sobota, 7 marca 2015

Największy friendzon świata, czyli Love, Rosie.



Historię Alexa i Rosie poznałam w dwóch wersjach. Filmowej i książkowej. Na tą pierwszą miałam ochotę od bardzo dawna, drugą poznałam jako pierwszą, chyba z zasady (i przecen w Empiku). Lecz dziś chciałabym opowiedzieć Wam o tej krótszej, czyli przeniesionej na wielki ekran. Mówić będę o wspaniałej, przyjacielskiej (do czasu) miłości, która zachwyci chyba każdego.



Rosie pokochałam od razu. Zarówno w książce, jak i w filmie. Swoją charyzmą, duchem walki, charakterem, po prostu wszystkim - skradła moje serce. I może przez swoje błędy cierpiała, jednak z perspektywy czasu było to chyba najpiękniejsze cierpnie świata. Nie wyobrażam sobie jej losów przedstawionych jako poukładaną studentkę hotelarstwa. Lily Collins świetnie, powtarzam świetnie, napiszę raz jeszcze, abyście na pewno zrozumieli - świetnie, zagrała Rosie. Pokazała ją w stu, jak nie dwustu procentach. Moja książkowa wersja tej bohaterki przeniosła się na wielki ekran i z chęcią poznawałam prawdziwą, nie przerobioną i sztuczną, ale taką samą jak w pierwowzorze, Rosie. Czy można chcieć czegoś więcej od dobrej adaptacji książki? Dobrze dobrani aktorzy i świetnie odegrani bohaterowie to już połowa sukcesu. A właśnie! O kim to ja jeszcze nie wspomniałam...



Alex. Przyjaciel Rosie od dzieciństwa. Tak samo zwariowany, zaskakujący i pozytywny jak ona sama. Razem tworzą świetną drużynę. Rozumieją się bez słów i przez wiele lat potrafili utrzymać kontakt, pomimo kilometrów, partnerów i sytuacji. Przyjaźń, która rzadko się zdarza. W Alexa wcielił się Sam Claflin. Porwał mnie swoją grą aktorską, świetnym pokazaniem postaci oraz nieziemskimi dołeczkami w policzkach. Z Lili tworzą wspaniałą parę aktorów, którzy idealnie wykonali swoja pracę. 




Odchodząc od filmu, a skupiając się bardziej na historii tej przyjaźni (bo o tym miał być post), chcę powiedzieć tylko tyle, że jest ona prawdziwa. Jeśli usuniemy cały ten szum jaki pojawił się po premierze, zmianie nazwy książki, przesłuchaniu soundtracku, dostaniemy prostą i zwykłą historię o przyjaźni. Wspaniałej, która zdarza się raz na milion. I film i książka skłoniły mnie do pewnej refleksji nad tym jacy ludzie mnie otaczają i komu tak naprawdę mogę zaufać. Doceniam historie, które nie tylko ciekawią, zabierają wolny czas na poznanie ich, ale również uczą czegoś i pokazują pewne wartości. Love, Rosie czy to w filmowej wersji, czy tej pierwotnej, pomaga wyciągnąć wiele wniosków, co jest jak najbardziej plusem. 


I've realized that,
 no metter where you are or who you are with.
I will always truly completly love you.







8 komentarzy:

  1. Ostatnio któraś koleżanka wspominała mi o tym filmie, ale oczywiście najpierw będę chciała sięgnąć po książkę :) A skoro polecasz film, to tym szybciej muszę przeczytać historię :D Jako specjalistka od zamykania wszystkich we friendzone, muszę to poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam zarówno film, jak i książkę! <3 O tak, Lily wypadła świetnie (naprawdę świetnie!) w tej roli :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Aha! Czyli jest jednak większy friendzone niż ja i Łukasz :D Czas zmienić tłumaczenie w książce z angielskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W dzisiejszych czasach prawdziwa, wieloletnia i bezinteresowna przyjaźń to coś, co rzadko się zdarza... dlatego tym bardziej warto dbać o nią. :) Książka czeka na półce, a film obejrzę po lekturze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja książki nie czytałam, ale obejrzałam film i naprawdę bardzo bardzo bardzo mi się spodobał <3 uwielbiam go, jest przepiękny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie oglądałam, nie czytałam, pewnie kiedyś sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ojejku, jejku :) filmu jeszcze nie oglądałam, ale mam książkę :) uwielbiam Ahern za jej magiczne elementy i ciepło jakie potrafi tchnąć w historię :) polecam Ci jej "Porę na życie" - przecudna książka z równie uroczą okładką :)

    P.S. jak to możliwe, że jeszcze do Ciebie nie trafiłam? świetny nagłówek! :) <3

    OdpowiedzUsuń
  8. I czytałam książkę, i oglądałam film i się po prostu zakochałam. Film może podobał mi się nieco bardziej, bo pokochałam go już od pierwszych kilku minut, za to książka od pierwszy kilkudziesięciu stron nieco mnie drażniła. Jednak muszę przyznać rację, przyjaźń Rosie i Alexa to jedna z najbardziej prawdziwych, jakie udało mi się do tej pory spotkać w literaturze.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Dziękuję za każdą pozostawioną opinię. Jestem mi niezmiernie miło, gdy czytam pozostawiony przez Ciebie komentarz :) Dziękuję za poświęcony czas i docenioną pracę.

Za szablon serdecznie dziękuję Krystianowi :D