niedziela, 18 maja 2014

#116 - "Pandemonium" - Lauren Oliver

11 komentarzy:




Tytuł: Pandemonium 
Autor: Lauren Oliver
Okładka: miękka
Ilość stron: 373
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie: 2012 rok









Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę, a ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie... Wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni. Zrozpaczona przystępuje do ruchu oporu, by walczyć o wolność i [miłość]. Na jej drodze staje tajemniczy Julian. Czy można pokochać największego wroga?

Po zaskakującej pierwszej części tej sagi, która podbiła moje serce, zostawiła w nim istne pobojowisko, musiałam sięgnąć dalej. I oto dzięki promocji w empiku mogłam zawitać tą i ostatnią część w mojej biblioteczce. Liczyłam na coś wspaniałego, coś co sprawi, iż będę myśleć tylko o tej historii, o Lenie, o Aleksie, o całym tragizmie tej sytuacji, ale jednak nie. Było inaczej, bez łez, bez kaca, bez wielkiej ochoty sięgnięcia dalej. Szkoda.

„Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.”

Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy i od razu zadziałała na niekorzyść książki, to brak wstępów przed nowymi rozdziałami. W Delirium mogliśmy poznać wiele psalmów lub wierszy, które mówiły nam o tym, że miłość jest zła, że może nas zniszczyć, że to najgorsza rzecz na świecie, lecz Lena postępowała inaczej i dzięki temu pokazała nam, iż temu uczuciu warto poświęcić wszystko. Tym razem treść podzielono na dwie części: Wtedy i Teraz, które przeplatają się nawzajem do ostatnich stron. Moim zdaniem jest to gorszy pomysł i naprawdę tęskniłam za niezwykłymi wstępami.

Dzięki temu, iż mogliśmy poznać dwie Leny: tą zaraz po stracie Aleksa oraz tą odbudowaną i silną, zauważyliśmy wiele zmian, które zaszły w głównej bohaterce. Nie potrafię wskazać, którą z nich wolę, zdecydowanie obie w pewien sposób mnie zaintrygowały i zaciekawiły. Jednak chwilami zauważałam tą dawną Lenę, tą którą poznałam w pierwszej części tej sagi, tą którą pokochałam i tą za którą tęskniłam. Wojna zdecydowanie zmienia ludzi, lecz w tej postaci pozostała mała cząstka tej dawnej.

"Świat bez miłości jest także światem bez ryzyka".

Pomimo tego, iż naprawdę można było wszystko przewidzieć, zauważyć i znać zakończenie o wiele wcześniej, to jednak książka trzyma pewien klimat. Diametralnie różni się od Delirium, lecz dopiero później zauważyłam to, że takie jest życie - nie zawsze usłane różami. W Pandemonium nie ma już tyle cukru, miodu i orzeszków jak w pierwszej części, nie jest beztrosko, po prostu zaczęła się wojna i tyle w temacie. Chociaż bardzo brakowało mi tej słodkości, to jednak miło było znów powrócić do tego świata, do świata, który uważa, że życie bez miłości jest lepsze.

Przez całą książkę starałam odnaleźć coś co w niej pokocham. Nie chciałam patrzeć na nią z góry, od razu zakładać, że jest nieciekawa. Szukałam tego elementu do końca, do ostatnich stron i wreszcie go znalazłam, a raczej sobie to uświadomiłam. Mowa tu o stylu autorki. Jest zaskakujący, dobry, potrafi zaciekawić czytelnika. Nie ma w nim zbędnych opisów, wszystko napisane zwięźle i na temat. Dzięki niemu książka może pójść nam naprawdę szybko. Wspaniałe wykonanie troszkę słabszego pomysłu, jednak jak na to nie patrzeć, nie wyobrażam sobie innych losów Leny, bo gdyby było zbyt szczęśliwie, powiedzielibyśmy, że wszystko jest naciągane.

„Miłość. Gdy tylko wpuścisz do swojego serca to słowo, gdy tylko pozwolisz mu zapuścić korzenie, rozprzestrzeni się jak grzyb we wszystkich zakamarkach twojej duszy - a wraz z nim pytania, drżące, pączkujące lęki, które sprawią, że nigdy nie zaznasz spokoju.”

Jak napisałam na wstępie - nie miałam ochoty sięgać dalej. Gdyby nie to, że kupiłam obie części, z chęcią zrobiłabym sobie kolejną przerwę, tak jak było w przypadku Delirium i Pandemonium. Miałam pustkę w głowie, miałam tam wielki znak zapytania, ale nawet nie pragnęłam go zlikwidować. Pewne przybliżenie się do Leny sprawiło, że zaryzykowałam, poznałam dalsze jej losy i o tym napiszę w kolejnej recenzji. Jednak wiem, że wiele z Was dalej uważać będzie, że druga część spadła, obniżyła ocenę całej sagi i jej poziom. Jednak Pandemonium ma w sobie to coś i trzeba to dostrzec. Polecam tym wszystkim, którzy znają losy Leny z części pierwszej i tak naprawdę do Was należy ocena tego tomu.

MOJA OCENA: 8/10

poniedziałek, 12 maja 2014

#115 - "Noc Świetlików" - Elżbieta Rodzeń

9 komentarzy:




Tytuł: Noc Świetlików
Autor: Elżbieta Rodzeń
Cena detal.: 32,90 zł
Okładka: miękka
Ilość stron: 432
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie: 2014 rok









Paulina przebywa w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ od kilku lat jej umysł walczy z ciałem, próbując zagłodzić ją na śmierć. Jedynym życzliwym człowiekiem dla niej jest młody pielęgniarz, Błażej. Chłopak namawia Paulinę do ucieczki. Trafia ona do domu trzech braci - młodych, tajemniczych mężczyzn. Dzięki nim przenosi się do niezwykłego świata elfów żyjących wśród ludzi. Nie wie jeszcze, że jego zasady są surowe, a sprzeciwiając się im, narazi nie tylko swoje życie, ale także życie kogoś, kogo pokochała. Dziewczyna odkrywa mroczną sferę walki o władzę, o nadprzyrodzone zdolności, o miłość.

Sięgnęłam po coś, co w ogóle nie jest w moim stylu - debiut polskiego autora. Od razu spisałam na tę książkę na straty, bo wiedziałam, że coś mi się nie spodoba. Ale z drugiej strony jakaś niewidzialna siła ciągnęła mnie do tej pozycji. Pomysł był całkiem niezły, ale bałam się tego wykonania, które jednak wyszło całkiem ładnie. Jestem zadowolona, że jednak sięgnęłam, dałam porwać się do tego świata, w którym żyją niespotykane postacie, zwane elfami.

Podczas czytania można się było wciągnąć. Naprawdę chwilami miałam takie momenty i jest to zdecydowanie plus książki. Jednak nie cały czas pragnęłam zostać w tym świecie na zawsze, czasami marzyłam o odłożeniu tej lektury, ponieważ aż wiało od niej nudą. Uważam, że Noc Świetlików można określić jako lekko wciągającą pozycję, co niestety u mnie działa na niekorzyść książki i obniża ogólną ocenę tej lektury.

"To było to. Więc jednak miał rację. Naprawdę była jedną z nich." 

Jak już wspomniałam fabuła w pewien sposób mnie zaciekawiła i zaintrygowała. Sam opis na okładce zainteresował i sprawił, że chciałam przeczytać tę książkę pomimo wszystkich "ale". Do tej pory dane mi czytać było o demonach, wampirach, aniołach, ale nie o elfach. Te istoty od razu zdobyły moją sympatię i uznanie, sprawiły, że książka stała się magiczna i inna, tak jak one same. Chociaż irytowały mnie polskie imiona użyte w tej pozycji, ale pomijając ten fakt, główni bohaterzy przypadli mi do gustu. Każdy z nich był ciekawy, oryginalny oraz posiadał cechy, które przyciągały i odstraszały czytelnika, a uważam to za plus, gdyż nie każdy jest idealny, a tu zostało to świetnie pokazane. Nie spotkałam się z nijakością, ponieważ nawet epizodyczne postacie miały w sobie to coś. Myślę, że w tej książce bohaterzy wykreowanie zostali na ocenę celującą i nie podlega to dyskusji. 

Noc świetlików ma da siebie to, że od pierwszych stron intryguje. Chociaż nie zawsze wciąga to jednak dość często nas zachwyca. W tej książce nawet znienawidzony przeze mnie trójkąt miłosny miał jakiś sens. Dodawał jej "kolorów". Czymś niespotykanym okazało się połączenie przyziemnej rzeczy, jaką jest poważna psychiczna choroba, zwana anoreksją z czymś magicznym, nieznanym i wspaniałym, czyli z elfami. 

Podsumowując: Książka ma zdecydowanie swoje wady i zalety, jednak bardzo mnie zaskoczyła. Chociaż chwilami mnie nie porwała to jednak miałam ochotę ją skończyć i dowiedzieć się co dalej. Czytam mało debiutów, zwłaszcza polskich autorów, jednak ten jest jednym z lepszych i zdecydowanie do mnie przemówił. Fabuła okazała się dość pomysłowa, dobrze przemyślana i rozsądnie przelana na kartkę. Bohaterzy idealnie wykreowani i to oni są jednym ze wspaniałych elementów tej książki. Polecę zdecydowanie fanom paranormal romance, którzy chcą lub już są przekonani do polskiej literatury. 

MOJA OCENA: 6/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka 



piątek, 9 maja 2014

#114 - "Tajemnice Ali" - Shara Shepard

5 komentarzy:




Tytuł: Pretty Little Liars. Tajemnice Ali
Autor: Shara Shepard
Okładka: miękka
Ilość stron: 304
Cena detal.: 36,90 zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie oryginalne: 2013 rok
Wydanie polskie: 2014 rok








Przyjaciółki z Rosewood – myślisz, że wiesz już o nich wszystko? Dawno temu Emily, Aria, Hanna i Spencer nie wyróżniały się niczym spośród uczennic swojej szkoły, za to Alison DiLaurentis błyszczała jako szkolna gwiazda. Każda dziewczyna marzyła, by dołączyć do jej paczki. Każdy chłopak chciał umówić się z nią na randkę. Życie księżniczki nie było jednak usłane różami. Ktoś znał każdy jej sekret i czyhał na najmniejsze potknięcie. Ktoś życzył jej śmierci…
Emily, Aria, Hanna, Spencer. Kim były, zanim ich życie zmieniło się w koszmar?

Cała saga o czterech słodkich kłamczuchach ma to do siebie, że bardzo zadziwia oraz intryguje czytelników. Oczywiście, początek tej historii również zaskoczył nas pozytywnie. Nie odbyło się bez tajemnic i zagadek. Uważam, że ten dodatek jest o wiele lepszy, niż poprzedni, ponieważ Tajemnice Ali wnoszą wiele do tej serii, a zapoznając się z  Sekretami można odnieść wrażenie, iż zostały one napisane tylko i wyłącznie dla zysku. 

"Ali zacisnęła usta i próbowała odsunąć od siebie wyrzuty sumienia. To nie było smutne. To było dobre."

Czytając tę książkę mogliśmy wedrzeć się do umysłu Alison i troszkę w nim pozostać. Jak napisała sama autorka, była to wspaniała przygoda, którą przeżyła ona, ale i czytelnicy. Do tego czasu czytaliśmy tylko z perspektywy czterech głównych bohaterek, a co z piątą? Wbrew pozorom poświęcenie dla Alison chociaż trochę uwagi, nie było złym pomysłem, a wydanie oddzielnej książki o jej problemach, uczuciach, sekretach, czyli po prostu o życiu królowej szkoły w Rosewood, okazało się fajnym pomysłem. Myślę, że każdy fan tej sagi chociaż raz zechciałby dowiedzieć się jak wyglądała ta historia z perspektywy zaginionej bohaterki, od której wszystko się zaczęło. Pomysł na ten dodatek kupuję w stu procentach. 

Jednak nie należy zapominać o wykonaniu, które ma wielki wpływ na całą ocenę książki. Nie jest to tajemnicą i chyba się nie zdziwicie, że również tym razem, Sara Shepard świetnie sobie poradziła. Chociaż książka na pozór wydaje się mało ambitna, to jednak napisanie jej z takim przekazem, jestem nie lada wyzwaniem. Czytając prequel tej serii wczuwałam się w nastrój oraz emocje jakie wyrażała Alison. Nie wiem czy jest spowodowane ich tak dobrym przekazem, czy moim zżyciem się z tą historią i bohaterkami, ale mam nadzieję, że każdy fan słodkich kłamczuch odczuje to samo. 

"- Jestem Ali - powiedziała do swojego odbicia. 

- I jestem fantastyczna."

Na pozór Tajemnice Ali mogą wydawać się czymś nie potrzebnym, czymś co już było. Jednak nie należy tak tego oceniać, ani podchodzić do nich z takimi uprzedzeniami. Książka pokazana jest z perspektywy innej osoby, co daje nam pewność, że przedstawione sytuacje, chociaż takie same, będą inaczej ukazane, niż te z poprzednich tomów. W tym momencie możemy przypomnieć sobie również dziewczyny sprzed całej afery o A i innych przykrościach, czyli kiedy to Emily była nieśmiałą i ukrywającą się lesbijką, Hanna grubą bulimiczką, Spencer idealną córką rodziców, a Aria zwykłą nastolatką trzymającą w sobie wielki sekret ojca. Takie poznanie ich na nowo bardzo pomogło mi w przypomnieniu sobie całej fabuły, która, nie ukrywajmy, jest troszkę zagmatwana. 

Dodatek zdecydowanie trafny oraz fantastycznie wykonany. Powleka wiele wydarzeń, które przypomniane były nie raz w dwunastu częściach serii, lecz przedstawia to wszystko z perspektywy samej Alison DiLaurentis, co sprawia, że nie zanudzicie się na śmierć. Mi po prostu się podobało i tylko tyle powiem. Książka prosta, miła i przyjemna, mało ambitna, ale często mam ochotę na takie pozycje, a ta przyszła w odpowiednim momencie. Jeśli nie chcecie zepsuć sobie przyjemności z czytania wcześniejszych tomów (jeżeli jeszcze ich nie poznaliście) to oczywiście bez tego nie sięgajcie, jednak gdy już to zrobiliście - nic nie stoi na przeszkodzie! Tajemnice Ali chociaż troszkę zaspokoiły mój niedosyt przed 13 tomem i postawiły mu wysoką poprzeczkę. Wszystko okaże się w lipcu :)

MOJA OCENA: 10/10 

sobota, 3 maja 2014

#113 - "Bóg nigdy nie mruga" - Regina Brett

8 komentarzy:





Tytuł: Bóg nigdy nie mruga
Autor: Regina Brett
Okładka: twarda
Ilość stron: 309
Wydawnictwo: Insignis
Wydanie zagraniczne: 2010 rok
Wydanie polskie: 2012 rok







"Możesz się rozgniewać na Boga. On to wytrzyma." 

Masz wrażenie, że coś idzie nie tak? Że to z Tobą jest coś nie tak? Że Bóg za często mruga? Ale to nie prawda. On nigdy się nie myli. Cały czas ma otwarte oczy. Cały czas patrzy. Na Ciebie.

"Nie porównuj swojego życia z życiem innych, Nie masz pojęcia co przyniósł im los. "

Bóg nigdy nie mruga jest zbiorem 50 lekcji, które mają pomóc nam w trudniejszych chwilach w życiu. Czy pomagają? Tak. Przynajmniej ja je poczułam. Książka nie jest po to abyśmy się nawrócili, jest po to abyśmy mogli poradzić sobie w trudnych chwilach. Nie należy podchodzić do niej z dystansem, bo nawet jeśli Wasza wiara jest martwa, może odżyć. Każdy boi się religijnego podparcia tej książki, ale przeczytajcie i zapomnijcie lub przeczytajcie i zmieńcie swoje życia.

"Życie jest za krótkie, żeby się nad sobą użalać. Zajmij się życiem albo zajmij się umieraniem."

Regina Brett w swoim debiucie przedstawia 50 rozdziałów, które nosząc intrygującą, a zarazem prostą nazwę, zachęcają nas do ich przeczytania. Każda lekcja została rozwinięta w taki sposób, abyśmy zrozumieli i zastanowili się czy powinniśmy wprowadzić tę poradę w nasze życie, czy już tak postępujemy. Dzięki długiemu doświadczeniu, porażkom i cierpieniom autorki wszystko wydaje się takie wiarygodne, a każdy felieton jest podparty historią, przygodą lub jakąś informacją, która podpowie nam w głowie "Hej! A może i Tobie się tak kiedyś przydarzy?". Nie jest to lektura napisana przez ślepo wierzącą osobę, która uważa, że tylko przestrzeganie 10 przykazań, życie według Pisma Świętego i udział w coniedzielnej mszy, dadzą nam szczęście. Dla mnie oczywiste jest to, że jeśli będziemy blisko Boga, mamy zagwarantowane dobre życie, ale nie te bez porażek i cierpień, lecz te gdy po upadku szybko się podnosimy, gdy po burzy zawsze wyjdzie słońce, gdy tracą kogoś, martwimy się o niego, a nie o nas. Bo ta książka uczy tego, że nie warto być egoistą, a będąc nim na pewno nie poradzimy sobie w trudnych chwilach.

"Najlepsze jeszcze przed nami"

Jeśli cierpicie na alergię, która nie pozwala Wam sięgać po pseudo poradniki, które wytyczają jak macie żyć, nie odwracajcie się. TA KSIĄŻKA NIE JEST TYPOWA. Chociaż ludzi którzy przeczytali tę pozycję jest wiele, uważam jednak, że każdy z nich i każdy z Was jeżeli zapoznacie się z tą lekturą odnajdzie coś dla siebie, chociaż jeden rozdział, jedną lekcję, myśl, akapit lub zdanie. Bo wszystko co jest tam napisane, jest piękne, prawdziwe i takie podnoszące na duchu. Uśmiechałam się gdy tylko po nią sięgałam. Czas zatrzymał się w miejscu, a w tym okresie pragnęłam tego najbardziej.

"Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż potrafimy udźwignąć."

Pewna pozytywna i bardzo ciepła osóbka powiedziała, że ta książka to balsam dla duszy. Zgadzam się z nią w stu procentach i gdybym miała opisać ją w jednym zdaniu, byłoby to właśnie te. Bóg nigdy nie mruga pomaga nam w pewnym indywidualizmie. Jedną z rzeczy, które dostrzegłam jest to, że nawet jeśli wiele ludzi postępuję tak samo nie daje nam to gwarancji, iż jest to dobre . Nie bójmy się mówić i uważać tego co czujemy w sercu. Myślę, że przez takie małe błędy, które popełniamy zatrzymujemy się i stoimy w miejscu. A może właśnie to pomoże nam ruszyć dalej? Te 309 stron da nam siłę, wiarę i odwagę do dalszego kroku? Mi dało, a jeśli nie da? To nie tragedia. Lecz pamiętaj, aby nie bać się spróbować, nawet jeśli Twoja wiara jest martwa i nawet jeśli jesteś szczęśliwy. Książkę można odłożyć, zapomnieć i zająć się swoim życiem. Ale można również ją pokochać i dzięki niej zyskać nadzieję na lepsze jutro.

"Pisarzem jest ten, kto pisze. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz."

Odczuwałam radość, szczęście i wszystkie emocje na raz, gdy czytałam tą książkę. Pięknie pokazała mi to co już robię, ale również dała mi do zrozumienia co robię źle. Napajała mnie wielkim optymizmem. Jeśli potrzebujecie czegoś takiego, takiej zmiany lub nagłego podsumowania czynów, sięgnijcie. Nawet jeśli nie wierzycie, że istnieje ktoś na górze, kto nad nami czuwa, to uwierzcie, że warto być sobą, nikim innym, tylko prawdziwym sobą, a do tego chyba nie potrzeba Boga. Wyszło trochę chaotycznie, ale gdy tylko na myśl przychodzi mi ta książka, mam tysiące obrazów przed oczami i myśli, które niekoniecznie są ze sobą zgodne. Jeśli jedna pozycja, tylko 309 stron, 50 rozdziałów wywołało u mnie tyle emocji, może u Ciebie też tak będzie? Albo trafisz na tą książkę w odpowiednim momencie? Bo wszystko się zmienia, ale jedna rzecz pozostanie na zawsze, Bóg, który nie mruga.

"Nie traktuj siebie tak poważnie. Nikt poza tobą tego nie robi. "

MOJA OCENA: TAKIE KSIĄŻKI NIE MIESZCZĄ SIĘ W SKALI 

Za poznanie tych 50 lekcji, nie dziękuję żadnemu portalowi, ani wydawnictwu, tylko mojej kochanej i przeuroczej Julci :3

czwartek, 1 maja 2014

#13-14 - Podsumowanie miesiąca: marzec i kwiecień

11 komentarzy:

I znów śmieciowy post, taki który zapcha bloga, ale jednak przydałoby się podsumować te dwa miesiące (ponieważ podsumowania marca nie było), a kiedy lepiej jak nie teraz? Przechodząc już do sedna, jak pewnie się domyślacie ani marzec, ani kwiecień nie był jakiś bardzo czytelniczy i nie jestem z tego dumna, ale pociesza mnie fakt, że już teraz będę mogła czytać i czytać :)

Przeczytane w marcu:
- "Niezgodna" - Veronica Roth
- "Zbuntowana" - Veronica Roth
- "Czerwień Rubinu" - Kerstin Gier
- "Stary człowiek i morze" - Ernest Hemingway

Łącznie przeczytałam 1092 stron, co daje ok. 35 stron dziennie.
Najbardziej podobały mi się: "Niezgodna"
Zawiodłam się na: -
Najszybciej czytało mi się: -

Przeczytane w kwietniu: 
- "Bóg nigdy nie mruga" - Regina Brett
- "Jesteś cudem"- Regina Brett
- "Pretty Little Liars. Tajemnice Ali" - Shara Shepard

Łącznie przeczytałam 960 stron, co daje ok. 32 stron dziennie.
Najbardziej podobały mi się: wszystkie pozycje
Zawiodłam się na: -
Najszybciej czytało mi się: wszystkie pozycje

Ojejciu. Naprawdę rozleniwiłam się jeśli chodzi o czytanie, ale ten piękny stosik, który pokazywałam Wam w poprzedniej notce  i pozycje jakie się tam znajdują, zachęcają mnie do całodniowego siedzenia w domu i czytania! Do maja podchodzę z optymizmem, nie muszę już do niczego odliczać (chyba, że do końca szkoły, ale jednak będą tęsknić za moim gimnazjum), więc spokojnie mogę zająć się książkami. Na warszawskich targach mnie nie będzie, a szkoda, jednak mam nadzieję, że pozostali recenzenci będą się tam świetnie bawić. Jednak wielkim + kwietnia były białostockie targi, które dane mi było odwiedzić i napisałam Wam o tym relację. Oprócz tego, że w 3 dni pisałam egzaminy z 3 lat nauki to chyba nic takiego wielkiego się nie stało w kwietniu. W tym miesiącu nawiązałam również kolejną współpracę, z wydawnictwem Zysk i S-ka!


Życzę Wam dużo odpoczynku, książek i leniuchowania podczas tegorocznej majówki! 

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D