niedziela, 8 grudnia 2013

#100 - "Carrie" - Stephen King







Okładka: miękka
Ilość stron: 205
Cena: 32 zł
Wydanie oryginalne: 1974 rok
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka









Carrie White jest inna niż jej rówieśnicy. Nie chodzi na prywatki, nie interesują się nią chłopcy, stanowi obiekt kpin i docinków. Matka – religijna fanatyczka – za wszelką cenę usiłuje uchronić ją przed grzechem. Pewnego razu Carrie się jednak buntuje i idzie na szkolny bal. Gdy tam pada ofiarą okrutnego żartu, rozpętuje się piekło... dziewczyna jest telekinetką o olbrzymiej mocy, której postanawia użyć, by zemścić się na prześladowcach. Ci, którzy ją dręczyli, gorzko tego pożałują.

Każdy pisarz zaczynał od debiutu i nie ma na to bata. Ja uwielbiam zapoznawać się z autorami, sięgając po ich najstarsze książki, aby zobaczyć jak bardzo się rozwinęli i jak poprawili swoje błędy, zawarte w tych pierwszych publikacjach. Tym razem było to coś innego, niespodziewanego, takiego, że wbiło mnie w krzesło. Który autor potrafi napisać, pierwszą, tak dobrą, krótką książkę, aby powalić czytelnika na kolana? Stephen King.

Pierwszym aspektem, który od razu przykuł mą uwagę do tej publikacji, jest fabuła. Została wspaniale stworzona, tak, aby po przeczytaniu dalej siedziała w naszym umyśle i zadawała pytanie, na które nie potrafimy odpowiedzieć. Zachwyca nas, a jednocześnie przeraża. Potrafi wywołać u nas różne emocje, które do ostatniej strony nie ułatwią nam wyboru: czy współczujemy Carrie, czy jej nienawidzimy? 

„Ludzie z wiekiem nie stają się lepsi, stają się tylko sprytniejsi. Kiedy jesteś starszy i mądrzejszy, to wcale nie przestajesz obrywać skrzydełek muchom, po prostu potrafisz wymyślić lepsze powody, żeby to usprawiedliwić.”

Jak jest ta książka? Zagadkowa, ciekawa, straszna, śmieszna, wpływowa, dobra, zaskakująca, porywająca, absurdalna, nieprawdopodobna,  ale jest również historią o zwykłej nastolatce, która chciała tylko pójść na bal. Stephen King użył tak wielu kontrastów i chwilami banalnych rzeczy, aby ukazać nam to, jacy potrafią być ludzie. Czytając "Carrie" dowiecie się jak czują się inni, gdy ich do czegoś zmuszamy, śmiejemy się  z nich lub gdy po prostu palimy ich żywcem. I chociaż każdy z nas w swoim środowisku zna taką Carrie White oraz jej matkę, to dość często nie robimy nic, aby to zmienić, aby pomóc lub przebaczyć.

Odbiegając od elementów rzeczywistych zawartych w tej książce, przejdźmy do tych, które całej fabule oraz opisom, dodają wisienkę na torcie. Oddzielny akapit powinnam poświęcić wspaniałym postaciom, które swoim zachowaniem, zainteresowaniami, decyzjami, ale również problemami, nigdy nie odejdą ode mnie i zawsze będę je wspominać, jako wspaniałych, być może negatywnych, ale zawsze barwnych bohaterów. Pierwszą postacią, bez której tak naprawdę wszystko byłoby inne jest matka Carrie - Margaret White. Byłam pod wrażeniem tego, jak ta kobieta mogła poświęcić się dla Boga. Chociaż chwilami krzywdziła siebie i innych w swoim otoczeniu, przez swoją głęboką wiarę, to jednak w głębi ducha chciała jak najlepiej dla swojej córki i było to widać w wielu przypadkach. Nie ukrywając, była ona fanatyczką religijną i zmuszała do tego Carrie, aby uchronić ją od grzechu. Sama główna bohaterka okazała się zwykłą dziewczyną, która miała pecha w życiu. Podziwiam ją za cierpliwość i oddanie oraz szacunek, którym do pewnego czasu darzyła matkę. Pomijając pewne chwile załamań oraz prób, Carrie w głębi duszy kochała bardzo swą rodzicielkę i ukazała to w wielu chwilach.

Zakończenie powieści było idealne, niby do przewidzenia, ale jednak byłam bardzo zaskoczona, kiedy czytałam już końcowe sceny. Chwilami gęsia skórka, przerażenie, ale gdzieś tam we mnie było jeszcze współczucie, do tej "małej" Carrie, która wołała mamę. Jak widać każdy z nas kogoś potrzebuje i nie zważając na błędy, powinniśmy kochać tych, na których nam zależy, bo wszystko da się naprawić. W tym momencie byłam zaskoczona reakcją dziewczyny, ale również gdzieś tam, zaczęłam jej żałować i chciałam aby wszystko skończyło się dobrze.

Podsumowując: debiut Kinga okazał się trafną lekturą, która daje do myślenia. Pomijając olbrzymią moc Carrie oraz to kim była jej matka, książka zawiera świetny morał, który ukazuje nam pewną prawdę o zachowaniu ludzi. Myślę, że autor specjalnie dodał te niecodzienne elementy do książki, aby cała historia Carrie White zapadła nam w pamięci na długie lata. Jestem zachwycona moim pierwszym spotkaniem z tak znanym autorem i dziś już wiem, że na pewno sięgnę po jego dalsze publikacje. Jeśli Wy jeszcze nie zapoznaliście się z żadną powieścią Stephena Kinga, uważam, że "Carrie" jest świetną książką na pierwsze spotkanie, bo pomimo jej małej ilości stron, zapewne zaczaruje Was tak samo jak mnie. 

MOJA OCENA: 9/10



5 komentarzy:

  1. Jak już Ci pisałam, jest to jedna z książek na mojej liście "must have" i zazdroszczę Ci jej :) Tym bardziej po Twojej recenzji, która naprawdę mi się podoba i jeszcze bardziej zachęciła do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czytałam z dorobku Kinga tylko "Podpalaczkę" i uważam, że jest to dobra książka, aczkolwiek rewelacji nie ma, co nie znaczy, że nie planuję dalszego zapoznawania się z jego twórczością, bardzo chętnie sięgnę po "Carrie", a nóż mnie zachwyci... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam już wiele ksiażek tego autor, i nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych pisarzy. Kocham jego książki i jego porytą wyobraźnie. 'Carrie' jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam już kilka opinii, że książki Kinga są "ciężkie", ale jednocześnie bardzo ciekawe. "Carrie" to chyba pierwsza książka, dzięki której dowiedziałam się, że ktoś taki jak pan King istnieje, niestety nie miałam jeszcze okazji jej czytać, ale dzięki Twojej recenzji czuję się szczerze zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Dziękuję za każdą pozostawioną opinię. Jestem mi niezmiernie miło, gdy czytam pozostawiony przez Ciebie komentarz :) Dziękuję za poświęcony czas i docenioną pracę.

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D