Zaczęło się. Nie wiem jak Wy, ale ja po tych 2 tygodniach szkoły już jestem zmęczona. Czy to nowi nauczyciele, nowa klasa, nowa szkoła, czy po prostu profil jaki wybrałam (mat-fiz-inf, nie każdy recenzent jest humanistą :D), ale po tych 10 dniach nauki jedyne o czym marzę w piątki to spanie. Co będzie dalej? Kiedy dojdą testy i kartkówki? Czuję, że wtedy i na spanie będzie mało czasu. Jednak kolejna rzecz jaka mnie martwi to brak chwili w ciągu dnia, którą mogłabym poświęcić mojemu hobby - czytaniu i blogowaniu. Dlatego dziś chciałabym przedstawić Wam krótki plan zorganizowania czasu i być może sami z tego skorzystacie, lub podzielicie się swoimi radami :)
1. Chociaż 5 minut!
Taka zasadę wyznawać będę gdy na nic nie starczy czasu. Czy to 5 minut przed spaniem, czy przed nauką, będę starała się przeczytać chociaż kilka (naście?) stron, aby nie stać w miejscu i na chwilkę zapomnieć o tym wszystkim.
2. W międzyczasie.
Tą zasadę stosuję od ponad dwóch lat i dzięki niej wszystko idzie mi jakoś szybciej. Ustalam co zrobić mam danego popołudnia (wypisuje to w punktach) i za każdy odhaczony punkt, pozwalam sobie na krótką przerwa, czyli tak zwaną "nagrodę", w postaci przeczytania 10 stron danej książki. To motywuje mnie, aby się nie lenić i w miarę moich możliwości wypełniać postawione przez siebie punkty. Dzięki temu mogę przeczytać nawet 100 stron i tego nie odczuć.
3. W drodze!
Ta zasada jest chyba wszystkim dobrze znana. Do nowej szkoły dojazd zajmuje mi około 20-30 minut. Przecież to 30 stron książki! Haczyk jest oczywiście taki, że w porannych autobusach jest po prostu za duży tłok i nie zawsze znajdzie się miejsce siedzące :)
4. Do 20.
W domu najpóźniej jestem około godziny 15:30. Staram się wtedy zmotywować do nauki, aby o godzinie 20 (wy oczywiście możecie wybrać inną porę) mieć wszystko zrobione. Gdy już nadejdzie ta wyczekiwana pora, robię duży kubek herbaty, zakopuję się w kołdrze i czytam, aż nie będę senna.
5.W szkole.
Zdarzało się Wam czytać książki w szkole? Ja całe gimnazjum spędziłam na przerwach z książkami. Zawsze mam przy sobie książkę, ponieważ doświadczenie nauczyło mnie, iż każdego dnia mogę spóźnić się na autobus lub mieć wolną lekcje, a to idealny czas do zanurzenia się w świetniej lekturze. W liceum jeszcze nie praktykowałam tego, ale to chyba przez tę potrzebę zaaklimatyzowania się i mam nadzieję, że niedługo znajdę tę chwilkę aby poczytać na przerwie jakąś fajną książkę :)To moje 5 rad, które mi pomagają pogodzić naukę z czytaniem. Mam nadzieję, że chociaż któryś Was zainspiruje, bądź pomoże. Jeśli sami macie jakieś sposoby na naukę i czytanie - pochwalcie się nimi!

Twoje pomysły są dobre. Pewnie zacznę z nich korzystać, jak pójdę do liceum. Ja od pewnego czasu wprowadziłam sobie zasadę, że kiedy się nauczę, to pozwalam sobie na jedne rozdział, następny kiedy odrobię lekcję itd. Dzięki temu wychodzi mi średnio 5 rozdziałów dziennie. Niestety od przyszłego tygodnia może się to zmienić, bo zaczynają się zajęcia dodatkowe, przez co mój czas zostanie mocno skrócony. Mam nadzieję, że starczy go przynajmniej na jedne rozdział. :/
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
przydadzą mi się te rady, właśnie zaczynam lekturę :P
OdpowiedzUsuńCałkiem dobre rady, jestem tylko ciekawa, czy na studiach również się sprawdzą ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
Z wypisywaniem rzeczy do zrobienia miałam styczność przez parę dni, dłużej nie dałam rady. Niestety nie jestem osobą, która umie planować i się tego trzymać - raczej robię to, co przyjdzie mi w danej chwili na myśl. Skutkiem jest siedzenie do 2 w nocy przy lekcjach, bo w dzień jakoś o tym nie myślę. Zdarzało mi się, że rzeczy z np. wtorku przenosiłam na środę, czyli i tak odkładałam jak zwykle. Od jakiegoś czasu za to mam ochotę wprowadzić metodą zrobienie wszystkiego, co ważne, przed ustaloną godziną (dajmy na to 22). Nieprzerwanie od czterech dni po prostu zasypiam wieczorem nad książką, a budzę się w środku nocy - codzienne siedzenie do 15/16 w szkle, wieczorne zajęcia dodatkowe, a potem nawał prac domowych i kilka godzin przy komputerze naprawdę męczą. W szkole zazwyczaj nie czytam, ponieważ przerwy spędzam na rozmawianiu z przyjaciółką. Trzymamy się we dwie i nie chcę, żeby całą przerwę po prostu się nudziła, patrząc jak czytam. W drodze nie mam jak czytać, ponieważ od szkoły dzieli mnie 10 minut na piechotę :D
OdpowiedzUsuńA zasadę "w międzyczasie" stosuję, niestety nie z książkami, a komputerem :')
Pozdrawiam!
http://wilcze-recenzje.blogspot.com
Stosuję się do wszystkich Twoich rad, poza godziną, ponieważ dwa razy w tygodniu wracam do domu o 20 i zanim ogarnę szkołę, dom, psa i siebie, to już padam wycieńczona na łóżko, nawet nie myśląc o książce.
OdpowiedzUsuńNa szczęście istnieje tzw. pierwszy przystanek, na którym można zająć sobie miejsce siedzące w autobusie :D Chociaż kiedyś w tramwaju czytałam na stojąco i nie było tak źle XDD
Też jeszcze nie praktykowałam czytania w liceum na przerwach, jedynie w czytelni podczas lekcji religii, ale najwyższy czas zacząć C:
Nigdy nie potrafiłam czytać "po kilka stron". To takie... niestosowne. Coś jak przerywanie rozmowy po kilku zdaniach, albo jedzenie obiadu "na raty". Okej - książka się nie obrazi, ale do następnych kilku stron zastanawiasz się, co jest dalej napisane. Gdy czytam, wolę pochłaniać całe rozdziały, a przynajmniej przerywać w takich momentach, gdzie miejsce akcji się zmienia. Człowiek śpi (i uczy się) wtedy spokojniej. : )
OdpowiedzUsuńPomysły bardzo fajne, niektóre też stosuję :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten pomysł z czytaniem między nauką a lekcjami, chyba wypróbuję ho w najbliższym tygodniu C:
Pozdrawiam i zapraszam do mnie www.blog-ksiazkoholiczki.blogspot.com
Ja ostatnio sobie nie umiem zorganizować czasu >.< Najwcześniej w domu jestem o 15.20, w autobusie spędzam dziennie ok. 80 minut, co mnie strasznie wkurza(przede wszystkim dlatego, że nie potrafię w nim czytać, bo od razu robi mi się niedobrze). Twoje pomysły są super, z kilku właściwie już korzystałam, ale ostatnio to wszystko zniknęło. Dlatego dziękuję za ten pościk <3
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ciepło, pamiętam w modlitwie <3
Masz racje. Szkoła dla moli ksiazkowych to prawdziwa zmora, bo w wakacje mogliśmy czytać kiedy chcemy i co chcemy. Teraz jeszcze dojdą lektury :/ Zawsze biorę książkę do szkoły, bo nigdy nic nie wiadomo. Może akurat wypadnie jakaś wolna lekcja.
OdpowiedzUsuńMi również szkoła odbiera czas wolny. Mam nadzieję, że uda mi się, choć parę stron dziennie przeczytać.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się pomysł z "odhaczaniem" - jutro go zastosuję! :-)
OdpowiedzUsuńJak wiesz, w tym roku piszę egzamin gimnazjalny, blablabla. Już teraz praktycznie nie mam czasu ;__; Na całe szczęście staram się codziennie wypuszczać psa na pół godziny lub godzinę, a to doskonała chwila na książkę :D Czasami zdarza się, że zamiast prozy muszę wziąć ze sobą na dwór książkę od biologii czy chemii ;-; Niestety niedługo zrobi się zimno i nie będzie tak kolorowo ://///
OdpowiedzUsuńNie wiem czy jest to metoda "w międzyczasie" czy może inna, ale ja mam taką zasadę, że wolne dni zaczynam książką. Zawsze kładę ją przy łóżku przed snem, a gdy się budzę niewiele trzeba żebym zaczęła czytać. Przyjemnym rozwiązaniem jest też czytanie w wannie, polecam ;)
OdpowiedzUsuńZ wyjątkiem ostatniego punktu, to również mam takie "Zasady" co do czytania w roku szkolnym, lub kiedy muszę zrobić bardzo dużo rzeczy. Aktualnie przygotowuję się do egzaminu maturalnego i jestem po prostu zawalona arkuszami, maturami próbnymi, wypracowaniami, zadaniami z matematyki... W dodatku poza maturą mam jeszcze jeden egzamin na uczelnię, żeby w ogóle myśleć o moim wymarzonym kierunku, więc tego czasu jest naprawdę malutko. Czytam kiedy mogę, oczywiście, z umiarem, nie będę brała do szkoły, pomijając podręczniki, trylogia dodatkowych książek, ale jadę na tyle długo do szkoły, że często też zamiast "rozrywkowej", że tak powiem, książki, uczę się na sprawdziany lub powtarzam materiał do maja. Jedynie Święta, czas, gdy należy odpoczywać, są chwilą wytchnienia od nauki i mogę zatopić się w lekturze tego, na co aktualnie mam ochotę :)
OdpowiedzUsuń