Już wiele razy skarżyłam się wam, że trafiam na książki z motywem śmierci. Czasami wybieram je nieświadomie (tytuł, ani opis na to nie wskazują), lub sięgam ze względu na czyjąś recenzje (np. Gwiazd naszych wina).
Śmierć ulubionego bohatera jest największym minusem książek. Związujemy się z nim emocjonalnie, myślimy razem z nim, zapraszamy go do naszego serca, a jedno zdanie po prostu go uśmierca. Zapewne wielu książkoholikom jest to sytuacja nie do rozwiązania, i pojawiają się łzy, a z czasem kac po książkowy. Takim przykładem zapewne dla wielu z was będzie śmierć Freda. Niespodziewana, szybka i bolesna.
Co innego gdy czytając lekturę, już na wstępie wiemy, że bohater jest na coś chory i opuści nas pod koniec książki. Moim zdaniem banalne, łatwe do przewidzenia i z czasem - nudne. Takich książek czytałam wiele np. Zanim umrę, Gwiazd naszych wina, Pozwól mi odejść. Każda w pewien sposób mnie zaciekawiła, ale uważam, że z czasem powieści o umierających bohaterach stają się monotonne (chodź Gwiazd naszych wina okazała się bardziej oryginalna).
Nie wiem czemu, ale teraz ochota na smutne książki z czasem mnie opuszcza. Może to przez to, że za dużo ich czytałam, albo, że za oknem wiosna (hahahahahaha). Po prostu potrzebuję bardzo pozytywnych książek!
Wróćmy do tematu naszych rozkmin. Co do sposobów śmierci ulubionych postaci, każda boli inaczej. Myślę, że mnie najbardziej poruszają wypadki samochodowe. Zawsze jest to "przecież można było temu zapobiec". Po prostu mam jakieś poczucie winy, chodź tak naprawdę nic nie mogłam zrobić. Z czasem monotonne stały mi się choroby, a zwłaszcza białaczka. Nie mówię, że taka śmierć nie ma na mnie wpływu, ale za którymś tam razem staje się nudna.
Zapewne wiele z was czytało sagę "Igrzyska Śmierci", mimo tylu pożegnanych bohaterów dalej mam pewien sentyment do tej książki. Było to do przewidzenia, a tak na prawdę wielu z nich nie żałowałam (Clove, Glimmer itp.).
Kogo śmierć żałowaliście najbardziej? Jak radzicie sobie z odejściem ulubionego bohatera?
Korzystając z okazji chciałabym życzyć wam wesołych, ciepłych świąt i pomimo tego śniegu na ulicach żebyście spędzili je w miłej, rodzinnej atmosferze. Zapewne jutro do was nie napiszę, ale jeśli znajdę czas w poniedziałek ukarze się podsumowanie miesiąca. Stworzyłam nową zakładkę - rozkminy, zachęcam do zapoznania się z jej treścią.
Pozdrawiam.
Co do "można było temu zapobiec" - zawsze myślę tak o śmierci Syriusza. Co by było gdyby Harry nie wybrał się do Departamentu Tajemnic? Gdyby opanował oklumencję? Był czas, że nie mogłam sobie z tym dać rady, bo ciągle nachodziły mnie coraz to nowsze myśli pt. "co by było gdyby". Mimo, że często mi się one zdarzają, są po prostu bez sensu. Książka została wydana, Rowling zdecydowała.
OdpowiedzUsuńFred, Remus, Tonks, Syriusz - to ich śmierć najbardziej mnie zabolała. Te śmierci różniły się nieco od siebie tak, jak moje reakcje. Pierwsza trójka zmarła szybko, niespodziewanie, a narrator tylko wspomniał o nich. Żadnego dokładnego opisu, wystarczyło jedno zdanie. Śmierci Syriusza nie przewidziałam, ale, patrząc na to teraz, myślę, że zapowiadało się na jakąś tragedię. W każdym razie przy śmierci Syriusza nie płakałam, po prostu. Płakałam, nie, ja ryczałam przy reakcji Harry'ego. Całą jego rozmowę z Dumbledorem przeryczałam, wmawiając sobie, że wiem, co on czuł. Przy Remusie, Fredzie, Tonks, a także Severusie płakałam, co prawda mniej, ale od razu.
Jak już jestem przy śmierci bohaterów z HP, to przy Dumbledorze nie płakałam, a dopiero (w filmowej wersji) gdy wszyscy unieśli różdżki, ale było to zaledwie kilka łez.
Co do Igrzysk Śmierci, bardzo wstrząsnęła mną śmierć Prim. Po prostu... to było takie niespodziewane, a ona taka mała... Ale jak już tak opowiadam o moich reakcjach, to nie płakałam, ponieważ do Igrzysk nie przywiązałam się tak, jak do Harry'ego.
Też myślę, że śmierć głównego bohatera to wielki minus dla treści. W większości książek, które czytałam główny bohater był w wielu sytuacjach zagrażających jego życiu, a ja i tak wiedziałam, ba, byłam pewna, że przeżyje. W końcu to główny bohater! Taka osoba jest nieśmiertelna. :D
W każdym razie... umierający bohaterzy to część wielu, jak nie większości, książek, a ja i tak się z nimi nie pogodzę. Happy endów też nie lubię, to zbyt przesłodzone i jestem już na to za stara, ale jednak wizja żyjącego Freda jest po prostu nie do opisania. ♥
No, pozdrawiam Cię ciepło i życzę wesołych Świąt. ;*
Wow, na prawde Ty i Ania, zaciekawilyscie mnie tak owocnymi komentarzami. To chyba przez ten temat :) Twoja opinie na ten temat przeczytalam zaraz po opublikowaniu, czyli ok. 15. Jeszcze raz powiem, ze zdziwilas mnie taka iloscia teskstu, ale tak na prawde zadalas mi (byc moze nieswiadomie)pytanie: Jak mam na to odpowiedziec?
UsuńNie chcialabym zostawic tego bez odzewu, bo na wiele prostych komentarzy (od innych czytelnikow) odpowiadam, nabijajac sobie "martwych" komentarzy, wiec postanowilam cos od siebie "dac", w postaci jakiejs tam odpowiedzi.
"Co by bylo gdyby" - to chyba moj (i jak widze tez Twoj) najgorszy problem czytelniczy. Nie mam tak tylko przy HP, ale obwiniam siebie, za wiele smierci i caly czas zadaje sobie pytanie "A jesli to by sie nie stalo?". Podobno wszystkie rany zlagodzi i zagoi czas. W tym przypadku mam coraz wiece watpliwosci i oskarzen.
Co do watku smierci Syriusza. O dziwo ja nie plakalam. Jest to spowodowane tym, ze jego odejscie bylo mi lekko zaspojlerowane przez starsza siostre, wiec tylko czekalam na ten moment w ksiazece. Co do szczerej rozmowy Dropsa z Harrym - tu nie bylo czasu na lzy, bo jak mozna mowic "CO??!!", otwierac usta, odrywac sie na 5s, patrzec na sciane i znow zaczynac "rytual od poczatku" i jeszcze ryczec? - niewykonalne. Chcem przez to powiedziec, ze w tym momencie bardziej skupilam sie na wiadomosciach z tej rozmowy, a uczucia do Syriusza gdzies uciekly.
Lupin, Tonks, Fred - pustka. Jedno zdanie i nie widzialam sensu zycia. Oczywiscie po przeczytaniu HP7, moje zycie dalej nie mialo juz sensu, bylo jedna wielka pustka, ale nie o tym teraz. Bardziej poruszyla mnie smierc Remusa i jego zony. Wszyscy oplakiwali Freda, a na nich nawet nikt nie spojrzal (byc moze wczesniej tez stali przy ich cialach, ale w ksiazce nic o tym nie mowili). To dalo mi taka mysl "Ze moze ich syn nawet nie wie, ze juz nie przytuli sie do mamy". Wtedy wiedzialam, ze Rowling chciala przyblizyc nam sytuacje Harry'ego kiedy byl jeszcze maly, tak jak wtedy byl Ted. Coz wiele z nas zaplacilo za to, bo kazdemu zrobilo sie smutno i lzy sie polaly, gdy Lupin i Tonks odeszli.
Nie mowie, ze smierc Freda mna nie wstrzasnela. Chyba zrozmialam to w 100%, gdy pomyslalam co musi czuc Pani Weasley. A jesli chodzi o scene z Bella (gdy chciala "zabic" Ginny), to gdyby nie zajbisty teskt pani Weasley "Nie w moja corke, suko!" to ksiazka lezala by juz na smietniku. Severus - hm... ta smierc byla, do przewidzenia, ale takze do zrozumienia. Oczywiscie wszytsko sie zniszczylo, po przeczytaniu rozdzialu o wspomnieniach Snape. Zaczelam zalowac smierci Sev'a oraz zmienilam zdanie co do Dropsa.
I znow - smierc Prim - spojler starszej sis. Bardziej wstrzasnela mnie Colin, no bo jak ona mogla?! No i reakcja Katniss (czyli Colin kaput). Wtedy zal bylo mi Kotny, bo narobila sobie klopotow, a Colin niech gryzie ziemie. Nie podobala mi sie takze smierc Snow - lud go zabil, malo honorowo - chociaz zasluzyl.
Uh... rozpisalam sie, ale jeszcze troszke Cie pomecze XD Co do Happy endow. Pisalam juz 10000 razy, ze ich nie lubie - czemu? Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze po prostu szybko te ksiazki zapominam. I teraz sie wszyscy zdziwia (jesli przeczytaja ten komentarz) czemu pamietam np. Harry'ego. No tak Happy Endzik jest, ale bylo cos wczesniej - smierc bohaterow, ktorych ze szczerego serca pokochalam.Jesli czytalas moja recenzje "Kosoglosa", to napisalam tam, ze zakonczenie bylo idelane. Czemu? Niby wszystko super, (SPOJLER) Katniss i Peeta razem, maja dzieci, nie ma juz Glodowych Igrzysk, ale jednak sa koszmary, pamiec o tych co zgineli i zarosniety cmentarz. Czyli troche smutne, ale i piekne zakonczenie.
Rowniez pozdrawiam, mam nadzieje, ze przeczytasz (z milionami bledow + brak polskich znakow), rowniez zycze Wesolych ^^
Nie lubię tego motywu w książkach, ale nie lubię też, gdy książki są zbyt przesłodzone.
OdpowiedzUsuńJak się pewnie domyślasz, największy ból odczułam przy śmierci bohaterów z HP, a szczególnie Freda, Syriusza, Tonks, Lupina i lekko Dumbledore'a, choć śmierć ostatniego była łatwa do przewidzenia, gdyż miał już te swoje sto lat. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Rowling uśmierciła wszystkich, którzy byli Harry'emu bliscy? Mam wiele teorii, ale czy któraś jest prawdziwa, tego nie wie nikt. Czasem zastanawiam się, co by się stało, gdyby Harry posłuchał Hermiony i nie uwierzył fałszywemu obrazkowi, które wcisnął mu do głowy Voldeomrt? Czy Syriusz by przeżył? Czy zginąłby, walcząc o Hogwart? A może żył by długo i byłby jak dziadek dla dzieci swojego chrześniaka? Natomiast śmierć Lupina i Tonks... Szczerze powiedziawszy cieszę się, że nie była opisana, bo nie byłabym w stanie tego znieść. Dopiero co urodziło im się dziecko a oni zginęli? Nie rozumiem czemu.. Naprawdę. I na koniec moja największa miłość - Fred! Dlaczego zginął taki młody, kochany, zabawny chłopak, który był potrzebny swojemu bliźniakowi do życia? Dlaczego Rowling pozbawiła życia takie wesołego pana, który zapewne skradł serca wielu swoich czytelników? Płaczę przy jego śmierci... Czy film, czy książka ja płaczę, a gdy przeczytam znów siódmą część i pomyślę o Fredzie to łezka w oku się kręci. Chyba do końca życia nie pogodzę się z tą śmiercią.
Inną śmiercią, której też nie potrafiłam zrozumieć była śmierć Lexie z "Od pierwszego wejrzenia" N. Sparksa. Czemu taka młoda, piękna kobieta, która dopiero co się ożeniła i urodziła dziecko musiała umrzeć przy porodzie? To wszystko płynu owodniowego, który musiał dostać się do naczyń krwionośnych w macicy? I najważniejsze, czemu to akurat zdarzyło się jej? Tyle pytań, żadnych odpowiedzi.
Szczerze? Nie lubię śmierci. Ani w książkach, ani w prawdziwym życiu. Dlaczego, niektórzy młodzi ludzie muszą ginąć tak wcześnie, zanim poznają prawdziwe życie? Dlaczego musimy odczuwać te straty tak bardzo, że nam samym odechciewa się żyć? Dlaczego tak bardzo przywiązujemy się do bohaterów książek, że nigdy nie pogodzimy się z ich śmiercią?
~Ania.
Pomimo tego, ze oczy same mi sie zamykaja a musze jeszcze zrobic tyle rzeczy - odpisuje. Jesli tego nie zrobie, odpowiedz dostalabys jutro wieczorem, lub w poniedzialek, blog to cos bardzo waznego w moim zyciu, dlatego robie to teraz.
UsuńZapewne wie to sama Rowling. Mysle, ze po prostu tak mialo byc, ksiazek nie zmienisz - stoja juz na polkach. Chociaz tak pisze, dalej nie moge sobie poradzic, zaakceptowac tego wszytskiego. Pisanie tej notki, tych komentarzy jest po prostu rozdrapywanie ran. Co kilka minut musze robic przerwe, jutro radosny dzien ja po prostu nie moge sie rozkleic.
Co do smierci Dumbledora - dla mnie byla niespodziewana. Wobrazalam sobie go jako mentora Harry'ego - podczas bitwy. Moze nie wyruszyl by z nimi na wyprawe, ale dalby wiele wyjasnien. Chcialam przeczytac o tym, ze Drops przychodzi do Potterow (19 lat pozniej) i mowi cos w stylu "Do zobaczenia w Hogwarcie" do Al'a i Jamsa. Poprostu lza sie kreci w oku.
O Fredzie pisalam juz komentarz wyzej, ale tu jeszcze dodam ze FanArty najbardziej mnie zasmucaja. Na gorze wspominalam co mogla czuc pani Weasley, ale teraz doszlam do wniosku: Co mogl czuc George?? emocje w kosmos.
"Od pierwszegi wejrzenia" nie czytalam, ale dopisuje do listu must read. Dlaczego? Juz twoje "streszczenie" mnie do tego namowilo. Najgorsze sa te pytania, na ktorych nie znamy i nie uzyskamy odpowiedzi...;/
Wiesz co do smierci w realnym zyciu - tylko Bog wie dlaczego. Smierc w ksiazkiach - tylko ich autor wie dlaczego.
Nie wiem, to pewnie instynkt czytelniczy - kochamy tych, i oni musza odejsc. Takie to juz szczescie moje, twoje i wszystkich do bohaterow.
Pozdrawiam, wesolych i do napisania!
Będę tu częściej wpadać, bo również lubię czytać książki. Obserwuję... Odwdzięczysz się? juliee-juli2001.blogspot.com
OdpowiedzUsuńOdwdzieczylam sie juz.
UsuńPozdrawiam i Wesolych!
Hymm.. czyja śmierć najbardziej przeżywałam jeśli chodzi o książki? Jakos nie mam takich postaci, bo nie siegam po takie ksiazki. Nie lubie smutku, jak na razie mam dosc smierci.
OdpowiedzUsuńOch, zazdorszcze :) Ja mam "fazy" na smutne, jak i tez pozytywne ksiazki ^^
UsuńPozdrawiam
Ja wypowiem się później, bo pragnę zaprosić Cię do siebie - zostałaś nominowana do nagrody Liebster Award :)
OdpowiedzUsuńDziekuje ^^
Usuńi wesolych!
Pozdrawiam