Wersja z 2013 roku: tu.
Myślę, że każdy z nas słyszał najważniejszą zasadę książkoholików, która brzmi: najpierw książka, potem film. Uargumentowanie jej nie jest trudne. Chociażby sam fakt, iż w ekranizacjach książek wiele scen jest pominiętych, charaktery bohaterów spłaszczone do zera, a cały klimat danej historii nagle gdzieś znika. Jednak odbieranie sobie przyjemności z oglądanie filmu ze znajomymi, bo nie przeczytaliśmy książki, jest powodem, dla którego możemy czasami nagiąć tę zasadę. A jak to jest ze mną?
Ja zdecydowanie jestem zwolenniczką sięgania najpierw po książkę, a dopiero później po film. Dzięki temu mogę poznać więcej szczegółów, pierwotny wzór danej historii oraz zauważyć jacy naprawdę są bohaterzy. Lecz nie zawsze jestem stanowcza. Gdy nie mam możliwości przeczytania jakiejś książki, a mogę obejrzeć jej ekranizację, robię to. I wiecie co? Tragedii nie ma.
Uważam, że sięgając najpierw po film, a dopiero później po papierową wersję, odbieramy sobie wielką przyjemność. Książka nie zajmie nam dwóch godzin, przez co, moim zdaniem, przesłania i wartości w niej zawarte nie ulecą tak szybko. Jednak film to krótsza wersja na odprężenie się przy dobrej i ciekawej historii, gdy niestety na książki nie starcza nam czasu. Ekranizacja oglądana po angielsku (bądź z polskimi napisami) poprawi nasz akcent. Jednak ja sama dzięki książkom poprawiłam mój styl wypowiedzi, popełniam coraz mniej błędów ortograficznych, czy interpunkcyjnych (sami możecie to wywnioskować, poprzez przeczytanie mojego wpisu sprzed 2 lat).
Obie wersje mają swoje plusy i minusy. Nie należy kurczowo trzymać się którejkolwiek z nich, bo wtedy możemy nie poznać wielu wspaniałych historii. Może film zmotywuje nas do przeczytania książki? Lub na odwrót? Jest również wiele książek, które ekranizacje kocham i np. do Harry'ego Pottera wracam częściej w wersji filmowej. Tak naprawdę wszystko zależy od nas i od tego, która forma przynosi nam więcej przyjemności. Jednak pamiętajcie aby nie zgubić jej przez restrykcyjne przestrzeganie zasady, która mówi nam, że najpierw mamy sięgać po książki.
Ja zdecydowanie jestem zwolenniczką sięgania najpierw po książkę, a dopiero później po film. Dzięki temu mogę poznać więcej szczegółów, pierwotny wzór danej historii oraz zauważyć jacy naprawdę są bohaterzy. Lecz nie zawsze jestem stanowcza. Gdy nie mam możliwości przeczytania jakiejś książki, a mogę obejrzeć jej ekranizację, robię to. I wiecie co? Tragedii nie ma.
Uważam, że sięgając najpierw po film, a dopiero później po papierową wersję, odbieramy sobie wielką przyjemność. Książka nie zajmie nam dwóch godzin, przez co, moim zdaniem, przesłania i wartości w niej zawarte nie ulecą tak szybko. Jednak film to krótsza wersja na odprężenie się przy dobrej i ciekawej historii, gdy niestety na książki nie starcza nam czasu. Ekranizacja oglądana po angielsku (bądź z polskimi napisami) poprawi nasz akcent. Jednak ja sama dzięki książkom poprawiłam mój styl wypowiedzi, popełniam coraz mniej błędów ortograficznych, czy interpunkcyjnych (sami możecie to wywnioskować, poprzez przeczytanie mojego wpisu sprzed 2 lat).
Obie wersje mają swoje plusy i minusy. Nie należy kurczowo trzymać się którejkolwiek z nich, bo wtedy możemy nie poznać wielu wspaniałych historii. Może film zmotywuje nas do przeczytania książki? Lub na odwrót? Jest również wiele książek, które ekranizacje kocham i np. do Harry'ego Pottera wracam częściej w wersji filmowej. Tak naprawdę wszystko zależy od nas i od tego, która forma przynosi nam więcej przyjemności. Jednak pamiętajcie aby nie zgubić jej przez restrykcyjne przestrzeganie zasady, która mówi nam, że najpierw mamy sięgać po książki.
A co Wy o tym myślicie?

Ja też jestem zdecydowaną zwolenniczką sięgania najpierw po książkę, a później po film. A kiedy zobaczę w pierwszej kolejności film, którego pierwowzorem jest ekranizacja to książki zwyczajnie nie czytam. No, bo znam już fabułę, wszystko... Poza tym kiedyś tak robiłam to wpływa bardzo na odbiór lektury. Ale nie wiadomo, każdy ma inne odczucia z tym związane ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :) Przy gorącej herbacie
No i właśnie ja mam z tym największy problem, bo jak mam obejrzeć ekranizację, to nie ma innej opcji - muszę najpierw przeczytać książkę. Zdarzały się wyjątki, np. nie wiedziałam, że dany film jest na podstawie powieści, ale zazwyczaj staram się pilnować. Mówisz o złotym środku i ja również od jakiegoś czasu usiłuję zmienić swoje nastawienie i czerpać taką samą przyjemność zarówno z książki, jak i z jej ekranizacji bez względu na to, która z nich wpadnie najpierw w moje ręce :') Podobają mi się te okołoksiążkowe soboty, bo coś czuję, że może się z nich wywinąć fajna dyskusja, dlatego czekam już na kolejny weekend :3
OdpowiedzUsuńCzytałam książkę i oglądałam film. Nie pamiętam co było najpierw.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Między Stronami
Z tego co pamiętam, to złamałam tę zasadę tylko raz i to z powodu niewiedzy. Najpierw obejrzałam "Ostatnią Piosenkę", a dopiero później przeczytałam książkę i nie żałuję tej kolejność. Książka, a film to dwie inne bajki, więc poznałam po prostu dwie historie trochę podobne (ale nie takie same) do siebie :D
OdpowiedzUsuńzaczarowana-me.blogspot.com
Myślę, że tak właśnie powinno być - najpierw książka, potem film. W moim przypadku często jednak bywało tak, że najpierw obejrzałam film, a dopiero później dowiadywałam się, że jest książka i zaraz szybko zamawiałam ją w pierwszej napotkanej księgarni internetowej, by szybko nadrobić zaległości. ;)
OdpowiedzUsuńporozmawiajmy-o-ksiazkach.blogspot.com