środa, 16 października 2013

#93 - "Kamienie na szaniec" - Aleksander Kamiński

11 komentarzy:





Okładka: miękka
Cena: 24,90 zł
Ilość stron: 239
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wydanie: 1999 rok










Książka szczegółowo relacjonująca przebieg oraz metody walki członków Małego Sabotażu i dywersji w pierwszych latach II wojny światowej. Oparta jest na autentycznych wydarzeniach z okresu okupacji niemieckiej Warszawy podczas II wojny światowej. Grupa (której autor nadał fikcyjną nazwę Buki) chłopców z 23. warszawskiej Drużyny Harcerskiej „Pomarańczarnia”, wśród nich Alek (w pierwszym podziemnym wydaniu dla zachowania tajemnicy konspiracji jako Wojtek), Zośka (w pierwszym podziemnym wydaniu jako Staśka) i Rudy (w pierwszym podziemnym wydaniu jako Czarny) kończy maturą Liceum im. Stefana Batorego w VI 1939 roku. Mają piękne młodzieńcze plany, które zostają przekreślone przez wojenną rzeczywistość.

Od razu mówię, że jeśli chodzi o lektury szkolne to zazwyczaj ich nie czytam, wiem, że nie jestem tu jedyna, ale po prostu książki, które są mi "narzucane" trudniej, dłużej, a przed wszystkimi niechętnie się czyta. Z tą było jakoś inaczej, ale nie do końca. Wiele zaprzyjaźnionych recenzentek radziło mi, abym przeczytała Kamienie, nie zważając na ich tematykę oraz to, że będę omawiać je na lekcjach języka polskiego. Z małym poślizgiem sięgnęłam i już wiem, ze jednak każda lektura pozostanie lekturą, ale niektóre są jednak czymś więcej. 

Nie lubię tematyki patriotycznej i wojennej w książkach, po prostu nie są to moje klimaty. Kamienie na szaniec są właśnie przykładem takiej lektury, więc już na wstępie miałam do nich uprzedzenia. Przez sto pięćdziesiąt stron czekałam, aż mnie coś zachwyci, porwie, wsadzi w fotel, lub doprowadzi do łez, a gdy nadeszła taka chwila... poszłam coś zjeść. Naprawdę. Całe te przygody, akcje lub inne wydarzenia w lekturze były dla mnie czasami nudne, czasami wciągające, czyli tak jak w każdej przeciętnej książce bywa. Nie polubiłam tak bardzo bohaterów, aby przeżywać z nimi jakiekolwiek przygody, czy cieszyć się razem z nimi. Fakty, chwilami naprawdę im kibicowałam, ale to chyba ze względu na sympatię do ludzi, a nie do konkretnych postaci.

"Opowieść o wspaniałych ideałach braterstwa i służby, o ludziach, którzy potrafią pięknie umierać i pięknie żyć." 

Oprócz tego, że jednak cała książka mnie nie zachwyciło, to  końcówka okazała się trochę inna, a przede wszystkim zaskakująca. Moim zdaniem takie powinny być lektury, bo chodź początek i środek jako tak mnie nie zachwyciły, to jednak koniec zmusił do refleksji i chwili zastanowienia się. Jak już mówiłam nie przepadam za takimi książkami, bo po prostu gustuję w innych gatunkach i tematykach, to jednak podziwiam zachowanie bohaterów, ich wyczyny i akcje, ponieważ nigdy się nad tym nie zastanawiałam, dzięki komu (po części) zawdzięczam  życie w wolnej Polsce. W tej książce dostałam gotowe nazwiska, pseudonimy i wyczyny, co było dość przyjemne, fajne, pomysłowe i przez pierwsze dziesięć sekund ciekawe. 

Podsumowując: będę miło wspominać tę lekturę (nie ze względu na to, że to jedyna którą dość szybko przeczytałam). Chociaż nie jest to moja ulubiona tematyka, to chwilami byłam ciekawa jak zakończy się dana akcja, kogo będę musiała pożegnać, a z kto będzie towarzyszył mi w dalszej części książki. Nie związałam się jakoś specjalnie emocjonalnie z bohaterami książki, a tego oczekiwałam, dlatego na wycieczce w Warszawie, tylko popatrzyłam na groby tych postaci i poszłam dalej, bez głębszych zastanowień. Jednak zabrakło mi tego, co moim zdaniem powinno być w każdej dobrej książce - łzy, których nie chcesz kryć, bo to jednak nie wstyd, gdy płaczesz za postacią literacką. Słowo jakie najczęściej pojawia się w recenzjach czytelników (idealna), w mojej niestety się nie ukarze.  

MOJA OCENA: 7/10

sobota, 12 października 2013

#92 - "Kochamy Harry'ego Pottera" - Listy Czytelników

12 komentarzy:




Okładka: miękka
Cena: 5 zł (przecena Matras)
Ilość stron: 158
Wydanie: 2002 rok
Wydawnictwo:  Międzynarodowa Kapituła orderu uśmiechu 











Nad fenomenem Harryego Pottera od dawna głowią się dorośli, którzy rozpętali już niejedną dyskusje na temat. Dzieci nie biorą w niej udziału, choć - o czym świadczą ich listy zamieszczone w tej książce - mają własne zdanie i wyrażają je z wielką stanowczością. J.K. Rowling zyskała to, o czym wielu autorów może tylko marzyć: uznanie wśród dzieci, czego dowodem jest przyznany jej 13 września 2002 Order Uśmiechu. Czym sobie na to zasłużyła  Co dzieci cenią w jej książkach? Jeśli ktokolwiek może dać prawdziwą odpowiedź, to tylko one same.  

Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, dlatego było to dla mnie miłym zaskoczeniem kiedy zobaczyłam ją w internetowej ofercie księgarni Matras, za... 5 zł! I tak oto Kochamy Harry'ego Pottera wylądowało w moim koszyku, za śmiesznie niską cenę. Aby ją odebrać musiałam przejechać tylko całe miasto, by dotrzeć do jedynego sklepu tej księgarni w Białymstoku. Jednym z plusów jest oczywiście to, że dowiedziałam się jakimi autobusami mogę zajechać na oddalone od mojego miejsca zamieszkania osiedle, ale oprócz tego byłam bardzo ciekawa, czy opłacało się poświęcić tyle czasu na odbiór tej książki.

Byłam trochę uprzedzona co do tej pozycji , ponieważ wcześniejsze obcowanie z lekturą "potteropodobną" zakończyła się klapą. Harry Potter i filozofia, była strasznie nudą książką (moje zdanie), ze złotymi myślami Sokratesa, więc jak możecie się domyślić wyrobiłam sobie dość niedobre zdanie na temat twórczości fanów, bądź osób, które chcą zbić niezłą kasę na przygodach młodego czarodzieja. 

Akurat ta książka przypadła na jeden z gorszych tygodni, gdzie po nauczeniu się na wszystkie sprawdziany, pytania etc. miałam siłę już tylko na położenie się do łóżka. Po mimo tego, bywało kilka krótkich chwil, kiedy mogłam zatopić się w tej książce, a raczej w przecudnych listach od małych czytelników. Niektóre Wszystkie wypowiedzi dzieci, były bardzo ciekawe, krótsze, dłuższe, a przede wszystkim prosto z serca :) Chociaż każdy z obrazków, wierszy, czy po prostu listów, był inny, to od każdego biło przyjemne ciepło, którego nie potrafię opisać. Smutne jest jedynie to, że osoby, które brały udział w tym projekcie mają teraz po 20 lat i być może nie są już potteromaniakami. 

Żałuję, że ta akcja (z wysyłaniem listów) odbyła się tak dawno (bo 11 lat temu, kiedy miałam 4 lata). Chętnie wzięłabym w niej udział, ponieważ uważam ją za naprawdę pomysłową. Po mimo tego, że wypowiedzi dzieci czasami były nie zrozumiałe, bądź z błędami, to i tak bardzo chętnie zapoznawałam się z każdym zdaniem, często się uśmiechałam, rzadziej współczułam, ale poznałam wiele wspaniałych historii, w których jedyną wspólną postacią był Harry Potter. 

Podsumowując: nie potrafię wyrazić mojego zamiłowani do sagi Harry'ego Pottera, więc gdybym miała napisać list, zawarłabym w nim wszystkie te, które zostały umieszczone w tej książce. Miłe, ciepłe, a przede wszystkim szczere zdania dzieci, podbiły moje serce i myślę, że wam też przypadną do gustu. Książka jest dość krótka, dla mnie była miłą odskocznią od szkoły, a że co dobre, prędko się kończy, więc i Kochamy Harry'ego Pottera minęło mi za szybko. Polecam wam, jeśli chcecie przeczytać za co inni kochają jednego z popularnych bohaterów, nie zanudzając się przy tym. Gdyby nie to, że książka stoi na mojej półce, z pewnością zapomniałabym o jej istnieniu, wiec jeśli szukacie czegoś lekkiego, a za razem wciągającego - przeczytajcie!

MOJA OCENA: 8/10



sobota, 5 października 2013

#91 - "Szeptem" - Becca Fitzpatrick

11 komentarzy:





Okładka: twarda
Ilość stron: 328
Cena: 36,90 zł
Wydawnictwo: otwarte
Wydanie: 2009 rok










Czasem zdarza się miłość nie z tego świata. Naprawdę nie z tego świata… Patch jest tajemniczy i zabójczo przystojny. Nic dziwnego, że szesnastoletnia Nora uległa jego urokowi. Niemal natychmiast w jej życiu zaczęły dziać się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć. Chyba że… Chyba że ktoś wie, że znalazł się w samym środku bitwy. Bitwy, którą od wieków toczą Upadli z Nieśmiertelnymi. O Twoje życie.

O Szeptem słyszałam wiele pozytywnych słów, ale gdy już je wypożyczyłam, kilka osób zaczęło odradzać mi tę książkę. Nie mniej jednak sięgnęła, przeczytałam i...? No właśnie, nie wiem co powiedzieć, bo książka strasznie mnie rozczarowała.

Znacie ten stan, gdy czytacie i macie wrażenie, że ten wątek, lub ta postać jest taka sama, lub lekko zmieniona, jak w innej książce? Lub po prostu widzicie, że dany autor za bardzo inspirował się popularnym bestsellerem? Takich przypadków, jest wiele i myślę, że Szeptem, należy do takich książek, które moim zdaniem, zostały napisane  niekoniecznie z własnego pomysłu autorki. Być może Wy tego nie dostrzegaliście ale dla mnie, ta pozycja okazała się słabą kopią Zmierzchu, a że sagę o wampirach uważam za słabą, możecie domyślić się jakie zdanie mam o tej książce.

"Ale cicho sza… Są tajemnice, o których mówi się tylko szeptem."

Miałam ochotę na coś mrocznego, zagadkowego, z tajemniczą okładką i wplecionym wątkiem romantycznym w tle. Otrzymałam coś w ogóle innego, a jedyna rzecz jaka była tu ciekawa i zaskakująca to okładka. A więc co mi się nie podobało? Działanie na schemacie. Ojeju, czy każda, dosłownie każda "fajna" młodzieżówka musi być tworzona na schemat stu poprzednich? Dlaczego wszystkie, które są na topie, zostają przeze mnie zjechane, ze względu na mało oryginalność? Nie powiem, ze mam tu pretensje do siebie, ale jakoś tak z tym Szeptem wyszło, że za bardzo mi tu nie pasował cały schemat: przystojnego Patcha i niewinnej Norze.

Książka zajęła mi za dużo czasu. Teraz już wiem, że sięgnięcie po nią było błędem i na pewno nie zapoznam się z dalszymi tomami. Szeptem mieliłam przez siebie aż 5 dni, gdzie wszystkie spędziłam w łóżeczku, ponieważ dopadło mnie jesienne przeziębienie. Powiem wam, że chwilami nawet nauka chemii była ciekawsza od czytania tej książki, co zdarza mi się bardzo rzadko.

Podsumowując. Szeptem w ogóle do mnie nie przemówiło, było lekturą nudną, która strasznie mi się dłużyła. Nie było chwili abym się wciągnęła, a te chwile kiedy liczyłam strony, które zostały mi do końca, były prawie zawsze. Nawet końcówka wydawała mi się oklepana. Po prostu ja tę książkę przemieliłam i przemęczyłam, więc nie ma mowy o czytaniu części numer 2. Zdecydowanie nie polecam, ale wiem, że większość osób pokochało tę sagę, ale ja odradzam. Jeżeli szukacie czego fajnego, tajemniczego, a przed wszystkim wciągającego, to niestety nie tędy droga.

MOJA OCENA: 4/10


wtorek, 1 października 2013

#8 - Podsumowanie miesiąca: wrzesień

9 komentarzy:
Co? Już październik? Naprawdę? Przecież niedawno żegnaliśmy wakacje, a teraz? Miesiąc szkoły już za nami. Nie wiem kiedy to minęło, ale to chyba dobrze, prawda? O 30 dni bliżej do kolejnych wakacji :)
Myślałam, że będzie zdecydowanie gorzej, ale jakoś powoli idzie. Przekonałam się, że trzecia klasa gimnazjum to nie przelewki, ale byłam na to przygotowana. Jeśli chodzi o stronę szkolną, to jak na razie świetnie mi idzie więc uważam, że jestem o wielki, jeden krok do paska na koniec szkoły gimnazjalnej i oczywiście do dostania się na dobry profil w liceum. Po mimo zbyt krótkich wieczorów, no i oczywiście nawału prac domowych udało mi się przeczytać 7 książek, co nie jest wybitnym osiągnięciem, ale mój pesymizm zakładał gorszy wynik.



Oto pozycje, które towarzyszyły mi przez ten pierwszy miesiąc szkoły:

- "Miasto Kości" - Cassandra Clare
- "Numery. Przyszłość" - Rachel Ward
- "Miasto Popiołów" -Cassandra Clare
- "Jutro" - John Marsden
- "Dotyk Julii" - Tahereh Mafi
- "Szeptem" - Becca Fitzpatrick
- "Kochamy Harry'ego Pottera. Listy Czytelników"

Łącznie przeczytałam 2360 stron, co daje dziennie ok. 79 stron (sierpień: 166, ale nie ma co porównywać wakacji ze szkołą).
Najbardziej podobały mi się: "Jutro"; "Dotyk Julii";
Najbardziej zawiodłam się na: "Szeptem"
Najszybciej czytało mi się: "Dotyk Julii"


Powoli przestawiam się na tryb szkolny, ale dalej tęsknie za dniami leniuchowania i oczywiście za snem do 12. Oprócz tego w szkole zapisałam się na dyżury w bibliotece i teraz w każdy wtorek, polecam i wypożyczam innym książki. Biorę również udział w konkursie ze znajomości książek Barbary Ciwoniku, więc niedługo możecie się spodziewać recenzji dzieł naszej polskiej pisarki. Nie mogę doczekać się najbliższych dni, gdyż przyjdą do mnie dwie książki z wydawnictwa Esprit, oprócz tego wielkimi krokami zbliża się premiera The Lying Game, oraz nowej książki Macieja Frączyka. Tak dużo książek, a tak mało czasu...

Natomiast za tydzień będę na wycieczce szkolnej w Warszawie. Może to spowodować przesunięcie się publikacji niektórych recenzji, ale spodziewajcie się kilku zdjęć i informacji na facebooku. Mam nadzieję, że wrócę ze stolicy z jakąś książką, ale dalej mam dylemat, jaką zabrać ze sobą w podróż (w sumie to, aż 5 h w autokarze, w dwie stron). Może Wy macie jakieś propozycje?

sobota, 28 września 2013

#90 - "Miasto Kości" - Cassandra Clare

12 komentarzy:






Okładka: miękka
Ilość stron: 512
Cena: 35 zł
Wydawnictwo: MAG
Wydanie oryginalne: 2007 rok
Wydanie polskie: 2009 rok








Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela. Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich. Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli boskich przedmiotów. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, pod przywództwem zbuntowanego Łowcy, Valentine'a, który niemal na zawsze zniszczył tajemny świat Łowców. I mimo że od śmierci Valentine'a minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął...

Książka od kilku miesięcy znajdowała się na mojej, dość długiej liście "must read" i nawet zbliżająca się premiera filmowa, nie zmotywowała mnie, aby kupić, czy przeczytać w formie elektronicznej tę pozycję. Nareszcie biblioteczka mojej nowej dilerki książkowej, pomogła mi w zapoznaniu się z Nocnymi Łowcami, Clary i Miastem Kości.

Jeśli miałabym jedynym słowem określić pierwszą część Darów Anioła, powiedziałabym: super. Natomiast jeżeli miałabym już bardziej wchodzić w fabułę, pomysł, czas jaki poświęciłam tej książce, zachowania bohaterów etc., powiedziałabym: przeciętnie. Dlaczego? Fabuła niby fajna, pomysł też, ale jednak dla mnie nie zbyt oryginalna i dało się to chwilami odczuć. Idąc dalej, powiem, że książka nie zleciała mi szybciutko, a jednak w pewien sposób się dłużyła. Nie wiem, czy winę mogę zrzucić na szkołę, ponieważ wtedy był to jeszcze luźny tydzień, a ja po przeczytaniu 100 stron, nie dałam rady więcej.

„Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym.”

Książkę przeczytałam dość dawno, bo z trzy tygodnie temu i miałam wiele chwil na przemyślenie oraz ocenienie jej dość szczerze i tak... od serca. Zapoznałam się już z tomem numer dwa i na pewno sięgnę po ten z numerem trzy, cztery oraz pięć, ale czy jestem wielką fanką tej serii, to na razie sama nie wiem. "Miasto Kości" zebrało wiele pozytywnych recenzji, a ja trochę się na nim zawiodłam, ale nie do końca. Trudno mi jest sprecyzować moje zdanie, z jednej strony ciekawi mnie dalszy ciąg wydarzeń, ale przeraża mnie te pięćset stron, każdej kolejnej części.

O bohaterach powiem niewiele, a zarazem dużo. Tutaj bardzo spodobał mi się taki Jace, lekko arogancki i zadziorny, czasami mnie rozśmieszał, rzadziej irytował, ale szczerze powiedziawszy zawsze coś się działo i z jego postacią nigdy się nie nudziłam. Co powiem o nudnej Clary? Rzadko zdarza się, że nie polubię, a wręcz będę nienawidzić głównego bohatera, który jest z nami zawsze. Teoretycznie główną postać tej książki mogę zaliczyć do tych mniej lubianych, ale nie znienawidzonych, bo zaczęła mnie irytować dopiero pod koniec pierwszej części/na początku drugiej. Chwilami wydawała się mi dość pusta, nudnawa i monotonna, a przede wszystkim, stworzona na pewien schemat, który jest teraz w co drugiej młodzieżówce.

"Miasto Kości" zdecydowanie ma w sobie to coś. Po skończeniu lektury, byłam całą historią zauroczona i koniecznie pragnęłam przeczytać kolejne tomy. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, mój entuzjazm opadał i nawet film nie był już taka atrakcyjnością, jak wtedy. Po przemyśleniu całej książki, historii i pomysłu, stwierdzam, że lektura na pewno nie jest zła i okropna, ale wybitna też nie. Wiele osób porównuje ją do Harry'ego Pottera, czy Igrzysk Śmierci, a ja nie na pewno się z tym nie zgodzę.

Podsumowując: "Miasto Kości" nie było nudne, ani złe, ale wciągające i wspaniałe, również. Raczej przeciętne, ale bliżej mu do tych pozytywnych słów. Główna bohaterka nie przypadła mi do gustu, a oczarowanie i zauroczenie tą sagą trochę mnie opuściło, więc myślę, że gdybym za recenzję wzięła się od razu po przeczytaniu książki, byłaby ona pozytywniejsza. Teoretycznie lektura była przyjemna, ale nie wciągnęłam się tak, aby przestać oddychać, co uważam za priorytet jeśli chodzi o ocenę wspaniałych książek. Szczerze powiedziawszy "Miasto Kości" jest świetną pozycją, z dość barwną historią, ale gdyby lepiej się temu wszystkiemu przyjrzeć dostrzega się kilka błędów, a zdecydowanie działanie na schemacie. Pomimo tych wszystkich minusów, jestem dalej ciekawa co autorka przygotowała nam w tomie trzecim, więc jak najbardziej sięgnę dalej.

MOJA OCENA: 7/10*

*za Jace'a (normalnie byłoby 6/10)

środa, 25 września 2013

#89 - "Dotyk Julii" - Tahereh Mafi

22 komentarze:






Okładka: miękka
Ilość stron: 331
Wydawnictwo: Otwarte
Cena: 34,90 zł
Data premiery: 2012 rok









Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha. Mój dotyk zabija. Mój dotyk to moja siła.

Od dość głośnej premiery "Sekretu Julii", miałam wielką (OGROMNĄ!) ochotę na zaczęcie tej serii. Książka wpadła do mnie przypadkiem, musiałam na nią poczekać jedynie jeden weekend, a po tych dwóch dniach (które były straszne!), koleżanka pożyczyła mi swój nowy nabytek. Wreszcie mogłam w spokoju zobaczyć, czy "Dotyk Julii" jest tak dobry i tak wciągający, jaki był dla wielu recenzentek, które podzieliły się ze mną swoim zdaniem .

Zaczynając od wszystkich plusów książki, powiem, że bardzo spodobały mi się przekreślone wyrazy, zdania, a czasami całe akapity, które ukazywały myśli, przemyślenia, a często to co Julia pragnęła lub chciała ukryć. Spodobała mi się ta forma, ponieważ nigdy jeszcze nie spotkałam się z taką w jakiejkolwiek książce, więc tu byłam miło zaskoczona i od razu polubiłam  te wykreślone fragmenty. 

„Nie możesz mnie dotknąć – szepczę. Kłamię – oto, czego mu nie mówię. Możesz mnie dotknąć – oto, czego nigdy nie powiem. Proszę, dotknij mnie – oto, co chcę powiedzieć”.

Oczywiście książka nie oczarowała mnie, przez same kreski na wyrazach. O nie! Podstawową rzeczą, za którą wręcz pokochałam  Tahereh Mafi, jest pomysł na cała fabułę, ale oczywiście pod uwagę biorąc wielki dar Julii, który z jednej strony mnie zaintrygował, z drugiej odrzucił, a z trzeciej, no właśnie... zauroczył? Być może mam mały "staż książkowy", więc wiele książek, pomysłów, przygód, czy bohaterów, wydaje mi się oryginalne, a tak naprawdę jest ich pełno na rynku. Nie mniej jednak, ja jeszcze nie spotkałam się z taką koncepcją, z taką bohaterką oraz z takim darem, więc jak już wiecie mnie książka zauroczyła, porwała i teraz zmusza do kupienia części numer dwa.

Minus? Jakie minusy? Jedynym jest oczywiście to, że te 331 stron zdecydowanie za szybko mi minęły. Z jednej strony chciałabym, aby "Dotyk Julii" był grubiutki, ale jednak nie wiem, czy spodobałby mi się wtedy równie dobrze jak teraz. Jestem bardzo ciekawa, co autorka zafunduje nam w części drugiej, ponieważ jak widzicie jestem zauroczona całą fabułą, piórem Tahereh Mafi oraz samą Julią.   

Podsumowując:"Dotyk Julii" jest jedną z ciekawych i niezapomnianych książek. Uważam, że książka jest warta swojej ceny. Dwa wieczory wystarczyły mi, aby zapoznać się z całą książką, która uważam za arcydzieło. Autorka odwaliła dużo dobrej roboty, a ja myślę, że każdy powinien się z nią zapoznać. Oczywiście lektury nie mogę porównać do "Harry'ego Pottera", czy "Igrzysk Śmierci", ale mam nadzieję, że zapadnie mi ona w pamięci na długo, gdyż uwielbiam każdy jej fragment i dopiero teraz zauważyłam, że nie mam się do czego przyczepić, co bardzo rzadko zdarza się podczas czytania, popularnych i młodzieżowych lektur. Polecam każdemu, kto chętnie spędzi kilka chwil z dobrze napisaną oraz przemyślaną książką, oczywiście ten czas jaki jej poświęcicie może być dość krótki, jeśli połkniecie ją w całości, jak ja.


MOJA OCENA: 10/10

niedziela, 22 września 2013

#88 - "Jutro" - John Marsden

25 komentarzy:






Okładka: miękka
Ilość stron: 269
Cena: 31, 90 zł
Wydawnictwo: Znak
Wydanie oryginalne: 1993 rok
Wydanie w Polsce: 2011 rok 








Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli. Okazało się, że naszego świata już nie ma. Że nie ma już żadnych zasad. A jutro musimy stworzyć własne.

Kiedyś znalazłam  tę książkę w mojej szkolnej bibliotece i po prostu odłożyłam ją znów na półkę. Jakoś nie spodobał mi się tytuł, opis i nie kojarzyłam tej serii, więc dałam sobie z nią spokój. Dopiero później po przeczytaniu kilkunastu recenzji, doszłam do wniosku, że muszę znaleźć i przeczytać całą serię, ale zapomniałam, że lekturę mam pod samym nosem, w bibliotece szkolnej. Czekając całe wakacje, wreszcie we wrześniu mogłam wypożyczyć tę książkę i zobaczyć, czy jednak moje pierwsze myśli z nią związane były słuszne, czy nie. 

"Nie ma już żadnych zasad"

Nie trzymając Was w niepewności, powiem, że odkładając po raz pierwszy "Jutro" na półkę, popełniłam straszny błąd. Gdybym przeczytała ją wcześniej, szybciej zabrałabym się za kolejne części i zrobiłabym to w wakacje, gdzie nie miałam ograniczonego czasu. Pierwsza część tej dość długiej sagi minęła mi szybko, ale w niektórych nudnawych momentach strasznie mi się dłużyła. 

Każdy moment, każde wydarzenie oraz każda postać, były świetnie przedstawione i wykreowane, a w tych chwilach, gdy mieliśmy się bać, autor bardzo dobrze się za to zabrał i ja przeżywałam wszystko wraz z nieustraszoną siódemką (później ósemką). Cała książka była bardzo realistyczna, nie wyczułam w niej żadnych sztucznych momentów, ani nic wplatanego na siłę. Barwni bohaterzy, ciekawe wydarzenie? Tu nic nie mogło pójść nie tak.

"Wczoraj byliśmy jeszcze zwykłymi nastolatkami, dziś zmagamy się z wojną."

Pomimo tego, że książka naprawdę mi się podobała i wciągnęłam się w całą jej historię, to niestety tylko w pewnych momentach. Początek był dość nudny, albo tylko mi się tak wydawało, gdyż cały czas zastanawiałam się kiedy coś zacznie się dziać, kiedy rozpocznie się wojna. Gdy już weszliśmy w całą tę fabułę i kolejne ryzykowne decyzję podejmowaliśmy już wraz z bohaterami, autor książki dodał nam kilka, moim zdaniem, nie potrzebnych wydarzeń, czy scen. Czasami miałam wrażenie, że po przeczytaniu danego rozdziału, nie zrobiłam kroku w przód, tylko dwa w tył.

Podsumowując. Lektura okazała się świetna, bohaterzy z charakterem i osobowością, a wydarzenia idealne przemyślane i świetnie przeniesione na kartkę. Pomimo tego, autor jednak wprowadził kilka scen (dla mnie) nie potrzebnych, przez co chwilami się nudziłam, to świetnie się bawiłam poznając Ellie i innych. Polecam, każdej osobie, która szuka kolejnej, wciągającej i długiej sagi, która zachwyci ją i porwie w swój świat. Lekturę będę miło wspominać i choć dość długo muszę czekać na następne tomy (kolejki) to gdy już będę je miała, z chęcią poznam dalsze losy głównych bohaterów.

MOJA OCENA: 8,5/10 


Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D