środa, 27 lutego 2013

#35 - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" - J.K Rowling

13 komentarzy:
Siemka!
Dziś zapowiedziany cykl recenzji Harry'ego Pottera. Zaczynamy oczywiście od Kamienia Filozoficznego. 
Harry Potter - zwykły chłopiec, mający 11 lat, mieszka u swojego wuja i ciotki na Privet Drive. Znalazł się tam, ponieważ jego rodzice rzekomo zginęli w wypadku samochodowym. Gnębiony przez swojego kuzyna, mieszkający w komórce pod schodami, odnajduje "światło w tunelu", by wyrwać się z rzeczywistości - dostaje list. Jest on wyraźnie zaadresowany do niego, lecz wuj Vernon nie pozwala zobaczyć zawartości dla Harry'ego. Po kilku dniach główny bohater zamieszkuję w najmniejszym pokoju w domu, ale nadawca listów nie przestaje ich wysyłać. Podczas niedzielnego, beztroskiego popołudnia dom państwa Dudley zostaje zasypany listami, a oni sami udają się do domu, położonego na środku morza. W nocy nadchodzi sztorm i...Hagrid - gajowy Hogwartu. Opowiada dla Harry'ego jak na prawdę zginęli jego rodzice, o szkolę magii i czarodziejstwa, oraz o tym, że jest czarodziejem. Na drugi dzień udaje się z pół olbrzymem na ul. Pokątną, i dowiaduje się coraz więcej o magicznym świecie. Gdy pierwszego dnia staje na dworcu King Cross, do peronu dziewięć i trzy czwarte, pomaga mu dostać się rodzina Weasley. Harry trafia do Hogwartu i zgodnie z swoją prośbą trafia do Gryffindoru, nie Slytherinu. Chłopiec z czasem odnajduje przyjaciela w Ronie Weasley, a po pokonaniu trola górskiego w Hermionie Greanger. Złota trójca dowiaduje się o "Kamieniu Filozoficznym", który znajduje się w szkole. Podejrzewając Snape, znienawidzonego profesora eliksirów, pewnej nocy, gdy profesor Dumbledor wyjeżdża, udają się na trzecie piętro, gdzie schowany jest kamień. Po pokonaniu trójgłowego psa, groźnych roślin, gry w szachy i tajemniczych eliksirów, sam Harry dochodzi do komnaty kamienia. Spotyka tam profesora Obrony przed czarną magią, a z nim samego... Voldemorta.
Wiem, że tu nie będę obiektywna. Książkę uważam za... ARCYDZIEŁO. Chodź jest to debiut Rowling, nie jest napisany "wybitnym językiem" (ale też nie najgorszym). Uważam, że jest to sposób, by po lekturę sięgnęli tez najmłodsi czytelnicy. Ja tą książkę przeczytałam nie zliczoną ilość razy. Raz przez tydzień, a raz przez jeden dzień/noc. Od tej książki zaczęła się "potteromania", a ja żałuję, że gdy rozpoczynała się saga, ja byłam jeszcze małym dzieckiem i nie odczułam jej w 100%. No, ale jednak z czasem, "faza" na HP dotykała mnie coraz bardziej. Za samą fabułę i magię, no i wszystko za całe 7 książek, dałabym dla Rowling kilka Oscarów.
Czekajcie na pozostałe 6 recenzji, wiem że większość z was, na pewno przeczytała dzisiejszą książkę, ale jednak mam nadzieję, że kogoś zachęciłam.
Czekam na wasze opinie, wy też jesteście Potteromaniakami?
Pozdrawiam Ath

poniedziałek, 25 lutego 2013

#34 - "Szukając Alaski" - John Green

15 komentarzy:
Witajcie!
Co do ciężkich książek o których pisałam własnie ta spełnia moje "wymogi ciężkości". Na pierwszy rzut oka lektura młodzieżowa i bardzo... łatwa? Tak. No, ale zacznijmy od...
Miles mieszka na Florydzie. Jest zwykłym chłopakiem, fakt nie ma przyjaciół, a jego hobby jest zapamiętywanie ostatnich słów zmarłych już ludzi. Oprócz tego niczym się nie wyróżnia od innych. Rodzice wysyłają go do szkoły z internatem - Culver Creek. Zamieszkuje tam pokój nr. 43 oraz już pierwszego dnia poznaje Chipa - swojego współlokatora, do którego wszyscy zwracają się "Pułkownik". Po kilku dniach Miles, na którego mówią "Klucha" wpada w "złe"(jak to by określił każdy rodzic) towarzystwo. Sięga po fajki i alkohol. Poznaje Alaskę, Takumim'ego oraz Lare. Razem przeciw stawiają się zasadom panującym w szkole. Robią dużo kawałów oraz żyjąc chwilą. Nie zastanawiają się nad niczym. Aż pewnej nocy, Alaska wpada w nagły szał. Pijana prosi Kluche i Pułkownika, by pomogli wyjechać jej ze szkoły tak by nikt się nie dowiedział. Chłopcy nie wiedząc co robią, pozwalają przyjaciółce, która jest pijana i zdenerwowana usiąść za kółkiem. Gdy jedzie na autostradzie, 6 mil od kampusu dochodzi do wypadku. Alaska umiera...
Z opisu i jak już pisałam wcześniej nie wywnioskujecie, że jest to ciężka książka. Jednak na prawdę jest poruszająca. Skończyłam ją czytać w czwartek i dalej o niej myślę. Kiedy jechałam autobusem i przeczytałam jedno zdanie: "Alaska zginęła." chciało mi się płakać, ale iż w szkole wszyscy pytaliby się "Co się stało?", a odpowiedź "Alaska nie żyje" na pewno nie byłaby odpowiednia, odbyło się bez beczenia, ale uważam, że w domu zalałabym cały pokój. Jest to debiut John'a Green'a wydany w 2005 roku, ale uważam że jest to też arcydzieło, które potrafi zagrać na emocjach. Bardzo polubiłam Alaskę, mimo jej wielu złych cech okazała się wrażliwą i sentymentalna osobą. Chodź wszyscy uważali, że popełniła ona samobójstwo (celowo powodując wypadek), Klucha i Pułkownik dowiedli, że nie. Prawda jest taka, że przypomniała sobie o rocznicy śmierci mamy i gotowa była o 3 nad ranem pojechać na cmentarz. Gotowa była oddać swoje życie. Książka była naładowana taką ilością fajnych cytatów, że je spisałam ;) Po przeczytaniu na prawdę doceniłam, że żyję. Lektura podzielona jest na dwie części "przed" i "po" śmierci Alaski, a każdy dzień zaczyna się np. " 43 dni przed". Uważam to za świetne rozwiązanie, ponieważ to na prawdę wciąga i zachęca do czytania dalej, by dowiedzieć się co będzie "po".  Edycja książek Greena wydana przez wydawnictwo "Bukowy Las" rozpoczęła się dwa tygodnie temu, zaczynając od "Gwiazd naszych wina". Papierowe miasta, mają ukazać się w czerwcu 2013 roku, a Szukając Alaski we wrześniu 2013 roku. Już nie mogę się doczekać, bo chodź tekst ten sam, to okładki bardzo mi się podobają *.*
Pozdrawiam Ath


"(...) ale to już nie ma większego znaczenia, kiedy właśnie sobie uświadamiasz, po tak długim czasie, że wciąż żyjesz"

"Nie wiem gdzie to jest, ale wierzę, że jest gdzieś ta druga strona, i mam nadzieję, że jest tam pięknie"

"I jakże ja wyjdę z tego labiryntu. Prosto & Szybko"

~ "Szukając Alaski" John Green.

~*~
Dziękuję za liczne komentarze pod ostatnią notką i zachęcam na dalsze komentowanie ;D Szablon zawdzięczam DarkAstroo z szablony-by-darkastroo.blogspot.com, jeśli u was jest on troszkę za duży kliknijcie "ctrl + minus".
Niedługo Gwiazd naszych wina, Harry Potter i kamień filozificzny, rozkminy i... podsumowanie miesiąca (chcecie?) 

sobota, 23 lutego 2013

#5 - Bohaterowie, którzy pozostaną na zawsze...

27 komentarzy:
Witam w sobotę, tradycyjnie z rozkminami. Dzisiejszy temat: "Bohaterowie, którzy pozostaną na zawsze..."
Uważam, że książka to nie tylko rzecz, a bohaterowie to nie tylko wymysł autorki. Nie mówię, że są oni realni, ale jednak wszystko ma "drugie dno" i swoją magię. Dla mnie taką fantastyczną osobą,  o której nie zapomnę, a pamiętam ją już jakiś czas (ok. 8-9 lat) będzie Harry Potter. Ukochana Saga dzieciństwa i nie tylko (bo chodź mam 15 lat, dalej moim marzeniem jest Hogwart *w*). Być może jest to tylko sentyment do mojego beztroskiego dzieciństwa, ale gdy tylko ktoś powie "Harry Potter" od razu przypominają mi się "moje początki na tym świecie". Drugą postacią, którą pokochałam od razu jest Katniss Everdeen, bohaterka trylogii Igrzyska Śmierci. Przeczytałam je nie dawno, bo miesiąc temu, ale od razu stałam się wielką fanką, tudzież sezonowcem (jak kto woli). Na samo wspomnienie o w.w. postaci na myśli przychodzi mi Peeta, którego również uwielbiam. Nie będę ograniczać się do tego iż lubię ich za wygląd, sposób bycia, cech (negatywne i pozytywne) czy za cokolwiek innego, lubię ich za to, że są. Są, byli i będą. Dzięki nim przeżyłam kilka, kilkanaście godzin świetnej, nie wiem jak to ująć... zabawy? Ale wiem, że pozostali i będą tam gdzieś głęboko we mnie. Sentyment odnoszę także do Tessie, bohaterki książki "Zanim umrę" (*klik* to była moja pierwsza recka, więc wybaczcie), która pokazała mi że życie jest krótkie i należy z niego korzystać, bo śmierć przychodzi nagle. Kiedy skończyłam czytać w.w. książkę - płakałam. I wtedy przyrzekłam sobie, że nigdy nie zapomnę o Tessie i od listopada siedzi gdzieś we mnie (głęboko) i wychodzi wtedy gdy powinna i wtedy gdy jest na to czas.  Sympatią od razu obdarzyłam Krystal Weedon z Trafnego Wyboru (*klik*). Dziewczyna być może problemowa, ale bardzo pragnąca mieć normalną rodzinę oraz bardzo kochającą swojego brata, dla którego z tęsknoty i z wyrzutów sumienia popełniła samobójstwo - dając sobie w żyłę. I chodź krótko to jest we mnie także Alaska Young, bo od czwartku, ale jest. Recenzji książki "Szukając Alaski" wprawdzie jeszcze nie dodałam (planowane na poniedziałek), ale Alaska (zginęła tragicznie) pomogła zrozumieć mi wiele spraw, a za sam styl bycia dałabym jej kilka Oskarów. Jedyne czego nie mogę wybaczyć, to kac poksiążkowy, który męczy mnie już drugi dzień. 
I nie ważne, że czytasz kryminał czy fantastykę. Nie ważne, że przeczytałeś jakąś książkę w tydzień czy w jeden dzień. Ważne jest to ile nauczysz się z niej i jak zapamiętasz bohaterów i czy zatrzymasz ich w sobie.
 Wybaczcie, że tak długo, starałam się po 3-4 zdania do każdego bohatera, ale wyszło, jak wyszło. Każdej osobie, która to przeczyta dziękuję bardzo.
Pozdrawiam Ath

~*~
Dzisiaj kupiłam... książkę xd "Gwiazd naszych wina" - John Green. Dlatego w tym tygodniu postaram się dodać recenzje jego dwóch książek (Szukając Alaski i Gwiazd Naszych Wina) oraz zapowiedziana recenzja Harry'ego Pottera, zaczynamy od początku więc - Kamień filozoficzny ;D
Trochę wyjdzie tego dużo, ale przypominam, że każdy komentarz wiele dla mnie znaczy i dziękuję z całego serca. A dziś proszę, aby każdy kto ma chęć i czas, wypisał w komentarzu swoich ulubionych bohaterów, którzy pozostaną na zawsze ;) Czekam na długie komentarze, każdy przeczytam i na każdy odpowiem ;) Dziś się rozpisałam, nie ma co! :3

czwartek, 21 lutego 2013

#33 - "Czarna Operacja" - Agnieszka Błotnicka

11 komentarzy:
Hejka:)
Dziś źle się czułam, więc nie poszłam do szkoły. Nawet nie wiecie jak się ciesze! Doczytam zaczęte książki, napisze recenzje by później wstawiać je na czas w tygodniu. No, ale popijając herbatkę, zapraszam na... Czarną Operację. 
Janek i Kuba poznali się na wakacjach w Kazimierzu Dolnym. Razem rozwiązali zagadkę fałszerzy obrazów i razem spędzili 2 tygodnie świetnej zabawy. Przyszedł czas pożegnania i powrotu do domu i szkoły. Przyjaciele cierpliwie wytrzymali 10 miesięcy i po otrzymaniu świadectwa Kuba przyjeżdża do Stolicy. Chłopcy uważają, że w tak wielkim mieście jak Warszawa nie przeżyją żadnej ekscytującej podróży, a pomaganie w przeprowadzce dla rodziców Janka stanie się nudną codziennością. Na jednej z rowerowych przejażdżek poznają - Martę. Wysportowaną dziewczynę, która od razu wpada w oko Jankowi. Z czasem wpadają na trop przygody, a poznana koleżanka zostaje ich wspólniczką. Chcą za wszelką cenę powstrzymać "Czarną Operację".
Książka jak książka - młodzieżowa i przygodowa. Czyli coś za czym nie za bardzo przepadam. Mimo tego sięgnęłam i po "katowaniu się" wreszcie przeczytałam. Od pierwszej strony czytałam, bo należało dokończyć. Lektura w żadnym momencie mnie nie wciągnęła. Nie potrafiłam przeczytać 100 stron dziennie (jak zawsze), dlatego sięgałam po inne książki, a tą czytałam z przymusem i po tygodniu wreszcie zamknęłam książkę, bez zakładki. Uważałam, że wpadnę znów w kaca poksiążkowego, to niestety, a może stety nie wpadłam. Chociaż lektura przez całe 400 stron się dłużyła, to końcówka była miła i przyjemna, pełna pozytywnych emocji. Teraz mam taki apetyt na "ciężkie" książki, że sobie nie wyobrażacie. Dlatego czekam na weekend i jadę do empika po "Gwiazd naszych wina" John'a Green'a.
Pozdrawiam Ath

~*~
Skończyłam czytać "Szukając Alaski" John'a Green'a i jak się pozbieram i wyjdę z kaca  poksiążkowego to ją zrecenzuję. Rozkminy już w sobotę i pomyślałam, że może wy chcecie jakiś temat? Jeśli tak to piszcie!
Jeśli czytacie komentarze pod notkami, to wiecie, że niedługo będę recenzować wszystkie tomy... Harry'ego Pottera. Dzięki za komentarze ;*

poniedziałek, 18 lutego 2013

#32 - "220 linii" - Małgorzata Gutowska-Adamczyk

17 komentarzy:
Chodź nie bawię się często w takie rzeczy, ale tą notkę dedykuję dla Oli (jeśli to czytasz - uśmiechnij się) :)
Jako, że p. Gutoswska-Adamczyk jest jedną z moich ulubionych autorek powinnam znać wszystkie jej dzieła. I chodź "Cukiernie pod Amorem" chciałam czytać, to po 200 stronach odpadłam. Być może do drugiego podejścia zmusi mnie wakacyjna nuda i wtedy postaram się dotrwać już do końca. No, ale dziś nie o Cukierni, tylko o... 220 liniach. Książka baardzo mi się spodobała, ale zacznijmy od początku!
Mikołaj to zwykły trzynastoletni chłopiec. Po powrocie z Grajewa do stolicy, musi się odnaleźć w nowej klasie gimnazjalnej. Niestety pod czas jazdy na desce, ulega wypadkowi i łamie rękę. Dostaje kartę miejską, którą uważa, za przepustkę do dorosłości. Za względu na kontuzję, nie może grać na swoim ulubionym instrumencie - perkusji. Pod czas jednej z wizyt w Riff (sklep muzyczny), spotyka Makarego - tajemniczego chłopaka, który pożycza mu pieniądze na zakup pałeczek. I tak zostają one skradzione przez Kajtka - szkolnego łobuza.Mimo przepisania do innej klasy, nastolatek dalej nie może znaleźć przyjaciół. Jego uwagę zwraca Melania, koleżanka z trzeciej ławki. Z czasem odkrywa jej sekret - dom w którym mieszka, znajduje się na ogródkach działkowych. Mimo tego postanawia zbliżyć się do niej, i w końcu zostają parą ;) Mikołaj zostaje także przyjacielem Kajtka, oraz odnajduje "zaginionego" Makarego. Marzenia o stworzeniu własnego zespołu, są na wyciągnięcie ręki, bo przecież...
"Muzyka jest wszystkim"
Książka na prawdę wciągająca i pełna pozytywnej energii ;) Pokazuję, że marzenia kiedyś się spełnią, tylko trzeba się podnosić, gdy zaliczy się glebę. Bardzo spodobał mi się pomysł "wlepek" prowadzonych przez Kajtka. Bardzo oryginalny sposób, by te miasto jakoś "mnie zapamiętało". Chodź moim zdaniem książka świetna, to doszukałam się pewnego minusu (z mojej strony), mianowicie - białaczka. Wszędzie, w każdych książkach - białaczka. Każdy chory, każdy ma przyjaciela, który jest na to chory. Główny bohater jest na nią chory (nie tu), po prostu wszędzie. Może los chciał, abym trafiła na takie książki gdzie wszędzie jest białaczka, ale na prawdę, to nie jest już oryginalne, po prostu nudne :C Myślę, że chciałabym założyć zespól w drugim życiu, ponieważ w tym nie zostałam obdarzona ani wyczuciem taktu, ani wokalem - zostałam stworzona do słuchania ;) Ale dalej uważam, że zespół byłby super sprawą. No, ale kończąc już... Sięgniecie?
Pozdrawiam Ath :)

sobota, 16 lutego 2013

#4 - My i książki, a społeczeństwo?

13 komentarzy:
Cześć ;)
Ja zaraz muszę się zabrać za lekcję, ale przed tym... rozkminy!
Pytanie: "My i książki, a społeczeństwo?". Ten temat "dotknęliśmy" w pewien sposób przy notce "Czy czytając książki jesteśmy samotni", ale postanowiłam napisać wszystko w jednym poście. 
Niby każdy ma inne zainteresowania, spędza inaczej czas wolny. Jedni uprawiają sport, drudzy poświęcają się nauce, a kolejni siedzą nałogowo w internecie. Każdy jest w mniejszym, lub większym stopniu akceptowany w społeczeństwie (szkolnym), ale akceptowany. Jeszcze inni, i myślę, że nie liczni czytają. Tak, wiem, normalnie ufoludki (według niektórych). 
Nie wiem jak u was w szkołach, ale u mnie osoba z książką to dziwne zjawisko. W ogóle osoba "zaczytana" jest inaczej postrzegana (żadnej przemocy, tylko coś w stylu "tracisz na to tylko kupę czasu"). Moim zdaniem jest to trochę nie fair, przecież to czyjeś (czytajcie moje xd) hobby, ale i tak nic to nie zmieni - Kocham czytać! Jednak w pewien sposób takie "nie akceptowanie" jest czasami przykre. Bo zapewne dzień będzie milszy kiedy na wf, nie usłyszy się "hahahaha, a ona książkę czyta", ale są ludzie i parapety. Chodź w mojej klasie (nie czytającej!) zdarzają się osoby, które czytają lub nie, ale akceptują moje hobby i gdy tylko zanurzam się w lekturze starają się mi nie przeszkadzać. Reszta cóż, uważa mnie w pewnym stopniu za dziwoląga, ale nie przekładają tego na późniejsze relacje, po prostu nie mają zdania na ten temat. Ale odstąpmy od mojej klasy, a skupmy się na ogółach. Książki można zobaczyć wszędzie. W autobusach, na przystankach, w kolejkach do lekarza (i gdziekolwiek indziej), w restauracjach i oczywiście w... księgarniach i bibliotekach! A przy książkach kto? Ludzie. W empikach (w moim mieście) zawsze jest tłum. I wiem, że możemy kupić tam też płyty, filmy, plakaty i jedzenie, to razem ze mną buszuje duża ilość osób. Niby jest to pocieszające, ale wyniki już nie. Tylko 58% Polaków przeczytało książkę w roku 2012, a tylko 36% przeczytało więcej niż 3. Statystyczny Polak czyta 1 książkę rocznie. Przecież to przez lektury się rozwijamy, to nasza wyobraźnia rozwija się przez nie. To bajki czytali nam rodzice w dzieciństwie, byśmy się rozwijali. A pamiętacie je do dziś. Czytając przenosisz się w inny świat, z innymi problemami, i uzyskujesz rozwiązanie na swoje, dostajesz odpowiedź na pytania i inspirujesz się tym. Po mimu tylu plusów, ty i tak sięgniesz po narkotyki "by znaleźć się w innym świecie". Smutne, ale prawdziwe. Wiem, że sama (ani z wami) nie nauczę całego społeczeństwa czytać. Ale moim zdaniem, należy mieć trochę tolerancji i chodź świat idzie do przodu, a czytanie zostało w tyle, może warto? Może warto nie czytać końca, przed przeczytaniem początku? Może warto raz na zawsze mieć wszystko w dupie, nie patrząc na kumpli? Może...
Co mogę powiedzieć jeszcze? Ja sama mam gdzieś moich znajomych, którzy uważają mnie za idiotkę (bo czytam), ale ja jestem szczęśliwa, a oni nie. Wiem, że dziś trochę przymuliłam jak pani od historii, ale taka jest prawda i tylko ci wartościowi i warci cokolwiek zrozumieją. Dziękuję osobom, które przeczytają to w całości, i jeszcze skomentują, chodź nie muszą.
A w waszym wypadku, jak ludzie reagują na książkoholizm?
Pozdrawiam Ath


"Oni śmieją się ze mnie, bo jestem inna. Ja śmieje się z nich, bo są tacy sami"

~*~

Chcę zostawić wszystko tak jak napisałam, ale poinformuję was, że nie jestem kozłem ofiarnym w klasie, bo czytam. Jestem traktowana normalnie, a do popularności się nie pcham. Hobby nie odzwierciedla wyglądy i są to tylko stereotypy, ale nie jestem gruba, ani brzydka, chodź dla mnie nie ma to znaczenia, dla was może.

czwartek, 14 lutego 2013

#31 - Igrzyska Śmierci (FF) - Nekierta

8 komentarzy:
Witajcie!
Walczę z lenistwem, a wy bardzo mi w tym pomagacie ;3 Dzisiejszy dzień spędziłam z ... książkami! Swoją drogą ostatnio troszkę się ich nazbierało, więc czas aby mój stosik przeczytać :D Ktoś spędził ten dzień jak ja?
Przejdźmy do tematu dzisiejszej notki. Tak Fanfick, wiem, że moi potterowi czytelnicy długo czekali na tą notkę. To mój prezent walentynkowy, dla was!
Zapewne teraz, po porównaniu tytułu i poprzednich zdań, uznacie, że FF, ni z gruszki, ni z pietruszki nie ma w sobie magii, ani fandomu HP. Dzisiaj po raz pierwszy zaprezentuję wam... crossower! (dla nie wtajemniczonych, jest to FF gdzie zawarte są elementy z dwóch/trzech/nieskończenie wiele sag, np. HP i Zmierzch).
Ja opiszę opowiadanie, gdzie występuje powiązanie HP i Igrzysk Śmierci (moich dwóch ulubionych sag <3). 
Co stałoby się gdyby Harry Potter, chłopiec, który przeżył, wybraniec, przegrał? Co stało by się gdyby Voldemort przeją władze nad światem? Gdy śmierciożercy opanowaliby cały świat? Harry Potter i jego przyjaciele zapewne by zginęli. Ale w jaki sposób? Czy karą dla wybrańca, byłoby tylko oglądanie śmierci bliskich osób i wycieńczenie w lochach? Po co Czarny Pan zamknął go tam? Otóż Tom Malvoro Riddle postanowił zorganizować... Igrzyska Śmierci! Postanowił patrzeć na śmierć swojego wroga na arenie, kiedy będzie musiał wybrać: życie, czy przyjaciele? Wiedział, że będzie to dla niego nie lada wyzwanie. Wiedział, że będzie cierpieć. Ale przed "grą", czas na przygotowanie. Dlaczego dla Harry'ego na mentora trafia się akurat profesor Snape? 
Tak, opis brzmi jak jeden wielki Snarry. Ale muszę was zadziwić, otóż nie! Planowane jest drarry, ale w.w paring nie! (Cieszy się *w*). Po takiego FF w życiu bym nie sięgnęła. Ale trafiłam na niego akurat, gdy emocje po przeczytaniu Kosogłosa nie opadły (swoją drogą dalej we mnie siedzą, i zostaną zapewne do śmierci), a Fanfiction.net zawiodło mnie (tylko 9 FF po polsku, z THG). Dlatego poszukałam crossów. Mimo tylko dwóch rozdziałów tekst od razu przypadł mi do gustu. Fabuła najbardziej. Nie mogę doczekać się, gdy Harry trafi na arenę. Zastanawiam się czy autor, tak opisze śmierć Rona (o ile do tego dojdzie) z rąk jego najlepszego przyjaciela (albo na odwrót), że zacznę płakać. Chodź dalej wyobrażam sobie, że Harry to Katniss i wiem, że prawdziwego kanonu żaden FF nie wyrazi w 100%, to mam nadzieję, że tekst nie "zniszczy się" i autor doprowadzi go do końca, bo uważam, że pomysł jest super! 
A wy sięgniecie??
Pozdrawiam Ath;3

~*~
Notki będą pojawiać się co 2/3 dni. Nie jestem kopalnią pomysłów, mam szkołę i swoje obowiązki. Blog to jedynie hobby, ale mam nadzieję, że zrozumiecie ;)
Rozkminy w soboty ;)
A wam dziękuję, za wszystko!

poniedziałek, 11 lutego 2013

#30 - "Agrafka" - Izabela Sowa

8 komentarzy:
Witajcie!
Dziś książka, którą wybrałam po... wydawnictwie? Taak! Dlaczego? Czytałam już "Wystarczy, że jesteś" i "13. Poprzeczna", właśnie z wydawnictwa "nasza księgarnia". Okładki baaardzo mi się spodobały, więc sięgnęłam też po "Agrafkę" Izabeli Sowy.
Miłka, to szesnastoletnia uczennica najlepszego liceum w mieście. W wolnych chwilach gra na skrzypcach, chodzi na basen i spotyka się z przyjaciółką Caro. Bohaterka zawsze staje w cieniu, za swoją siostrą (Weroniką), która wszędzie była "pierwsza". Miłka jest niby z pozoru zwykłą nastolatką, która walczy z okresem dojrzewania, pewnego dnia odnajduje swojego dziadka, który gdy była dzieckiem znikną. Dziewczyna odnawia swoją znajomość z krewnym, po przez pomoc dla porzuconego psa, który mieszka pod kontenerem. Pod koniec dowiadujemy się, że tak na prawdę idealna, perfekcyjna siostra, jest bulimiczką, a dziadek znikną z życia Miłki, ponieważ okazał się transwestytą. 
Książka z pozoru "łatwa" i sielankowa, ale tak na prawdę ostatnie strony bardzo mnie zdziwiły. Cóż lektura w pewnym sensie pokazuję, jak rodzice czasami "mają wpływ na dziecko" i podejmują wszystkie decyzje, kierując jego życiem. Moim zdaniem, każdy rodzic powinien przeczytać tą książkę! Patrząc na Miłkę, dziewczynę, której życie było kierowane przez rodziców, cieszę się, że ja mam trochę "luzu". Książka ukazuje, że nie wszystko jest takie jak z pozoru widać, a gdy chcemy coś "dla dobra dziecka", powinniśmy dwa razy się zastanowić. Pod koniec książki najbardziej żal zrobiło mi się dziadka Miłki. Nie chciał on się "ukrywać", a gdy wyznał prawdę żona wniosła papiery o rozwód, a bliższa i dalsza rodzina po prostu wymazała go z pamięci. Gdy Miłka dowiedziała się prawdy, też musiała wszystko sobie "poukładać" i zostawiła dziadka. Wtedy było mi bardzo smutno. Na szczęście pod koniec Miłka wszystko rozwiązuję, i postanawia już więcej nie zostawiać nic na ostatnią chwilę. Dzwoni do siostry i rozmawia z dziadkiem. Uważam, że jest to bardzo "dobra rada", ja słynę z zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. Myślę, że od dziś może się to zmienić, wtedy zapewne, życie jest łatwiejsze ;) Z lektury, możemy "wywnioskować", jak krewni mogą nas skrzywdzić, ale też możemy nauczyć się trochę tolerancji. Książka na prawdę warta polecenia, wywarła na mnie pozytywne uczucia i to bardzo! Stron ma 238, przeczytałam je w 2 dni. A wy, sięgniecie?
Pozdrawiam Ath :3

~*~
Przepraszam, za mały obrazek. Innego nie znalazłem :C 
Dziękuję, dziękuję, dziękuję i jeszcze raz: DZIĘKUJĘ, Pani Marcie Fox, która odwiedziła mojego bloga i skomentowała recenzję "Paulina w orbicie kotów" (jej dzieło, jak ktoś nie pamięta ;D). To bardzo miła niespodzianka, dziękuję!
A wam dziękuję za komentarze, obserwatorów i wyświetlenia. Jesteście, najlepszymi czytelnikami! 

sobota, 9 lutego 2013

#3 - "Elektroniczna, czy papierowa forma książki?"

23 komentarze:
Hejo! 
Witam was, w pierwszym <nie> wolnym weekendzie. Po uporaniu się z lekcjami, mam kilka chwil dla was, więc czas na rozkminy ;D Wiem, wiem, że się cieszycie, nie przeciągając... zaczynamy!
Dzisiejsze pytanie: Elektroniczna, czy papierowa forma książki?
Zapewne wiele z was czyta ebooki lub słucha audiobooki, ale nie mniej osób sięga po zwykłe, "materialne" książki. Każda z form ma swoje wady oraz zalety. Zaczynając od siebie, powiem że szczerze wolę tą druga, niestety fundusze nie pozwalają mi na tak częsty zakup. Pozostaje mi biblioteka szkolna/miejska lub właśnie ebooki. Nie wszystkie popularne lektury można tam znaleźć (np. Igrzyska Śmierci lub Pięćdziesiąt twarzy Greya), dlatego w takich wypadkach muszę zadowolić się ściąganym ebookiem i bólem oczu przez tydzień. Wiec jakie są plusy papierowej książki? U mnie na pierwszym miejscu znajdzie się zapach. Taak! Kocham wąchać książki ;) Drugim plusem jest to, że możemy ją "pomacać", zobaczyć, postawić na półce. Ja jeszcze często otwieram na chybił trafił i czytam np. 100 stron od tego momentu (oczywiście, jeśli książkę przeczytałam wcześniej kilka razy). Przy takiej formie książek, i przy dobrym oświetleniu nie psuje nam się wzrok. No, ale przejdźmy do elektronicznych form książek. Wiele z was (jak ja) większość ostatnich książek zapewne przeczytała w formie ebooka. Plusem jest to, że możemy znaleźć w 5 minut (bez wychodzenia z domu) upragnioną książkę, ściągnąć ją (zapewne za darmo) i już wkraczać w ten świat. W bibliotekach, czy księgarniach zajmuje to więcej czasu, a w tym drugim miejscu, czasami sporo nas kosztuje. Gdy książkę ściągniemy na tableta, telefon czy laptopa, możemy zabrać ją wszędzie. Taki plus mamy także w formie papierowej, niestety gdy tych książek chcemy ze sobą zabrać więcej, pojawia się problem. W tym wypadku rozwiązanie w pełni spełniają ebooki. No, ale z każdą przeczytaną książką na ekranie, a nie papierze, pogarsza się nasz wzrok (to mogę potwierdzić na własnym przykładzie, do tego dochodzi makijaż i na prawdę oczy swędzą i bolą, dlatego teraz już zaczęłam się ograniczać w ebookach). Dlatego dla naszego zdrowia za pewne korzystniejsze są audiobooki, których bardzo często słucham. Robię to w drodze do szkoły, przed snem, czy w czasie sprzątania, gdy warunki nie sprzyjają do czytania książek w ich pierwotnej formie.
No, ale nie ważne czy książkę przeczytamy z ekranu czy papieru, czy ją wysłuchamy. Liczy się treść i nasza wyobraźnia, oraz to czego nas książka nauczyła. Wszystko ma swoje wady i zalety, ja wielbić będę zawsze papierowe książki chodź co raz częściej zmuszona jestem by czytać je na ekranie taleta. A wy? Którą formę wolicie, a z którą spotykacie się na co dzień? Piszcie!
Pozdrawiam Ath ;3

~*~
Dziękuje za aktywność, komentarzy na blogu jest ok. 200, wyświetleń ok. 1500, a obserwatorów 26 ;) Moim zdaniem są to super wyniki i DZIĘKUJĘ <3

piątek, 8 lutego 2013

#29 - "Kiedy zegar wybije dziesiąta" - Agnieszka Błotnicka

14 komentarzy:
Witajcie!
Po woli zbliżamy się do okrągłej liczby wyświetleń i recenzji, nawet nie wiecie jak się ciesze ;) No, ale przejdźmy do tematu dzisiejszej notki. Książkę (jak zawsze) wygrzebałam w szkolnej bibliotece.
Wszystko zaczyna się od tego, że Janek zamiast udać się z kolegami na obóz sportowy, jedzie z Ojcem do Kazimierza Dolnego. Uważa, że będą to najgorsze wakacje w życiu. Razem z tatą zatrzymują się w pensjonacie, gdzie poznaje Kubę, syna gospodyni. Uwielbia on matematykę, a dni woli spędzać przy książce.  Chłopak nie jest zadowolony takim towarzystwem, ale wychodzi z nim na przymusowy spacer. Podczas niego, zatrzymują się w kawiarni na kompot. Tam Janek zauważa dwóch gości, którzy od razu zwracają ich uwagę. Postanawiają śledzić tych gości, z dnia na dzień dowiadują się o nowszych faktach i rozpoczynają amatorskie śledztwo. Niestety nie wiedzą, że wpadli na trop fałszerzy obrazów. 
Książka jak najbardziej młodzieżowa. Może nie dla mnie, ale dość szybko się ją czytało, a w niektórych momentach trzymała w napięciu. Chodź nie porwała mnie w 100%, to po drugą część "Czarna Operacja" sięgnę. W lekturze najbardziej spodobała mi się pora roku, w jakiej działa się akcja, było to lato . Moja ulubiona pora roku ;)  Książka łatwa i bardzo przyjemna na samotne wieczory. Przeczytałam ją w 4 dni, stron ma 334 (tak szkoła daje się w znaki).
Sięgniecie?
Pozdrawiam Ath ;3 

~*~
Notka znów z małym poślizgiem, ale wybaczycie ;D  Jutro rozkmimy, no i hm... dzięki za aktywność ^^

wtorek, 5 lutego 2013

#28 - "Kosogłos" - Suzanne Collins

15 komentarzy:
Hejka! ;)
Cóż notka dziś, z wielu powodów. Po pierwsze skończyły mi się ferie ;( Po drugie, w ostatnich dniach byłam przybita z powodu... dzisiejszej książki, dlatego notka pojawia się dziś (a nie wczoraj), ale myślę, że teraz gdy rzucę się w wir szkoły, recenzję będę dodawać co dwa dni, a rozkminy w weekend. 
Po uratowaniu Katniss z areny igrzysk ćwierćwiecza trafia ona do 13 dystryktu, który po Mrocznych Dniach (75 lat temu), odbudował się pod ziemią. Mieszkańcy dwunastki (którzy nie spłonęli), tam odnaleźli swój dom. Mama (Katniss) oraz Prim (jej siostra) pracują/pomagają tam w szpitalu. Niestety z areny nie da uratować się wszystkich i Peeta trafia do Kapitolu. Po długich próbach Katniss zgadza się zostać Kosogłosem i zjednoczyć wszystkie dystrykty przeciwko Kapitolowi. Trzynastka przeprowadza akcję i odbija Peetę oraz Ann (dziewczynę Finnicka). Niestety narzeczony Katinss, został poddany prawdziwym męczarniom i przez jad os gończych został "zaprogramowany", by ją zabić. Dziewczyna wraz z Galem, jedzie do drugiego dystryktu, by nastawić ich przeciw Kapitolowi. Udaje im się to, lecz Katniss trafia do szpitala z poważnymi obrażeniami. Po długich tygodniach rehabilitacji i ćwiczeń, prezydent (trzynastego dystryktu) Colin wydaje zgodę by Katniss, wyruszyła z grupą, której zadaniem jest zabicie prezydenta Snow. (Nie będę opisywać całej "podróży"do Kapitolu) Niestety podczas tej akcji ginie Finnick i Prim ([*]) :( Prezydent Kapitolu zostaje złapany, a Katniss ma zabić go na oczach wszystkich. Gdy dochodzi do tego, jej strzała trafia w Colin, która przyczyniła się do śmierci Prim. Snow i tak zostaje zabity. Po tym Katniss, zostaje zabrana i zamknięta, po oczyszczeniu z zarzutów, wraca do 12 dystryktu i uczy się żyć na nowo. Po pewnym czasie wraca tam już zdrowy Peeta. No i czas na... epilog...  Katniss i Peeta zostają małżeństwem i mają dwójkę dzieci (chłopca i dziewczynkę).
Uf... naprawdę nie wiecie jaka jestem zadowolona, że mogłam to streścić, dla was. Z góry zakładałam, że mi się nie uda i po prostu będę gapić się w ekran. Cóż w niedziele wieczorem czułam się, jakbym zamykała (po raz pierwszy) HP i IŚ, lub wychodziła z kina, po filmie ostatniej części HP, czyli okropnie. Na prawdę, nie dawajcie mi historii, rozpisanych na więcej niż 1 tom (oprócz zmierzchu), bo będę płakać. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że chodź Kosogłos wzbudził we mnie takie emocję, że ho ho, to i tak pierwsza książka, tej sagi pozostaje moją najukochańszą. Dalej robi mi się smutno, bo "to już koniec...", ale każdy koniec to nowy początek, czyli FF ;D Ale teraz mam na prawdę żywy dowód, że nie ma tylko jednej zajebistej sagi (jak myślałam po zakończeniu HP), a THG jest na to idealnym przykładem. Co do Epilogu, hm... świetny. Chodź ma nie całe półtorej strony, jest idealny <3 A pani Collins dziękuję, za tak wspaniałe książki i na prawdę owacje na stojąco. To już chyba koniec Igrzysk Śmierci na moim blogu, przynajmniej koniec kanonu ;) Książka przeczytałam w trzy dni, stron ma 372, a zakupiona została za 34,90 zł w empiku ;3
A czy wy sięgnęliście po ta sagę? A co myślicie na temat ostatniego tomu?
Pozdrawiam Ath ;)

"Pomyślnych Igrzysk Śmierci i niech los wam zawsze sprzyja"

~*~
Witam dwóch nowych obserwatorów ;3 Dziękuję za liczne komentarze, a najbardziej Ani, ta notka jest dla Ciebie ;)

sobota, 2 lutego 2013

#2 - "Czy czytając książki jesteśmy samotni?"

27 komentarzy:
Witam was, w tą (u mnie) ponurą sobotę. Dzisiaj notka z rozkminami, pytanie: "Czy czytając książki jesteśmy samotni?".
Wybrałam temat, który w pewnym stopniu zahacza też o mnie. Jak pewnie większość z was wie, lub nie, książki namiętnie zaczęłam czytać od wakacji 2012. Dzięki sadze HP, i nie tylko. Czy stałam się innym człowiekiem? Nie. Po prostu inaczej spędzam wolny czas, no właśnie i czy to z góry zakłada, że jestem samotna? Samotnym można czuć się nawet w tłumie. Kiedyś dla mnie nie do pomyślenia było, że mogłabym sama wracać ze szkoły. Dziś wszędzie jeżdżę sama, przynajmniej się staram. W autobusie napada mnie zazwyczaj największa wena, więc plusy na pewno są. Polubiłam samotność, polubiłam samotne siedzenie z książką i nie wychodzenie cały dzień. Kiedyś uważałam to za stratę czasu. Lubię towarzystwo samej siebie i lubię podczas drogi do jakiegoś miejsca, myśleć o książkach, układać inne historię, które napisze, ale dla siebie. Lubie myśleć o was, czyli co opublikuje, co napiszę. Przede wszystkim nauczyłam się myśleć, w inny sposób. Wiem, że kiedy chcę, mogę "zanurzyć" się w innym świecie, który sama wybiorę, i wiem, że ten świat będzie dziś należeć do mnie i to ja go odkryję. Teraz odbiegnijmy trochę od tematu mnie, a przyjrzyjmy się stereotypom. Wszyscy uważają, że gdy ktoś np. czyta książkę na przerwie, wf (gdy nie ćwiczy, jaa xd) lub ogólnie w szkole, na jakiejś wolnej/luźniejszej lekcji jest kujonem. Kiedyś tego nie rozumiałam, a po 30 min czytania, zwyczajnie się nudziłam. Wiele razy spotkałam się z stwierdzeniem "****** i jej książeczki"* lub "Ona też czyta książki? Normalnie jak ****** z podstawówki", nie zwracałam na to większej uwagi, ale teraz wiem, że nie tylko status w szkole się liczy, a to by być szczęśliwym. Ja w moim świecie, zaczęłam akceptować siebie (nie chodzi mi o wygląd, ale o osobowość), taka jaka jestem. Chodź, w życiu codziennym nie wyrażam siebie tak jakbym chciała, i tak naprawdę mało osób zna mnie w 100%, jestem szczęśliwa. Dlatego szczęście, to nie tylko ludzie, bo jak już mówiłam, znajomych można mieć 656889, a czuć się samotnym. Mi książki pomogły "odkryć siebie", chodź uwielbiam je czytać, to chętnie wychodzę ze znajomymi na miasto. Tak samo namiętne czytanie, nie odzwierciedla wyglądu. Mam nadzieję, że chociaż ktoś to przeczyta, i chętnie podyskutuję z wami w komentarzach. A wy co sądzicie o tym temacie? Czekam na dłuuuuuuugie komentarze ; D 
Pozdrawiam Ath ;3
*Miejsce wygwiazdkowane to imię, nie chcę obrażać osoby, która to powiedziała, oraz nie chcę zdradzać tożsamości mojej koleżanki, którą,
teraz podziwiam, za "bycie sobą" ;) 

piątek, 1 lutego 2013

#27 -"W pierścieniu ognia" - Suzanne Collins

9 komentarzy:
Post miał pojawić się wczoraj, ale miałam koszmarny dzień, który cały spędziłam w łóżku, korzystając z ostatnich dni ferii, chyba sami rozumiecie. Dziś druga cześć Igrzysk Śmierci, czyli W pierścieniu ognia (ekranizacja ma pojawić się w kinach już jesieni tego roku). 
Po wygranych 74 Igrzyskach Śmierci, Peeta i Katniss wracają do rodzinnego, dwunastego dystryktu. Niedługo mają odbyć przymusowe Tournee Zwycięzców, gdzie wygrana para ma objechać wszystkie dystrykty. Niestety wszystko się komplikuje, w kolejnych dystryktach wybuchają powstania, a Katniss ma poważne kłopoty. Kapitol uważa, że to ona wywołała ten bund, ponieważ na arenie, wyciągnęła zatrute jagody, by razem z Peeta popełnić samobójstwo. Wiedziała, że organizatorzy igrzysk, nie zgodzą się na brak zwycięscy, dlatego musieli zaakceptować dwóch wygranych. Prezydent Snow, chce zabić Gale'a (przyjaciela Katniss). Zbliżają się kolejne, tym razem 75 Igrzyska Śmierci, ze względu na okrągłą liczbę, tym razem na arenę trafią zwycięscy z poprzednich lat, w tym Peeta i Katniss. 
Wiele fanów tej sagi, mówi, że własnie ta książka jest najlepsza. Szczerze? Mnie jakoś nie porwała, oprócz tego, że spalili Ćwiek, torturowali Gale, no i Katniss miała wrócić na arene. Najbardziej chyba nie podobał mi się wystrój areny, tropikalny, dżungla, plaże i wysoka temperatura. Do gustu nie przypadło mi to, że wszyscy zwarli się w jedną grupę, i razem wszystko dzieli/ustalali. W pierwszej części, Katniss działała częściej na własną rękę, sprzymierzę zawarła, tylko z Rue (na dzień, dwa), no i z Peetą, ale z nim wróciła do domu. Na arenie, byli zbyt krótko, no i zakończenie. Nie chcę wam go zdradzać, ale przeżyje więcej niż dwie osoby. No, ale Gale i jego "Katniss, dwunastego dystryktu już nie ma.", wszystkie winy "odkupił" i w sumie książka mi się podobała ;) Dziś w galerii, zamiast ubrań kupiłam sobie... książkę! (Jak zawsze xd), jest ona trzecią i ostatnią książką sagi "Igrzyska Śmierci", jej tytuł brzmi "Kosogłos", zaczyna się lepiej niż WPO, ale obie książki, są interesujące, dlatego niedługo spodziewajcie się recenzji "Kosogłosa". A wam podoba się dzisiejsza, polecona książka? A może jeszcze po nią nie sięgniecie? Piszcie!
Pozdrawiam Ath ;)

~*~
Widzę, że choć przez 3 dni nie dodawałam postów, aktywnie wchodziliście na bloga i komentowaliście, stare notki, dziękuje!<3
Notka z rozkminami, już niedługo! 
Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D