poniedziałek, 29 kwietnia 2013

#48 - "Harry Potter i filozofia" - William Irwin, Gregory Bassham

8 komentarzy:
Seria książek o młodocianym czarodzieju od samego początku budziła niezwykle silne emocje. Oskarżana o szerzenie magii i okultyzmu, była nawet ostentacyjnie palona, tak jak zakazane księgi w czasach Wielkiej Inkwizycji. Więc jeśli Ty również jesteś fanem Harry'ego Pottera, jeśli magia rzeczywiście wciąż Cę pociąga i nęci, chcemy pokazać Ci coś, co prawdopodobnie przeoczyłeś w trakcie lektury. Zobacz świat Harry'ego z innej perspektywy.



Okładka: miękka
Cena: 34,90 zł
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: editio
Wydanie na świecie: 2010 rok
Wydanie w Polsce: 2011 rok

Jak na prawdziwą potteromaniaczkę przystało, posiadanie tej książki było dla mnie podstawą, dlatego sprawiłam ją sobie w grudniu, jako prezent gwiazdkowy. Dlaczego dopiero teraz ją recenzuje? Najpierw trzymały ją potworki (i nie chciały oddać), później musiałam ją jakoś przeczytać, ale wcale mnie nie ciągnęło.

Jedyne co jest fajne w tej książce to tylko okładka. Możecie się śmiać, lub nie, ale gdy lektura była już w moim domu nie mogłam przestać patrzeć się w te oczy Harry'ego. Na prawdę :) Cóż może tym razem zbyt pochopnie oceniłam książkę po okładce?

Harry Potter i filozofia podzielona jest na 5 części, każda z nich jest w większym lub mniejszym stopniu interesująca. W książce poruszane jest wiele ważnych tematów, takich jak miłość Harry i Lily (rodzicielska) lub Lily i Snape (mężczyzna- kobieta).

 Nie mniej jednak najbardziej do gustu przypadł mi dział " Czy Dumbledore jest gejem i kto może o ty wiedzieć?". Każdy z nas kiedykolwiek słyszał o tym, że Rowling po wydaniu siódmej części, czyli "Harry Potter i Insygnia Śmierci", kończąc sagę w jednym z wywiadów powiedziała nam o orientacji seksualnej dyrektora Hogwartu. Najpierw w to nie wierzyłam (przekopałam cały internet, by odszukać ten wywiad), lecz z czasem się do tego przyzwyczaiłam, a ten rozdział pomógł mi to zaakceptować i zrozumieć.

"Wielką siłą Dumbledore'a jest intelekt. Czy to możliwe, że jest on gejem, ponieważ żadna kobieta nie może mu dorównać?"

Więc dlaczego ta książka nie za bardzo mi się spodobała? Autorzy utwierdzają nas w przekonaniu, że dzięki tej lekturze dowiemy się wielu, ale to wielu rzeczy, które umknęły nam podczas czytania kanonu. Po odłożeniu książki miałam jeszcze większy mętlik w głowie. W lekturze były po prostu "rozgrzebywane" wątki, które każdy z nas zna i kojarzy, tylko były przedstawione w innym świetle.

W pewnych chwilach, momentach książka była najzwyczajniej nudna. Bo ile razy można czytać przypisy, co powiedział kiedyś Sokrates i jaki to ma znaczenie w serii o młodym czarodzieju? Nie każdy temat był ciekawy, dlatego często przerzucając kartki nie wiedziałam o czym czytam.

Wiem, że jest to książka "Harry Potter i filozofia", dlatego powinnam się spodziewać takiego wykonania i porównań. Nie mniej jednak myślałam, że książka będzie inaczej wykonana, ze względu na młodych fanów magii. Mogę powiedzieć, że trochę się zawiodłam, ale myślę, że warto po nią sięgnąć, ponieważ chyba każdy potteromaniak chce wiedzieć co w trawie piszczy. Być może wy odnajdziecie więcej pozytywnych stron tek książki?

Pozdrawiam.

sobota, 27 kwietnia 2013

#14 - "Miejsca do czytania"

14 komentarzy:
Każdy z nas ma jakieś miejsce gdzie uwielbia czytać. W moim przypadku jest to łóżko, ale również chętnie wyleguje się na huśtawce, oczywiście z książką. W takich naszych "kryjówkach" do czytania czujemy się bezpiecznie, spokojnie, a nawet... szczęśliwie?

Rozmawialiśmy już na temat tego jak ludzie reagują na nasze czytanie w miejscach publicznych, teraz podyskutujemy o tym jakie miejsca wybieramy do spotkania z bohaterami książkowymi.

Jeśli chodzi o czytanie w miejscach publicznych to u mnie są to przystanki, ławki w np. Parku, galerii, a nawet chodnik, czy krawężnik jeśli na coś/kogoś czekam. Moim takim małym marzeniem jest wziąć książkę, wsiąść na rower, zajechać gdzieś gdzie będzie pięknie i czytać, a później wrócić. Do spełnienia, gdy znajdę jakieś wspaniałe miejsce.

Nie wiem jak z waszymi odczuciami, ale ja uwielbiam czytać w miejscach, które mi się podobają. Chociaż powinno to nie mieć znaczenia, bo i tak przenosimy się w inny świat, to uwielbiam na 5 sekund oderwać się od lektury i spojrzeć na zachodzące słońce, a następnie znów czytać. Czyż to nie jest cudowne? Mimo moich "wymagań", to i tak czytam gdzie popadnie zaczynając w autobusie, kończąc w KFC.

Po zimie mój pokój już mi się przejadł, dlatego teraz jak najwięcej czytam na powietrzu.

Nawet w szkole mam swoje ulubione miejsca do czytania. Teraz jest sam środek boiska. Siedzę tak sobie sama i czytam ;) miłooo ;D W zimę zazwyczaj przesiadywałam na końcu korytarza.

Dlaczego to miejsce w którym czytamy, jest ważne? Pewnie każdy z was uwielbia czytać w pomieszczeniu gdzie ładnie pachnie. Dlatego nie dobrze będzie się nam zaczytywać w książce, gdy dookoła nas "śmierdzi" i jest duszno. Tak samo jest z miejscami, z którymi kojarzy się nam coś dobrego (np. Fajna książka).

A wy macie ulubione miejsca, pokoje do czytania? 

Pozdrawiam.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

#47 - "Dziewczyny się odchudzają" - Jacqueline Wilson

24 komentarze:
Ellie, Magda i Nadine to nierozłączne przyjaciółki, które różnią się skrajnie stylem, wyglądem i zainteresowaniami. Ellie pasjonuje się sztuką, Nadine horrorami, a Magda chłopcami. Łączy je jedno: obsesja na punkcie wyglądu. Patrząc na swoje przyjaciółki, Ellie uzmysławia sobie, że jej życie stanie się nie do zniesienia, jeśli nie schudnie przynajmniej kilkanaście kilo.






Okładka: miękka
Cena (w sieciach księgarni Empik): 17,49 zł
Ilość stron: 183
Wydanie za granicą: 1998 rok
Wydanie w Polsce: 2002
Wydawnictwo: Media Rodzina


Książka wydana w oryginalnym języku, ma tyle samo lat co ja. Nie mniej jednak, jest "bardzo na czasie", ponieważ moim zdaniem w XXI wieku, coraz więcej nastolatek (i nie tylko) nie akceptuje siebie, swojego ciała. Przechodząc na obsesyjną dietę, popadają również w bulimię i anoreksję.

Najpierw miałam mieszane uczucia co do lektury. Ellie, Magdę oraz Nadine znałam już od dawna, niestety tylko z serialu "Dziewczyny i miłość" (btw. Oglądał ktoś?). Postanowiłam poznać dziewczyny od "pierwotnej strony", czyli książki.

Na ogół książka jest ciekawa, ale najpierw myślałam, że będzie to kolejny pamiętnik trzynastolatki, która "ma masę problemów" (czyli drugi trzynastolatek nie zwrócił na nią uwagi). Wybaczcie jeśli kogoś uraziłam, ale po prostu za takimi książkami nie przepadam. Wracając do recki. Już od pierwszego rozdziału mega się wciągnęłam. Stało się tak, ponieważ od początku akcja rozwija się jak szalona i nawet nie ma czasu na oddech, bo co rusz poznajemy nowe osoby, miejsca i wydarzenia.

Ellie, była dla mnie odpowiednim przykładem na to, że jeśli chcesz się zmienić - przyjaciele tego nie zaakceptują. Kiedy główna bohaterka zaczęła się odchudzać bliskie jej osoby - wyciągały ją na pizze i inne smakołyki. Wiem, że Ellie zachowywała się dość głupio, ale nie jest to jej wina, po prostu zachorowała, a moim zdaniem Nadine i Magda nie mogły tego zaakceptować.

Choc sama nie interesuję się psychicznymi chorobami, których skutki widać na ciele, dzięki lekcjom biologii, jak i WDŻWR, mniej więcej orientuję się w objawach tych chorób. Ellie miała napady głodu, po których zmuszała się do wymiotów. Na nie spożywanie pokarmów, miała dobre wymówki. Główne objawy bulimii.

Oprócz Ellie, która była naszym narratorem, jak i głównym bohaterem książki, postać, która zwróciła moją uwagę, była Nadine. Najbardziej podobał mi się chyba jej wygląd ( w filmie też zwróciłam na nią szczególną uwagę), ale osobowość, też jest godna podziwu. Chyba Nadine była i jest mi najbliższa z tytułowych przyjaciółek.

Inne przygody Ellie, Magdy i Nadine możemy znaleźć w książkach "Dziewczyny się zakochują", "Dziewczyny się spóźniają" i "Dziewczyny płaczą".

Co myślicie o bulimii, anoreksji? Przekonała was ta książka? 

Teraz coś z innej beczki (a może tej samej?):
Czytanie na powietrzu, czyli moje dzisiejsze popołudnie <3

Pozdrawiam.

sobota, 20 kwietnia 2013

#13 - "Jednorazówki", czy kilku tomowe sagi?

14 komentarzy:
Witajcie!
Dzień, w ogóle tydzień miałam naprawdę zabiegany, co równa się z czasem poświęconym rowerowi i nauce, niż książkom i blogu. Nie mniej jednak zatęskniłam i tak jak od ludzi łatwo mi się odzwyczaić, to od was nie mogę ;)

Wiele z was posiada swoje ulubione serie i sagi. Jeśli nie, bez trudu możecie wymienić kilka znanych tytułów jak "Władca Pierścieni", "Zmierzch", czy "Harry Potter". Takich sag jest pełno na rynku, niektóre są znane, inne mniej, ale oczywiście każdy tom możemy zakupić w dowolnej księgarni.

Jak pewnie większość z was wie serie, które podbiły moje serce, i nie raz do nich wracałam to Harry Potter, i od niedawna Igrzyska Śmierci. Obie sagi są jakimś ważniejszym "czymś" w moim życiu i nie wyobrażam sobie, bym nie mogła znaleźć się na arenie wraz z Katniss, lub zaczarować w Hogwarcie wraz z Harrym. Mimo tego, że mam swoich faworytów, próbuje i poznaje inne serie. Jak na razie, oprócz wyżej wymienionych, żadne nie przypadły mi do gustu w 100%.

Jeśli chodzi o jednorazówki, po nie sięgam zdecydowanie częściej. Czasami po prostu nie chce poznawać innego świata, który ciągnie się na 10 tomów, a częściej nie mam dostępu do wszystkich książek z danej sagi. W mojej bibliotece, jest zdecydowanie więcej pojedynczych tomów, niż kilku książkowych sag.

Myślę, że większość dorosłych i na pewno zabieganych ludzi, częściej czyta książki, bez kolejnych części. Wszystko wynika z brak czasu (aż strach pomyśleć, że mnie to również powoli zaczyna "dotykać"). No bo kto ma czas na przeczytanie takiego Harry'ego Pottera? Przecież ma to 7 tomów, z każdym kusi bardziej, a czasu brak.

Jednorazowe książki są też najlepszym wyjściem, dla niecierpliwych czytelników. Bo czy nie mieliście kiedykolwiek wewnętrznej potrzeby dowiedzenia się, kto zabił? kogo wybierze? Nie mniej jednak, coś w tym stylu. Ja miałam (np. Kosogłos), ale częściej wolę zdecydowanie środki książek. Pewnie większość z was tak miała, i mnie rozumie ;)

Wolicie jednorazówki, czy dłuuugie sagi? Jesteście niecierpliwi, i nie możecie doczekać się jak zakończy się książka? No i, jak tam u was z wiosną? *o*

Pozdrawiam!

wtorek, 16 kwietnia 2013

#46 - "Oskar i Pani Róża" - Eric-Emmanuel Schmitt

8 komentarzy:
Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziewięcioletni Oskar leży w szpitalu i od dawna nie wierzy w żadne bajki. Wtedy na jego drodze staje tajemnicza pani Róża, która ma za sobą karierę zapaśniczki i potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji...



Okładka: twarda
Cena (z okładki): 21 zł
Ilość stron: 78
Wydanie za granicą: 2002 rok
Wydanie w Polsce: 2004 rok


Książka wpadła w moje ręce przypadkowo - jako prezent urodzinowy. Pochłonęłam ją w niecałą godzinę i oczywiście byłam zachwycona.

Tytuł zapewne wiele z was słyszało, bo książka jest dość znana. Sama pamiętam gdy w podstawówce Pani od religii zachęcała nas do przeczytania, dlatego lektura jest mi znana nie od dziś, chociaż tak na prawdę dopiero w sobotę miałam okazję poznać ją od środka.

Książka naładowana jest milionami uczuć i emocji, jakie powinien odczuć czytelnik (wyjątek - ja). Chodź nie płakałam, a zakończenie książki przyjęłam do wiadomości to i tak w trakcie czytania było mi za razem smutno, jak i wesoło. Dlaczego to pierwsze? To proste, nie chciałabym spojlerować, ale po prostu coraz więcej dzieci musi dorosnąć w tak młodym wieku i zaakceptować pewne fakty, a dzieciństwo powinno być chyba czasem beztroskim. W takim razie, dlaczego wesoło? To było takie słodkie, kiedy dziewięciolatek pyta się czy przez pocałunek można zajść w ciążę. Po prostu patrzyłam na dziewięcioletniego, niewinnego Oskara i robiło mi się cieplej na sercu.

Tytułowa Pani Róża była w pewnym sensie mentorem Oskara. Pomagała mu w wielu rzeczach. Tłumaczyła pewne fakty, które dla dorosłych ludzi są nie zrozumiałe, a za razem była miłą ciotką, która opowiadała bajki o zapaśniczej karierze.

Książka jest magiczną, krótką, ale wartą do przebycia drogą. Uważam, że równie dobrze można ją czytać dziecku na dobranoc, jak i samemu sięgnąć po krótką książka przed snem. Myślę, że lektura nie jest zależna od wieku, a "leniuchów" 78 stron nie powinno odstraszyć.

Czy wy słyszeliście o tym tytule? Może poznaliście książkę także w środku? 

Pozdrawiam

sobota, 13 kwietnia 2013

#12 - Cudze chwalicie, swego nie znacie.

4 komentarze:
Ha! Mówiłam, że przyjdzie wiosna. No i razem z wiosną moje zaległa urodzinowa impreza. Dostałam "W pierścieniu ognia" oraz "Oskar i Pani Róża" (już przeczytałam, i mogę powiedzieć tylko, że jestem zachwycona - reszta w poniedziałek). Dobra koniec chwalenia się - czas na rozkminy ;)

Do tego postu zainspirowały mnie wasze komentarze pod recką "Felix, Net i Nika oraz ...". Wiele z was mówiło, że nie czytuje dzieł polskich autorów. Muszę przyznać, że w moje ręce częściej trafiają książki spod zagranicznych piór, lecz jak na prawdziwą fankę literatury - poczytuję także dzieła rodaków :)

Moją jedyną ulubioną polską autorką jest Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Miałam nawet okazję spotkania jej osobiście, i otrzymania autografu, niestety wtedy byłam tam bardziej pod pretekstem "nie będzie mnie na lekcjach", niż "wow! Uwielbiam Pani książki". Ale nie o tym post.

Z dzieł Pani Gosi, bardzo podoba mi się "13 poprzeczna", "220 linii" oraz "Wystarczy, że jesteś". Wiele osób z mojej szkoły oraz z moich internetowych znajomych zachwyca się sagą "Cukiernia pod Amorem". Szczerze powiedziawszy, ja nie zaprzyjaźniłam się z tą lekturą, ale myślę, że z drugim podejściem - do, którego się przymierzam - będzie lepiej.

Wiele z Was - nałogowych czytelników (w tym ja) - pokochało takie sagi jak Harry Potter, czy Igrzyska Śmierci. Obie sagi zostały napisane przez zagranicznych autorów. My - Polacy, zajęliśmy się tylko tłumaczeniem, ale przecież mamy inne sagi, które napisaliśmy sami? Moją propozycją tutaj, byłaby wcześniej wspomniana saga "Felix, Net i Nika oraz...". A wasza? Piszcie, z jakich polskich książek jesteście dumni ;)

Jeśli chodzi o to czemu częściej sięgam po zagraniczne książki, odpowiedź jest trochę śmieszna. Albowiem wielki wpływ ma na mnie internet. Tak, gdy dużo recenzyjnych blogów doda tą samą książkę, w mojej głowie, odzywa się głosik "musisz ją przeczytać". Często, też na zagranicznych stronach, typu tumblr, wiele osób dodaje obrazki z różnych książek. Tak "trafiłam" na Igrzyska oraz Szukają Alaski.

Pozdrawiam.

piątek, 12 kwietnia 2013

#45 - "Kamizelka" - Bolesław Prus

4 komentarze:
Opowiadanie o mężu i żonie, sąsiadach narratora, jest smutne i gorzki. Jednocześnie jest to nowela niezwykle budująca, bo autor mówi o tym, do jakich pięknych uczuć i czynów zdolni są zwyczajni, przeciętni ludzie.










Okładka: miękka
 Cena(z okładki): 5,50 zł
Ilość stron: 7
Wydawnictwo: Greg
Wydanie w Polsce: 1882 rok

Nowela została mi "polecona", przez Panią od Polskiego. Jest to moja lektura, którą zaczynam omawiać w poniedziałek, dlatego już wczoraj zabrałam się za przeczytanie tego krótkiego tekstu.

Nowela od razu przypadła mi do gustu. Opowiada ona o pięknym uczuciu dwojga ludzi i o tym co można zrobić z miłości. Moim sercem zawładną motyw kamizelki, bardzo tajemniczy, a zarazem taki oczywisty.

Lektura okazała się ciekawą oraz interesującą. Chyba jedyna, która mi spodobała i szczerze nie mogę doczekać się kartkówki, która sprawdzi moją wiedzę na temat tej noweli.

Zachwyciłam się tym, że można oszukiwać i kłamać - z miłości. Zawsze kojarzyło mi się z egoizmem, a tu zrozumiałam, że można tak postępować, by pomóc osobie, której kochamy. Bolesław Prus, przedstawił tu dwoje kochających się ludzi, których rozdzieliła śmierć - a wszystkie wspomnienia zostały "zamknięte" w starej kamizelce, którą ktoś kiedyś kupił za 50 groszy.

Uważam, że nowela, jest wzruszająca i smutna, aczkolwiek warta przeczytania, nawet jeśli nie jest waszą lekturą. Po tej noweli mam na prawdę ochotę na inne dzieła Bolesława Prusa, i myślę, że następny tydzień minie mi miło wraz z innymi nowelami tego uzdolnionego pisarza.

Czytaliście, bądź omawialiście lub będziecie? Wrażenia? 

Pozdrawiam

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

#44 - "Córka dymu i kości" - Laini Taylor

18 komentarzy:
Karou prowadzi podwójne życie: jedno w Pradze jako utalentowana i tajemnicza artystka, drugie w sekretnym sklepie, gdzie rządzi Brimstone - Dealer Marzeń. Karou nie wie, skąd przybywa i czy jest tylko człowiekiem. Nie wie, po co wyrusza przez magiczny portal na ryzykowne wyprawy. I nie wie, do którego świata należy. Dopóki nie spotka najpiękniejszej istoty: mężczyzny o skrzydłach z płomienia, ustach bez uśmiechu i oczach koloru ognia, których spojrzenie jest jak płonący lont wypalający powietrze pomiędzy nimi. Akiva staje się jej tak bliski, jakby kochała go całe życie.


Okładka: miękka
Cena: 37,80 zł
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Amber
Wydanie w USA: 2011rok
Wydanie w Polsce: 2012 rok

Naprawdę nie wiem, jak to się mogło stać, ale nigdy nie ujrzałam tej książki - nawet na półce w empiku. Chodź swoim wyglądem, jak i opisem kusi, mojej uwagi nie zdobyła wcześniej, a szkoda. Dopiero recenzja, którą przeczytałam na moim ulubionym blogu, otworzyła mi oczy i wypatrywałam niebieskiej maski, wśród innych lektur. Takim sposobem "Córka dymu i kości", wróciła ze mną do domu i znalazła się na mojej półce - we wtorek.

Lektura jest jak najbardziej tajemnicza, i ciekawa. Chodź czytałam ją długo, to kiedy siadałam nie mogłam się oderwać. Laini Taylor stworzyła świat pełen namiętności, magii, oraz piękna. Książka jest niesamowita, można rzec, że jest literackim klejnotem. Zakazana miłość oraz zachwycający, fantastyczny świat zaczarują każdego!

Karou okazała się pewną siebie dziewczyną, która ufa ludziom i wie czego chce. Swoim wyglądem również zwraca uwagę czytelnika. Mnie zafascynowały jej turkusowe włosy, tatuaże oraz blizny na ciele. Główna bohaterka okazała się również ciekawska, z jednej strony posłuszna, z drugiej uparta. Jak widać mamy wiele wspólnych cech :)

Kolejną bohaterką, tym razem drugoplanową, którą polubiłam okazała się Zuzanna - przyjaciółka Karou. Dziewczyna miała pozytywne nastawienie do życia, tak samo jak główna bohaterka - świetnie malowała, oraz była wrażliwa i opiekuńcza. Gdy lepiej poznałam Zuzie, zrozumiałam kiedy Karou powiedziała, że przed nią nie da się ukryć tajemnic. Zuzanna zaimponowała mi, gdy chciała ochronić przyjaciółkę przed aniołem.

"To nie jest książka na pięć gwiazdek: jest na milion gwiazd, dwa księżyce i anielskie skrzydła w locie" - Goodreads

Książka ma fenomenalną okładkę, a w środku pięknie ozdobione rozdziały. Z tyłu możemy przeczytać wiele opinii na temat lektury, jak i wiele stwierdzeń. Jedno z nich bardzo przykuło moją uwagę, przez co głosik w mojej głowie powiedział "Musisz ją mieć!". Zatem wydawnictwo zarzeka się, że jest to książka, która powinna zająć miejsce Harry'ego Pottera w wyobraźni czytelnika, i nie tylko. Ja się z tym nie zgadzam, bo chodź Rowling miała bardzo prosty styl pisania, a Taylor o wiele lepszy, to i tak seria o młodym czarodzieju podbiła świat, a "Córka dymu i kości" zawitała w sercu niewielu czytelników.

Żałuję, że wcześniej nie miałam okazji usłyszeć o książce, bo przeczytania jest warta. Nie mniej jednak uważam, że takie serie jak Harry Potter czy Igrzyska Śmierci bardziej podbiły moje serce. Dlatego "Córka..." otrzymuje honorowe trzecie miejsce w moich ulubionych sagach. Nie mogę doczekać się aż w moje ręce trafi tom 2.

A wy, co myślicie o tej książce? I jakie macie o niej zdanie?

Pozdrawiam.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Liebster Award

Brak komentarzy:
Dalej leże w łóżku. Chodź za oknem słoneczko, podobno dalej jest zimno. Z nudów przygotowałam dziś dla was post z nominacją. Nagrodę Liebster Award dostałam od Carvel.

Pytania Carvel: 

1.Ile czasu dziennie poświęcasz swojemu blogowi?
Oh, zależy od dnia. Kiedy jestem chora potrafię napisać kilka postów do przodu. W normalnej dobie, kiedy mam na głowie lekcje - pisze tylko posta, lub sprawdzam komentarze.

2. Czy oglądasz jakieś seriale? Jak tak, to jakie?
Na telewizję na prawdę nie mam czasu, a oglądanie seriali w sieci też odpada. Nie mniej jednak czasami obejrzę niektóre odcinki takich seriali jak Przepis na życie lub lekarze na TVN. Coraz rzadziej oglądam również Przyjaciółki na Polsacie.

3. Czy często wzruszasz się, czytając książki lub oglądając filmy?
Uwielbiam smutne książki, ale taka lektura musi być na prawdę arcydziełem - bym przy niej płakała. Jeśli chodzi o filmy, zazwyczaj oglądam ekranizacje lub adaptacje książek, dlatego już wiem co się zdarzyło i się nie wzruszam.

4. Gdybyś mogła być zwierzęciem, wybrałabyś?
Kosogłosa ;D

5.Zakładając, że istnieje reinkarnacja... Kim byłaś w poprzednim życiu?
Myślę, że byłam przeciwieństwem osoby, jaką jestem teraz. Nie lubię monotonii, dlatego chyba podświadomie robię coś, by zmienić moje drugie życie. Oczywiście jeśli reinkarnacja istnieje.

6. Na jaką premierę książkową i filmową czekasz w tym roku?
Jeśli chodzi o książki, to chyba Papierowe Miasta (czerwiec) i Szukając Alaski (wrzesień), wydania od Bukowego Lasu. Za to filmowa premiera to "W pierścieniu ognia" 22 listopada.

7. Jaką książkę, która nie została jeszcze wydana, chciałabyś zobaczyć na naszym rynku?
Cóż te pytanie jest trudne bo na prawdę nie wiem. Na razie moja lista "must read" nie pozwala mi patrzeć na inne książki XD

8. Twoje ulubione wydawnictwo?
Oczywiście Nasza Księgarnia :)

9. Na co narzekasz w książkowej blogosferze?
Na nic! :D

10. Gdybyś mogła spotkać się z trzema wybranymi bloggerami, kto by to był?
Nie posiadam ulubionych blogerów, czy blogów. Wolałabym spotkać się z moimi czytelnikami ;)

11. Znienawidzona przez Ciebie książka, to...?
Tomek w krainie kangurów, najgorsza lektura ever xd

Nominuję każdego/nikogo (niepotrzebne skreślić).
Jeszcze raz dziękuję za nominację.
Pozdrawiam.

sobota, 6 kwietnia 2013

#11 - Szczęśliwe zakończenia.

18 komentarzy:
Piszę do was z łóżka, bo troszeczkę się rozchorowałam. Nie w porę bo jest powinna być wiosna, ale śnieg dalej leż za oknem. Nie przedłużając zapraszam na dzisiejsze rozkminy.

Chyba każdy z was czytając jakąkolwiek książkę natkną się na happy end. Jeśli ktoś przeczytał wszystkie moje posty (lub większość z nich) zapewne już wie, że nie lubię szczęśliwych zakończeń. Czemu? Są one dla mnie monotonne, takie zbyt "słodkie". Książkę, która kończy się dobrze - nie zapamiętam (WYJĄTEK: Harry Potter). Nie wiem czemu, ale po prostu takie "Żyli długo i szczęśliwie" jest dla mnie zbyt naciągane. Bo nie da się tak żyć.

Pomimo tak negatywnego nastawienia do happy endów, w kilku książkach je zaakceptowałam. Lektura pt. "Milczenie" - dziewczynka od małego molestowana przez dziadka, rodzina nic nie zauważa, a ona została sama. Wreszcie przestała bać się mówić i co? Odzyskała "wolność", a zakończenie? Beztroskie, miłe i przede wszystkim SZCZĘŚLIWE. I jak tu tego nie zapamiętać? Kolejną książką, a raczej sagą będzie Harry Potter. Tu chyba nic nie muszę tłumaczyć, bo jak można te książki zapomnieć? Przecież jest to 7 magicznych tomów i 10 lat "potterowskiego szału" na całym świecie. Poza tym zabiłabym Rowling (pewnie nie tylko ja) jakby odebrała nam też Harry'ego.

W niektórych lekturach jednak nie przetrawiłam takiego zakończenia. Może było to spowodowane moim aktualnym humorkiem, bądź atmosferą, lub miałam taki kaprys nie mniej jednak w tych książkach "słodkością" chciało mi się rzygać. Na pierwszy ogień pójdzie chyba "Poradnik pozytywnego myślenia", książka super, na piątkę z plusem, ale zakończenie akurat mi się nie spodobało. Liczyłam na coś bardziej smutnego, dającego do myślenia (SPOJLER: Może wsadzenie Tiffany do zakładu psychiatrycznego, powrót Nikki do męża?) dostałam co innego, ale i tak książka mi się podoba ;) "Paulina w orbicie kotów", jak najbardziej lekka, aczkolwiek wciągająca książka, ze szczęśliwy zakończeniem. Gdy ją odkładałam, myślałam "nigdy więcej", chodź z drugiej strony "będzie mi jej brakowało". No, ale w takim razie jak zakończyć taką lekką książkę? Pomysłów brak.

Spotkałam się z opinią wielu ludzi (w internecie oczywiście), że Igrzyska Śmierci skończyły się szczęśliwie. Śmiech na sali. Wiem, że każdy z nas inaczej interpretuje początki, zakończenia, nawet całe książki. Jednak przy tej myślę, że jest to jasne i tak chciała przekazać nam autorka, że jednak jest okej, ale dalej pozostały przykre wspomnienia i trzeba nauczyć się żyć na pograniczu szczęścia. Chyba, że się mylę. Jeśli tak - uświadomcie mi to.

Ogólnie rzecz biorąc, każdy lubi co innego. Ja wolę smutniejsze zakończenia (nie całe książki!) bo wtedy mogę myśleć i analizować, a to uwielbiam. Inni wolą szczęśliwe i beztroskie ostatnie strony lektur. Chodź tak na prawdę nie ma to znaczenia, trafiamy na różne książki, i nie zależnie co przeczytamy - wiele nauczymy się z każdej książki. Bo czytanie zbliża ;)

Lubicie Happy Endy? Gdzie je zaakceptowaliście, a gdzie odrzuciliście? 

czwartek, 4 kwietnia 2013

#43 - "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi" - Rafał Kosik

12 komentarzy:
Felix, Net i Nika rozpoczynają naukę w warszawskim gimnazjum. Oprócz zmiany szkoły, ten rok edukacji nie miał różnić się niczym od poprzednich sześciu. A jednak nastolatkowie trafiają na ślad znikających ludzi, którzy obrabiają banki i muzea. W serii przypadkowych zdarzeń tytułowi bohaterowie zaprzyjaźniają się za sobą, by razem stawić czoła Gangu Niewidzialnych Ludzi.





Okładka: twarda
Cena: 35,99 zł
Ilość stron: 371
Wydawnictwo: Powergraph
Wydanie w Polsce: 2004 r.

"Cudze chwalicie swego nie znacie" - te powiedzenie kojarzy chyba każdy. Ja od lat zaczytuję się w sadze Harry Potter, a od miesięcy w Igrzyskach Śmierci. Oba bestselery wyszły spod pióra zagranicznych pisarzy, a jak jest z tym naszymi, polskimi sagami?

Książkę pożyczyłam od koleżanki, ze względu na znany tytuł, ale też chciałam przekonać się, czy jakaś polska saga mnie zaciekawi. Od razu na wstępie powiem, że podziwiam autora, za ilość książek z serii "Felix, Net i Nika...", bo jest ich aż dziesięć, a jedenasta ma ukazać się za dwa tygodnie.

Książka na mojej półce stała dość długo, bo aż półtorej miesiąca. Motywacją by wreszcie ruszyć dupę i ją przeczytać były cele na marzec. Przyznam, że czytałam ją 31.03, ale to już szczegół ;)

Lektura w kilku momentach mnie wciągnęła, ale na krótko. Nie planuje sięgnąć po następne części, chyba że będę się na prawdę nudziła. Myślę, że brak mojego zaciekawienia tą książką, wywodzi się, z tego, że jest to stu procentowa przygodówka - czyli książka nie dla mnie.

Książka opiera się na przyjaźni. Główni bohaterowie mogą liczyć na siebie w każdej chwili. Mogłabym powiedzieć, że jest to trochę naciągane, ale kto wie? Może taka przyjaźń istnieje na prawdę? Nie wiem, ale ja na taką jeszcze nie trafiłam. Początek książki jest trochę nudny, akcja na dobre się jeszcze nie rozwinęła. Za to koniec jest bardzo zaskakujący.

Gdybym lekturę miała oceniać pod względem ocen szkolnych, dałabym jej dostateczny +, ewentualnie dobry -. Aczkolwiek każdego zapraszam do sięgnięcia po tą książkę, być może komuś z was przypadnie do gustu.

Może ktoś z was już ją czytał? Jak wrażenia?

Dobra, *chwali się* mam dzisiaj urodziny. Życzonka mile widziane ;*

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

#2 - Podsumowanie miesiąca: marzec

8 komentarzy:
Witajcie! Tak jak zapowiadałam, i zgodnie z moimi oczekiwaniami znalazłam czas, by napisać podsumowanie miesiąca, w końcu dziś już oficjalnie powitaliśmy kwiecień! (mój ulubiony miesiąc)

W tym miesiącu przeczytałam 9 książek - tak jak zakładałam miesiąc temu. Czuję ogromną satysfakcję, że wywiązuję się chociaż z własnych celów.


Tytuły książek:

1. Igrzyska Śmierci - Suzanne Collins
2. Pozwól mi odejść - Lurlene McDaniel
3. Poradnik pozytywnego myślenia - Matthew Quick
4. Doubt - Yoshiki Tongai
5.Dolina Szkieletów - Patrick Carman
6. W pierścieniu ognia - Suzanne Collins
7. Kosogłos - Suzanne Collins
8. Duch w machinie - Patrick Carman
9. Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi - Rafał Kosik


Ten miesiąc był ubogi w ilość książek jakie kupiłam/dostałam. Z żadnym wydawnictwem nie nawiązałam współpracy, i jeszcze długa droga przede mną, więc pozostał tylko własny zakup lub prezenty. Nie przedłużając na moją półkę w tym miesiącu trafił jedynie "Poradnik pozytywnego myślenia", który dostałam w prezencie na dzień kobiet.

Jak pewnie zauważyliście w tym miesiącu znów przeczytałam serie Igrzysk Śmierci. Nie uważam tego za odkrycie miesiąca (było już w lutym), dlatego myślę, że chętnie sięgnęłabym jeszcze raz po "Poradnik pozytywnego myślenia" i "Duch w machinie". Jeśli chodzi o negatywne książki, w tym miesiącu mi się nie trafiły i chwała Bogu za to ;)

Na marzec postawiłam sobie wiele celów do spełnienia. Nie ze wszystkich się wywiązałam, ale większość spełniłam, więc pewną satysfakcje czuje ;) Założyłam, że przeczytam o jedną książkę więcej niż w lutym, więc 9. Jak już wspominałam wywiązałam się z tego, a tytuły możecie zobaczyć wyżej. Kolejnym celem był zakup chociaż jednej książki. Stawiałam na poradnik, ale mój Tato mnie wyprzedził, więc myślę, że ten cel również mogę zaliczyć (nie patrząc moja skromna kolekcja powiększyła się o jeden egzemplarz). Miałam dokończyć "Pamiętnik Narkomanki", tu stawiam minus. Dotrwałam do piątego  rozdziału (tą książkę słuchałam), a później... zasłuchiwałam się już w Led Zeppelin. Ostatni cel, zrealizowałam w 1/2. Miałam przeczytać wszystkie ebooki, które zebrałam na tablecie. Nie dość, że zaczęłam tylko "Niezgodną", a innych książek nie dotknęłam, to pościągałam jeszcze więcej lektur. Na pocieszenie, po trzymaniu książki ok. miesiąc, przeczytałam pierwszą część serii "Felix, Net i Nika ...". 


Do kwietnia podchodzę z optymizmem. Mam nadzieję, że przyjdzie do nas upragniona wiosna. Drugim plusem są moje urodzinki (dokładnie za 3 dni ^^). Dostanę trochę więcej książek niż w normalnym miesiącu, oraz pieniądze (które wydam na książki).

Moim pierwszym celem na kwiecień, tradycyjnie będzie przeczytanie o jedną książkę więcej niż ostatnim miesiącu, czyli tym razem 10. Więcej celów nie mam, oczywiście poza tym, żeby pisać tu systematycznie. Troszkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i życzę wam, żeby ostatnie chwile świąt spędzić z rodziną i nie martwcie się - wiosna jeszcze przyjdzie! 

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D