Chyba po raz pierwszy dodaję taką notkę, ale muszę was uprzedzić co będzie działo się tu przez kolejne 10 miesięcy.
Jak pewnie większość z was wie, lub nie, od września, czyli od poniedziałku zaczynam trzecią klasę gimnazjum. Nasze (a zwłaszcza moje) upragnione wakacje się już skończyły, więc teraz nie będzie już leniuchowanie do dwunastej i czytania siedemnastu książek w miesiącu. Nie planuję was zostawiać, zawieszać bloga, ani nic z tych rzeczy, ale chcę was o pewnych sprawach poinformować.
Po pierwsze: recenzji będzie zdecydowanie mniej, ponieważ nie będę miała czasu na czytanie. W najgorszych tygodniach może ukazać się tylko jedna recenzja, ale poza tym postaram się dodawać chociaż dwie.
Po drugie: w pewnych miesiącach (na razie planuję listopad i kwiecień) może mnie zabraknąć na waszych blogach, ponieważ w tych okresach będę miała jeszcze więcej nauki (konkursy przedmiotowe i egzaminy). Nie mniej jednak bądźcie pewni, że każda wolną chwilkę będę spędzać przy czytaniu i w blogosferze, więc jakiekolwiek braki na pewno nadrobię.
Po trzecie: postaram się ogarnąć to wszytko, czyli naukę na bieżąco, konkursy przedmiotowe, egzaminy, punkty do liceum, wybór liceum, czytanie, bloga i własne życie, ale od razu uprzedzam, że może być trudno i jak o was zapomnę na chwilkę to nie miejcie mi tego za złe. Zawsze mam włączoną zakładkę z bloggerem, więc jestem tu nawet jak się nie odzywam. Zdecydowanie częściej będę pisać na facebooku, więc jeśli ktokolwiek jeszcze nie polubił fp bloga to serdecznie zapraszam, aby być na bieżąco.
Życzę wam miłego rozpoczęcia roku szkolnego i abyście mieli jak najlepsze oceny, a moim rówieśnikom życzę dostania się do wymarzonego liceum :)Natomiast studentom - nie zmarnowanego, ostatniego miesiąca wakacji.
sobota, 31 sierpnia 2013
piątek, 30 sierpnia 2013
#84 - "7 razy dziś" - Lauren Oliver
Okładka: miękka
Ilość stron: 384
Cena:
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie: 2011 rok
Co by było gdybyś miał tylko jeden dzień do przeżycia? Co byś zrobił? Kogo byś pocałował? I jak daleko byś się posunął, aby ocalić swoje życie? Samantha Kingston ma wszytko - najbardziej uroczego chłopaka, trzy wspaniałe przyjaciółki i pierwszeństwo we wszystkim w szkole Thomasa Jeffersona, od najlepszego stolika w stołówce po najbardziej pożądane miejsce na parkingu. Piątek dwunastego lutego powinien być kolejnym dniem z jej sielankowego życia. Jednakże zamienia się on w jej ostatni dzień życia. Wtedy dostaje drugą szansę. Siedem szans. Przeżywając ostatni dzień w ciągu jednego tygodnia, rozwikła tajemnicę swojej śmierci. Odkryje prawdziwą wartość wszystkiego, co może stracić...
Było to moje pierwsze spotkanie z autorką, a jej dość popularną trylogię, zostawiłam na potem, zaczynając od debiutu. O "7 razy dziś" dowiedziałam się przez przeczytanie jednej recenzji i już wtedy pomysł wydawał mi się oryginalny i postanowiłam, że muszę tę książkę przeczytać. Mój zapał co do lektury nie opuszczał mnie ani na chwilę, a historia Sam bardzo przypadła mi do gustu.
"Najczęściej jedna noc zlewa się z kolejną, tydzień z tygodniem, a miesiąc z miesiącem. I prędzej czy później wszyscy umieramy."
Często jeszcze przed tą lekturą, jak i w trakcie, oraz po jej zakończeniu, zadawałam sobie pytanie: "Co ja bym zrobiła, mając możliwość przeżywania jednego dnia, aż siedem razy?". Moje pomysły i odpowiedzi były różne, ale tu podziwiam autorkę, że przedstawiła nam tak świetną historię do której wracamy nie raz myślami, już dawno po jej zakończeniu.
Przed przeczytaniem tej historii, miałam wiele obaw. Kto chciałby czytać 7 razy o tym samym dniu? Pomysł wydaje się oryginalny, ale czy debiutancki wykonanie będzie dobre? Wiem, że teraz mogę zabrzmieć dość sztucznie i shematowo, ale uwierzcie mi na słowo, że od pierwszych stron czuć tę magię, która wręcz bije od tej książki, a mnie pochłonęła i porwała w całości. Nie nudziłam się ani przez chwilkę, a każdy pomysł Sam na spędzenie inaczej tego perfidnego piątku dwunastego przypadał mi do gustu. Nie wiem czy jest to spowodowane tym, że ja od razu polubiłam główną bohaterkę, czy po prostu ona sama mnie jakoś zaczarowała, ale wszystkie jej kaprysy i myśli od razu podbijały moje serce.
"Kiedy umierasz, wiele się zmienia, choć - jak mi się zdaje - umieranie to powodująca największą samotność rzecz, jaką można zrobić."
Myślę, że i tym razem, kolejna autorka świetnie poradziła sobie z wyzwaniem jak wzięła na swoje barki. O czym mówię? Oczywiście o stworzeniu świata nastolatków, od tej prawdziwej i dość brutalnej strony. Czytając "7 razy dziś" nie było chwili w której na mojej twarzy pojawiłby się grymas, lub inna zawiedziona mina. Zdecydowanie nie odczułam w dialogach, scenach, czy zachowaniach bohaterów sztuczności, oraz nic nie było robione "na siłę", co jest wielkim plusem dla autorki.
Jedynym minusem jaki mogę dać tej pozycji, jest to, że choć pomysł był genialny i świetny, to niestety dość przewidywalny. Kiedy już pierwsze wrażenie mnie opuściło, myślałam nad tym jak autorka zakończy książkę i czy w końcu Sam uda się to do czego tak mocno i silnie dążyła. Możecie się domyśleć, lub nie, ale całą fabułę dla książki, "rozgryzłam" już w pierwszych rozdziałach, więc zakończenie nie było stu procentowym zaskoczeniem, aczkolwiek dalej nie mogłam w to uwierzyć. Pomimo tego, że domyślałam się, co autorka chce nam przedstawić, to i tak czytanie książki było super zabawą.
"Okazuję się, że tyle rzeczy jest pięknych, jeżeli bliżej im się przyjrzeć"
Podsumowując: książka posiada wiele plusów, dzięki którym czytanie jej okaże się świetną przyjemnością. Jednocześnie jest nic nie wnoszącą do naszego życia historią, ale z drugiej strony powinna skłonić chociaż do małej refleksji. Pomimo jednego, dość znaczącego minusa, nic więcej nie można jej zarzucić.
MOJA OCENA: 8/10
środa, 28 sierpnia 2013
#83 - "Dziewczyny z Hex Hall" - Rachel Hawkins
Okładka: miękka
Ilość stron: 300
Cena: 32,90zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie: 2010 rok
Sophie Mercer ma szesnaście lat i jest czarownicą. Ostatnio trochę za bardzo czarowała na studniówce. Za karę trafia do poprawczaka dla wiedźm, wampirów i elfów. Szybko dowiaduje się, że niedawno doszło tam do tajemniczego zabójstwa, w które mogą być zamieszane najmroczniejsze siły... Życie „nowej” nie jest usłane różami także z innych powodów. Najprzystojniejszy chłopak w szkole jest już zajęty. A jego dziewczyna, choć śliczna i słodka, potrafi zaleźć za skórę jak mało kto. Zaczynają się prawdziwe kłopoty. To dopiero początek niesamowitej opowieści o świecie magii, tajemnic i... pierwszych pocałunków. Pamiętaj! Grzeczne dziewczynki idą do szkoły, a niegrzeczne – do Hex Hall... Wybór należy do Ciebie.
Książkę miałam okazję kiedyś kupić, ale szybko z tego zrezygnowałam. W bibliotece wzięłam ją tylko ze względu na znajomą okładkę, a opis i resztę ważnych czynników pominęłam, co było błędem. Rzadko, ale to naprawdę rzadko, biorę książki, co do których nie jestem w stu procentach pewna. Nie chcę męczyć się i marnować czasu na coś, co pozostawia wiele do życzenia. "Dziewczyny z Hex Hall" były taką lekturą, chociaż nie tak bardzo nudną, ale jednak mnie nie porwały.
Zacznę od pomysłu, który do oryginalnych i wyśmienitych nie należy. Prolog, jak i reszta książki zostały stworzone na pewien schemat, który bardzo łatwo można było przewidzieć. Chwilami miałam wrażenie, że autorka lektury chciała stworzyć nam wspaniałą szkołę, pełną zagadek i tajemnic, do której uczęszczają świetni i barwni bohaterzy. Niestety jej starania zdecydowanie poszły na marne i otrzymaliśmy słabą imitację Hogwartu, która na pewno nie przypadnie wam do gustu.
Książka ma tylko 300 stron i nie zdąży nam się znudzić, a już jest po wszystkim. Przeczytanie jej zajmuje kilka chwil, a lektura zdecydowanie należy do tych lekkich i przyjemnych, jeśli oczywiście wcześniej nie będzie wydawać nam się monotonna. Autorka dość często wprowadzała dialogi, które pomagały zrozumieć nam daną sytuację, ale jak dla mnie były zdecydowanie zbyt sztuczne.
Podsumowując: "Dziewczyny z Hex Hall" są zdecydowanie książką dla młodzieży, ale ja czytałam o wiele lepsze lektury przeznaczone dla nastolatków. Zbyt przewidywalna i sztuczna, za to szybka i lekka, która na pewno nie pozostanie wam w pamięci na dłużej. Okładka jest ładna i dość czarująca, co przekłuło mą uwagę i w sklepie i w bibliotece, ale poza tym książka niczym się nie wyróżnia.
MOJA OCENA: 4/10
piątek, 23 sierpnia 2013
#82 - "Numery. Czas Uciekać" - Rachel Ward
Okładka: miękka
Ilość stron: 317
Cena: 24,90 zł
Wydanictwo Wilga
Wydanie: 2009 rok
Piętnastoletnia Jem widzi w oczach ludzi numery - daty ich śmierci. Zna dzień śmierci matki. Wie, kiedy w ataku terrorystów na Londyn zginą ludzie. I kiedy umrze jej chłopak. Nikogo nie umie obronić przed śmiercią, więc ucieka - przed rówieśnikami i policją.
"Numery" miałam w planach od czerwca, kiedy po raz pierwszy wpadłam na tę trylogię w bibliotece miejskiej. Spodziewałam się czegoś innego, ponieważ pomysł jest dość oryginalny w erze czarodziejów, wilkołaków i wampirów, więc w ogóle inaczej wyobrażałam sobie fabułę tej książki, ale jednak to co zaserwowała nam Rachel Ward w pierwszej części trylogii "Numery" było tak samo ciekawe i interesujące jak mój pomysł, więc się nie zawiodłam.
Książkę przeczytałam dość szybko, po kilku godzinach było już po wszystkim, a ja miałam coraz większą ochotę na drugi tom (który aktualnie już kończę). Powieść była wciągająca i wystarczyło kilka rozdziałów, bym polubiła i przyzwyczaiła się do głównej bohaterki - Jem, oraz jej towarzysza - Pająka. Przez całą lekturę czułam napięcie, a autorka stworzyła świetne zakończenie pierwszego tomu, które było jednocześnie smutne, ale zachęcało by sięgnąć dalej. Jak już wspominałam pomysł wydaje mi się oryginalny, choć miałam już do czynienia z bohaterami, którzy przewidują przyszłość (w tym śmierć), ale nie przejawiało się to w takiej formie jak u Jem. Sam opis bardzo nas zachęca i ja też "wpadłam" w jego sidła, więc książka musiała być wypożyczona na moja kartę.
"Patrzę mu prosto w oczy i już to widzę. Numer."
Autorka stworzyła świetną fabułę, bohaterów oraz atmosferę, która panowała w książce. Rachel Ward pokazała nam prawdziwy świat nastolatków: pełen problemów, barku akceptacji i wielu znaków zapytania. W dialogach oraz zachowaniu, czy stylu bycia postaci nie czuło się sztuczności, a to uważam za wielki plus. W książce nikt i nic nie było idealne, bohaterzy podejmowali złe decyzje, często używali brzydkich słów. Nawet dorośli popełniali błędy, które miały swoje skutki w przyszłości.
Książka bardzo mi się spodobała. Pełna zagadek i dziwnych rozwiązań. W pewnych momentach łapała za serce, ale również odrzucała gdy świat był po prostu brutalny dla naszych młodych bohaterów. Tom rozpoczynający sagę podbił moje serce i jestem ciekawa jak akcja potoczy się w kolejnych częściach. Polecam wszystkim, którzy lubią tajemnice, ale jednocześnie wciągające książki i wspaniałych bohaterów.
MOJA OCENA: 9/10
środa, 21 sierpnia 2013
#81 - "Worn" - Piotr Molenda
Książkę czytałam w formie e-book.
Ilość stron A5: 681
W sprzedaży od: 24.06.2013
Cena: 16 zł (kup tutaj)
Worn, mający wśród swych ziomków status przybłędy i odmieńca, decyduje się opuścić zamieszkiwaną od dziecka osadę i poszukać szczęścia poza nią. Pojmany w leśnej dziczy przez zamieszkujące knieję człekokształtne stwory, zostaje doprowadzony przed oblicze tajemniczego bóstwa. Pod okiem swego gospodarza i pana w trakcie lat ćwiczeń zmienia się w perfekcyjnego wojownika, by ostatecznie móc wyruszyć w trudną i wymagającą misję. Przebrany za włóczęgę, spotyka w drodze podobnego sobie łazika i nieświadomy prawdziwych motywów nowego kompana, przemierza wraz z nim fantastyczny, nieznany świat.
Dawno nie sięgałam po dobrą fantastykę (nie licząc Harry’ego
Pottera oraz po części Hyperversum), więc gdy zaproponowano mi lekturę tej
książki, bez dłuższego zastanawiania się, przyjęłam propozycję. Powiem, że nie
jestem tak zachwycona jak po wielu zagranicznych lekturach tego gatunku, ale
tragicznie też nie jest.
Początek trochę mnie zanudził, gdyż przez kilka, a może kilkanaście stron, akcja była dość nudna i nie wiedziałam co się dzieje i czego mogę się spodziewać. Gdy już przebrnęłam przez ten fragment, pojawiły się dialogi, co ułatwiło czytanie i lektura chwilami była przyjemna. Dalej było już tylko lepiej, ale jednak jakoś nie porywająco. Być może jest to wina formatu w jakim dane mi było przeczytać tę książkę, ponieważ tak jak większość bibliofilów oraz książkoholików wolę te tradycyjne, papierowe książki, lub po prostu lektura nie jest dla mnie.
Pomimo tego, że chwilami naprawdę się nudziłam to wyłapałam kilka plusów dzięki którym książka nabiera tego czegoś. Pierwszą rzeczą jest to, że autor używał wielu, ale to naprawdę wielu rozbudowanych opisów. Dzięki temu mogłam wyobrazić sobie wszystko dokładnie i wiedziałam jak wyglądają poszczególne pomieszczenia lub bohaterowie. Pomogło to w zapoznaniu się z lekturą, ponieważ bardzo nie lubię gdy autor książki pozostawi nam, a raczej naszej wyobraźni "pole do popisu" i nawet nie wiemy jak wygląda jedna z głównych postaci.
Jeśli już jesteśmy przy bohaterach to powiem, że Worn również jak cała książka, był idealnie dopracowany i nie był kolejną nudną, nijaką oraz sztuczną postacią. Po części mi zaimponował oraz trochę zainspirował, a to w postaciach uwielbiam najbardziej. W przeciwieństwie do bohaterów wykreowanych przez autorów bestselerowych powieści, Worn nie irytował mnie wcale, a to uważam za wielki, wielki plus!
Podsumowując: nie jestem ani na "nie", ani na "tak". Coś po środku. Myślę, że książka jeszcze gdzieś tam we mnie siedzi, co uważam za plus. Komu polecam? Zdecydowanie fanom gatunku fantastyki, ponieważ lektura jest stu procentwo z tego działu. Resztę też zachęcam, ponieważ "Worn" świetnie nadaje się na kilka wieczorów (a zwłaszcza tych długich i zimowych, które nas czekają).
Podsumowując: nie jestem ani na "nie", ani na "tak". Coś po środku. Myślę, że książka jeszcze gdzieś tam we mnie siedzi, co uważam za plus. Komu polecam? Zdecydowanie fanom gatunku fantastyki, ponieważ lektura jest stu procentwo z tego działu. Resztę też zachęcam, ponieważ "Worn" świetnie nadaje się na kilka wieczorów (a zwłaszcza tych długich i zimowych, które nas czekają).
MOJA OCENA: 6/10
Za możliwość przeczytania dziękuję autorowi książki.
sobota, 17 sierpnia 2013
#80 - "Labirynt Kłamstw: Telefon o północy" - Tess Gerritsen
Okładka: miękka
Cena: 24,49 zł
Ilość stron: 217 (Telefon o północy)
Wydawnictwo: Mira
Wydanie: 2011 rok
"Labirynt Kłamstw" dzieli się na dwie historie, które z chęcią bym przeczytała, gdyby nie były wręcz takie same. Po zapoznaniu się z "Telefonem o północy", doszłam do wniosku, że jednak nie mam ochoty na kolejną, podobną historię, która nie była do końca ciekawa, więc skończyłam na pierwszym kryminale. Książka była chyba moim pierwszym kryminałem od bardzo dawna, gdyż nie często obcuję z takim gatunkiem. Postanowiłam to zmienić i trochę zawiodłam się na tej pierwszej historii, którą wybrałam.
Koleżanka zapewniła mnie, że książka od razu nabiera tempa i dzięki temu z każdą stroną jest ciekawsza. Szczerze powiem, że na jeden raz przeczytałam około siedemdziesięciu stron i dalej szukałam tego momentu, kiedy autorka mnie zaskoczy i sprawi, że będę myśleć tylko o tym kryminale. Pomimo tego, w pewnych momentach naprawdę się wciągnęłam, ale Tessa Gerritsen często i szybko ucinała jakiekolwiek wydarzenie, które mogło mnie zaciekawić.
Jestem trochę rozczarowana tym, bo jednak po samej okładce i opisie, spodziewałam się czegoś innego. Oprócz tego, że autorka rzadko nas czymś zaskakiwała to jej pomysły były dość przewidywalne i w połowie książki domyślałam się jakiego zakończenia możemy się spodziewać. Miałam nadzieję, że jednak się pomylę, ponieważ cała akcja, która zakończyła tę historię była trochę nudna i choć miała rozwiązać wszystkie znaki zapytania to nie do końca to zrobiła.
Tessa Gerritsen skupiła się bardziej na bohaterach i tu można zauważyć to, że sama akcja, wydarzenia i fabuła jest trochę nijaka, natomiast bohaterzy moim zdaniem są dobrze wykreowani i pomimo wad (jakie ma każdy) chyba ich polubiłam. Głowna bohaterka zaintrygowała mnie swoją stanowczością i oddaniem, natomiast jej chwile słabości strasznie mnie irytowały.
Powiem, że ten kryminał nie był taki zły, ale sama nie jestem jeszcze co do niego przekonana. Głównie chwilami był nudny, ale czasami zdarzały się ciekawe wydarzenia, dzięki którym książka nabierała tempa i nie staliśmy cały czas w miejscu. Podsumowując: słyszałam o wielu innych, lepszych dziełach z tego gatunku, ale jak już pisałam, rzadko po niego sięgam, więc porównania nie mam.
Powiem, że ten kryminał nie był taki zły, ale sama nie jestem jeszcze co do niego przekonana. Głównie chwilami był nudny, ale czasami zdarzały się ciekawe wydarzenia, dzięki którym książka nabierała tempa i nie staliśmy cały czas w miejscu. Podsumowując: słyszałam o wielu innych, lepszych dziełach z tego gatunku, ale jak już pisałam, rzadko po niego sięgam, więc porównania nie mam.
MOJA OCENA: 5/10
wtorek, 13 sierpnia 2013
#79 - "Harry Potter i Zakon Feniksa" - J. K. Rowling
Okładka: twarda
Ilość stron: 949
Cena: 49 zł
Cena: 49 zł
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wydanie oryginalne: 2003 rok
Wydanie w Polsce: 2004 rok
W książce "Harry Potter i Zakon Feniksa" głównego bohatera znów czeka kolejny, tym razem piąty, magiczny rok w szkole Hogwart. Niestety, wakacje nie są tak nudne jak przewidywał, a w szkole panoszy się najgorsza nauczycielka obrony przed czarną magią - Dolores Umbridge. Harry razem z przyjaciółmi postanawia stawiać się jej rządom, organizując potajemne spotkania Gwardii Dumbledora, zaś sam musi stawić czoło powrotowi Lorda Voldemorta.
Kiedyś zaczęłam recenzować dla was każdy tom mojej ulubionej sagi, czyli Harry'ego Pottera. Niestety ze względu na brak czasu, nawał innych książek do zrecenzowania, poprzestałam na "Harry Potter i Czara Ognia". Dziś powracam do was z kolejną recenzją. Wiem, że ci, którzy uwielbiają sagę o młodym czarodzieju 5. część mają już dawno za sobą; natomiast te osoby, które "walczą" z magią i uważają, że cała seria Harry'ego Pottera jest nudna, nigdy nie przeczytają tej książki, dlatego w całej recenzji mogą pojawić się spojlery. Jeśli więc nie zaliczasz się do wyżej wymienionych grup i Twój przypadek jest wyjątkowy, nie czytaj dalej.
Piąty tom, wydany przez J.K.Rowling, jest najdłuższy z całej serii, przez co dla mnie najlepszy. W porównaniu z pierwszą częścią, gołym okiem można zauważyć, że autorka o wiele lepiej pisze oraz wymyśla nowe, coraz to wspanialsze historie, które czynią jej książki magicznymi. Nie muszę chyba mówić, że chociaż książkę czytałam kilka (kilkanaście?) razy, to za każdym razem tak samo się wciągnęłam, tak samo przeżywałam wydarzenia oraz śmierć bohaterów, jak wtedy, gdy miałam te siedem czy osiem lat.
" - Już się nie zobaczymy! - pożegnał Umbridge Fred, przekładając nogę przez miotłę. - Masz to jak w banku! I nie musisz do nas pisać! - dodał George, dosiadając swojej miotły."
Jeśli miałabym napisać co podobało mi się w tym tomie, odpowiedź byłaby krótka - wszystko. Jednak pewne wydarzenia, pomysły bohaterów, jak i samej J.K.Rowling, w sposób szczególny podbiły moje serce, dlatego postanowiłam je tu dla was wypisać. Gwardia Dumbledora - sama na miejscu uczniów z Hogwartu uczestniczyłabym w potajemnych lekcjach obrony przed czarną magią. Pomimo tego, że należę do wielkiej grupy osób, które nienawidzą Umbridge, to dzięki jej postawie oraz zasadom (kreowanym głownie przez ministerstwo), mogliśmy być świadkami potajemnych spotkań Harry'ego, Hermiony, Rona oraz innych uczestników "buntu". Grimmauld Place 12 - nareszcie coś innego niż Nora. Po mimo wyglądu i zaniedbania jakie tam panowało, bardzo polubiłam to miejsce i chyba tak jak Harry, czasami czułam się tam jak w domu. Spodobała mi się jeszcze sytuacja z Graupem oraz ucieczka Freda i Georga.
Teraz przejdę do postaci, która nie zdążyła się pojawić, a ja ją od razu pokochałam. Wspominam oczywiście o Lunie. Bardzo podobało mi się to, że Luna nie patrzyła na innych i była tym kim chciała być. Szkoda, że pojawiła się dopiero w piątej części, ponieważ bardzo chętnie poczytałabym o narglach we wcześniejszych tomach. Dla mnie Luna okazała się świetną, ciekawą postacią, i choć często była niemiło komentowana przez innych bohaterów to zaintrygowała mnie jej pewność siebie. W sumie, każdy z nas ma w sobie coś z Pomyluny...
Jak wspominałam na początku, wiele z was zapewne sięgnęło już nie raz po tę książkę, dlatego jedynie mogę zachęcić was do ponownego przeczytania. Natomiast mam chociaż nadzieję, że kogokolwiek namówiłam do tego, by przeczytał chociaż pierwszą część, lub by zmienił swoje zdanie odnośnie tej sagi.
MOJA OCENA: 10/10
(Natomiast jedyną rzeczą jaką nigdy nie wybaczę Rowling jest zabicie Syriusza)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D





