Tytuł: Pandemonium
Autor: Lauren Oliver
Okładka: miękka
Ilość stron: 373
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie: 2012 rok
Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę, a ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie... Wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni. Zrozpaczona przystępuje do ruchu oporu, by walczyć o wolność i [miłość]. Na jej drodze staje tajemniczy Julian. Czy można pokochać największego wroga?
Po zaskakującej pierwszej części tej sagi, która podbiła moje serce, zostawiła w nim istne pobojowisko, musiałam sięgnąć dalej. I oto dzięki promocji w empiku mogłam zawitać tą i ostatnią część w mojej biblioteczce. Liczyłam na coś wspaniałego, coś co sprawi, iż będę myśleć tylko o tej historii, o Lenie, o Aleksie, o całym tragizmie tej sytuacji, ale jednak nie. Było inaczej, bez łez, bez kaca, bez wielkiej ochoty sięgnięcia dalej. Szkoda.
„Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.”
Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy i od razu zadziałała na niekorzyść książki, to brak wstępów przed nowymi rozdziałami. W Delirium mogliśmy poznać wiele psalmów lub wierszy, które mówiły nam o tym, że miłość jest zła, że może nas zniszczyć, że to najgorsza rzecz na świecie, lecz Lena postępowała inaczej i dzięki temu pokazała nam, iż temu uczuciu warto poświęcić wszystko. Tym razem treść podzielono na dwie części: Wtedy i Teraz, które przeplatają się nawzajem do ostatnich stron. Moim zdaniem jest to gorszy pomysł i naprawdę tęskniłam za niezwykłymi wstępami.
Dzięki temu, iż mogliśmy poznać dwie Leny: tą zaraz po stracie Aleksa oraz tą odbudowaną i silną, zauważyliśmy wiele zmian, które zaszły w głównej bohaterce. Nie potrafię wskazać, którą z nich wolę, zdecydowanie obie w pewien sposób mnie zaintrygowały i zaciekawiły. Jednak chwilami zauważałam tą dawną Lenę, tą którą poznałam w pierwszej części tej sagi, tą którą pokochałam i tą za którą tęskniłam. Wojna zdecydowanie zmienia ludzi, lecz w tej postaci pozostała mała cząstka tej dawnej.
"Świat bez miłości jest także światem bez ryzyka".
Przez całą książkę starałam odnaleźć coś co w niej pokocham. Nie chciałam patrzeć na nią z góry, od razu zakładać, że jest nieciekawa. Szukałam tego elementu do końca, do ostatnich stron i wreszcie go znalazłam, a raczej sobie to uświadomiłam. Mowa tu o stylu autorki. Jest zaskakujący, dobry, potrafi zaciekawić czytelnika. Nie ma w nim zbędnych opisów, wszystko napisane zwięźle i na temat. Dzięki niemu książka może pójść nam naprawdę szybko. Wspaniałe wykonanie troszkę słabszego pomysłu, jednak jak na to nie patrzeć, nie wyobrażam sobie innych losów Leny, bo gdyby było zbyt szczęśliwie, powiedzielibyśmy, że wszystko jest naciągane.
„Miłość. Gdy tylko wpuścisz do swojego serca to słowo, gdy tylko pozwolisz mu zapuścić korzenie, rozprzestrzeni się jak grzyb we wszystkich zakamarkach twojej duszy - a wraz z nim pytania, drżące, pączkujące lęki, które sprawią, że nigdy nie zaznasz spokoju.”
Jak napisałam na wstępie - nie miałam ochoty sięgać dalej. Gdyby nie to, że kupiłam obie części, z chęcią zrobiłabym sobie kolejną przerwę, tak jak było w przypadku Delirium i Pandemonium. Miałam pustkę w głowie, miałam tam wielki znak zapytania, ale nawet nie pragnęłam go zlikwidować. Pewne przybliżenie się do Leny sprawiło, że zaryzykowałam, poznałam dalsze jej losy i o tym napiszę w kolejnej recenzji. Jednak wiem, że wiele z Was dalej uważać będzie, że druga część spadła, obniżyła ocenę całej sagi i jej poziom. Jednak Pandemonium ma w sobie to coś i trzeba to dostrzec. Polecam tym wszystkim, którzy znają losy Leny z części pierwszej i tak naprawdę do Was należy ocena tego tomu.
MOJA OCENA: 8/10





