakter, podejście do życia i odgrywał niezastąpioną rolę w całej historii, która opisana jest w książce. Najbardziej do gustu przypadła mi Roberta, rozpieszczona i chętnie biorąca udział w zabawach córka Luciany. W zabawny sposób kokietowała Paula i tym właśnie zachowaniem zdobyła moje serce. Melissa Moretti włożyła również wiele pracy w wykreowanie postaci drugoplanowych. Zarówno Anna, jak i Pietro, idealnie ukazywali swoje charaktery oraz wprowadzili do klimatu historii pozytywną nutkę. Wszyscy bohaterowie zostali w bardzo dobry sposób wprowadzeni do historii i tutaj autorka bardzo mi zaimponowała.

Książka Kochanek z Malty ma swoje plus oraz minusy, jednak mogę ocenić ją jako przeciętną. Nie zaciekawiła mnie, a ostatnie dwa rozdziały sprawiły, iż lekko wciągnęłam  się w życie arystokratycznej rodziny, jednak nie uratowały one całej historii. Nie wniosła ona nic do mojego życia, a tajemnica ujawniona pod koniec, nie zszokowała mnie tak bardzo. Jeśli szukacie lekkiego romansu, który umili Wam czas na plaży, poszukajcie innych tytułów. Polecam przede wszystkim osobom, które jednak chcą zbliżyć się i poznać życie arystokratycznej rodziny.

MOJA OCENA: 5/10 

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwo Feeria Young

sobota, 4 lipca 2015

#154 - "Co, jeśli..." - Rebecca Donovan

3 komentarze:

Tytuł: Co, jeśli...
Autor: Rebecca Donovan 
Okładka: miękka
Cena detal.: 35,90 zł
Ilość stron: 391
Wydawnictwo: Feeria Young 
Wydanie oryginalne: 2014 rok
Wydanie polskie: 2015 rok





Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, gdy sięgałam po Co, jeśli.... Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i muszę przyznać, iż miałam co do niego wiele obaw. Opis z okładki wydawał się dość oklepany, a ja sama myślałam, że będzie to ckliwa opowieść o parze, która odnajdzie się po latach i ponownie w sobie zakocha. Ale wiecie, że człowiek bardzo często się myli? 

Poznajcie Cala. Jest troszkę zwariowanym studentem, który lubi imprezować oraz pić kawę w Bean Buzz. Pewnego wieczoru przez przypadek trafia na piękną Nyelle. Wtedy wszystkie wspomnienia i zdarzenia z dzieciństwa powracają, a to przez oczy nowo poznanej dziewczyny, które są łudząco podobne do oczu Nicole - przyjaciółki z młodzieńczych lat. 

"- Jesteś do tego zdolna? Umiesz zacząć od nowa?
- Robię to każdego dnia - szepnęła, wpatrując się w gwiazdy"

Już od pierwszych stron wiedziałam, iż ta książka będzie czymś naprawdę dobrym. Od razu polubiłam styl pisania autorki oraz wykreowanych przez nią bohaterów, którzy byli po prostu realistyczni, ze swoimi wadami, jak i zaletami. Z każdym rozdziałem moja ciekawość rosła, a ja sama starałam się rozwiązać zagadkę Nicole (i nawet prawie mi się to udało!). Przez to bardzo wciągnęłam się w fabułę książki i z wielką cierpliwością śledziłam losy bohaterów.

Główna damska postać, czyli Nyelle, bardzo przypadła mi do gustu. Z nią związałam się najbardziej i nadal nie mogę pogodzić się z faktem, iż muszę się z nią rozstać. Nyelle była bardzo tajemnicza, przez co świetnie wkomponowywała się w klimat fabuły. Zaskakiwała mnie swoją lekkomyślnością, ale również pozytywnym spojrzeniem na świat, spontanicznością i podejściem do innych ludzi. Bardzo często utożsamiałam się z nią, co idealnie umocniło nasze więzi. 


"Jej piersi wznosiły się i opadały coraz szybciej, gdy napełniała płuca powietrzem, którego częścią pragnęła się stać" 

Historia Cala opowiadana jest przez niego samego, jednak pod koniec każdego rozdziału możemy przeczytać fragment opisujący dzieciństwo głównych bohaterów. Dzięki temu dowiadujemy się o wielu wydarzeniach z przeszłości, które odgrywają bardzo ważną rolę w teraźniejszości. Powroty do młodzieńczych lat Cala i Nicole, pomogły nam przede wszystkim lepiej poznać głównych bohaterów, przeczytać o ich wcześniejszych partnerach, o sytuacji rodzinnej, czy zachowań w liceum. 


Co, jeśli... zawiera w sobie wiele, naprawdę wiele, cennych rad. Opowiada przede wszystkim o przyjaźni, a wątek miłosny jest w nią tylko wpleciony. To co najbardziej podobało mi się w książce, był motyw drugiej szansy, bo chociaż minęło wiele lat od dzieciństwa głównych bohaterów, oni oraz ich sytuacje życiowe, bardzo się zmieniły, jednak los postanowił dać im drugą szansę. Skłaniało mnie to do przemyśleń, jak postąpiłabym gdybym otrzymała taką możliwość. Historia Cala i Nicole na dobre zamieszkała w moim sercu, po prostu nim zawładnęła. Polecam wszystkim fanom jednotomowych, ale pięknych historii, które skłonią czytelnika do przemyśleń. Chociaż powieść skierowana jest przede wszystkim do młodzieży, uważam, że dorośli również znajdą w niej cząstkę siebie i być może zatrzymają się chociaż na chwilę, aby pomyśleć o swoim życiu. Jak sama autorka twierdzi - "To książka po prostu o byciu szczęśliwym" - a ja zgadzam się z nią w stu procentach i sama będę bardzo szczęśliwa, jeśli sięgniesz po Co, jesli...

MOJA OCENA: 9/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria Young


środa, 1 lipca 2015

#153 - "Toxic" - Rachel Van Dyken

1 komentarz:


Tytuł: Toxic
Autor: Rachel Van Dyken
Okładka: miękka
Cena detal.: 34,90 zł
Ilość stron: 343
Wydawnictwo: Feeria Young
Wydanie oryginalne: 2014 rok
Wydanie polskie: 2015 rok






Toxic to drugi tom serii Zatraceni. Chociaż część pierwsza, czyli Utrata, nie za bardzo przypadła mi do gustu, postanowiłam dać autorce jeszcze jedną szansę. Sięgając po tę część mogłam poznać historię Gabe'a, czyli bohatera, który odgrywał drugoplanową rolę we wcześniejszym tomie. 

Gabe na pierwszy rzut oka wydaje się normalnym, zabawnym, niczym niewyróżniającym się, a przede wszystkim szczęśliwym, studentem. Jednak nie wszystko wydaje się takie proste. Gabe skrywa w sercu pewien sekret, o sobie oraz o bardzo ważnej dziewczynie w jego życiu. Nawet jego najlepszy przyjaciel - Wes, czyli postać którą poznaliśmy we wcześniejszym tomie, nie wie nic o historii Gabe'a. Nagle nie wszystko zaczyna iść po myśli głównego bohatera, na jego drodze staje piękna Saylor, jednak wydarzenia z przeszłości dają o sobie znak. 

Już pierwszy tom serii Zatraceni, nie zachwycił mnie tak jak innych czytelników. Dialogi oraz sami bohaterowie wydawali się sztuczni, a styl pisania autorki po prostu mi przeszkadzał. Jednak ze względu na wszystkie "ochy" i "achy" jakie książka wywołała w blogosferze, chciałam zobaczyć jak autorka poradzi sobie w kolejnym tomie, czyli Toxic. Pozytywnym zdziwieniem, które spotkało mnie już na początku, była zmiana głównych bohaterów. Tym razem, Rachel Van Dyken przedstawiła nam historię Gabe'a oraz Saylor, a nie Kiersten i Wesa. I chociaż ta druga para nadal była obecna w wielu kluczowych wydarzeniach, narratorzy zostali zmienieni, co okazało się, moim zdaniem, strzałem w dziesiątkę. 

"Facet był toksyczny. Był jak trucizna."

O wiele bardziej polubiłam Saylor, niż Kiersten. I chociaż obie czasami zachowywały się jak głupiutkie dziewczynki, które nie wiedzą co się dzieje, to ta pierwsza zdecydowanie lepiej poradziła sobie z przeciwnościami losu. Bardzo spodobał mi się jej charakter, nie była uległa, wręcz przeciwnie - zawsze stawiała na swoim. Pomimo całej sytuacji, w której się znalazła, dała sobie radę. Jednak najbardziej do gustu przypadła mi jej empatia oraz chęć pomocy ludziom. W rzeczywistym świecie coraz rzadziej spotykam na swojej drodze takich właśnie ludzi, więc poznanie, niestety, papierowej Saylor było bardzo przyjemnym doświadczeniem. 

W tej części autorka skupiła się na dość trudnym temacie. Myślę, że dość dobrze poradziła sobie z postawioną poprzeczką. Bohaterzy nie mieli życia usłanego różami, wręcz przeciwnie, już od początku książki Rachel Van Dyken nie przysładzała ich życia. Opisane wydarzenia, kluczowe momenty i same historie bohaterów, często łapały mnie za serce i zmuszały do przemyśleń. Uważam to za największy plus tej książki, ponieważ chociaż jest to lektura skierowana do młodzieży, to jednak po jej przeczytaniu można wynieść wiele cennych wniosków. 

Nadal nie jestem wielką fanką twórczości Rachel Van Dyken, całą serię Zatraceni oceniam jako przeciętną, a styl autorki zdecydowanie bym zmieniła. I pomimo sztucznych dialogów, nadużywania określenia "dupek" oraz często irytujących zachowań bohaterów, to drugi tom o wiele lepiej mi się czytało. Być może to przez inną tematykę, która bardziej przypadła mi do gustu, nie wydawała się taka oklepana i mało oryginalna. Polecam zdecydowanie wszystkim osobom, które czytały tom pierwszy - jeśli przypadł Wam do gustu na pewno nie zawiedziecie się na Toxic, a jeśli było inaczej , być może w tym tomie odnajdziecie coś ciekawego. Historię Gabe'a i Saylor można czytać również jako samodzielna powieść, a więc jeśli szukacie czegoś lekkiego, ale skłaniającego do przemyśleń - koniecznie sięgnijcie! 

MOJA OCENA: 5/10 

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria Young

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D