czwartek, 28 sierpnia 2014

Moja pierwsza książka

2 komentarze:

Jakiś czas temu Marzenka P. z bloga biblioteczka-zienki.blogspot.com nominowała mnie do zabawy pod tytułem "My first book - Moja pierwsza książka". Nominację z chęcią przyjmuję i dziś chciałabym przedstawić Wam ranking moich pierwszych książek!

1. Pierwsza lektura

Nie mam pojęcia jakie bajki czytaliśmy w pierwszej klasie podstawówki, ale doskonale pamiętam omawianą Karolcię rok później i chyba to była moja pierwsza lektura. Swoją drogą bardzo miło ją wspominam :)

2. Pierwsza książka, którą pokochałam

Zdecydowanie Harry Potter. Była to moja pierwsza książka, którą czytałam poza szkołą i jak najbardziej ją pokochałam.

3. Pierwsza książka, którą znienawidziłam.

Zmierzch?

4. Pierwsza książka, którą sama kupiłam.

Na początku mojej fascynacji książkami to rodzice zaopatrywali moją biblioteczkę i pamiętam, że jednymi z pierwszych książek były: Trafny Wybór, Gwiazd Naszych Wina, Kosogłos czy Poradnik Pozytywnego Myślenia. Pierwsza książka, którą kupiłam sama za zaoszczędzone pieniądze to Córka dymu i kości i meh... jakoś teraz tego żałuję.

5. Pierwsza książka, którą pożyczyłam.

Jejć, moja biblioteczka rozchwytywana jest przez wszystkich, więc dobrze nie pamiętam, która książka była pierwsza, jednak to chyba Trafny Wybór został pożyczony jako pierwszy.

6. Pierwsza książka, którą sprzedałam.

Nie sprzedaję książek, wiecie... sentyment i te sprawy, jednak jeśli nie mieszczą mi się na półce, po prostu chowam je do szafek, ewentualnie jakoś upycham.

7. Pierwsza książka, którą zrecenzowałam.

Zanim Umrę i nawet jeśli recenzją tego nie da się nazwać, to książka po dziś dzień zajmuje ważne miejsce w moim sercu :)

8. Pierwsza nieskończona książka.

Nie skończyłam wielu książek, ale chyba tą pierwszą był Cień Wiatru. Jakoś się nie polubiliśmy.

9. Pierwsza książka, która doprowadziła mnie od łez

I to jedyna książka przy której płakałam jak bóbr, czyli tamdadadammm.... Zanim Umrę!

10. Pierwsza książka, której ekranizację obejrzałam.

Harry Potter.

11. Pierwsza seria, którą przeczytałam

I znów... Harry Potter :)

12. Pierwsza książka, którą pamiętam z dzieciństwa.

Harry Potter?

13. Pierwsza książka na której wydanie czekałam.

Kiedy powoli wkręcałam się w świat recenzentki i blogosfery książkowej, pierwsza książka, do której premiery odliczałam dniami i nocami, to Papierowe Miasta.

14. Pierwsza książka, do której świata chciałabym się przenieść.

Harry Potter, Hogwart, tyle maaagi! *o*

15. Pierwsza książka, która spowodowała, że zakochałam się w czytaniu

I znów... Harry Potter. Tak bardzo pokochałam tę serię, ten świat, magię w nim zawartą, iż na wakacjach 2012 przeczytałam wszystkie książki z sagi po 5 razy. Kiedy byłam już znudzona, olśniło mnie, że przecież istnieje wiele innych, wspaniałych, magicznych lektur i właśnie tak to się zaczęło :)

A jakie były Wasze pierwsze książki? ;)

niedziela, 24 sierpnia 2014

#125 - "Szept Wiatru" - Elizabeth Haran

6 komentarzy:




Tytuł: Szept Wiatru
Autor: Elizabeth Haran 
Okładka: miękka
Ilość stron: 575
Cena detal.: 39,99 zł
Wydawnictwo: Akurat
Wydanie oryginalne: 2006 rok
Wydanie polskie: 2014







Amelia Divine jest zamożna, kapryśna, zepsuta… i nieszczęśliwa. Niedawno w tragicznych okolicznościach straciła niemal wszystkich najbliższych. W trakcie podróży do nowej rodziny dochodzi do katastrofy: parowiec, którym płynie, idzie na dno po zderzeniu z rafą koralową. Amelia zmusza swoją przyjaciółkę Lucy, by ta oddała jej miejsce w szalupie ratunkowej. Lucy ginie, Amelia jest jedną z dwóch ocalałych osób. Druga to Sarah Jones, której sąd zamienił karę więzienia na pracę na farmie prowadzonej przez owdowiałego farmera z siedmiorgiem dzieci. W wyniku uderzenia w głowę Amelia traci pamięć. Sarah korzysta ze sposobności i podaje się za nią w nadziei, że nigdy więcej już jej nie zobaczy i że skieruje swoje życie na nowe, lepsze tory. Przeznaczenie chce jednak inaczej: losy dwóch młodych kobiet splatają się na dobre w poruszającej historii o miłości, chciwości i zdradzie.

Dzięki blogowi sięgam po coraz to inne, bądź rzadko czytane przeze mnie gatunki książek. Dlatego skusiłam się na Szept Wiatru, ponieważ zainteresował mnie opis z okładki, jak i ona sama. Nie nastawiałam się na coś bardzo dobrego, traktowałam to raczej jako mało zobowiązującą pozycję. Taką, która zaraz po przeczytaniu wyleci nam z głowy, a przypominać o swoim istnieniu będzie jedynie przez to, że stoi na półce. Pomimo tych wszystkich chwil gdy książka naprawdę łapała mnie za serce oraz wtedy kiedy mnie nudziła, chyba spełniła moje założenia i nie zostawiła mnie z uczuciem rozczarowania. 

"Gorące namiętności, zwykłe ludzkie słabostki, miłość, nienawiść i zazdrość - a wszystko w egzotycznych, baśniowych plenerach dalekiej Australii."

Autorka wykreowała wiele barwnych postaci. Dwie z nich, czyli pewnie jak się domyślacie główne bohaterki -  Amelia i Sarah, bardzo przypadły mi do gustu. Obie naprawdę się od siebie różniły. Stworzone na zasadzie kontrastu, sprawiły, że pomimo wad Amelii, polubiłam je tak samo. Ich zachowanie często mnie dziwiło, ale i również sprawiało, że im współczułam. Myślę, że obie główne postacie sprawiły, że książka nie była, aż taka nudna i zdecydowanie ich wykreowanie ma duży wpływ na moją ocenę końcową. 

Największym minusem książki była chyba jej długość i dość przewidywalne zakończenie. Nie zostałam zaskoczona, ani zszokowana, tylko po prostu utwierdziłam się w przekonaniu, że jednak czasami potrafię domyśleć się zakończenia (co ostatnio mi nie wychodziło). A długość? W pewnych momentach, a zwłaszcza tych końcowych, przysypiałam i odliczałam ilość stron jakie pozostało mi od końca. Chociaż pomysł jest dobry, to jednak myślę, że mógłby być przedstawiony dość krócej i zwięźlej. 

Podsumowując. Książka nie jest zła, ale do najlepszych i najwybitniejszych nie należy. Opowiada fajną historię, która pełna jest wspaniałych momentów, jednak chwilami zdecydowanie przynudza. Nie nastawiałam się na nic, dlatego nie zostałam rozczarowana. Szept Wiatru jest mało wymagając lekturą, pięknie wyglądającą na półce i chwilami może Was porwać. Dlatego polecam wszystkim fanom takich książek, ale również tym, którzy i tak są nią zaciekawieni. Mnie nie porwała, aż tak, aby nagle przekonać się do tego gatunku, ale w przyszłość na pewno nie raz jeszcze spróbuję i sięgnę po inne lektury tego typu, a wtedy będę mogła porównać je do Szeptu Wiatru. 

MOJA OCENA: 5,5/10 

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat

piątek, 22 sierpnia 2014

13 plusów bycia bloggerem książkowym!

12 komentarzy:
Dziś zapraszam Was na luźny post, który poświęcę na to, aby przedstawić plusy bycia bloggerem książkowym. Powodów będzie 13, ale zapewne nie będą one pechowe. Także, serdecznie zapraszam!


1. Możesz gadać, gadać, gadać, gadać, gadać i gadać o książkach!
Zdziwieni? Ja nie. Jeszcze niespełna dwa lata temu nie miałam nikogo z kim mogłabym na okrągło gadać o papierowych przyjaciołach. Od czasu założenia bloga poznała dużo takich osób, lecz wtedy jedyną formą, w której mogłam pisać o książkach było właśnie blogowanie, które sprawiało (i sprawia!) wielką przyjemność. Znajomi nie zawsze są dostępni, a na bloga mogę dodawać notki kiedy tylko zechcę! 

2. Poznajesz tysiące wspaniałych osób, takich samych jak Ty!
Wspomniałam o tym punkt wyżej, ale wolę to rozwinąć w oddzielnym. Dzięki blogowi znalazłam wiele osób, które tak jak ja kochają czytać, recenzować i rozmawiać o książkach. Z wieloma z nich znajomość zakończyła się dość szybko (ale i tak będzie bardzo miło przeze mnie wspominana), lecz do dziś są ze mną osoby, z którymi mogę dzielić się moją pasją. Jest to fantastyczne, ponieważ nie dość, że z chęcią prowadzimy rozmowę o naszych blogach, bądź "papierowych" zakupach, to nawet w wielu innych sprawach świetnie się dogadujemy :)

3. Nikt się nie zdziwi, że okradłeś księgarnie, bądź przeczytałeś 20 książek w miesiącu!
Każdy z nas ma również znajomych, którzy nie przepadają za czytaniem (ale to oczywiście nie przeszkadza w utrzymywaniu kontaktu) i są zdziwieni kiedy my to robimy. Jednak gdy podejmują ze mną rozmowę na temat mojego hobby czuję się dziwnie, widząc ich zszokowane twarze, kiedy mówię ile czasu spędziłam nad wieloma lekturami, bądź ile na nie wydałam. W blogosferze książkowej nikogo to nie dziwi i nie musimy czuć się dziwnie gdy chcemy pochwalić się nowym zakupem, czy pobitym rekordem czytelniczym! 

4.Czujesz satysfakcję i spełnienie!
Kiedy po ciężkim dniu, bądź w złym humorze, wchodzę na panel bloggera i widzę kolejne kilkaset wyświetleń, nowych obserwatorów, czy dużo komentarzy pod ostatnią notką czuję się spełniona. Każda nowa współpraca, a nawet poznana osoba dzięki blogowi sprawia, że skaczę aż do sufitu. Przez bloga zawsze zabijam nudę, poprawiam sobie humor, czy zaskakuję znajomych, którzy są pełni podziwu jak dużo wkładam w to pracy (która oczywiście jest przyjemnością). Po prostu jestem dumna, że mam swoje miejsce w sieci i gdy patrzę na to wszystko okiem zwykłego czytelnika jestem pod wrażeniem i rozpiera mnie satysfakcja :)

5. Robisz coś dla ludzi!
Może to dziwne, ale zawsze szokuje mnie, że ludzie tak mi ufają i sięgają po coś, ponieważ to poleciłam. Oczywiście nie odbyło się bez zgrzytów, gdy ktoś mi zaufał, a po prostu książka nie trafiła w gust czytelnika, jednak większość jest po prostu mniej lub bardziej zadowolona z lektury, którą pozytywnie zrecenzowałam. Aczkolwiek myśl, że ktoś kupując, bądź wypożyczając książkę, robi to, ponieważ przypomina sobie w głowie moje słowa jest wspaniała. Moim zdaniem każda powieść niesie w sobie mniejsze lub większe przesłanie, bądź pouczenia, a to może zmienić nasze życie. Dlatego fakt, że dodając recenzję mogę zmienić czyjeś podejście do świata jest zaskakujący i to kolejny przykład dlaczego prowadzę takiego, a nie innego bloga :)

6. Nabierasz doświadczenia!
Nie mam pojęcia czy mój blog będzie na zawsze. Zapewne nie. Za dwa tygodnie rozpoczynam pierwszą klasę liceum, coraz bliżej do matury, studiów i dorosłego życia. Gdzieś między tym wszystkim na pewno zabraknie mi czasu na czytanie, recenzowanie oraz bloga. Na dzień dzisiejszy nie wybieram się na studia humanistyczne, ani nie wiążę swojej przyszłości z tymi kierunkami, jednak nie wiem co przyniesie i jak zaskoczy mnie życie. A doświadczenie jakie tu zdobyłam naprawdę może przydać mi się w przyszłości oraz być może pomoże w jakiś sposób zdobyć pracę. Nigdy nic nie wiadomo :)

7. Masz wspaniałe hobby, którym możesz się dzielić (i chwalić)!
Ludzie bez zainteresowań są nudni. Bo co robią w wolnym czasie? W czym się rozwijają? No własnie. Dzięki blogowi i książkom zauważyłam te różnice w sobie. Myślę, że to wszystko w pewien sposób zmieniło mój charakter, sposób bycia i przede wszystkim dobieranie sobie znajomych. Nie lubię spędzać czasu z nudnymi osobami, które nie mają nic do powiedzenia o sobie. Chociaż ja nie chwalę się wszystkim, świeżo poznanym ludziom o moim zainteresowaniu, to jednak gdy utrzymuję z kimś dłuższy kontakt lubię pokazać miejsce w które wkładam tak wiele pracy i serca, czyli mój blog. Jednak uważam, że większą satysfakcją jest to, kiedy taka osoba sama zakłada bloga i sama wchodzi w ten świat blogosfery (niekoniecznie książkowej). 

8. Twoja prywatna biblioteczka staje się większa z każdym miesiącem! 
Cenię sobie współpracę z wydawnictwami. Nie dlatego, że mogę otrzymać wiele darmowych książek i później sprzedać je z zyskiem, ponieważ nawet tego nie robię (mam jakiś taki wielki sentyment, a miejsca na półkach brak). Ale dlatego, że dzięki temu nie muszę wydawać wielkiej fortuny na każdą nowość, bądź książkę o której bardzo głośno w blogosferze, gdyż mogę dostać ją dzięki uprzejmości któregoś z wydawnictw. Oczywiście nie otrzymuje każdej pozycji, którą zapragnę i czasami decyduję się na takie, o których nigdy nie słyszałam, ale każda lektura sprawia mi przyjemność (nawet te, które nie przypadną mi do gustu), ponieważ wiem, ze ktoś mi zaufał i liczy na moją recenzje. Często wieczorami patrzę na moje książki, których nie jest za wiele w porównaniu do zbiorów innych recenzentek, ale ja z chęcią zawieszę na nich oko. Jest wśród nich wiele książek, które dostałam dzięki blogowi, ale jeszcze więcej kupiłam sama, czasami za zaoszczędzone pieniądze i jest to kolejny powód do dumy!

9. Dużo się uczysz!
I nie mówię tu tylko o nawiązywaniu współprac, zdobywaniu czytelników czy po prostu o wszystkich rzeczach, które poznajemy gdy prowadzimy bloga. Chodziło mi o pisanie, popełnianie błędów i wszystko co związane z recenzjami i jakże trudnym językiem polskim. Nigdy nie byłam orłem z ortografii, gramatyka również dobrze mi nie szła, a gdy nauczycielka wspominała o napisaniu rozprawki od razu bolała mnie głowa. Przez te 2 lata w blogosferze nauczyłam się zdecydowanie więcej, niż przez wszystkie spędzone w szkole. Fakt, tam poznałam podstawy, ale jeśli chodzi o ich rozwijanie to już tak dobrze mi nie szły. Zapewne dzięki samemu czytaniu poprawił mi się styl pisania, jeśli chodzi o recenzje, to czasami sami wytykaliście mi błędy, które szybko poprawiałam, lecz ja sama również sprawdzałam, googlowałam, a nawet i otwierałam słowniki. Oczywiście nie uważam, ze teraz moje recenzje są idealne, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, ale w porównaniu z moimi opiniami sprzed roku, zrobiłam duży krok. 

10.Wiesz o wszystkich "książkowych" nowinkach!
Gdy zaczyna się miesiąc blogosfera szaleje. Naprawdę. Wszędzie pojawiają się zapowiedzi książkowe lub stosiki. Uwielbiam czytać takie posty, nawet u niektórych dalej sprawdzam podsumowania miesiąca (chociaż już dawno mi to zbrzydło). Dlaczego? Dzięki takim notkom mogę dowiedzieć się wszystkiego o wiele szybciej! Każdy z nas współpracuje z różnymi wydawnictwami, dlatego każdy zamieszcza inne zapowiedzi, bądź książki, które pragnie kupić. Przez takie posty możemy dowiedzieć się o premierze kolejnej części naszej ulubionej sagi, bądź nowej książce cenionego autora, ale również o polskiej premierze światowego bestselleru. A stosiki? Często miło jest zobaczyć powieść, którą sami mamy, w nowościach u innego bloggera. Lecz jeszcze milej zobaczyć, że ktoś wzbogacił swoją biblioteczkę o nowe pozycje, bądź dowiedzieć się o książce, której szukaliśmy dość długo i dogadać się gdzie my możemy ją dorwać! Możliwości jest wiele, ale blogosfera to również zapowiedź wielu książkowych imprez, w których możemy uczestniczyć :) Targi w wielu polskich miastach to już chyba tradycja. 

11. Możesz wyrazić swoje zdanie na 100 różnych sposobów i nic nikomu do tego - to Twój blog! 
Bywają książki, które wbrew wszystkiemu nie przypadły nam do gustu, bądź na odwrót. Na początku mojej przygody z blogowaniem starałam się wydobywać z lektury wszystko, aby tylko podnieść jej ocenę, ponieważ taka figurowała w blogosferze. Szybko pojęłam, że jest to błędem. Na moim blogu mogę pisać co chcę. Mogę oceniać książki jak chcę oraz pisać co tylko mi się podoba. Szczerość w recenzjach jest najważniejsza. I każdy z Was może skomentować taki post, również wyrazić swoje odczucia (czy to do recenzji czy książki).


12. Nie stoisz w miejscu!
Czy dokładnie pamiętasz jakim człowiekiem byłeś rok temu? Co się u Ciebie diametralnie zmieniło, bądź nie? Charakter i wygląd na pewno, ale czy coś poza tym? No właśnie. A ja doskonale pamiętam, że rok temu mój blog nie miał jeszcze 100 obserwatorów, a w zakładce "współpraca" figurowało tylko jedno wydawnictwo. Recenzowanie pomaga mi w realizowaniu samej siebie. Wiem, że przez ten rok zrobiłam duży krok i jestem z niego dumna. Wiele się nauczyłam, wiele nowych książek jak i ludzi poznałam. Jestem zdecydowanie innym człowiekiem, niż 365 dni temu :)

13. Świetnie się... bawisz?
I na sam koniec. Wbrew wszystkiemu, czyli nudnym książkom (przez które trzeba przebrnąć), terminom na recenzje, częstego braku weny, małej ilość komentarzy pod jakąś notką (bo i to się zdarzy), ogólnym humorkom i niechęci do pisania, blog to wspaniała zabawa. Zabija nudę i daje zajęcie. Mogę się przez niego rozwijać, poznawać wspaniałych ludzi i książki, nabierać doświadczenia! To wspaniała rzecz, której nie da się wyrazić słowami.

Życzę Wam udanej końcówki wakacji i miłego powrotu do szkoły, kochani!

środa, 20 sierpnia 2014

#124 - "Hopeless" - Colleen Hoover

14 komentarzy:



Tytuł: Hopeless
Autor: Collen Hoover
Okładka: miękka
Ilość stron: 378
Cena detal.: 34,90 zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie oryginalne: 2013 rok
Wydanie polskie: 2014 rok








Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa. To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.

"Hope" 

Recenzje tej książki pojawiły się w blogosferze dość długo przed jej premierą. Zapowiadały wielkie BUM, "wielką lekturę", pełną emocji, rozczarowań, ale i zaskoczeń, po prostu wszystkiego! Wiele osób utrzymywało, że gdy sięgniemy po Hopeless zmieni się nasze życie, nasze spojrzenie na świat, traktowanie bliskich nam osób, po prostu, po tej lekturze będziemy innymi ludźmi. Ale czy to prawda? Jak ja poczułam się po tej książce? Co ona we mnie zmieniła? Chyba Was rozczaruję, albo zaskoczę, ale gdy tylko skończyłam czytać tę pozycję pragnęłam najnormalniej w świecie... wyrzucić ją przez okno.

"Holder"

Książki nie da się przewidzieć. Czytając ją wymyślałam tysiące, jak nie miliony zakończeń, ale żadne z nich nie było trafne. Nic nie zapowiadało, aby lektura miała drugie dno, inną stronę, coś kompletnie odstającego od pierwszego wrażenia jak nam towarzyszy gdy ktoś po raz pierwszy wspomniał Hopeless. I właśnie chyba to jest fenomenem tej książki, ponieważ od samego początku szukałam jakiegoś wątku, szczegółu, czegokolwiek, co porwie serca czytelników i właśnie to - te zaskoczenie - porwało moje.

"Les"

Jedynym minusem Hopeless jest to, że chwilami staje się tanim romansidłem. Wiem, że wiele z Was w tym momencie się ze mną nie zgodzi, ale ja gdy tylko przychodziła jakaś romantyczna scena, czekałam aż wreszcie się skończy, ponieważ: ile można? Do pewnego stopnia to akceptuję i daję radę przetrwać, ale ta książka nasiąknięta była tak zwanym cukrem, którego miałam dość. Chociaż wątek romantyczny nie jest tu przedstawiony na pierwszy planie, bo jednak w całości książki chodzi o coś innego, to było go troszkę za dużo jak na mój gust i często musiałam się z nim męczyć.

"Sky"

Podsumowując. Zostałam zaskoczona, pozytywnie i bardzo miło tą książką, ponieważ z początku wydawała mi się banalna i nudna, a okazała się inna. Pięknie wydana i idealnie napisana lektura, która pozostanie ze mną na dłuższy czas. Często irytował mnie wątek miłosny, którego było troszeczkę za dużo, ale myślę, że większość czytelników odebrało go na plus. Hopeless zdecydowanie wzbudza emocję i uważam, że każdy z nas wyniesie, bądź wyniósł już, coś z tej lektury. Ja jeszcze bardziej utwierdziłam się w tym, że nie należy oceniać wszystkich z góry, ponieważ każdy z nas inny jest w środku. Polecam wszystkim miłośnikom książek, które zmieniają, zaskakują, a przede wszystkim wspaniale spędza się przy nich czas. Uważam również, że Hopeless nie ma ograniczeń wiekowych i chociaż z początku wydaje się głupią książką dla nastolatek to jednak z każdym rozdziałem zmienia się w coś innego, głębszego i zdecydowanie poważnego.

"Hopeless..."

MOJA OCENA: 9/10

czwartek, 31 lipca 2014

#123 - "Perfekcyjna kobieta to suka" - Anne-Sophie i Marie-Aldine Girard

6 komentarzy:




Tytuł: Perfekcyjna kobieta to suka
Autor: Anne-Sophie i Marie-Aldine Girard
Okładka: miękka
Ilość stron: 160
Cena detal.: 24,90 zł
Wydawnictwo: Feeria
Wydanie oryginalne: 2013
Wydanie polskie: 2014







Każda z nas marzy o tym, aby być perfekcyjną. Najpierw idealną dziewczyną, później żoną i matką. Robimy wszystko, aby nimi się stać, a gdzieś pomiędzy gonitwą do swoich założeń i prowadzeniem normalnego życia, gubimy swój własny charakter, albo same porzucamy go na koszt stania się perfekcyjną. A co jeżeli ten idealizm nie jest tym co chcemy osiągnąć w życiu? Na początku wydaje nam się, że bycie perfekcyjną kobietą to coś wspaniałego i coś co sprawi, że nasze życie będzie lepsze oraz mniej zagmatwane, lecz później każda z nas dochodzi do wniosku, że perfekcyjna kobieta to suka.

Jeśli sięgam po poradnik, to wymagam od niego bardzo dużo. Po pierwsze, pragnę aby zmienił coś w moim życiu. Po drugie, chcę, aby był nie tylko pouczający, ale również ciekawy. Nudzie mówimy zdecydowanie "nie". A po trzecie... mam nadzieję, że od teraz każdy poradnik będzie śmieszyć mnie tak bardzo jak ten. Naprawdę nie wiem, czy trafiłam na dobrą książkę, czy jest ona pouczająca, wartościowa i chyba nigdy się nie dowiem, ponieważ czytając ją cały czas się śmiałam. Oczywiście bywały mniej zabawne chwile, ale przez wszystkie strony na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Po skończeniu tej lektury bolały mnie policzki.

"Przestaniesz kupować buty w rozmiarze 38, chociaż nosisz 40 (nawet jeśli są na wyprzedaży)."

Perfekcyjna kobieta to suka jest książką na pozór nic nie wnoszącą do naszego życia, ot co, taka miła, śmieszna lektura, ale jednak kilka rad zapamiętam na zawsze (od teraz gdy ktoś robi mi zdjęcie, będę pamiętać o układzie ud i języka). Uważam, że autorki w śmieszny sposób i chwilami dość kontrowersyjny ukazały pewne aspekty naszego życia, to, że możemy mieć w s z y s t k o, a nie być perfekcyjnymi osobami. W pewnym sensie bardzo podniosło mnie to na duchu i myślę, że inne czytelniczki również po lekturze tego poradnika inaczej spojrzały na wykreowany idealizm kobiety XXI wieku. 

Jedyny minus tej lektury, to chaotyczność. Została stworzona naprawdę fajnie i pomysłowo. Czyta się ją w mgnieniu oka (jeśli oczywiście nie płaczesz ze śmiechu), ale irytowało mnie to, że często powielano tematy co kilkanaście stron, jakby nie można było scalić wszystkiego w jednym rozdziale. Było to dość niewygodne, iż aby przeczytać wszystko na dany temat, trzeba było wertować strony do innych działów. 

Podsumowując. Poradnik okazał się dobrą rozrywką, która bardzo mnie rozśmieszyła. Oprócz tego nauczyła pozować do zdjęć i zapewniła, że nie trzeba być perfekcyjnym. 160 stron szybko mi minęło, a czas który spędziłam z tą książką zaliczę do zdecydowanie udanych. Lektura jest mało ambitna, ale uważam, że na takie letnie wieczory w sam raz. Polecam płci żeńskiej, lecz myślę, że panowie również mogli by nauczyć się wiele z tego poradnika. 

MOJA OCENA: 8/10


 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria

wtorek, 29 lipca 2014

#122 - "Kobiety na plaży" - Tove Alsterdal

3 komentarze:




Tytuł: Kobiety na plaży
Autor: Tove Alsterdal
Okładka: miękka
Cena detal.: 39,99 zł
Ilość stron: 462
Wydawnictwo: Akurat
Wydanie oryginalne: 2009 rok
Wydanie polskie: 2013 rok







Mary jest jedyną osobą, przeżyła ryzykowną morską przeprawę z Afryki do Europy. Wycieńczona, ranna i przerażona usiłuje dotrzeć z Tarify do Kadyksu, aby zarobić pieniądze na dom dla rodziców. Młodziutka szwedzka turystka, razem ze swoim ojcem spędza wakacje na południowym wybrzeżu Hiszpanii. Po nieudanej nocy spędzonej na plaży z chłopakiem poznanym w barze budzi się z kacem (poalkoholowym i moralnym), bez paszportu i pieniędzy. Piękny kochanek znika bez śladu, Terese zaś odkrywa w wodzie zwłoki czarnoskórego mężczyzny. W Nowym Jorku Ally Cornwall, trzydziestokilkuletnia scenografka, dowiaduje się, że jest w ciąży. Coraz bardziej dokucza jej tęsknota za mężem, który od jakiegoś czasu pracuje w Paryżu nad reportażem o współczesnym niewolnictwie. Coraz bardziej zaniepokojona milczeniem Patricka, wyrusza do Francji, aby go odnaleźć. Nie zdaje sobie sprawy, że Paryż to zaledwie pierwszy przystanek mrocznej odysei. Podążając śladami męża, dotrze do Lizbony i na południe Hiszpanii. Spotka zarówno Mary, jak i Terese. I kilkanaście innych osób.

Nie samą fantastyką i obyczajówkami bibliofil żyje, a więc czasami warto sięgnąć po inne gatunki, z którymi rzadko ma się styczność. Tak było i jest, w moim przypadku, ponieważ nieczęsto sięgam po kryminały w wersji papierowej. Kobiety na plaży miały to zmienić, jakoś zachęcić i pokazać, że ten gatunek może mnie wciągnąć tak samo, jak inne, moje ulubione. Czy dorównały moim oczekiwaniom? Czy je spełniły?

Zaczyna się dość tajemniczo, ponieważ już od pierwszych stron jesteśmy wprowadzeni w stan zagubienia, intryg i zaciekawienia. Nie mamy pojęcia co zdarzy się pierwszej poznanej przez nas bohaterce, a gdy przewracając kolejne kartki zapoznajemy się z dwoma pozostałymi postaciami. Już w tym momencie wciągamy się w lekturę. Idąc dalej, akcja coraz bardziej się rozwija, pojawiają się nowe wątki, których rozwiązanie chcemy poznać i jest po prostu tak tajemniczo. Z każdym rozdziałem klimat odczuwało się coraz bardziej.

"A potem wprowadziłam komputer w stan hibernacji; zgasł i zamilkł. Weszłam pod kołdrę, nawet nie ściągnąwszy narzuty. Chłopiec przestał jeździć na rowerku." 

Tove Alsterdal w swoim debiucie pokazała, że nie tylko wybitni i znani autorzy piszą dobre książki. Zabrała się za dość wymagający gatunek i uważam, że świetnie sobie z nim poradziła. Lektura jest wspaniale napisana pod względem językowym, ale również i fabularnym. Każda z postaci wykreowanych przez tę autorkę, była dopracowana na ostatni guzik, a drugoplanowi bohaterzy dodawali uroku całej "obsadzie". Muszę wspomnieć również o miejscach, które odwiedzała Ally, ponieważ dzięki nim poczułam pewien wakacyjny urok. Mowa tu o Paryżu i Lizbonie, które zawładnęły moim sercem od początku.

Kobiety na plaży nie jest książką monotonną. Cały czas coś się dzieje, odkrywamy nowe tajemnice, ich rozwiązania oraz poznajmy kolejne postacie, zamieszane w zniknięcie Patricka. Większość rozdziałów kończyła się zaskakującym wydarzeniem, bądź informacją, dlatego nie mogłam przerywać lektury po każdej części (jak mam w zwyczaju), ponieważ nie mogłam doczekać się co będzie dalej. Nie mogę narzekać na nudę w tej pozycji, ponieważ jej tam nie ma. Chociaż nie była to jakaś wybitnie trzymająca w napięciu książka, to jednak chwilami pojawiło się na mojej twarzy zdziwienie i zaskoczenie.

Nie sięgam chętnie po kryminały, ponieważ nie zawsze mam na to wielką ochotę. Jednak od czasu do czasu to robię i tym razem padło na Kobiety na plaży. Nie zgadzam się z opisem na okładce, który twierdzi, że jest to najlepszy kryminał tego roku, ponieważ książka trzyma pewnie poziom, ale wierzę, że gdzieś tam istnieją lepsze pozycje. Oprócz tego powieść przypadła mi do gustu, czasami intrygowała, nigdy nie zanudzała, ale jednak brakuje jej tego czegoś, co sprawi, że będę chciała ją polecać każdemu. W takim razie czy jest jakieś ograniczenie na tę lekturę? Nie sądzę, ponieważ w zależności od wieku, płci i zainteresowania, a zwłaszcza gustu literackiego, możesz sięgnąć po nią i ocenić, czy jest to kryminał roku.

MOJA OCENA: 7/10

 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat

piątek, 18 lipca 2014

O fenomenie, lub jego braku, serii Pretty Little Liars

17 komentarzy:
"Got a secret
Can you keep it?"


Miliony fanek na świecie, tysiące w Polsce, a to za sprawą czterech (a może pięciu?) słodki kłamczuch. Emily, Spencer, Aria i Hanna podbiły serca nastolatek na całym Świecie. Fabuła nie jest skomplikowana, a przynajmniej na pierwszy rzut oka tak nam się wydaje. Pięć przyjaciółek postanawia urządzić małe piżama party na zakończenie wakacji. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli. Jedna z nich - Alison - znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a rok później znajdują jej ciało. Od tego zaczyna się cała historia, którą mamy przyjemność śledzić w małym miasteczku - Rosewoodu. Zbyt łatwo? Ach! Zapomniałam wspomnieć o tym, że cztery, pozbawione swojej królowej, zagubione nastolatki są prześladowane przez tajemniczego nadawce wiadomości, czyli A, który/która zna wszystkie ich sekrety. Wspaniały pomysł na historię, którą można rozpisać na 16 książek (być może więcej...), 2 dodatki i nakręcić o tym 4 sezony (5 w trakcie, 6 i 7 planowany). Niezły tasiemiec, prawda? Jednak chyba ma w sobie to coś, bo fanów tej serii nie ubywa, a raczej przybywa. Chociaż. Zacznijmy od początku...

"Swear this one you'll save"


Pierwszy sezon jest jeszcze niewinny, jeśli można go tak określić. Dziewczyny są przerażone A, nie wiedzą co robić, jak działać, no i dalej uważają, że to Alison je nęka. Zadają pytania, szukają odpowiedzi. Wprowadzane wątki są rozwiązywane albo na poznanie ich rozwiązania musimy poczekać do następnego sezonu, który... nas zachwyca. Pod koniec drugiego poznajemy oprawcę dziewczyn, wszystko ma być zakończone, a powrót do normalności jest na wyciągnięcie ręki. Jednak tak się nie dzieje, zdecydowanie, ponieważ trzeba nakręcić sezon trzeci i czwarty, a w nich coś trzeba rozwinąć. Wtedy zaczynają się schody, po których ja musiałam się wspinać. Nie wiem czy twórcy serialu cierpią na zaniki pamięci, ćpają o wiele za dużo (bo jednak aby stworzyć dwa dobre sezony trzeba być na haju), ale mam wrażenie, że wprowadzając pewne wątki, postacie i sytuacje są na sto procent pewni ich kontynuacji, a później nagle zmieniają zdanie, wciskając nam kit jakimś dziwnym wytłumaczeniem. Najśmieszniejsze jest to gdy nagle jakaś postać znika, a po kilkunastu odcinkach powraca, jakby nagle twórcy zmienili zdanie. W sumie wyjazdy do NY  też są częste, bo po co tam siedzieć skoro można wrócić do psychicznego Rosewood. Kolejne sezony zdecydowanie nie trzymają już poziomu dwóch pierwszych (o ironio, a trzeci to mój ulubiony), jednak dalej miedzy odcinkami, w których nie dzieję się kompletnie nic, a dziewczyny zamiast sobie pomóc tylko komplikują sprawy, można wyłapać takie, które dorównują tym pierwszym, ciekawią nas i sprawiają, ze gęsia skórka nie opuszcza nas do końca.

"Better lock it in your pocket"


"Taking this one to the grave"


"If I show you then I know you"


"Won't tell what I said"


Bohaterki są przecudowne. Naprawdę. I chyba one rekompensują całą tę sprawę z niedomówionymi wątkami, zaginionymi postaciami i ciągłą zmianą zdania twórców. Emily, Spencer, Hanna i Aria mają wspaniałe charaktery, historie, cechy i och... kocham w nich wszystko! Każda z dziewczyn ma to coś, cechę która odróżnia je od innych, hobby, cokolwiek. Moją ulubioną z nich wszystkich jest Spencer (a najmniej lubianą Emily), ale i tak każda jest mi w pewien sposób bardzo bliska (13 tomów, 2 dodatki i 4 sezony zbliżają, prawda?). W każdym razie, kocham ich codzienne outifty, częsty brak gustu Arii, wspaniałe sukienki Hanny, zmianę wyglądu Emily (porównajcie 1, a 4 sezon) oraz kujoństwo Spencer. Ich rodziny, problemy, chłopaków, rodzeństwo, dziewczyny, prace, zero ogarnięcia jakiejkolwiek organizacji (och, A chce mnie zabić, patrzę mu w twarz, "Widziałaś jego/jej twarz? nie.."), to, że tyle razy były już blisko poznania prawdy, a za każdym razem coś zepsują (no bo trzeba nakręcić kolejne sezony). Po prostu za to wszystko je uwielbiam. 

"Cause two can keep a secret
If one of them is dead."


Tyle osób mówi, że serial, jak i książki, w ogóle cała ta historia jest naciągana. Pisana/nagrywana tylko dla pieniędzy. Może to i prawda, ale ja to się cieszę. Kocham Roswood High, dziewczyny, A, najlepsze parringi świata (Caleb i Hanna, Toby i Spencer) i wszystko co sprawia, że życie kłamczuch jest takie zagmatwane. Zaszłam już tak daleko z książkami i serialem, że po prostu mam nadzieję, iż kiedyś dowiem się co dalej, jak to było i kto w końcu jest w Ateamie. Nawet jeżeli ostatni odcinek nie odpowie na wszystkie pozostawione bez odpowiedzi pytania (będzie on musiał trwać jakieś 17 h) to i tak będę się cieszyć, ze przez te x sezonów i przez te kilkanaście (dziesiąt?) książek świetnie się bawiłam, śmiałam, płakałam i bałam. Bo Pretty Little Liars jest zbiorem scen, które są śmieszne, wrażliwe, straszne i melancholijne, czasami głupie, bez sensu, ale równie często potrzebne. Bo jest wiele, wiele lepszych seriali, lecz same kłamczuchy mają w sobie to coś i po prostu tak się do nich przywiązałam, iż z chęcią (mniejszą lub większą) śledzę dalsze ich losy w serialu i w książkach. 

Dlatego gdy ktoś mówi mi, że nie planuje zacząć Pretty Little Liars, reaguję:




~*~
Będzie mi niezmierni miło jeśli najpierw przeczytasz cały ten post (a wiem, że jest dość obszerny), a później skomentujesz. Aczkolwiek z chęcią poczytam o Waszych historiach z PLL, do czego czytać postu nie potrzeba (no, ale można). Chciałam po prostu wyrazić moją sympatię (i wstawić fajne obrazki)  do całej tej historii, a cały post nabierze sensu jeśli przeczyta się go w całości. Cytaty przed gifami są to fragmenty piosenki, która leci podczas intro serialu:  The Pierces - Secret. Dziękuję za uwagę. 
Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D