poniedziałek, 28 kwietnia 2014

#7 - Stosik

12 komentarzy:
Egzaminy napisane, ocen poprawiać nie trzeba, do szkoły dopiero w maju, więc... czas na powrót! Oj, stęskniłam się bardzo za pisaniem, blogowaniem i teraz postaram się jakoś do tego przyzwyczaić i znów wpaść w rytm recenzji. Aby tak nie zaczynać od razu zwykłym postem, a takim bardziej luźniejszym to dziś przygotowałam dla Was stosik. Zazwyczaj je jakoś nazywam, ale dzisiejszego nie potrafię, bo nie wiem czy istnieje przymiotnik opisujący stan kiedy musisz się uczyć, a zamawiasz książki. 


Od góry:
- "Noc Świetlików" - Elżbieta Rodzeń - od Wydawnictw Zysk i S-ka
- "Bóg nigdy nie mruga" - Regina Brett - od kochanej, wspaniałej Julci jako prezent urodzinowy
- "Jesteś cudem" - Regina Brett - moje szaleństwo na dzień książki w Empiku
- "Pretty Little Liars. Tajemnice Ali" - Shara Shepard - kolejny dodatek u mnie
- "Pretty Little Liars. Doskonałe" - Skara Shepard - moim wielkim marzeniem jest skompletowanie wszystkich części PLL, a na moje urodziny koleżanki postanowiły w 1/4 je spełnić, a więc 3 pierwsze części są u mnie, chociaż je czytałam to i tak pięknie wyglądają na półce :3
-"Pretty Little Liars. Bez skazy" - Shara Shepard - j. w.
- "Pretty Little Liars. Kłamczuchy" - Shara Shepard - j. w.
- "Przez bezmiar nocy" - Veronica Rossi - obiecane łupy targowe
- "Przez burze ognia" - Veronica Rossi - j. w.
- "Requiem" - Lauren Olivier - dalsza część szaleństwa na dzień książki w Empiku 
- "Pandemonium" - Lauren Olivier - j. w.
- "Hyperversum 2. Sokół i lew" - Cecilia Randall - od Wydawnictwa Esprit, czyli książka na którą bardzo długo czekałam. 

A zdawało się, ze to nie tak dużo. Jednak gdy na to spojrzę, zostało mi do przeczytania jakieś 6 książek, ale wszystkie do zrecenzowania. Och, to na pewno będzie owocna majówka, jednak mam nadzieję, że seriale jakoś dadzą mi czas na czytanie. A teraz standardowe pytanie... Czytaliście coś? Odradzacie? Polecacie?
 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Relacja z III Targów Książki w Białymstoku

5 komentarzy:
Witajcie!

Nie wracam jeszcze na stałe, aczkolwiek planuję to w najbliższej (w sumie to bardzo bliskiej) przyszłości. Jednak dziś chciałabym na chwilkę wrócić i opisać Wam najwspanialsze 30 minut mojego życia, a że jest to związane z książkami, to mój własny blog jest chyba idealnym do tego miejscem.  Jak pewnie domyślacie się z tytułu dane było mi odwiedzić Targi Książki, które odbyły się w moim mieście. Jest to chyba jedno z głównych marzeń każdego recenzenta, a dzięki temu, że mieszkam w Białymstoku mogłam je dziś spełnić. Zaczynając od początku...

Razem z Heleną (http://helenabloguje.blogspot.com/) wybrałyśmy się dość wczesną porą, bo o 9:30, na krótką przejażdżkę rowerową, której celem była Opera i Filharmonia Podlaska, czyli miejsce gdzie odbywały się Targi. Po odnalezieniu tego budynku (my, rodzone białostoczanki, wyśmienicie znamy nasze miasto), zaparkowaniu rowerów (tam gdzie nie trzeba...) i zapłaceniu symbolicznej złotówki (bo Paulina zapomniała powiedzieć, żeby wziąć legitymację) wreszcie mogłyśmy wejść i oddać się tej przyjemności jaką jest buszowanie po stoiskach wydawnictw przez... 30 minut. Albo pomyślicie, że jestem szalona, albo dziwna, ale ten czas w zupełności mi wystarczył i te 1800 sekund stało się czymś wspaniałym. 

Widok z górnego piętra

Zaszłyśmy chyba wszędzie, a do kilku stoisk wracałyśmy kilka razy, było to wyróżniające się wydawnictwo Dreams, ale również  Czarna Owca, Wydawnictwo M, Nasza Księgarnia i wiele innych. Nie zdążyłam wszystkiego przejrzeć dokładnie, pobuszować, ale nie narzekam na brak czasu. Podchodziłam do stoiska, patrzyłam na książki, jeśli znalazłam chociaż jedną, którą chciałabym przeczytać- zostawałam, jeśli nie - szłam dalej. Wiele pozycji było przecenionych nawet o 50 i więcej procent. Takim sposobem znalazłam 4 książki za które zapłaciłam niewiele. Jako, iż nie wszystkie zostaną na mojej półeczce, ponieważ mam zamiar obdarowywać nimi innych, tytuły zdradzę niedługo, w recenzji lub na fp. Nie każde wydawnictwo przyciągało potencjalnych klientów cenami, ponieważ niektóre były takie jak w księgarni lub różniły się tylko kwestią 5-10 zł. To spowodowało zmianę moich planów ("Baśniarz"  będzie musiał zdecydowanie zaczekać), ale i tak jestem zadowolona z moich zakupów :) A co po 30 minutach? Szczęśliwe (a zwłaszcza ja!) opuściłyśmy Operę i z małymi problemami technicznymi wróciłyśmy do domu. 


Oczywiście nie przywiozłam ze sobą tylko książek, ale również i zakładki oraz katalog wydawnictw Dreams. Obsługa wszędzie była bardzo miła, pomocna i przyjacielska, nie spotkałam się z jakimkolwiek niemiłymi odpowiedziami, ani reakcjami. Na większości stoisk można znaleźć było broszurki, katalogi i zakładki, a gdy jakiekolwiek wpadły mi w oczy zaraz je brałam. Jak widać, udało mi się wziąć ich aż i tylko tyle, ponieważ wiem, że za jakiś czas będę potrzebowała następnych. Na razie pięknie się prezentują przy półce książek, na której powoli brakuje miejsca. Całe targi uważam za udane i chociaż dane mi było spędzić na nich tylko pół godziny, to nigdy nie zapomnę spędzonego tam czasu (pierwsze targi w życiu), a do kolejnych odliczam już dni! Atmosfera była świetna, czułam się tam jak w raju i mam nadzieję, ze nie będą to moje ostatnie targi oraz, że w przyszłości zwiedzę kilka innych, nie tylko białostockich :)

Bardzo miło było tu znów napisać, już nie mogę doczekać się kiedy wrócę na stałe, a to już niedługo! 
Do napisania :)

P.S. Wyczekujcie zdjęć zdobyczy z Targów na fp lub w stosiku :3

sobota, 29 marca 2014

Zawieszenie bloga.

7 komentarzy:
Ze względu na zbliżające się egzaminy zawieszam bloga. Najbliższa notka pojawi się w okolicach 25 kwietnia. Do zobaczenia za miesiąc :)

niedziela, 9 marca 2014

#112 - "Zabić Drozda" - Nelle Harper Lee

7 komentarzy:



Tytuł: Zabić Drozda 
Autor: Nelle Harper Lee
Okładka: miękka 
Ilość stron: 412 
Wydawca: Rebis Dom Wydawniczy
Premiera polska: 2006 rok











"W naszych sądach, kiedy na jednej szali jest słowo czarnego, a na drugiej słowo białego, wygrywa zawsze biały. To paskudne, ale taka jest prawda życia"

Lata trzydzieste XX wieku, małe miasteczko na południu USA. Atticus Finch, adwokat i głowa rodziny, broni młodego Murzyna oskarżonego o zgwałcenie biednej białej dziewczyny Mayelli Ewell. Prosta sprawa sądowa z powodu wszechpanującego rasizmu, urasta do rangi symbolu. W codziennej walce o równouprawnienie czarnych jak echo powraca pytanie o to, gdzie przebiegają granice ludzkiej tolerancji.

Jest tak wiele tytułów książek, które znana są od lat i wręcz grzechem jest ich nie czytanie. Być może nie widzimy wielu recenzji tych znanych, klasycznych dzieł, ale myślę, że nie raz słyszeliście o Zabić Drozda. Co to za książka? Z wierzchu zwykła lektura, trochę tolerancji, zabawy i powagi w jednym. Ale w środku jest to świetna i poruszająca dogłębnie książka, nie tylko o procesie sądowym, ale i o krzywdzeniu, zaufaniu, poświęceniu oraz pięknej, rodzicielskiej miłości.

Sięgnęłam chyba z widomych powodów. Książka znana, chwalona, a ja sama spotkałam się z tym tytułem kilkanaście razy, więc nie mogłam zostawić jej bez czytania. Fakt, na początku szło mi to strasznie wolno, nic mnie w niej nie interesowało. Jednak mój upór sprawił, że po miesiącu wróciłam do tej historii i ją dokończyłam. Coś sprawiło, że dalej, pomimo nierozwijającej się akcji, interesował mnie los bohaterów. Dziś cieszę się, że nie odłożyłam tej powieści na bok, że powróciłam do niej i pokochałam w niej wszystko. Z każdą stroną było mi coraz bardziej żal tego, że kiedyś przewrócę tą ostatnią  i będę zmuszona zamknąć tę książkę.

"Myślę, że jest tylko jeden rodzaj ludzi. Ludzie" 

Spotkałam się z wieloma opiniami, iż Zabić Drozda to zwykła, przyjemna obyczajówka, która zachwyci nas swoją prostotą. Jest w tym ziarno prawdy, jednak ja sama nie do końca się z tym zgadzam. Nie możemy czuć się przyjemnie czytając o takich sytuacjach. Nie bawimy się świetnie, gdy w książce dzieje się komuś krzywda, a czytaliśmy o wielu sprawach, gdzie włosy jeży się na głowie. Chociaż z drugiej strony tak było, jest i będzie, bo rasizm nie zniknie z dnia na dzień. Chyba dzięki tej książce to zrozumiałam.

Mogę mówić, że ta lektura Was zachwyci, porwie i wyprowadzi z równowagi na jakiś czas. Trochę zaszokuję, rozśmieszy, ale również doprowadzi do łez. Sprawi, że ją pokochacie, ale...po co mam to mówić? Sama uczuciowa nie jestem, więc nie płakałam. Czasami moje kąciki ust drgnęły w stronę nieba, ale co z tego jeśli zaraz opadły w dół. Ale jednak książka ma w sobie to coś, te drugie znaczenie, które zapadnie Wam w pamięci. W Zabić Drozda poruszane są tematy, na które każdy milczy i na które większość odwraca wzrok, dlatego warto sięgnąć i odkryć temat tabu.

Podsumowując. Nie jest to zwykła książka, ani obyczajówka. To coś więcej, ale aby to poznać i zrozumieć - trzeba przeczytać. Polecam wszystkim fanom klasyki oraz również tym, którzy szukają nowych przygód. Jednak nie można przygotować się tylko na te śmieszne i przyjemne sceny, bo kilka zapewne Was zamuruje i zdziwi. Ale polecam tę książkę, bo chociaż nie jest nowością, to chętnie spędziłam przy niej czas i mam nadzieję, że Wam również się spodoba.

MOJA OCENA: 7/10




niedziela, 2 marca 2014

#12 - Podsumowanie miesiąca: luty

6 komentarzy:

Dziś będzie krótko, treściwie i na temat. 

Skończyły się ferie, jestem już po trzech tygodniach szkoły, po dniach otwartych, czyli zapowiada się cały miesiąc chodzenia do szkoły, To dobrze, powtórki przed egzaminem, więcej czasu na materiał itp. Jednak zdecydowanie brak go na książki i bloga, z czego zdaję sobie sprawę. W tym miesiącu przeczytałam 4 pozycje, co jest jednym z najgorszych wyników, ale się tym nie przejmuję. Martwić będziemy się po 25 kwietnia i teraz tak sobie to tłumaczę. 

-"Gwiazd naszych wina" - John Green
-"Mały Książę" - Antoine de Saint-Exupéry
- "Zabić Drozda" - Harper Lee
- "I wciąż ją kocham" - Nicholas Sparks

Łącznie przeczytałam 1214 stron, co daje ok. 43 stron dziennie.
Najbardziej podobały mi się: "Zabić Drozda"
Zawiodłam się na: -
Najszybciej czytało mi się: -

Dwie książki sobie powtórzyłam, jedną przed omawianiem na lekcji, drugą ze względu na zwiastun (bo naszła mnie ochota). Ogólnie mam postanowienia, aby czytać, bo chcę, bo mam ochotę, a nie bo muszę. Ktoś mi ostatnio uświadomił, że takie czytanie na siłę jest bez sensu, bo zabiera tylko przyjemność i chociaż zawsze tłumaczyłam sobie, że robię to dla niej, ostatnio zauważam, że to pewne czytanie na czas, które już mnie nie kręci. Mam zaczęte chyba z pięć książek, a zaczynam i kończę to na co mam ochotę. 

Planów nie mam. I tak się z nich nie wywiążę. 

piątek, 21 lutego 2014

#111 - "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" - Matthew Quick

8 komentarzy:





Okładka: miękka
Ilość stron: 318
Cena: 34,90 zł
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie oryginalne: 2012
Wydanie polskie: 2013










"Czujesz czasem, jakbyś nie był wewnątrz tą samą osobą, którą jesteś na zewnątrz?"

Witajcie w Belmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić – odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domu, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Belmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę…

Matthew Quick zaskoczył mnie swoją pierwszą książką, czyli Poradnikiem pozytywnego myślenia, która rok temu skradła moje serce. Wydanie kolejnej jego powieści okazało się dobrą inicjatywą, gdyż tak samo jak swoja siostra, wciągnęła i sprawiła, że kilka zwykłych godzin zmieniło się w niezapomniane chwile. Spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego i taką też lekturę otrzymałam. To piękne uczucie kiedy autor spełnia nasze oczekiwania, a Matthew Quick zdecydowane do nich należy. 

Niezbędnik obserwatorów gwiazd już od pierwszych stron sprawił, że wiedziałam, iż cały dzień spędzę przy tej książce. Niestety trochę się pomyliłam, gdyż tak wciągnięta fabułą i życiem bohaterów, nie miałam czasu na krótkie przerwy i po dwóch godzinach musiałam rozstać się z tym światem na zawsze. Chyba tylko bardzo silna wola (która mnie zdecydowanie opuściła), pozwoli nam rozplanować tę historię na kilka dni. 

"Zawsze mogę spojrzeć w kosmos i się zachwycić, bez względu na to, co się dzieje. A gdy spoglądam w górę, moje problemy robią się takie małe. Nie wiem czemu, ale zawsze czuję się wtedy lepiej."

Ta książka jest piękna. Tylko tyle i aż tyle można o niej powiedzieć. Wzrusza, łapie za serce i pokazuje, że jednak chyba nasz świat nie jest taki zły. Bo przecież istnieje jeszcze miłość i przyjaźń? A w Belmont zdecydowanie było ją widać. Oprócz tego życzliwość bohaterów do siebie samych, sprawi, że pokochamy ich od pierwszych akapitów. Niecodzienne zachowania, nawyki, błędy, ale również i zainteresowania bardzo imponują. Są oni zdecydowanie barwnymi i czegoś wartymi postaciami, które powinny być dla nas wzorem w wielu życiowych sytuacjach. 

Cała moja przygoda, którą mogłam odbyć w Belmont, wiele mnie nauczyła. Książka pełna jest pięknych porównań, cytatów, myśli i scen, które pozostaną na długi czas w mej pamięci. Ma swój klimat, który każdy z nas odczuję, ponieważ utrzymuje się on przez cały czas, od pierwszego do ostatniego zdania. Każdy rozdział, wątek i scena jest po coś, wnosi ważny element do fabuły lub po prostu zachwyca nas swoją prostotą albo romantycznością, a i takie chwile się zdarzały. 

Wspomniałam już trochę o bohaterach tej cudownej powieści, ale nie mogę pozostawić ich bez oddzielnego akapitu. Każda postać z osobna była wspaniałą inspiracją, w każdym z nich odnalazłam cechy oraz zachowania, które często widzę u siebie, dlatego czytanie tej książki było powolnym odkrywaniem siebie. Myślę, że to zdecydowanie było jednym z czynników, które sprawiły, że zatraciłam się w tej lekturze.

"Chciałem zrobić dla ciebie coś miłego (...) Kupiłem ci więc twój własny kosmos"...

Podsumowując. Zaskakująca, wciągająca i bardzo dobra powieść. Żeby zrozumieć, poznać tajemnice i klimat całej książki, trzeba po prostu po nią sięgnąć. Jest to obyczajówka, którą może nie każdy polubi, ale jednak warto zobaczyć, bo może właśnie poznacie nowego przyjaciela? Do powieść zapewne wrócę, jest po co, może za rok, za dwa, ale już dziś cieszę się, że tak dobra i tak zaskakująca pozycja znalazła się na mojej półce. Zakup jej był dość nieprzemyślany i impulsywny, ale zdecydowanie jego nie żałuję i mam nadzieję, że Wy również przeczytacie i pokochacie Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. 


MOJA OCENA: 10/10

wtorek, 11 lutego 2014

#110 - "Umysł ponad materią. Wiara przenosi góry" - Dieter Broers

2 komentarze:




Okładka: miękka
Ilość stron: 204
Cena z okładki: 34,30 zł
Cena w sklepie talizman 29,20 zł (KUP)
Wydanie oryginalne: 2010 rok
Wydanie polskie: 2012 rok 









Każdy z nas w głębi serca ma swoje najskrytsze marzenia i cele, które chciałby osiągnąć. Jednak, jak to z życiem bywa, nie zawsze udaje się nam to spełnić. Wymówek dlaczego tym razem się nam nie udało jest miliony, ale być może nie myślimy o tej jednej? Nie chodzi tu o pesymizm, który odwiedza nawet najszczęśliwszego człowieka na świecie, ale raczej wiarę w siebie i swoje możliwości, bo ta zdecydowanie często o nas zapomina. Czy wystarczy tylko zaopatrzyć się w to zaufanie i dzięki temu dokonywać rzeczy niemożliwych? Czy silna wiara pomoże nam przenosić góry?

Nie potrafimy wykorzystać naszego potencjału i możliwości mózgu w stu procentach. Ale jeśli uwierzylibyśmy, że możemy to zrobić? Według autora tej książki to my sami niszczymy naszą wydolność, to my sami obniżamy naszą poprzeczkę, to my sami nadajemy sobie ograniczenia, a przecież nasz mózg nie poddaje się limitom. Dieter Broers ukazuje nam taki obraz nas samych, ale również wspomina o duchu, który odgrywa ważną rolę w naszym umyśle.

"Wiara przenosi góry" 

Książka odkrywa przed nami tajemnice naszego umysłu. W pewnych momentach jest naprawdę ciekawa i dzięki eksperymentom jakie autor przytacza w swoim dziele, staje się ona dobrą, wciągająca lekturą. Chociaż każdy z nas, nie patrząc na wiek, jest ciekawy tajemnic nas samych, to jednak ta publikacja jest zdecydowanie dla osób starszych, nawet ode mnie. W pewnych momentach Dieter Broers używa zbyt trudnego, a czasami nawet naukowego języka, co może odrzucić pewne grono czytelników.

Czy dobrze bawiłam się z ta pozycją? Podczas jej czytania miałam dość mieszane uczucia, ponieważ potrafiłam przez kilka stron wręcz pożerać informacje o tajemnicach umysłu i łaknąć więcej, a następnie leżeć znużona i licząc strony do końca. Jednak po zakończeniu Umysł ponad materią. Wiara przenosi góry i po krótkich przemyśleniach, doszłam do wniosku, iż książka rozjaśniła mi kilka sekretów, a sam autor dokonał dobrej roboty pisząc i wydając taką pozycję.

Podsumowując. Każdy z nas jest zaciekawiony umysłem i tym co potrafimy zrobić gdyby nie nasze ograniczenia, które sami sobie nakładamy. Wiara, mocna i silna, sprawia, że możemy przenosić góry, ale w tej książce dowiadujemy się też o wielu innych aspektach, które w tym pomagają. Sięgając poznacie wiele rozwiązań na tajemnice umysłu, ale również kilka eksperymentów, które mogą Was zaciekawić. Nie mogę przysiąc, że przez całe 204 strony nie będziecie się nudzić, ale wiem, ze chwilami tak jak ja, będziecie zaciekawieni i zaskoczeni tą książką.

MOJA OCENA: 7/10 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii. Ten fakt nie wpłynął na moją recenzje.

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D